Analiza Gran Derbi 13/14- pojedynek kontrowersji.

0

Wczorajsze Gran Derbi 13/14, wygrane przez FC Barcelonę 2:1, zakończyły się w atmosferze  lekkiego (?) skandalu – w ogniu krytyki znalazł się arbiter spotkania, który trzeba przyznać, nie miał swojego najlepszego dnia. O ile początek meczu w jego wykonaniu wychodzi generalnie na plus, tak z czasem było już coraz gorzej. Czy Pan Alberto Mallenco nie wytrzymał presji? Możliwe. Tak czy siak, w Hiszpanii bardziej niż o grze, znów mówi się o pracy sędziowskiej.

Jeśli nawet Leszek Orłowski (powszechnie uważany za probarcelońskiego komentatora Canal+) mówi, że Real może czuć się dziś pokrzywdzony, to naprawdę coś w tym musi być. Najważniejsze kwestie to dwa nieodgwizdane karne: pierwszy po ręce w polu karnym Adriano, drugi po faulu Mascherano na Cristiano Ronaldo. O ile w pierwszej przytoczonej sytuacji, można polemizować nad tym, czy zagranie było zamierzone i czy zawodnik Barcelony miał czas, by interweniować w inny sposób, tak druga sytuacja była ewidentną okazją do dania Realowi Madryt zasłużonego rzutu karnego. We wszystkich powtórkach widać, że Javier nie jest zainteresowany piłką, a przez swoje agresywne wejście, wytrąca Cristiano z rytmu biegu i powala na murawę. Mimo protestów, gwizdek arbitra milczy.

Jeśli chodzi o kwestię fauli ze strony obu drużyn, rozkłada się to dosyć równomiernie. Najaktywniejszym pod tym względem był na boisku Sergio Ramos, ukarany w końcu żółtą kartką za ostre wejście w Neymara. Bardzo ostro grał także Sergio Busquets, który już na początku meczu, został doprowadzony do pionu kartonikiem o tym samym kolorze. Nijak zmieniło to obraz spotkania, a zawodnicy wciąż nie szczędzili sobie przykrych boiskowych zagrań.

Mecz, wbrew oczekiwaniom, nie był niewiadomo jakim widowiskiem, do jakiego przyzwyczaili nas piłkarze obu zespołów. Ostatni wynik na Camp Nou, zakończył się zwycięstwem Realu aż 3:1, jednak Barcelona, jak zgodnie podkreślali eksperci, a nawet kibice, znajdowała się w sobotę w „lepszym momencie” i była faworytem zacierających ręce bukmacherów. Mimo wszystko, wynik 2:1 niezbyt odzwierciedla przebieg spotkania. Mówiąc całkowcie obiektywnie, obie drużyny są w bardzo porównywalnej dyspozycji i rewanż na Bernabeu będzie okazją do srogiej zemsty, którą zapewne już teraz w głowie mają zawodnicy Królewskich.

Cristiano Ronaldo, Gran Derbi 13/14 foul

Mimo wszystkich kontrowersji, warto zwrócić uwagę na walory czysto piłkarskie np. świetny występ Neymara. Obawiano się przed spotkaniem, że Brazylijczyk nie da sobie rady w starciu z tak potężnymi rywalami jak Sergio Ramos, czy Pepe. Na jego stronie miał zagrać doświadczony Alvaro Arbeloa, jednak Carlo Ancelotti zaskoczył dosłownie wszystkich: Ramosa wystawił na pozycji defensywnego pomocnika, na prawej obronie natomiast młodego Carvajala. Już wtedy wiadomo było, że Neymar nie będzie miał zbyt wysokich wymagań w swoim pierwszym El Clasico. Zawodnik udowodnił to, strzelając piękną bramkę i notując asystę – występ prawie idealny. Obiecujący Carvajal nie był gotowy na mecz tej rangi. Można powiedzieć, że młody Brazylijczyk przyćmił absolutnie wszystkich, i jeśli porównywać go do Gareth’a Bale’a, który również z niewyjaśnionych przyczyn wystąpił na Camp Nou od pierwszej minuty, Neymar zjada Walijczyka na śniadanie. Przynajmniej na razie.

