Evouna, Legia i pieniądze

0
cze
24
Rafał Cygan
Malick Evouna Wydad CasablancaMalick Evouna Wydad Casablanca

Już ponad tydzień trwa najnowsza gabońsko-marokańska telenowela pt. „Gdzie w przyszłym sezonie zagra Malick Evouna?” Ofertę za Gabończyka złożyła Legia Warszawa, ale ten miał wybrać kairskie Al-Ahly. Doniesienia te okazały się zwykła plotką, niemającą nic wspólnego z faktami. W niedzielę z walki o Evounę wycofał się inny klub z Kairu – Zamalek.

W 2013 roku Malick Evouna przeniósł się do marokańskiego Wydadu Casablanca. W pierwszym sezonie Evouna przeplatał mecze w wyjściowym składzie, z tymi rozpoczynanymi na ławce rezerwowych. Rok później był już czołowym graczem swojego klubu. Szesnaście bramek i pięć asyst strzelonych przez Gabończyka w 25 spotkaniach poprzedniego sezonu pozwoliło zespołowi prowadzonemu przez Walijczyka Johna Toshacka zdobyć mistrzostwo Maroka, a samemu zawodnikowi koronę króla strzelców. W międzyczasie Evouna stał się również filarem reprezentacji Gabonu, dla której strzelił trzy bramki w sześciu meczach eliminacji Pucharu Narodów Afryki 2015. Po świetnych eliminacjach nie było niespodzianką, że 22-letni napastnik znalazł się w kadrze na turniej w Gwinei Równikowej. Tam, podobnie jak cały Gabon, zawiódł. Co prawda w pierwszym meczu wygranym 2-0 z Burkina Faso strzelił jedną z bramek, ale w dwóch następnych Gabończycy zaprezentowali się fatalnie i przegrywając z Kongiem i Gwineą Równikową pożegnali się z turniejem.

Evouna jest obdarzony nieprzeciętną szybkością i instynktem strzeleckim, dzięki czemu ma łatwość w znajdowaniu się w sytuacjach podbramkowych i strzela wiele bramek po podaniach kolegów. Dobrze radzi sobie również w pojedynkach jeden na jeden. Gabończyk z reguły zdobywa bramki po strzałach obiema nogami z pola karnego. Zdecydowanie rzadziej zdarza mu się wpisać na listę strzelców po strzałach głową lub zza pola karnego.

W zeszłym poniedziałek „Piłka Nożna” poinformowała, że Legia złożyła oficjalną ofertę za Gabończyka w wysokości 1,2 milionów euro. Poza tą sumą Wydad miałby otrzymać również 40 proc. zysków z następnego transferu. Kilka dni później w mediach pojawiła się informacja, że 1,5 miliona dolarów za Evounę zaproponowało Al-Ahly Kair. Informowano nawet, że zawodnik podpisał już kontrakt z egipskim gigantem, ale doniesienia te okazały się nieprawdziwe.

Do walki o Gabończyka przystąpił również inny klub z Kairu – Zamalek. Według doniesień egipskich mediów oferta Zamaleku miała opiewać aż na 2,5 miliona dolarów. W niedzielę prezes klubu Mortada Mansour oświadczył jednak, że Kairczycy byli skłonni zapłacić 1,8 miliona dolarów za ten transfer, ale jest to już sprawa nieaktualna. Kością niezgody okazała się prowizja dla menedżera, a właściwie menedżerów zawodników. – Trzech menedżerów reprezentuje Evounę i zażądali oni pół miliona dolarów prowizji za ten transfer. Jest to dla nas zbyt duża kwota – oświadczył Mansour.

We wtorek prezes Legii, Bogusław Leśniodorski potwierdził, że stołeczny klub wciąż jest zainteresowana pozyskaniem Gabończyka, a rozmowy trwają.

