„Banda Chinagli” – Lazio Mistrzem Włoch z 1974 r.

0

Lazio niespodziewanie na początku lat 70tych stało się jedną z najlepszych drużyn w Italii. Dowodem tego było pierwsze mistrzostwo kraju zdobyte w 1974 r. Pod wodzą inteligentnego trenera Tommaso Maestrelliego zebrała się grupka facetów o dość kontrowersyjnych poglądach politycznych, lubujących się w broni palnej oraz skokach spadochronowych. Przy okazji byli także całkiem niezłymi piłkarzami, którzy walczyli do końca na boisku jak i poza nim. Oto historia jedenastu gniewnych ludzi, którzy zdobyli scudetto. 

Nam strzelać kazano

Spory między samymi zawodnikami Lazio bardzo często były rozwiązywane przy udziale pięści. Wiem, że nie wypada rozpoczynać tekstu o Mistrzu Włoch od takiego zdania. Należałoby poświęcić uwagę najlepszej defensywie ligi, wygraniu 12 z 15 spotkań rozegranych u siebie, czy wystawieniu przez Maestrelliego przez cały sezon tylko 18 zawodników, których trzech zagrało tylko raz. Fakty pozasportowe wydaj się jednak ciekawsze. Drużyna była tak podzielona, że przygotowywała się do meczów w osobnych szatniach, a naruszanie terytorium jednego z „klanów” przeważnie kończyła się bijatyką. Kłótnia na boisku? Standard. Krewki Giorgio Chinaglia raz gonił po murawie San Siro swojego kolegę (?) z drużyny tylko po to, żeby kopnąć go w plecy po ostrej wymianie zdań. Co zabawniejsze, ścigany piłkarz miał na nazwisko D’Amico, co z języka włoskiego można przetłumaczyć jako Przyjaciel. Mecze treningowe, które w tamtych czasach odbywały się co tydzień, były tak zaciekłe, że zazwyczaj kończyły się w nocy, a trener robił wszystko by końcowy wynik był remisowy (każdy inny groził rozróbą). Niektórzy zawodnicy pierwszej drużyny zakładali ochraniacze tylko na te spotkania, odpuszczając ten zbędny balast w Serie A. Broń również była nieodzownym elementem mistrzowskiej drużyny. Tak wielu piłkarzy nosiło ją ze sobą, że pewnego dnia pilot odmówił lotu z zawodnikami na pokładzie. Sytuację rozwiązywano we włoskim stylu. Kapitan zebrał pistolety i schował do torby, którą przez całą podróż trzymał przy sobie.

Przed spotkaniami, które Lazio rozgrywało na własnym stadionie drużyna stacjonowała w pokaźnym hotelu L’Americana na przedmieściach Rzymu. Jak wspominał lewy pomocnik Franco Nanni, dla zabicia nudy piłkarze lubili sobie postrzelać – do lamp, ptaków, koszy na śmieci, samych siebie, kibiców Romy, którzy w wigilię derbów robili wszystko żeby żaden zawodnik Lazio nie miał spokojnego snu. Sergio Petrelli (prawy obrońca) przyznał kiedyś, że miał w zwyczaju strzelać do żarówek, gdyż nie za bardzo miał ochotę wstawać i w tradycyjny sposób gasić światło. Bardzo popularnym żartem było również strzelanie pomiędzy nogi śpiącego kolegi z drużyny. Również największa gwiazda zespołu, Giorgio Chinaglia powiedział: „Nosiłem ze sobą pistolet, magnum kaliber 44. Zawsze mógł się przydać. Nie kupiłem go dla samoobrony. Prawie każdy zawodnik Lazio był uzbrojony. To była zabawa, gra.”

