Cole i Yorke, czyli siła duetu

4
lip
28
Redakcja
Cole Yorke

Na Old Trafford występowali ze sobą przez cztery lata, ale w pamięci kibiców Manchesteru United pozostaną na zawsze. Napastnicy nazywani „bliźniakami” już w pierwszym sezonie wspólnej gry wywalczyli potrójną koronę. Andy Cole i Dwight Yorke stworzyli doprawdy legendarny i zabójczy duet.

 Jako pierwszy do Manchesteru trafił Cole. Było to w 1995 roku. Sir Alex Ferguson postanowił wydać na ciemnoskórego napastnika Newcastle United 7 milionów funtów. Cole miał wtedy 24 lata i najlepsze występy dopiero przed sobą. Nowy snajper „Czerwonych Diabłów” nie od razu jednak podbił serca kibiców. Na początku przygody z klubem z Old Trafford fani zarzucali mu, że marnuje zbyt dużo sytuacji strzeleckich. Aby zdobyć upragnionego gola potrzebował co najmniej kilku dogodnych okazji. To nie był napastnik marzeń.

Ale Cole miewał przebłyski. W spotkaniu z Ipswich Town trafił do siatki rywali aż 5 razy! Widać było, że drzemie w nim spory potencjał. Miał nieprawdopodobną łatwość odnajdywania się pod bramką przeciwnika. Piłka po prostu szukała go w polu karnym. Z każdym rokiem nabierał też doświadczenia i stawał się coraz skuteczniejszym napastnikiem. W drugim sezonie w barwach Manchesteru strzelił już 25 goli, co było najlepszym wynikiem w całej drużynie. Nauczył się wykorzystywać okazje z zimną krwią. Kiedy miał dobry dzień, schodził z boiska z dwoma lub trzema golami na koncie. „Czerwony Diabły” wygrały wówczas Premier League i Puchar Anglii.

Ale najlepsze miało dopiero nastąpić. W 1998 roku Ferguson zaczął rozglądać się za odpowiednim partnerem dla Cole’a. W ekipie Aston Villi wypatrzył piłkarza niezwykle podobnego do najlepszego snajpera jego drużyny. Celem transferowym stał się Dwight Yorke. Zawodnik, który na Villa Park spędził dziewięć lat i zdobył dla tamtejszej drużyny ponad 70 goli. Co ciekawe, John Gregory, menedżer Aston Villi, zaproponował wtedy wymianę napastników – Yorke za Cole’a. Manchester nie chciał się na to zgodzić i zaproponował klubowi z Birminhgam duże pieniądze. Prawie 13 milionów funtów wpłynęło na konto Aston Villi i Yorke został zaprezentowany jako nowy piłkarz „Czerwonych Diabłów”.

Na powitalnej konferencji prasowej zaprezentował koszulkę z numerem „19”. Jego partner z ataku grał z dziewiątką. Niemal od razu prasa zaczęła porównywać obu napastników. Urodzili się w tym samym roku (1971), na boisku wyglądali niczym bliźniacy, a dla rywali byli tak samo bezlitośni. Cole i Yorke szybko znaleźli wspólny język. Już podczas gier przedsezonowych widać było, że Manchester będzie miał z tego duetu pociechę. Fani United zacierali ręce. Sezon 1998/99 zapowiadał się bardzo ciekawie.

Od samego początku Premier League napastnicy „Czerwonych Diabłów” niesamowicie punktowali rywali. Ich współpraca wyglądała wręcz wyśmienicie. Wcale nie gorzej było w meczach Ligi Mistrzów. Akcja Cole – Yorke, po której ten pierwszy zdobył gola w spotkaniu z Barceloną, do dzisiaj jest wspominana na Wyspach. Ciemnoskórzy napastnicy z dziecinną łatwością ograli hiszpańskich obrońców. Camp Nou zamilkło. Sir Alex Ferguson wiedział, że ma w ręku mocne karty, którymi może wiele zawojować. Za kilka miesięcy chciał powrócić na stadion Barcelony, gdzie miał być rozgrywany finał Ligi Mistrzów 98/99.

Jego plany się spełniły. Manchester grał w tym sezonie jak z nut. W europejskich rozgrywkach na rozkładzie miał takie firmy jak Inter czy Juventus. W dużej mierze było to zasługą magicznego duetu: Cole – Yorke. Obaj napastnicy strzelali w tych najważniejszych pojedynkach bardzo ważne gole. Ale cały zespół United pracował wtedy jak maszyna. Nawet sytuacje wybitnie beznadziejne potrafił zamieniać w zwycięstwo. Najlepszym tego przykładem był pamiętny finał Ligi Mistrzów. Do 90. minuty Bayern prowadził na Camp Nou 1-0 z Manchesterem, by ostatecznie polec jeszcze w regulaminowym czasie gry! Takie mecze przechodzą do historii.

Sezon 1998/99 to dla „Czerwonych Diabłów” prawdziwa bajka. Do niesamowitego triumfu w Lidze Mistrzów dorzucili jeszcze zwycięstwo w Premier League i Pucharze Anglii. Potrójna korona stała się faktem. Cole i Yorke bezapelacyjnie zostali obwołani najlepszym duetem napastników na Wyspach. W tym sezonie strzelili w sumie 53 gole, pozostawiając daleko w tyle snajperów innych drużyn.

