Czwarta władza przy murawie…

1
kwi
27
Redakcja
Gazety sportowe

Johan Cruyff powiedział kiedyś: „Jeśli za młodu dobrze grasz w piłkę, to możesz zostać pierwszoligowym graczem. Jeśli dodatkowo rozumiesz tę grę, to prawdopodobnie trafisz do reprezentacji kraju. A jeśli natomiast w ogóle nie potrafisz grać, to zostaniesz z pewnością dziennikarzem sportowym”. I właśnie o tej ostatniej grupie będzie tutaj mowa.  

W obecnym futbolu media odgrywają wielką rolę. Powiem więcej – nie ma dzisiaj piłki bez mediów. Nie myślę tutaj nawet o codziennym podgrzewaniu atmosfery przez dziennikarzy. To ważny element tej układanki, ale na pewno nie najważniejszy. Kluczowy jest aspekt finansowy. Stacje telewizyjne płacą klubom ciężkie miliony i często zapewniają im funkcjonowanie na odpowiednim poziomie. Oczywiście takie wsparcie nie może być całkiem bezinteresowne. Transmisje meczów i ustalanie godzin ich rozpoczęcia to tylko skromny kawałek uprawnień stacji telewizyjnych. Media mają coraz większy wpływ na kształt i formę rozgrywek. Wszelkie podstawowe kwestie muszą spotkać się z ich akceptacją. Ale chyba nie ma się też czemu dziwić – kto płaci, ten ma prawo wymagać.

A wiecie jak to wszystko się zaczęło? Pierwszą sportową publikację na świecie zamieścił w 1878 roku szkocki Glasgow Evening News. Już wtedy pomiędzy dziennikarzami rozgorzała walka o pierwszeństwo w publikowaniu wyników meczowych. Każdy chciał być najszybszym i tym samym najlepszym informatorem. Po końcowym gwizdku rozpoczynał się wyścig do redakcji, a co sprytniejsi dziennikarze wykorzystywali… gołębie pocztowe. Gwałtowny wzrost zainteresowania futbolem w tym okresie nakręcał dodatkowo atmosferę rywalizacji. Media już wtedy stały się swego rodzaju magnesem przyciągającym publikę do piłki nożnej.

Pod koniec ubiegłego stulecia na rynku istniało już tysiące gazet poświęconych tej dyscyplinie sportu. Konkurencja stawała się coraz większa i napędzała pogoń za sensacją. Media stały się właściwie wszechobecne, a piłkarze musieli się do tego przyzwyczaić. Jak zapatrywali się na te zmiany? Pewnie nie brakowało zwolenników, jak i przeciwników takiego obrotu sprawy. Wiele zależało tak naprawdę od osobistych doświadczeń zawodników w kontaktach z prasą. W dobrych relacjach z dziennikarzami zawsze pozostawał legendarny Pele. – Media są bardzo ważne. Gdyby nie one prawdopodobnie nikt, by o mnie nie słyszał – uśmiecha się Brazylijczyk. – Dzięki Bogu nigdy nie miałem zatargu z mediami. Zawsze uważałem je za ważne źródło informacji. Sportowcy, artyści i politycy muszą szanować dziennikarzy.

Pele wiedział jak postępować z mediami. Zawsze był uśmiechnięty i skory do rozmowy. Dziennikarze natomiast lubili zachwycać się jego grą i cieszyli się, że mogą go promować. Układ idealny. Ale nie każdy sportowiec potrafi być tak dobrym aktorem medialnym. Wręcz przeciwnie – powiedziałbym nawet, że niewielu jest takich. Pele miał w sobie to coś, czego nie miał jego kolega z reprezentacji – Garrincha. Obaj byli jednymi z najlepszych zawodników w historii piłki nożnej, ale to Pele został obwołany niepowtarzalnym wzorem dla milionów graczy. Paradoksalnie sukces sportowców zależy dzisiaj często od dziennikarzy, którzy potrafią wpłynąć na punkt widzenia przeciętnego kibica.

