Co robią dzisiaj?: „The Invincibles” – niepokonany Arsenal z sezonu 2003/2004

0
paź
18
Redakcja
ArsenalVD04

Zwyciężyć w rozgrywkach Premier League nie ponosząc ani jednej porażki w całym sezonie? Nic prostszego – włączamy PES-a lub najnowszą FIFĘ, ustawiamy niski poziom i do roboty. Dokonać tej sztuki w prawdziwym życiu, to misja prawie niemożliwa. Prawie, bo przed dekadą tego niesamowitego wyczynu dokonała drużyna Arsenalu Londyn. Co dzisiaj robią „Niepokonani”? Zapraszamy do lektury!

W historii angielskiej piłki miały miejsce tylko dwa przypadki, w których mistrz kraju nie dał się pokonać ani razu. Pierwszymi „the Invincibles” nazwano piłkarzy Preston North End – mistrzów sezonu…1888/1889. Niczego nie ujmując graczom z Preston, ale powtórzyć ten wyczyn ponad wiek później podopiecznym Arsene’a Wengera było zdecydowanie trudniej…

 

TRENER

Na tym stanowisku nie zmieniło się nic – na ławce „Kanonierów” siedział nieśmiertelny Arsene Wenger. Żeby było ciekawiej, już dziesięć lat temu zarzucano Francuzowi opieszałość na rynku transferowym – przed mistrzowskim sezonem na Highbury poza grupką młodziutkich zawodników, takich jak szesnastoletni Francesc Fabregas, do klubu trafił tylko jeden doświadczony gracz – Jens Lehmann. Cóż, pewnych nawyków się nie zmieni. Pod koniec sezonu jednak to monsieur Arsene mógł zagrać na nosie Romanowi Abramowiczowi, szastającemu wówczas kasą na prawo i lewo. Dzisiaj Wenger znów jest na ustach kibiców Premier League, bo „Kanonierzy” po rozczarowujących kilku ostatnich sezonach w końcu zachwycają i głośno mówią o walce o prymat w Anglii. Mistrzostwo w okrągłą rocznicę wielkiego triumfu?  Byłoby o czym pisać…

arsene_1550705c

BRAMKARZ

Przed sezonem nastąpiła zmiana numeru jeden. Do niebieskiej części Manchesteru przeszedł wieloletni bramkarz Arsenalu i reprezentacji Anglii, znany z niefrasobliwości David Seaman. W jego miejsce Wenger sprowadził z Borussii Dortmund niemłodego, bo blisko 34-letniego Jensa Lehmanna. Niemiec mimo zaawansowanego wieku był dopiero przed największymi sukcesami – jako gracz Arsenalu został mistrzem Anglii, zagrał w finale Ligi Mistrzów (tylko 18 minut, po których wyleciał z boiska) oraz wygryzł z bramki reprezentacji Olivera Kahna. Po zakończeniu kariery w barwach VfB Stuttgart bawił się w literata i felietonistę, aż w 2011 roku na krótko wrócił do gry dla „Kanonierów” wobec fatalnej sytuacji między słupkami. Kontrowersyjny Niemiec wpadł na emeryturze na szalony pomysł ogłaszając, że chce zagrać z reprezentacją swojego kraju w…paraolimpiadzie w Rio de Janeiro za trzy lata. Według przepisów, w drużynie niewidomych może występować widzący bramkarz, ale to byłaby lekka przesada. Lehmann nigdy nie należał do ludzi trzeźwo myślących.

Arsenal-Manchester-united-Lehman-Fa-Cup-Final-2005-Cropped

OBROŃCY

Napastnicy rywali spędzali na siłowni więcej czasu, gdy zbliżał się mecz z Arsenalem. Za środek obrony odpowiadali bowiem Sol Campbell i Kolo Toure. Campbell należał wówczas do czołówki angielskich stoperów skutecznych zarówno we własnym polu karnym, jak i pod bramką przeciwnika (pamiętny gol w finale LM 2005/06 z Barceloną). Mimo, że przyszedł na Highbury ze znienawidzonego Tottenhamu, gdzie do dziś nazywają go Judaszem, stał się liderem drużyny, niejednokrotnie zakładając opaskę kapitana Arsenalu. Pod koniec kariery wrócił do Londynu, gdy Wenger miał problemy ze środkowymi obrońcami. Karierę zakończył w 2011 roku, w wieku 37 lat. Dziś Campbell jest szefem fundacji charytatywnej „Kids go live” dającą biednym dzieciom możliwość oglądania wielkich sportowych wydarzeń na żywo. Dodatkowo udziela się medialnie, wywołując od czasu do czasu skandal, jak w przypadku słynnego ostrzeżenia angielskich kibiców przed przyjazdem do Polski.

