David Rocastle: Legenda Arsenalu

1
kwi
8
Redakcja
David Rocastle

Zegar wskazał siódmą minutę meczu. Całe Emirates powstało, gromko klaszcząc oraz chóralnie śpiewając. Piłkarze na pięknie przygotowanej tego dnia murawie dalej robili swoje, ale po ich plecach także przeszły ciarki. Nie było to najlepsze siedem minut w dziejach Arsenalu, ale The Gunners bez wątpienia nie zawodzili. Przynajmniej tak z dwóch telebimów zawieszonych pod dachem stadionu, zdawał się pokazywać David Rocastle, pewnie wyciągający kciuka do góry.

Długoletni sympatycy The Gunners, oglądający z trybun ostatnie spotkanie z Reading, na pewno szukali w głowie podobnych obrazków z poprzednich lat. Po chwili namysłu byli pewni. To dwunasty raz. Od 2001 roku, w okolicach 31 marca, cały stadion oddaje hołd zmarłej legendzie stołecznego klubu. O dziwo, po raz pierwszy byli to znienawidzeni rywale, kibice Tottenhamu.

David Rocastle urodził się 2 maja 1967 roku, w rodzinie emigrantów z wysp karaibskich. Na świat przyszedł już w Anglii. Od początku jego życie było mieszanką sukcesów z wielkimi dramatami. W wieku pięciu lat stracił ojca.

W 1983 roku jeden zespół z Londynu ogłosił nabór do jednej ze swoich juniorskich drużyn. Rocastle przyłączył się do Arsenalu i powoli zaczął budować swoją legendę. Dwa lata później zaproponowano mu kontrakt, na który od razu przystał.

Właśnie w tym czasie jego świat niemal wali się po raz kolejny. Młody Anglik cierpiał z powodu bardzo słabego wzroku. Wiąże się z tym opowieść Martina Keowna. Podczas jednej gierki wewnętrznej grupa trenerów próbowała rozgryźć dlaczego Rocky cały czas biega z głową zwieszoną w dół. Wzięli go na linię środkową i zadali proste pytanie:„David, widzisz stąd bramkę?”. Chłopak zaprzeczył, co wprawiło opiekunów w niemałe osłupienie. Obeszło się bez operacji, specjalne soczewki korekcyjne pozwoliły kontynuować opowieść.

Paul Davies, przyjaciel z dzieciństwa oraz zasłużony Kanonier (ponad 500 meczów w czerwono-białej koszulce) po śmierci Rocky’ego powiedział: „Znaliśmy się bardzo długo. Prawdopodobnie kumplami zostaliśmy, jak Dave miał 12 lat. Widziałem jak wchodził do pierwszej drużyny, jak zdobywał serca kibiców. Dorastaliśmy w tym samym miejscu. To był świetny facet. Bardzo miły, mimo wielkiego talentu, nie wywyższał się, z każdym rozmawiał tak samo serdecznie. Dopiero po jego odejściu z klubu, zdałem sobie sprawę, jak wielkim był ulubieńcem kibiców. Nie często nasi fani darzą kogoś tak wielkim szacunkiem.”

David Rocastle został wprowadzony do drużyny seniorów przez Dona Howe’a, co było niewątpliwie jedną z lepszych decyzji tego menedżera. Chwilę później w klubie dało się słyszeć surowego Szkota, zaprowadzającego swoje porządki. George Graham, jak się później okaże, brutalnie zakończył piękny sen każdego fana Arsenalu.

Dave, nazywany tak przez kolegów, imponował szybkością, dryblingiem i siłą fizyczną. Arsene Wenger po latach stwierdził, że Rocky wyprzedził swoją epokę o dekadę i w obecnych realiach nie miałby żadnych problemów z przystosowaniem się do wyspiarskiej piłki. Martin Keown nazwał go „ówczesnym Cristiano Ronaldo”. To prawda, że czarnoskóry piłkarz miał wiele do zaoferowania. Jego ambicję i determinację podziwiali starsi koledzy. Kwestią czasu było rozkochanie trybun Highbury

W 1987 roku powoli zadomawiał się w pierwszej drużynie. Strzelił bramkę w spotkaniu z Tottenhamem, a w następnym meczu wzniósł Puchar Ligi, nazywany wtedy Littlewoods Challange Cup. Dwa lata później nikt nie mógł sobie wyobrazić drużyny bez Rocky’ego w wyjściowym składzie. Alan Smith przypomina, jak podczas decydującego spotkania na Anfield, które przeszło do historii angielskiej piłki, Rocastle poderwał kolegów do walki. Było to po wywalczeniu rzutu wolnego. Po głośnym „Come on laaads!” wspomniany Smitthy wysunął Arsenal na prowadzenie, a w końcówce Michael Thomas dorzucił drugą bramkę, dzięki czemu The Gunners w nieprawdopodobnych okolicznościach zdobyli tytuł mistrzowski. O tamtej histori pisaliśmy także obszernie chociażby tutaj.