Półtora roku Berga

0
cze
8
Rafał Cygan
Henning BergHenning Berg

Gdyby Legia zgromadziła w tym sezonie o jeden punkt więcej, bilans pracy Henninga Berga byłby imponujący – awans z grupy Ligi Europy, triumf w Pucharze Polski i mistrzostwo kraju. Jednego punkty jednak zabrakło, a mistrzowska feta zamiast na ulicach Warszawy odbyła się w Poznaniu. To właśnie ten jeden punkt sprawia, że na pracę norweskiego szkoleniowca, po miesiącach zachwytów, należy spojrzeć bardziej krytycznie niż dotychczas.

Henning Berg miał być w Legii trenerem na lata, który zbuduje zespół deklasujący ligowych rywali i osiągnie sukces w europejskich pucharach. Legia z wiosny nijak jednak do tej wielkiej wizji nie pasuje. Zespół nie miał koncepcji na grę, a każdy punkt zdobywał w męczarniach.  Mimo tej wiosennej mizerii w wykonaniu Legionistów mistrzostwo było celem realnym i przy kilku lepszych decyzjach mogło zostać przy Łazienkowskiej.

Norweskiego szkoleniowca może tłumaczyć fakt, że Legia rywalizował wiosną na trzech frontach, a musiał to robić bez sprzedanego w ostatniej chwili Miroslava Radovicia. Berg miał prawo być poirytowanym stratą czołowego zawodnika i koniecznością zmiany systemu gry w ostatniej chwili, ale nie tłumaczy to marazmu w jaki popadli prawie wszyscy jego podopieczni. Można przecież wyobrazić sobie sytuację, w której Radović zostałby w Legii, ale podobnie jak w Chinach, nabawiłby się poważnej kontuzji i cała koncepcja również runęłaby z dnia na dzień.

(Sa)ganowski

Serb jednak odszedł, więc trzeba go było kimś zastąpić. Naturalnym zmiennikiem wydawał się być Orlando Sa. O tym, że pomiędzy Portugalczykiem a Norwegiem nie istniała chemia świadczyła regularna absencja Sa w pierwszym składzie. Być może Berg chciał ukarać Sa za jakieś poza boiskowe ekscesy, ale zrobił to w sposób wybitnie nieudolny. Marek Saganowski jest na dzień dzisiejszy zawodnikiem kompletnie bezproduktywnym – bramek nie strzela, pojedynków jeden na jeden nie wygrywa, a i z przyjęciem i odegraniem piłki z przeciwnikiem na plecach ma wielki problem. Kiedy wynik meczu się nie układał na boisko za Saganowskiego wchodził Sa. Kiedy  do końca pozostało już kilka kolejek, a Legia musiała gonić Lecha, Norweg miał nóż na gardle i w pierwszym składzie zaczął wystawiać Portugalczyka. Ten robił na boisku ewidentną różnicę jakościową w porównaniu z Saganowskim i zdobył kilka, z ówczesnej perspektywy, ważnych bramek. Sa zyskiwał więc z każdym meczem w oczach kibiców i ekspertów, a Berg tracił. Trudno powiedzieć, czy Norweg zrobił Portugalczykowi na złość, ale być może zrobił na złość sobie i całej Legii, pozbawiając jej mistrzostwa, bo gdyby w kilku sytuacjach na miejscu popularnego „Sagana” był Sa, Warszawianie mogliby mieć na koncie kilka punktów więcej.

Żonglowanie składem

Berg z uporem maniaka wymieniał prawie cały skład, kiedy Legia rywalizowała jeszcze w Lidze Europy. Żonglerka składem Berga była wręcz chaotyczna. Albo od razu wymieniał większość składu albo kurczowo trzyma się tych samych ludzi. Na początku rundy wiosennej w „drugim garniturze” wyróżniał się m.in. Dominik Furman, a wśród zawodników pierwszego wyboru zawodzili Ivica Vrdoljak i Tomasz Jodłowiec. Zawodzili tak prawie przez całą rundę i jedynie kartki i kontuzje sprawiły, że Furman ponownie dostał szansę gry.