Warto odnotować dość słaby występ Cristiano Ronaldo, który od wielu Gran Derbi, był pierwszoplanową postacią na boisku. Tata Martino najwyraźniej uczulił swoich graczy na pilnowanie Portugalczyka, i ten nierzadko potrajany (!) zanotował jeden ze słabszych meczów przeciwko Barcelonie. Ośmieszająca siatka założona przez Dani Alvesa była ukoronowaniem jego występu. Ronaldo dał jednak o sobie znać w 91 minucie, gdy urwał się 4 piłkarzom Barcelony i podał do rezerwowego Jese Rodrigueza, a ten ustalił wynik spotkania na 2:1. Valdes w tym wypadku był bez szans, a trzeba przyznać, że sobotniego wieczoru grał po prostu fenomenalnie. Barcelona może zatęsknić za Victorem, który mimo drobnych wpadek, które przecież zdażają się każdemu, jest bramkarzem światowej klasy. Kibice i koledzy z boiska mają mu za co dziękować.

Lionel Messi także nie zagrał wielkiego spotkania, a wręcz można powiedzieć, że nie brał w nim udziału. Oprócz dwóch groźnych akcji ze skrzydeł, które mogły zakończyć się bramkami dla zespołu katalończyków, Argentyńczyk rozegrał bardzo słaby mecz. Stał blisko brawej linii boiska, rzadko schodził do środka. Najwyraźniej wciąż nie jest w optymalnej dyspozcyji po kontuzji, i potrzebuje jeszcze trochę czasu. Wyścig  strzelecki w Primiera Divison pomiędzy nim, a Ronaldo już niebawem rozpocznie się na nowo. Dwaj wielcy gracze wczoraj nie zanotowali dobrych występów, jednak można uznać to wyjątek od reguły. Dość śmiesznym stwierdzeniem jest, jakoby „Messi i Cristiano skończyli się”. Jeszcze nie raz przesądzą o wyniku bezpośredniej konfrontacji – co do tego nie mam wątpliwości.

Co ciekawe, największe zwycięstwo w tym meczu odniósł Gerardo Martino. Calo Ancelotti zaskoczył wszystkich: niezrozumiałe ustawienie, złe decyzje personalne i świetnie zorganizowana Barcelona  były jednymi z głównych przyczn porażki. Mimo licznych kontrowersji na korzyść Blaugrany, można pokusić się o stwierdzenie,że gdyby trener Realu Madryt nie zaczął eksperymentować w tak ważnym spotkaniu, wynik byłby zgoła inny. Zapewne Carlo chciał oszukać rywali i jeśli na przedmeczowej odprawie pomysł ten, wydawał się być genialną zagrywką taktyczną, tak murawa Camp Nou zweryfikowała wszystko. Tak ważne mecze to nie jest pole do eksperymentowania! Pierwsze starcie wygywa więc Tata Martino, a Carlo Ancelotti zamiast zaskoczyć Barcelonę, zaskoczył Real Madryt. Kto wie, jakie reperkusje przyniesie to na koniec sezonu, kiedy może właśnie zabraknąć „tych 3 punktów”?

Forma obu zespołów jest bardzo porównywalna. Już od dawna nie widzieliśmy tak wyrównaych Gran Derbi i może gdyby nie błędne, co przyznają nawet media związane z Blaugraną, decyzje arbitrów, atmosfera wielkiego piłkarskiego święta, byłaby zupełnie inna, a cały świat zachwycał by się walorami czysto piłkarskimi. Krótkie wnioski po meczu, to oczywiście świetnie wejście w europejską piłkę Neymara, który z czasem będzie coraz lepszy. To także słaby występ Garteth’a Bale’a, który najwyraźniej potrzebuje jeszcze trochę czasu, lub podzieli los Ricardo Kaki i sponiewierany przez liczne kontuzje, nigdy nie osiągnie sukcesu w Realu Madryt. To co widać na pierwszy rzut oka, to także baczne pilnowanie Cristiano Ronaldo, co przy odrobinie boiskowej inteligencji, powinni wykorzystać gracze Carlo Ancelottiego.

Rewanż na Bernabeu zapowiada się bardzo ciekawie, i rządni zemsty zawodnicy Królewskich wyjdą bardzo zmotywowani. Własny stadion może zdziałać cuda, a piłkarze Barcelony, jakże często spotykane to określenie w Hiszpanii, „mogą cierpieć na boisku”. Ważnym jest jednak, by mecze tej rangi zdominowały czysto sportowe, pozytywne emocje, a nie negatywne odczucia odnośnie pracy sędziów, które mogą być przyczynami kolejnych konfliktów na liniii dwóch hiszpańskich gigantów. Nie ważne kto będzie arbitrem następnego El Clasico. Ważne jest to, jakie odczucia wyniesiemy po ostatnim gwizdku sędziego i pozostaje mieć nadzieję, że „najlepszy mecz na świecie” pozostawi nam tylko piękne wspomnienia. Tego właśnie życzę wszystkim sympatykom obu drużyn.

Zapraszam Państwa do komentowania
Redaktor Cristiano

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>