gun__1263388002_campbell_trophy1

Partner Campbella na środku defensywy, Kolo Toure do dzisiaj gra w piłkę. Z „Kanonierami” rozstał się w 2009 roku, a po blisko czterech latach w Manchesterze City, z którym zdobył mistrzostwo w sezonie 2011/2012. 32-latek po przejściach (oskarżony o stosowanie dopingu) przed tym sezonem trafił do Liverpoolu jako następca Jamiego Carraghera. Prawa obrona należała do Laurena. Kameruńczyk mający na koncie złoty medal Igrzysk olimpijskich w Sydney zasłynął słowną utarczką z Ruudem Van Nistelrooyem w trakcie meczu „Kanonierów” z Manchesterem United. Po zakończeniu piłkarskiej kariery przed trzema laty (z Arsenalem pożegnał się w 2006 roku przegrywając rywalizację z Emmanuelem Eboue), Lauren został ekspertem w telewizyjnych programach o tematyce piłkarskiej. Co ciekawe, amatorsko uprawia dziś boks, od czasu do czasu sparując z doświadczonymi pięściarzami. Takiemu lepiej w drogę nie wchodzić. Na lewej obronie szalał jeden z najlepszych na swojej pozycji, który do dzisiaj gra w Londynie. Niestety dla Arsenalu, Ashley Cole, bo o nim mowa dwa lata po zdobyciu mistrzostwa odszedł skuszony pieniędzmi Abramowicza do Chelsea. Zawiedzeni kibice Arsenalu nadali mu przydomek „Cashley”. Mimo brzydkiego zakończenia przygody z „Kanonierami”, trzeba Anglikowi przyznać, że nadal zalicza się do czołówki lewych obrońców.

POMOCNICY

Podstawową parę środkowych pomocników stanowili kapitan drużyny, Patrick Vieira oraz Gilberto Silva. Vieirę chciało wówczas mieć w swoim składzie niezliczone grono trenerów. Potężny czarnoskóry Francuz był niemal bezbłędny w destrukcji i rozgrywaniu. Po odejściu na emeryturę legendy klubu, Tony’ego Adamsa, nikt nie kwestionował wyboru Vieiry na nowego lidera zespołu. Ku rozpaczy kibiców, Patrick w 2005 roku przeszedł do Juventusu Turyn, a po karnej degradacji „Starej Damy” do Serie B, zasilił Inter Mediolan. Karierę zakończył dwa lata temu, po sezonie spędzonym w Manchesterze City, gdzie pracuje do dzisiaj jako trener drużyny rezerw „the Citizens”.

 

Patrick-Vieira-arsenal-2004-cropped

Gilberto Silva z kolei barw Arsenalu bronił do 2008 roku, gdy przeniósł się do Aten przyjmując ofertę Panathinaikosu. Brazylijczyk idealnie pasował do rysopisu defensywnego pomocnika angielskiej drużyny – wysoki, potężny, mający „młotek” w nodze. Rzadko mylił się z jedenastu metrów – tym większa była radość Tomasza Kuszczaka, który obronił „jedenastkę” wykonywaną przez Gilberto w swoim debiucie jako bramkarz Manchesteru United. Rówieśnik Vieiry, 37-letni dziś Brazylijczyk nie pożegnał się jeszcze z zawodowym graniem w piłkę i powoli przymierza się do tego momentu, grając w ojczyźnie, w barwach Atletico Mineiro.