W kolejnym sezonie Manchester obronił tytuł mistrzowski. W lidze angielskiej wyprzedził Arsenal aż o 18 punktów! Dominacja „Czerwonych Diabłów” stała się niepodważalna. Cole i Yorke byli znakomitymi egzekutorami, ale na sukces pracowali wtedy wszyscy zawodnicy, a wśród nich tacy jak: David Beckham, Ryan Giggs, Roy Keane czy Paul Scholes. To jedno z najwspanialszych pokoleń w historii klubu z Old Trafford. A pasmo zwycięstw tej ekipy zdawało się nie mieć końca. W sezonie 2000/01 United po raz kolejny zakończyli sezon na pierwszym miejscu w tabeli. Tym razem przewaga nad drugim Arsenalem wyniosła 10 punktów.

Duet ciemnoskórych napastników rozumiał się bez słów. Obaj zawodnicy grając razem wznosili się na wyżyny swoich umiejętności. Obserwatorzy byli zgodni, że Cole bez Yorke’a tracił połowę swojej wartości. Najlepszym dowodem tej tezy jest fakt, że tak naprawdę nigdy nie zaistniał w reprezentacji Anglii. A grając w Manchesterze był przecież jednym z najlepszych snajperów na świecie. Yorke bez Cole’a również nie wyglądał już tak groźnie.

Wszystko co dobre musi się jednak kiedyś skończyć. W sezonie 2001/2002 Cole obniżył nieco loty i Ferguson rozpoczął poszukiwanie nowego napastnika. Pod lupę wziął przede wszystkim Ruuda Van Nistelrooy’a, a angielski snajper poszedł w odstawkę. Jeszcze w trakcie sezonu, w zimowym okienku transferowym, został sprzedany do Blacburn Rovers za ok. 7 milionów funtów. Występy w Manchesterze United zakończył z imponującym dorobkiem 93 goli.

Niedługo potem Yorke podążył śladami swojego partnera z ataku i przeniósł się do Blackburn. Old Trafford opuścił po konflikcie z Alexem Fergusonem. – Ciągle odsuwał mnie od pierwszego składu United, przez co ciągle siedziałem w pubach i piłem. Nie byłem alkoholikiem, ale chciałem jakoś zapełnić pustkę w sobie. Wiedziałem, że jestem dobrym piłkarzem, ale Ferguson nie pozwalał mi pokazać pełni swoich umiejętności – stwierdził po latach rozżalony Yorke. Patrząc na sukcesy, jakie napastnik z Trynidadu i Tobago osiągnął razem ze swoim menedżerem, jego słowa wydają się co najmniej szokujące.

Działacze Blacburn Rovers mieli nadzieję, że słynny duet napastników nawiąże do świetnych występów z czasów Manchesteru United. W nowej drużynie Cole i Yorke spędzili ze sobą kolejne dwa lata. Nie był to już tak fenomenalny okres jak w ekipie „Czerwonych Diabłów”, ale obaj nie mają się czego wstydzić. Po ukończeniu 30. lat doprowadzili Blackburn do szóstego miejsca w tabeli i występów w Pucharze UEFA. W sumie strzelili w barwach tego klubu prawie 40 bramek. Później Cole odszedł do Fulham, a Yorke do Birmingham City, za co zebrał zresztą sporą burę od fanów Aston Villi, dla której grał przez dziewięć lat.

Drogi „Bliźniaków” zeszły się po raz trzeci (i ostatni) w 2007 roku. Obaj mieli wtedy po 36. lat. Tym razem to Cole dołączył do Yorke’a i podpisał kontrakt z Sunderlandem. Był to jednak krótki epizod. Angielski piłkarz rozegrał w nowym klubie tylko siedem spotkań i nie strzelił ani jednego gola. Stało się jasne, że legendarny duet powoli odchodzi do historii. Kariery piłkarskie byłych napastników Manchesteru United dobiegały końca. Cole zawiesił buty na kołku w 2008 roku, a Yorke zrobił to kilkanaście miesięcy później.

Tacy piłkarze na długo pozostają w pamięci. Los chciał, że spotkali się w jednym klubie w idealnym momencie. Dzięki temu Cole i Yorke stworzyli jeden z najlepszych duetów w historii piłki nożnej. Obaj napastnicy mieli swoje wady, ale grając razem potrafili rzucać na łopatki najsłynniejsze drużyny na świecie. Dla obrońców byli prawdziwym koszmarem: Jeśli udało się już zatrzymać jednego, to zaraz gola strzelał ten drugi. Na tym polega właśnie siła duetu. Siła Cole’a i Yorke’a.

4 komentarze
  1. redaktor_merytoryczny dodał komentarz dnia 2 sierpnia 2012

    W sezonie 2001/02 mistrzem był Arsenal. United byli trzeci, drugi Liverpool.

    • Mark dodał komentarz dnia 2 sierpnia 2012

      Widać, że to literówka. Później piszą o tym, że sezon 2001-02 nie był już taki udany…

    • MR dodał komentarz dnia 2 sierpnia 2012

      Zgadza się. Chodziło o sezon 2000/01 – wtedy United triumfowali po raz trzeci z rzędu. Już poprawione.

      Później jest zresztą napisane w tekście, że sezon 2001/2002 nie był już dla Manchesteru tak udany, a Cole i Yorke pożegnali się z klubem.

  2. Misiek8 dodał komentarz dnia 29 lipca 2012

    świetny tekst.Oby więcej takch bylo o legendach futbolu z lat 90tych:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>