Gabinet osobowości

Najbardziej kontrowersyjną postacią w „parszywej jedenastce” był Giorgio Chinaglia. Napastnik znajdował się w samym centrum rzymskiego szaleństwa, zostając w mistrzowskim sezonie królem strzelców. Na boisku wyżywał się na sędziach lub własnych kolegach za to, że nie podają mu piłki. Uwielbiał prowokować trybuny oraz zawodników drużyny przeciwnej. Szybki i na tyle silny, że – jak twierdzą niektórzy – na pierwszym treningu z Lazio jego strzał (piłką, a nie pistoletem) rozwalił poprzeczkę. Potrafił świetnie ustawić się w polu karnym oraz utrzymać się przy piłce. Poza kręgami kibiców rzymskiego klubu znienawidzony, również za poglądy polityczne. Biorąc pod uwagę jego osobowość, faszystą mógł być nie tyle z przekonania co na pokaz, żeby drażnić innych. Wskazywać może na to fakt, że po zakończeniu kariery startował w wyborach z ramienia Chrześcijańskich Demokratów – jednak bez sukcesów. Kibice Romy, znajdującej się wtedy w kryzysie, przezywali go „garbatym” nie tylko z powodu charakterystycznego sposobu chodzenia. W kulturze włoskiej garb jest również symbolem szczęścia – wkład Chinagli w mistrzostwo zdobyte przez Lazio był przecież nieoceniony, a  miał też w zwyczaju strzelać bramki w derbach Rzymu.

Pierwszego scudetto nie byłoby zapewne bez trenera Maestrelliego, który potrafił na boisku zjednoczyć zawodników, którzy poza nim, delikatnie mówiąc, za sobą nie przepadali. Nauczył swoich piłkarzy futbolu szybkiego, opartego na dużej wymienności pozycji. Wpoił w nich niesamowitą wolę walki. Przykład? Jedno z kluczowych dla mistrzostwa kraju spotkań, Lazio rozegrało na własnym stadionie z Veroną. Do przerwy 1:2 dla gości. Zaraz po powrocie do szatni, Giorgio Chinaglia wpadł w charakterystyczny dla siebie szał. Trener nie wdając się w dyskusję i nie podnosząc zbytnio głosu powiedział tylko „wracajcie na boisko”. Drużyna polecenie posłusznie wykonała, a każdy z zawodników zajął swoje miejsce na murawie. W ten oto sposób prawie całą przerwę czekali na piłkarzy z Verony. Trybuny zamieniły się w kocioł, a wchodzących na boisko piłkarzy gości przywitał ogłuszający, fanatyczny doping. Efekt psychologiczny był piorunujący. Lazio wygrało 4:2.

Niestety, rok po zdobyciu mistrzostwa, w marcu 1975 r. u Maestrelliego wykryto raka. Zmarł w grudniu 1976 r. Nie była to jedyna tragiczna śmierć w drużynie. Luciano Re Cecconi, zwany „Blondwłosym Aniołem” był walecznym pomocnikiem strzelającym gole rzadko, lecz w niezwykle spektakularny sposób. Uwielbiany przez kibiców był ostoją mistrzowskiej drugiej linii Lazio. Zimą 1977 r. Re Cecconi wraz z dwójką przyjaciół wstąpili do sklepu z biżuterią w centrum Rzymu. Pomocnik uznał, że właśnie nadarzyła się świetna okazja na wykręcenie numeru. Trzymając ręce w kieszeni krzyknął „To jest napad!”. Właściciel sklepu nie przebierając w środkach wymierzył broń w Re Cecconiego, który w przeciwieństwie do swoich kolegów nie podniósł rąk do góry, trzymając je dalej w kieszeni. Sprzedawca strzelił z bliskiej odległości. Upadający na ziemię pomocnik zdążył tylko wyszeptać „To był żart. To był żart”. To były jego ostanie słowa.

