Diego Lopez – ofiara spokoju w Madrycie

0

Diego Lopez właśnie podpisał kontrakt z AC Milan. Po dość krótkiej przygodzie z Realem Madryt, w którym wystąpił w 62 spotkaniach i zdegradowaniu Ikera Casillas’a do roli bramkarza grającego jedynie w pucharach, Hiszpan postanowił przenieść się do Mediolanu. Nie ulega wątpliwości, że nie do końca z własnej woli, bo przecież Lopez chciał zostać w drużynie Królewskich. Nie chciał jednak Real – za cenę spokoju w szatni.


Diego Lopeza na Santiago Bernabeu sprowadził ponownie Jose Mourinho. Decyzja ta była pokłosiem nieszczęsnej kontuzji Ikera Casillasa. Za relatywnie niską cenę, Real otrzymał wspaniałego bramkarza, który (jak miało się okazać) na stałe zagościł między słupkami w meczach ligowych. Choć nie wszyscy byli przekonani co do możliwości byłego zawodnika Villarrealu, Diego od początku pracował na własną markę i trzeba przyznać, wychodziło mu to wspaniale. Każdy szanujący się fan Królewskich pamięta przecież jego niesamowite parady w meczach Ligi Mistrzów min. z Manchesterem United. Fatalnie było w spotkaniu z Borrussią Dortmund, zakończonym wynikiem 1:4 dla Niemców, ale w tamtym meczu trudno mieć do Hiszpana jakiekolwiek pretensje.

Była zima, sezonu 12/13, a Iker ozdrowiał. Popadł jednak w konflikt z The Specjal One i słono za to zapłacił – przynajmniej pod względem sportowym, bo ławka rezerwowych, którą dotychczas znał jedynie z widzenia, stała się miejscem, w którym spędzał naprawdę sporo czasu. Wszystko za sprawą Mou, który znalazł w Casillasie wroga min. ze względu na jego narzeczoną, dziennikarkę Sarę Carbonero. Miała ona rzekomo, przy współpracy z bramkarzem, wyciągać na światło dziennie pewne sprawy, które powinny zostać w szatni. Powodów było jeszcze kilka, ale szkoda się o nich rozpisywać – tak czy inaczej, wespół z hiszpańską prasą, Casillas wykopał skonfliktowanego z drużyną Jose z powrotem do Premier League. Miejsce Portugalczyka zajął Carlo Ancelotti – i był to jeden z najlepszych transferów Florentino Pereza ostatnich lat.

Ancelotti nie miał jednak lekko. Stanął przed bardzo ważnym zadaniem.  Chodziło oczywiście o zadecydowanie, kto zostanie numerem jeden w bramce Realu Madryt na nadchodzący sezon. Opinia publiczna mocno naciskała na szkoleniowca. Iker jest przecież żywą legendą klubu i nie ważne w jakiej znajdowałby się formie, miejsce w wyjściowej „11” ma zapewnione – przynajmniej w oczach kibiców. Z drugiej strony, Carlo zdawał sobie sprawę, że Lopez jest świetnym bramkarzem, który miał za sobą naprawdę dobry sezon. I coś z tym fantem trzeba było zrobić. Wydaje sie, że Włoch idealnie wyszedł z opresji: Diego miał bronić w meczach ligowych, Casillas natomiast we wszystkich meczach Ligi Mistrzów i Pucharu Króla. Debata nad obsadą bramki na jakiś czas przycichła, ale wiadomym było, że to jedynie doraźne rozwiązanie. Tak minął pierwszy, obfity w trofea, sezon Ancelottiego w Hiszpanii.

Warto wspomnieć, że za każdym razem, kiedy Diego popełnił jakikolwiek błąd, zewsząd odzywały się głosy „rozsądku” – Casillas by to wybronił. Casillas to, Casillas tamto. Chodzi głównie o gazety pokroju Marki i ASA, które od zawsze faworyzowały legendę Los Blancos. Dobre występy Lopeza umieszczały jako małe wzmianki, albo w ogóle pomijały. Ciężko mu było żyć z nieustanną presją bycia „tym gorszym” dla mediów. Nawet, a może szczególnie wtedy, gdy na to nie zasługiwał.

Sezon 13/14 Real zakończył zwycięstwem Ligi Mistrzów, gdzie bronił Iker, ale w finale popełnił fatalny błąd, który (gdyby nie Ramos) mógł kosztować całą jego reputację. Królewscy wygrali także Puchar Króla, gdzie Hiszpan zaprezentował się ze świetnej strony. Swoje minuty mógł odnotować generalnie na plus. I choć Lopez spisywał się równie dobrze w spotkaniach ligowych (16 czystych kont!), krajowego mistrzostwa Real nie wygrał. W oczach wielu, Lopez przynosił pecha. Wczoraj, kiedy Madrytczycy mierzyli się z Sevillą w Superpucharze Europy i ostatecznie wygrali go 2:0 po golach Ronaldo, Iker kolejny raz podniósł ręce w geście zwycięstwa. Zarówno tego z Sevillą, jak i tego, że Lopez w końcu jest w Milanie. Takie jest moje zdanie.

Na Santiago Bernabeu przybył jednak Keylor Navas – bramkarz Kostaryki, niebywały talent, który pokazał pełnię możliwości na Mundialu w Brazylii, i który nie znalazł się w Madrycie z przypadku. Już od pierwszych minut treningu dał się poznać jako gracz o niebywałym refleksie i zaangażowaniu. To dla Ikera zła wiadomość, bo kto wie, czy mimo odejścia Lopeza, miejsce w bramce po raz kolejny nie zostanie mu odebrane? Jeśli nie weźmie się do roboty, Navas bez problemu wskoczy między słupki. Na razie Iker wygląda dobrze. Na razie.

Jak będzie w przyszłości? Nie wiadomo. Wiadomo jedynie, że Diego Lopez zaczyna swoją przygodę w AC Milan i będzie tam pierwszoplanową postacią. Nie chciał odchodzić, chciał walczyć o miejsce w bramce, ale to nie miałoby dobrego wpływu na atmosferę w szatni i relacje z prasą. Debata rozgrzała by ponownie, a Ancelotti zamiast skupiać się na meczach, skupiałby się na tłumaczeniach, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Lopez nie chowa jednak urazy: „To był wspaniały etap w mojej karierze i mogę tylko podziękować Realowi. Jestem zadowolony z przejścia do Milanu. To smutny moment, ale również pełen pozytywów. Trudno spodziewać się powrotu i zostania trzeci raz piłkarzem Królewskich. Być może dołączę tu w innej roli”. Jak poradzi sobie we Włoszech? Z pewnością wspaniale. Sam dyrektor generalny AC Milan, Adriano Galliani, mówi: „Zakontraktowaliśmy najlepszego bramkarza w Europie!”.

Krystian Pomorski

obrazek: ligabbva.pl

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>