Garrincha był doprawdy wspaniałym piłkarzem. Swoją dynamiką rozbijał niemal każdą obronę. Jego nazwisko do dzisiaj kojarzone jest z synonimem najwyższych umiejętności technicznych. Ogromny talent tego zawodnika rozwiązywał właściwie wszelkie dylematy taktyczne. Wielu ekspertów uważa, że Garrincha nie był tak popularny jak Pele tylko dlatego, że prasa nie zadbała o jego dobrą reklamę. A dlaczego tego nie zrobiła? Bo brazylijski gwiazdor nigdy nie miał z nią najlepszych relacji. Czara goryczy przelała się po zakończeniu kariery. Wtedy właśnie rozpoczęły się jego problemy z narkotykami i innymi używkami. Garrincha mógł zostać bohaterem narodowym Brazylii, a skończył jako alkoholik. Opuścili go wszyscy przyjaciele. Nie potrafił poradzić sobie z życiem i zmarł w wieku 50 lat. – Prasa brazylijska jest bezwzględna. Zawsze nadmiernie eksponuje negatywne aspekty i niechętnie wspomina o pozytywach – z żalem przyznał kiedyś Zico, były reprezentant „Canarinhos”.

Innym piłkarzem, który żywiołowo reagował na media był Diego Maradona. Pewnego razu kiedy dziennikarze otoczyli jego dom, postanowił po prostu polać ich wodą. Argentyńczyk nigdy nie przepadał za prasą. – Nigdy nie prosiłem o wywiady. Tak naprawdę dzięki piłkarzom dziennikarze mogą w ogóle zarabiać – pieklił się raz przed kamerami Diego. Europejskie media potępiały przede wszystkim jego nałogi. Południowo-amerykańskie gazety były bardziej łaskawe i zawsze starały się go tłumaczyć. Jedno jest pewne – geniusz piłkarski Maradony i jego kontrowersyjna osobowość zawsze dostarczały prasie wystarczającej pożywki. Diego był wyrazisty aż do bólu. Za nic miał poprawność polityczną. – Narkotyki są wszędzie, a ja odwalam świetną robotę, bo jestem negatywnym przykładem dla każdego dzieciaka – wypalił pewnego razu w rozmowie z dziennikarzem. Media ogłaszały kolejne skandale z jego udziałem, ale w gruncie rzeczy chyba go uwielbiały. Przecież było o czym mówić i pisać. Prasa potrzebowała kogoś takiego jak on. Bohatera i antybohatera w jednej osobie.

Niezwykle eksponowany przez media był też George Best, wieloletni zawodnik Manchesteru United. Jak sam kiedyś przyznał – stał się pierwszym skomercjalizowanym graczem w historii futbolu. – Wcześniej nikt nie interesował się piłkarzami. Ja jako pierwszy pojawiłem się w reklamach i promowałem co tylko przyjdzie do głowy – od wody po goleniu, przez jajka, pomarańcze, aż po ubrania. Tak naprawdę to chyba więcej pieniędzy zarobiłem z reklamy niż z gry – kręcił głową z niedowierzaniem Best. Zainteresowanie mediów miało też swoje złe strony. George żył pod ciągłą presją. Brytyjska prasa miała go nieustannie na oku. Z czasem na jaw wyszły jego problemy alkoholowe. – Dziennikarze zmyślali o mnie bardzo dużo i nadal zmyślają. Kiedyś dzwonili nawet do mnie spytać czy jeszcze żyję. Odkąd przestałem pić czekają tylko na mój upadek, a najlepiej od razu na zdjęcie, gdy ktoś wyciąga mnie z rynsztoka. Ich niedoczekanie! – zarzekał się Best, którego stan zdrowia pogorszył się na początku 2005 roku. Kilka miesięcy później zmarł w szpitalu. Kibice nie zapomnieli o legendzie. Niedługo po śmierci Besta w Irlandii Północnej wydano banknot z jego podobizną.