Awantura o torebkę

Ekipa Lazio z pierwszej połowy lat 70tych słynęła z brutalności na boisku, a także poza nim. Najgłośniejsze dwie bijatyki dotyczyły angielskich klubów – Arsenalu i Ipswich, z którymi rzymianie w grali w Pucharze Miast Targowych (poprzedniku Pucharu UEFA). Londyńczycy (zwycięzcy turnieju z poprzedniego sezonu) w 1970 r. w pierwszej rundzie rozgrywek wylosowali Lazio. Mecz w Wiecznym Mieście zakończył się remisem 2:2. Spotkanie było ostre, lecz wydawało się, że emocje na pomeczowej kolacji w luksusowej restauracji już dawno opadły. Drużyny siedziały przy osobnych stołach i tylko Chinaglia rozmawiał ze swoim starym znajomy, obrońcą Arsenalu Johnem Robertsem. Nagle rozpętało się piekło. Przyczyny nie są do końca znane, ale najbardziej prawdopodobna wersja dotyczy małych skórzanych toreb, które londyńczycy otrzymali w prezencie od piłkarzy Lazio. Zawodnicy Arsenalu marudzili, że są zbyt „zniewieściałe” i zaczęli je niszczyć. Biancocelesti nie potrzebowali więcej. Jeden z zawodników Lazio rzucił torbą w twarz Bobiego McNab’a… i wytarmosił go za uszy. I w taki oto sposób wytworna rzymska restauracja zamieniła się w mordownie. Każdy okładał każdego, a również trenerzy nie wyszli z roli i nakręcali własnych podopiecznych. Co najdziwniejsze, z daleka od całej szarpaniny trzymał się Chinaglia.

Po latach John Roberts stwierdził, że „z perspektywy czasu te torebki wydają mi się śliczne… Wtedy żaden Brytyjczyk nie byłby w stanie ich nosić. Teraz nie miałby z tym problemu”.

W listopadzie 1973, w drugiej rundzie rozgrywek Lazio zmierzyło się z Ipswich. Po przegranej na wyjeździe 0:4, nikt nie dawał rzymianom większych szans. Jednak w meczu rewanżowym, po 30 minutach gospodarze prowadzili już 2:0. Wynik powinien się zmienić, lecz za paradę zawodnika gości, który ręką wybił piłkę z linii bramkowej nie została przyznana jedenastka. W 75 minucie Ipswich otrzymało dość kontrowersyjnego karnego, który w zasadzie przekreślił szanse na awans Lazio. Gospodarze czterokrotnie podchodzili do piłki żeby przesunąć ją z jedenastego metra i w ten sposób deprymować rywala. Po zdobytej bramce na boisko musiała wkroczyć policja żeby rozdzielić zawodników obu drużyn. Biancocelestim oraz ich kibicom puściły nerwy. Gra, nawet jak na standardy rzymskiego zespołu stała się bardzo brutalna i całkowicie wymknęła się spod kontroli. Na boisko zaczęły spadać ciskane z trybun obiekty, które rzymianie z chęcią podnosili i rzucali w zawodników gości. Jak pisano w angielskiej prasie „idea cywilizowanego futbolu poszła w diabły”. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:2, lecz szaleństwo trwało dalej. Po ostatnim gwizdku sędziego zawodnicy Ipswich zabarykadowali się we własnej szatni, strzeżonej przez policję. Minęła godzina zanim piłkarz poczuli się na tyle bezpiecznie by z niej wyjść. Nie tylko na murawie było gorąco. Wobec zebranego wokół stadionu tłumu użyto gazu łzawiącego.

Konsekwencje „bitwy o Rzym” dla Lazio były druzgocące. Drzwi do europejskich pucharów zostały zamknięte na trzy lata (po apelacji kara została zmniejszona do jednego roku). Wiosną 1974 r. Lazio zostało Mistrzem Włoch. Jedenastu gniewnych ludzi nie miało jednak okazji żeby wstąpić razem w Pucharze Mistrzów.

Źródło: John Foot, „Calcio: A Aistory of Italian Football, Harper Perennial, 2007 r.

Transfery. Serie A. Staram się udowodnić, że to, co najciekawsze i najpiękniejsze w futbolu zaczyna się dopiero po ostatnim gwizdku sędziego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>