Po sezonie 1988-89 Rocastle wybrany został najlepszym graczem młodego pokolenia w Anglii. Dwa lata później dorzucił do swojego CV jeszcze jedno mistrzostwo kraju, chociaż w rozgrywkach 1990-91 wiele spotkań opuścił ze względu na kontuzję kolana.

W 1992 roku do drużyny Arsenalu dołączył Ian Wright, kolejny kumpel Rocastle’a z młodości. Wright wspominał: „Pamiętam mój debiut, strzeliłem hattricka, a Rocky dorzucił czwartą bramkę. Tak się cieszyliśmy” .

W międzyczasie po naszego bohatera zgłosiła się angielska kadra. Rocastle był swoistym talizmanem. W angielskiej bieli zaliczył 14 występów, a „Synowie Albionu” żadnego z tych meczów nie przegrali. Jednym z takich spotkań, była potyczka w Chorzowie przeciwko Polsce zakończona bezbramkowym remisem. Z niewiadomych powodów selekcjoner pomijał go jednak przy najważniejszych międzynarodowych turniejach.

Po zakończonym sezonie, George Graham zrobił coś niebywałego, coś czego kibice w zasadzie nigdy mu nie wybaczyli. Przyjął za Rocky’ego, opiewającą na 2 miliony funtów, ofertę Leeds United. To był ówczesny transferowy rekord na Wyspach. Alan Smith:„ Pamiętam, że tego dnia Georgie odbywał z nim długą rozmowę w swoim samochodzie. Nikt z nas nie wiedział co jest grane. ”, Michael Thomas: „Nie wierzyłem, że go po prostu sprzedali”. Nie było tajemnicą, że Rocky grał w klubie swoich marzeń i za nic w świecie nie chciał zmieniać otoczenia. Sam później przyznał, że zamknął się w swoich samochodzie i po prostu rozpłakał…

Wszyscy byli pod wrażeniem jego osobowości. Rocastle, oprócz piekielnie dobrych umiejętności piłkarskich, był przede wszystkim świetnym człowiekiem. Zawsze uśmiechnięty, pogodny. Trybuny nazywały go dżentelmenem, a każdy z kolegów podkreślał pozytywne i sympatyczne usposobienie, szczególnie poza boiskiem. Dla Arsenalu rozegrał 277 spotkań strzelając w nich 34 przepiękne bramki.

Będąc u szczytu, w wieku 25 lat, dołączył do Leeds United. W następnym sezonie zagrał w Manchesterze City, a w roku 1994 zasilił Chelsea Londyn. W każdym z tych zespołów odgrywał pierwszoplanową rolę, rozgrywając ponad 20 meczów w sezonie. Następnie obie rundy spędził w różnych klubach. Najpierw wypożyczono go do Norwich, a następnie do Hull. Swój pożegnalny sezon rozegrał w malezyjskim Sabah FC, gdzie zmagając się z kontuzjami, postanowił ostatecznie pożegnać się z piłką.

W lutym 2001 roku angielskie media obiegła tragiczna wiadomość. W ciele Dave’a zdiagnozowano agresywny typ raka, chłoniaka nieziarnistego. Było zbyt późno by go odratować … Ostatecznie, 31.marca tego samego roku, po tej nierównej walce, Rocky zmarł zostawiając żonę z trójką dzieci. Miał dopiero 33 lata…

Nigel Winterburn: „Komunikat usłyszałem w radiu, ale nie wierzyłem w to. Dopiero po kolejnych powtórkach zrozumiałem co się stało. Był to bardzo, bardzo przykry dzień.” Martin Keown wspominał tak: „ To był dla nas szok. Nikt nie wiedział, że tak się to potoczy. Sam czułem się trochę winny, że w tym będąc w podobnym wieku jeszcze grałem w piłkę, a Dave nie było już z nami. Kilka tygodni po jego śmierci, rozgrywaliśmy finał Pucharu Anglii z The Reds, a syn Rocky’ego był przebrany za maskotkę. Graliśmy dla naszego przyjaciela.”

Tego samego dnia na Highbury przyjechał Tottenham. Po uhonorowaniu legendy minutą ciszy, wraz z kibicami gospodarzy, fani Tottenhamu wstali i przyłączyli się do gromkich oklasków. Ten fakt pokazuje jakim szacunkiem darzono Davida Rocastle’a.

Kanonierzy pielęgnują pamięć o swojej legendzie. Rocky znalazł się w gronie 31 innych wybitnych reprezentantów Arsenalu, których podobizny zdobią Emirates Stadium.

„Pamiętaj kim jesteś, ile jesteś wart i kogo reprezentujesz” – David Rocastle.

Autor: Maciej Skiba

Zapraszamy również na serwis highbury.pl

1 komentarz
  1. pavel dodał komentarz dnia 8 kwietnia 2013

    Świetny artykuł, robicie na tym portalu kupę dobrej roboty, oby tak dalej, dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>