Przykłady piłkarzy, którzy nie potrafili porozumieć się z mediami można, by pewnie mnożyć bez końca. Pewnie myślicie, że byli to głównie alkoholicy i narkomani jak Garrincha czy Maradona. Nic podobnego. W konflikt z prasą popadło również wielu wzorowo prowadzących się ludzi. Pierwszy na myśl przychodzi mi Aime Jacquet, były selekcjoner reprezentacji Francji.  Przed mundialem 98’ dziennik L’Equipe zmieszał go z błotem, przedstawiając jako prostaka z ubogiej rodziny. Jacquet przetrwał grad krytyki i na turnieju sięgnął z drużyną narodową po mistrzostwo świata. Na chwilę przed wzniesieniem pucharu zapytano go, czy potrafi przebaczyć tamte słowa z artykułów. – Nigdy nie przebaczę! – rzucił tylko w stronę dziennikarzy i udał się do tunelu. Po paru latach na antenie telewizji francuski trener wyjaśnił swoje zachowanie: – Mogę zgodzić się na krytykę, która jest wręcz niezbędna do rozwoju, ale nie zgadzam się na ataki personalne. Media mogły atakować mój profesjonalizm, ale wolały atakować człowieka.

W obecnych czasach tabloidy często za nic mają prywatność celebrytów. Nie inaczej jest w przypadku piłkarzy. – Ludzie chcą znać naszą osobowość i rodzinę. A my chcemy po prostu grać w piłkę. Nie lubimy, gdy ktoś interesuje się naszym życiem osobistym – ubolewał brazylijski napastnik Ronaldo. W podobnym tonie wypowiadał się też Jurgen Klinsmann: – Wielokrotnie w prasie czytałem kompletnie zmyślone historie, które mnie bolały. Można było nie reagować, ale wtedy cierpiała moja rodzina. Pozywałem brukowce, ale każde takie działania wzmagało nagonkę. Cieszę się, że już nie stoję w świetle jupiterów – przyznaje z ulgą były gwiazdor reprezentacji Niemiec.

Na świecie są tacy ludzie, którzy nie wierzą, że uda się kiedykolwiek powstrzymać sensacje brukowców. Do takich osób z pewnością należy sir Alex Ferguson. – Tylko chwytliwe nagłówki pozwalają tabloidom konkurować z telewizją czy internetem. Nie da się ich zatrzymać. Choć czasem naprawdę aż trudno uwierzyć w te nonsensy, które wypisują – mówił Szkot w jednym z programów telewizyjnych. Taki tabloizacyjny trend obserwujemy jednak obecnie we wszystkich dziedzinach życia. Dlatego raczej trudno się dziwić, że mamy z nim do czynienia również w przypadku piłki nożnej. W końcu od lat jest to niekwestionowana pasja milionów ludzi na całym świecie.

Media na pewno mają ogromny wpływ na globalny rozwój futbolu. Gigantyczne pieniądze, wspaniała otoczka i właściwie niekończący się potok informacji – to wszystko sprawia, że piłka nożna dociera dzisiaj niemal do każdego zakątka świata. Pewnych zasług po prostu nie da się kwestionować. Ale znaków zapytania wokół mediów wcale nie brakuje. Czy komercjalizacja może zniszczyć piękno gry? Czy piłkarze są na tyle odporni psychicznie, by unieść coraz większą presję wytwarzaną przez dziennikarzy? Hmm… no właśnie. Każdy niech odpowie sobie sam.

1 komentarz
  1. patryk dodał komentarz dnia 27 kwietnia 2012

    to, co wyprawiają tabloidy to jest skandal. Trzeba dac ludziom normalnie zyc- takze pilkarzom. Dobrze jednak, ze wiecej osob interesuje sie mimo wszystko sama gra, a nie zyciem prywatnym zawodnikow.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>