Bolesny upadek Racingu Santander

0
paź
1
Michał Flis
Racing_Santander

Pięć lat temu byli w niebie. Po wielu latach przeciętnej gry w hiszpańskiej ekstraklasie, Racing Santander zajął znakomite szóste miejsce oznaczające debiut tego klubu w europejskich pucharach. Dokonano głośnych transferów jak te Mohammeda Tchité, Euzebiusza Smolarka, Kennedyego Bakircioglü, Alexandrosa Tziolisa czy Markusa Rosenberga. Wykreowani zostali tacy zawodnicy jak Ezequiel Garay czy Sergio Canales. W 2012 roku osiągnęli dno, kiedy to w żałosnym stylu pożegnali się z Primera Division. Jak się okazało – był to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Kłopoty na dobre zaczęły się w 2010 roku. Sezon 2009-10 Racing zakończył z trzema punktami przewagi nad strefą spadkową. Jakby tego było mało, nad klubem wisiało widmo bankructwa, bowiem był on zadłużony na bagatela 137 milionów euro! Niedługo później do Kantabrii zawitał tajemniczy przybysz z Azji, Ali Syed, który w Santander zamierzał stworzyć trzecią siłę hiszpańskiego futbolu. Hindus okazał się jednak niesłowny i po zaledwie kilku nieudanych tygodniach zakręcił kurek z pieniędzmi. Wypożyczony z Tottenhamu Giovanni Dos Santos praktycznie w pojedynkę uratował Racingowi ligowy byt, ale pomimo utrzymania przyszłość nie rysowała się w świetlanych barwach.

Na klub szybko spadł kolejny cios. Znany na całym świecie bank Santander Consumer Bank wzorem Azjaty zapowiedział, że nie będzie dofinansowywał miejscowego zespołu. Przed startem rozgrywek 2011-12 Los Racinguistas stawiani byli w roli murowanego kandydata do spadku. Większe szanse dawano nawet beniaminkom, Rayo Vallecano i Granadzie CF. Lekiem na całe zło miał być angaż na ławkę trenerską Argentyńczyka Héctora Raúla Cúpera, który przed laty święcił sukcesy z Mallorcą i Valencią. Szybko okazało się, że jest on szkoleniowcem wypalonym. W listopadzie, kiedy to Racing zajmował jedenasta pozycję i wciąż nie mógł być pewny utrzymania, Cupera zastąpiono dotychczasowym opiekunem grup młodzieżowych, Juanjo Gonzalezem. 38-latek nie sprostał jednak zadaniu, bowiem pod jego wodzą zespół spisywał się jeszcze gorzej. W marcu z Recreativo Huelva sprowadzono Alvaro Cerverę. Urodzony w Gwinei Równikowej czterokrotny reprezentant Hiszpanii nie uratował Kantabryjczykom ligowego bytu. Po dziewięciu latach nieprzerwanej gry w La Liga, Racing w fatalnym stylu pożegnał się z rozgrywkami. Dowody? Seria dwudziestu spotkań bez wygranej oraz najgorszy atak w lidze, konsekwencją czego była ostatnia pozycja w końcowej tabeli.

Powrót do La Liga miał być szybki, tak by inne zespoły nawet nie zauważyły rocznej nieobecności Los Verdiblancos. Cel ten miały pomóc osiągnąć transfery takich zawodników jak Gai Assulin, Carlos Bocanegra czy Hamer Bouazza. Ten ostatni specjalnie dla Racingu zrezygnował z dogadanych przenosin do cypryjskiej Omonii, z którą miał szansę grać w europejskich pucharach. Dołek w jakim tkwi zespół objawił się już w pierwszych meczach sezonu. Najpierw z kwitkiem odprawili go Las Palmas i Córdoba, a nieco później Murcia, Elche i Villarreal. W międzyczasie wspomnieni Kanaryjczycy z Las Palmas wyeliminowali Racing z rozgrywek Copa del Rey. Seria porażek sprawiła, że przed startem rundy wiosennej w Santander nie przygotowywano się do dalszej walki o awans, a do rozpaczliwej chęci utrzymania w drugiej lidze! W przerwie zimowej sięgnięto po posiłki. Mało kto chciał jednak grać w zespole zagrożonym spadkiem do trzeciej ligi, przez co na grę w Racingu zdecydowali się tacy zawodnicy jak m.in. Tiago Pinto, Iban Zubaiurre czy znany z polskich boisk Andreu. Nowe twarze nie pomogły. W maju wraz z Huescą, Guadalajarą i Xerez, Racing zawitał do Segunda B, a więc trzeciej ligi.

Dzisiaj Racing widnieje w statystykach jako uczestnik Segunda Division B. Trudno stwierdzić, że radzi tam sobie przyzwoicie, bowiem po kilku rozegranych spotkaniach jest dopiero siódmy. W składzie próżno szukać gwiazd. Jednym w wyróżniających się zawodników jest Iworyjczyk Mamadou Kone, który mimo ofert z klubów La Liga pozostał wierny drużynie, która kiedyś dała mu szansę. Klub w tym roku obchodzi setną rocznicę istnienia. Jego poczynania na pewno nie są udanym prezentem dla kantabryjskich kibiców, którzy wkrótce mogą przejąć stery nad klubem po feralnym Hindusie. Postać Aliego Syeda miała być dla Racingu wybawieniem. Okazała się tragedią, której skutki trwają po dziś dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>