 

Prawe skrzydło należało do ulubieńca żeńskiej części kibiców nie tylko Arsenalu. Fredrik Ljungberg zachwycał panów swoimi rajdami i_38749781_ljungberg298 dokładnymi podaniami, a panie – muskulaturą, prezentowaną między innymi w kampaniach reklamowych Calvina Kleina. Ekscentryczny Szwed grał dla Arsenalu od 1998 do 2007 roku, co jakiś czas eksponując nową fryzurę. Kapitan reprezentacji swojego kraju na Euro 2008 niestety musiał w tym samym roku (już jako gracz West Ham United) zawiesić profesjonalną karierę z powodu nawracających problemów z kostką. Rok później ku uciesze kibiców Seattle Sounders, Freddie zdecydował się na wznowienie kariery w barwach klubu Major League Soccer. Ostatecznie Ljungberg na emeryturę przeszedł rok temu, jako gracz Shimuzu S-Pulse. Dziś Szwed jest ambasadorem Arsenalu oraz (jakżeby inaczej) modelem. Kto wie, może niedługo zobaczymy go nie tylko na bilboardach, ale i na wybiegu?Po przeciwnej stronie biegał doświadczony Robert Pires – mistrz świata i Europy z reprezentacją Francji. Świetny i skuteczny w mistrzowskim sezonie pomocnik (19bramek) mając na koncie prawie dwieście spotkań dla Arsenalu postanowił po przegranym finale Ligi Mistrzów 05/06 przenieść się z chłodnej Anglii do słonecznej Hiszpanii, przywdziewając koszulkę Villarrealu, w którym grał do 2010 roku. Karierę zakończył w Premier League, jako gracz Aston Villi Birmingham. Podobnie jak Campbell, Pires zaangażował się w działalność charytatywną – od ponad roku jest on ambasadorem organizacji Grassroot Soccer, której celem jest przestrzeganie społeczeństwa przed zarażeniem wirusem HIV. Poza tym Francuz często komentuje na Twitterze bieżące wydarzenia sportowe.

NAPASTNICY

Dwójki napastników „Niepokonanych” nie trzeba nikomu przedstawiać. Wystarczą nazwiska: Thierry Henry, Dennis Bergkamp. Francuz i Holender strzelili łącznie w lidze 34 gole, z czego aż 30 było autorstwa „Króla Henryka”. Bergkamp już do końca kariery w 2006 zakładał czerwono-białą koszulkę. „Nielatający Holender”, nazywany tak przez lęk podróżowania drogą powietrzną, poza nękaniem bramkarzy, idealnie dogrywał piłki do wbiegających z głębi pola pomocników – między innymi dzięki jego asyście, Patrick Vieira zdobył zwycięską bramkę z Leicester City w ostatnim meczu sezonu. 44-letni dziś Bergkamp, od siedmiu lat emeryt, w 2011 roku przyjął propozycję swojego kolegi z boiska, Franka de Boera, zostając drugim trenerem Ajaksu Amsterdam. Od czasu do czasu występuje również w okolicznościowych meczach holenderskiego klubu, pokazując, że techniki się nie zapomina…

Henry już za życia jest absolutną legendą Arsenalu. Po odejściu swojego rodaka, Patricka Vieiry, to on został kapitanem drużyny. Co by o nim nie napisać – szanujący się fani piłki nożnej z pewnością już słyszeli. Francuz zdecydował się opuścić ukochany klub w 2007 roku na rzecz Barcelony, z którą w końcu poznał smak triumfu w Lidze Mistrzów. Chemia między Henrym a Wengerem zadziałała w 2012 roku, kiedy trener „Kanonierów” poprosił swojego byłego podopiecznego o pomoc. Król Londynu w 2012 roku wrócił na krótki okres czasu do domu, witany niewyobrażalną owacją. Jeszcze większy tumult rozległ się na Emirates Stadium, gdy w swoim „drugim debiucie” w Arsenalu Henry strzelił zwycięską bramkę. Legenda, po prostu legenda. Od trzech sezonów 36-letni dziś napastnik propaguje piłkę nożną w Nowym Jorku, jako gracz drużyny Red Bulls.

DennisBergkampThierryHenryArsenal_2930975

Wenger i jego podopieczni pokazali dziesięć lat temu, że niemożliwe staje się możliwe, cytując reklamę popularnego napoju. Mimo, że w obecnym składzie Arsenalu próżno szukać tak wspaniałego napastnika jak Henry, równie charyzmatycznego gracza jak Ljungberg, czy tak solidnego pomocnika, jakim był Vieira, historia sprzed dekady może być motywacją dla piłkarzy. Na tytuł „Niepokonanych” nie ma już szans, ale powrót na tron? Dla Wengera nie ma rzeczy niemożliwych.

 

PS. W szerokim składzie Arsenalu znajdował się wówczas wypożyczony z Banika Ostrawa osiemnastoletni napastnik, Michal Papadopulos, dziś zawodnik Zagłębia Lubin…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>