Norweg żonglował również pozycją Guilherme na boisku. Tylko w ostatnich kilku meczach Brazylijczyk był zmuszony zagrać na trzech skrajnie różnych pozycjach – lewego obrońcy, prawego pomocnika i rozgrywającego. Trudno mieć więc do Guilherme pretensje o słabszą postawę w niektórych meczach.

Zmienianie całego zespołu kilka razy obeszło się bez konsekwencji, ale dzisiaj można tylko gdybać, co by było, gdyby Legia na początku sezonu zagrała u siebie z Bełchatowem pierwszym składem, a w lutym wysłała do Kielc najlepszych zawodników.

Młodzieży brak

W rundzie jesiennej kilkukrotnie wprowadzany na boisko „drugi garnitur” Legii był oparty na młodzieży. Niestety młodzież ta gdzieś przepadła, bo pojedynczymi minutami na boisku z początku tej rundy nikt na poważnie nie zyskał wiosną doświadczenia, które mogłoby zaprocentować w przyszłym sezonie.

Szczególnie nielogiczna była postawa Norwega w stosunku do Adama Ryczkowskiego. Młody napastnik może nie rzucił wszystkich na kolana w swoich pierwszych ekstraklasowych występach, ale był dosyć skuteczny, bo spędzając na murawie jedną czwartą tego czasu, który spędził Saganowski, strzelił w meczach ligowych również dwie bramki. Ponadto Berg zablokował wyjazd Ryczkowskiego na reprezentacje w czasie rozgrywania rundy mistrzowskiej. Decyzja byłaby logiczna – przecież Legia walczyła o mistrzostwo kraju. Sęk w tym, że Berg z Ryczkowskiego skorzystał tylko raz, a to i tak więcej niż liczba kontaktów Ryczkowskiego z piłką w rundzie finałowej, bo ten nie zdołał dotknąć futbolówki wchodząc na boisku w meczu z Górnikiem minutę przed jego zakończeniem. 18-latek nie ograł się więc ani w klubie, ani w kadrze. Czy Ryczkowski dałby Legii coś więcej niż Saganowski? Zapewne tak, bo Saganowski nie wnosił na boisko nic.

Zimą nikt w nie miał w całej Ekstraklasie tak silnej pozycji, jak właśnie Berg. Te kilka miesięcy tak drastycznie zmieniły sytuację, że Norweg siedzi obecnie na tykającej bombie. I albo rozbroi ją dobrą grą Legii w lidze i europejskich pucharach albo włodarze warszawskiego klubu wcisną czerwony guzik i współpraca, o której końcu nikt kilka miesięcy temu nawet nie pomyślał, może zakończyć się jeszcze w tym roku.

Futbol w mieście królowej

0
mar
26
Rafał Cygan
DSCF2614

Gdyby zorganizować wybory na europejską stolicę futbolu niewątpliwie wygrałby Londyn. Nie ma bowiem na starym kontynencie drugiego takiego miasta, gdzie aż tylu kibiców co weekend zasiada na trybunach piłkarskich stadionów. więcej

Wygraj Ligę: Widać progres

0
mar
20
Rafał Cygan
z17320801P,Wygraj-Lige

Po nieudanym początku w „Wygraj Ligę” zaczyna mi iść lepiej. Mała rewolucja kadrowa przyniosła efekty, ale mam nadzieję, że wykonane zmiany kosmetyczne jeszcze bardziej poprawią mój wynik. więcej

Wygraj Ligę: Czas rewolucji

0
mar
13
Rafał Cygan
z17320801P,Wygraj-Lige

Początek był dla mnie bardzo nieudany. Zawiedli poszczególni zawodnicy i całe zespoły. Właśnie dlatego w moim zespole na najbliższą kolejkę Ekstraklasy w „Wygraj Ligę” odbyła się niemała rewolucja. więcej

Wygraj Ligę: Kolejka ostatniej szansy

0
lut
27
Rafał Cygan
z17320801P,Wygraj-Lige

Pierwsze mecze po dłuższej przerwie są z reguły niewiadomą. Trudno odgadnąć, na kogo postawią trenerzy, a i sami szkoleniowcy często po jednym lub dwóch nieudanych meczach dokonują zmian kadrowych. Pierwsze dwie kolejki nie były dla mnie udane. Swoim zawodnikom daje jeszcze ostatnią szansę i jeżeli znowu mnie zawiodą, dokonam sporej rewolucji w składzie w Wygraj Ligę.

