Cafu – brazylijski ekspres

0
sie
25
Redakcja
21

Brazylia od lat słynie z zawodników strzelających piękne bramki i popisujących się bajeczną techniką. Legendą reprezentacji Canarinhos jest jednak piłkarz, który nie dziurawił siatek bramki rywala, ani nie zmieniał fryzury co dwa miesiące. Żelazne płuca, niewiarygodna wręcz kondycja oraz nieodzowny szeroki uśmiech. Bohater, kapitan, ostoja. Przed Państwem Cafu!

Urodzony w 1970 roku Marcos Evangelista de Moraes dorastał, jak większość jego kolegów po fachu, w jednej z fawel Sao Paulo. Początki jego futbolowej przygody również nie różnią się zbytnio od innych brazylijskich piłkarzy – gra w lokalnych klubikach oraz praca nad techniką w lidze futsalu.

Młody Marcos liczył na szybki angaż w młodzieżowych zespołach największych klubów. Jak to często bywa z graczami wybitnymi (słynny przypadek „zbyt niskiego” Michela Platiniego), żaden z zespołów (m.in. Corinthians, Atletico Mineiro czy Santos) nie był zainteresowany chłopcem. Brutalne zderzenie się marzeń nastolatka o profesjonalnej piłce z brutalną rzeczywistością było dla Cafu traumą. Chodziłem od klubu do klubu, a i tak w każdym pokazywano mi drzwi. Nie wiedziałem dlaczego, przecież wiedziałem, że jestem całkiem dobry. Doprowadzili mnie do tego, że nie chciałem wychodzić z domu, by pograć z kolegami.

W wieku osiemnastu lat zaczął w końcu grać w młodzikach Sao Paulo FC. Drużyna z rodzinnego miasta Marcosa niespodziewanie zajęła pierwsze miejsce w młodzieżowym turnieju o puchar miasta. Upragniony awans do pierwszej drużyny był jednak cenniejszy od złotego medalu.

Wchodząc do ekipy seniorów Marcos przybrał pseudonim, pod którym znamy go dzisiaj. Zainspirowany brazylijskim skrzydłowym z lat 70-tych, Cafuringą, postanowił oddać mu hołd nazywając siebie Cafu.

Pierwszy sezon w profesjonalnej piłce był dla Brazylijczyka średni. Owszem, Sao Paulo zwyciężyło w rozgrywkach o mistrzostwo stanu, ale Cafu na boisko wybiegał sporadycznie. Zbawienna okazała się rozmowa z Tele Santaną, który trenował Brazylijczyka w juniorach Sao Paulo. Santana zasugerował mu, aby spróbował wykorzystać swoją kondycję na skrzydle, nie zaś w środku pola, gdzie grał dotychczas. Koledzy z drużyny przecierali oczy na treningach widząc, jak niespożyte siły ma ten niewysoki chłopak. Trener spełnił prośbę Cafu, co bardzo się opłaciło – drużyna dwa razy wygrała rozgrywki Copa Libertadores, a młody skrzydłowy trafił do reprezentacji.

Przełomowy dla zawodnika był rok 1994, kiedy to Cafu otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza Ameryki Południowej. Docenił to Carlos Alberto Parreira, powołując go na Mistrzostwa Świata w USA. Rozpoczynał ten turniej jako rezerwowy, ale już na początku finału przeciwko Włochom kontuzji doznał podstawowy obrońca, Jorghinho, co otworzyło furtkę przed Cafu. Od tamtego momentu prawa strona boiska należała już tylko do niego.

cafu 1994

W glorii mistrza świata Cafu zamienił Sao Paulo na Juventude. W niejasnych okolicznościach w tym samym roku (1995) opuścił jednak Brazylię na rzecz hiszpańskiej Saragossy. Swój pierwszy sezon w Europie zakończył zwycięstwem w Pucharze Zdobywców Pucharów, mimo że w finale z Arsenalem nie było go nawet na ławce rezerwowych. Po roku zatęsknił jednak za rodzinnymi stronami i na sezon 1996-1997 wrócił do ojczyzny, podpisując kontrakt z Palmeiras Sao Paulo. Europa nie mogła sobie pozwolić na odpuszczenie takiego talentu.

W 1997 roku po bocznego obrońcę, który wywalczył już sobie miejsce w składzie reprezentacji, zgłosiła się AS Roma. Cały świat przekonał się wówczas o niezwykłej wydolności Brazylijczyka, który w ciągu meczu niezliczoną ilość razy przebiegał długość linii bocznej biorąc udział w niemal każdej akcji zaczepnej Giallorossich. Kibice będący pod wrażeniem jego „kursów” pod bramkę rywala i z powrotem ochrzcili piłkarza „Il Pendolino” (włoski pociąg ekspresowy).