Jedyna dokonana do tej pory zmiana okazała się dobrym wyborem. Arkadiusza Głowackiego zastąpiłem Grzegorzem Wojtkowiakiem, a jego Lechia drugi raz z rzędu zagrała na zero z tyłu. Tym razem gdańszczanie jadą do Chorzowa. Nie jest to łatwy teren, ale zaryzykuję i przekażę opaskę kapitana właśnie Wojtkowiakowi.

Obawiam się, że będę zmuszony dokonać jednak jeszcze jednej zmiany w obronie. Adam Mójta była chyba najlepszym piłkarzem GKS-u Bełchatów w meczu z Piastem Gliwice, ale marne to dla mnie pocieszenie, bo Mójta zapunktował na minus – konkretnie na minus jeden. Bełchatowianie prezentują się słabo i jeżeli w najbliższym meczu z Wisłą nie zobaczę progresu, to prawdopodobnie zrezygnuję z Mójty.

Kolejnym zawodnikiem, dla którego ta kolejka może być ostatnią w mojej drużynie jest Łukasz Zwoliński. Wielu zapowiadało, że Zwoliński nie ma szans na wygryzienie ze składu Robaka, ale liczyłem na to, że Jan Kocian postawi na grę dwoma napastnikami. Tak się stało w inaugurującym rundę meczu z Lechem. Niestety dla mnie szkoleniowiec Pogoni już w następnym meczu postanowił wrócić do gry z jednym napastnikiem, którym oczywiście był Marcin Robak. Jeżeli Zwoliński znowu zacznie na ławce, będę zmuszony poważnie zastanowić się nad jego sprzedażą.

Również pod znakiem zapytania stoi miejsce Kevina Frisenbichlera w składzie Lechii Gdańsk. Austriak miał wygryźć ze składu Antonio Čolak i zrobił to w pierwszym meczu, ale już w drugim ze względu na problemy z pachwiną i żołądkiem nie znalazł się w ogóle w kadrze meczowej na spotkanie z Zawiszą. Mam nadzieję, że Austriak wrócił do pełni zdrowia i zacznie strzelać, bo jeżeli nie, to będę zmuszony zastąpić go kimś innym.

Ostatni poważnym problem, z którym się zmagam to bramkarz. Bartłomiej Drągowski, biorąc po uwagę obecną formę Jagiellonii Białystok, na pewno by punktował, ale ze względu na kontuzję nie zagrał w ostatniej kolejce. Nie zagra i w ten weekend. Między słupkami pozostanie więc rezerwowi Emilijus Zubas, ale jak gra w tej rundzie Bełchatów wszyscy widzą i o ile o stratę miejsca w składzie się nie obawiam, to boję się, że wielu punktów nie będzie zdobywał. Mam nadzieję jednak na szybki powrotu do zdrowia Drągowskiego.

skład p

Skład na 22. kolejkę Ekstraklasy

Wygraj Ligę: Bez gwałtownych ruchów

0
lut
19
Rafał Cygan
z17320801P,Wygraj-Lige

Inauguracyjna kolejka nie była dla mnie udana. O ile wszyscy moi zawodnicy zagrali, to niestety żaden z nich, nie zrobił nic na plus i na koncie w „Wygraj Ligę” mam zaledwie 23 punkty. Nie zamierzam drastycznie zmieniać składu, ale dokonałem już pierwszego transferu. więcej