ITALY-SOCCER-ROMA-REAL MADRID

Na Mistrzostwa Świata do Francji rok później Brazylijczyk jechał jako jeden z liderów reprezentacji, której celem, ba, obowiązkiem była obrona tytułu zdobytego na amerykańskich boiskach. Już pierwszego dnia turnieju, w meczu inauguracyjnym przeciw Szkocji Cafu uratował Canarinhos od sensacji – na kwadrans przed końcem na tablicy wyników utrzymywał się remis 1-1. Wówczas rajd „Pendolino” i próba lobu bramkarza zakończyła się golem samobójczym Toma Boyda. Niezapomniana była radość Brazylijczyka, który popisał się efektownym fikołkiem. Marsz po złoto Canarinhos został brutalnie zatrzymany przez gospodarzy w finale na Stade de France. Przy perfekcyjnie grających Francuzach prowadzonych do zwycięstwa 3-0 przez genialnego Zinedine’a Zidane’a, Cafu nie miał nic do powiedzenia.

112584_heroa

Po odejściu z reprezentacji wieloletniego kapitana, Dungi, opaska powędrowała na ramię Pendolino. Wydawało się, że selekcjoner Vanderlei Luxemburgo dokonał idealnego wyboru – doświadczony, sympatyczny i inteligentny piłkarz spełniał wszystkie cechy kapitana reprezentacji narodowej. Innego zdania był następca Luxemburgo – Luiz Felipe Scolari podczas eliminacji do kolejnych Mistrzostw Świata mianował kapitanem Emersona. Rozczarowanie Cafu trwało jednak niedługo. Tuż przed Mundialem w Korei i Japonii, na który Brazylia awansowała „rzutem na taśmę”, nowy kapitan odniósł kontuzję, eliminującą go z turnieju. Nie trzeba wyjaśniać, komu (ponownie) przypadł zaszczyt piastowania funkcji kapitana. Puchar Świata znów trafił do Brazylii, a Cafu jako pierwszy podniósł trofeum. Kibice zgodnie stwierdzili, że para bocznych obrońców reprezentacji Canarinhos, czyli Cafu i Roberto Carlos, jest tandemem grającym najbardziej ofensywnie.

1704392_FULL-LND

Rok po azjatyckim triumfie, Brazylijczyk zamienił Romę na AC Milan, z którym po raz drugi w karierze zdobył scudetto. Niespełnionym marzeniem była wciąż Liga Mistrzów, której nie udawało się wygrać z Romą. Już w drugim sezonie w barwach rossonerich uszaty puchar był w zasięgu ręki, gdy Milan z nim w składzie prowadził do przerwy w finale z Liverpoolem 3-0. Jak się skończyło, pamiętamy wszyscy na czele z Jerzym Dudkiem…

Na czwarty Mundial do Niemiec Cafu jechał jako kapitan i najstarszy piłkarz reprezentacji Brazylii. Mówiło się, że Brazylijczycy na Weltmeisterschaft wysłali jeszcze mocniejszą ekipę niż przed czterema laty. Tym większe było więc rozczarowanie, gdy Canarinhos pożegnali się z turniejem już w ćwierćfinale. Ich katem po raz kolejny była Francja. Występ Cafu przeszedł niezauważony, ale wśród kolegów z drużyny nie był wyjątkiem Na Brazylijczyków runęła fala krytyki, a jednym z największych – według ekspertów i kibiców – błędów, była przesadna ufność podstarzałym Cafu, Ze Roberto i Robeto Carlosowi. Po Mundialu Cafu zamknął rozdział „reprezentacja”. Licznik zatrzymał się na 142 meczach – najwięcej w historii reprezentacji.

football_cafu_9453j

Wiecznie uśmiechnięty obrońca wiedział, że zbliża się do końca kariery. W reprezentacji jego miejsce zajął zawodnik Interu Mediolan, Maicon. Ze składu Milanu z kolei wygryzł go sprowadzony z Lazio świeżo upieczony mistrz świata, Włoch Massimo Oddo. Cafu nie należał jednak do zawodników, którzy po odstawieniu od składu wszczynał awantury – Brazylijczyk spokojnie siedział na ławce rezerwowych i czekał na finał Ligi Mistrzów 2007 – wielki rewanż z Liverpoolem. W tym meczu znów jego kosztem zagrał Oddo, ale po strzeleniu pierwszej bramki przez Filippo Inzaghiego kamerzysta pokazał Cafu, który wystrzelił z ławki rezerwowych i cieszył się jak dziecko. Nie ma co się dziwić – w wieku 37 lat chciał w końcu podnieść najcenniejsze klubowe trofeum. Rewanż się udał, Milan wygrał 2-1, a uśmiech Cafu był szerszy niż zwykle.

1788088_full-lnd

Sezon 2007/2008 był ostatnim w profesjonalnej karierze Pendolino. Wraz z rodakiem Serginho ogłosili, że po sezonie odchodzą z zespołu. Swój ostatni mecz w karierze Cafu zagrał przeciwko Udinese, żegnając się z kibicami strzeloną bramką. Tak zakończyła się wieloletnia kariera piłkarza niezwykłego, ujmującego radością i skromnością. Brazylijczyk pokazał, że można osiągnąć absolutny szczyt, będąc w cieniu innych.

 

Niewielu jest piłkarzy, którzy mogą poszczycić się grą w czterech turniejach Mistrzostw Świata. Co zatem ma powiedzieć Cafu, który mając na koncie cztery Mundiale, trzy razy dotarł z reprezentacją aż do finału i dwukrotnie podnosił Puchar Świata? Znając go, zamiast komentarza uraczyłby nas uśmiechem. Taki gość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>