Dwunastu gniewnych ludzi cz.2

2
paź
24
Redakcja
32042_ori_marco_materazzi

Futbol to nie hokej na lodzie, gdzie drużyny mają w składzie zawodnika, który wchodzi na boisko tylko w razie bójki, ale oglądając wyczyny niektórych piłkarzy trudno oprzeć się wrażeniu, że przesadne traktowanie tej dyscypliny jako „męski sport” nie przynosi im chluby. Mimo ostrej, a czasami wręcz brutalnej gry, wielu graczy zamieszczonej na tej „liście nerwusów” cieszy się dużą sympatią kibiców, nie tylko swojej drużyny. Od nieustępliwych twardzieli, po zwykłych bezczelnie faulujących „przecinaków”. W tym tygodniu rozpoczęliśmy krótki cykl poświęcony największym nerwusom piłki nożnej. Dziś możecie poznać kolejną czwórkę. Zapraszam!

Nobby Stiles

Szesnaście lat przed „wyczynem” Gentile, Anglia grała z Portugalią w półfinale mistrzostw świata. W barwach „Konkwistadorów” brylował Eusebio – absolutna gwiazda europejskiej piłki. Trener „Synów Albionu”, Alf Ramsey do wyłączenia z gry portugalskiego magika wyznaczył Nobby’ego Stilesa. Zawodnik Manchesteru United absolutnie nie przypominał piłkarza – niski, łysiejący, bezzębny (w wieku 24 lat!), o aparycji stałego bywalca angielskich pubów. Z drugiej strony „Czarna Perła”, zachwycająca kibiców przy każdym kontakcie z piłką. W bezpośrednim pojedynku bezapelacyjnie zwyciężył Nobby. Podobnie jak Gentile, Anglik miał za zadanie jedno: wyłączyć z gry Eusebio. Ilekroć koledzy podawali piłkę do „Czarnej Perły”, zza jego pleców wyskakiwał Stiles i bez pardonu przerywał akcję. Nieważne dla niego było to, czy piłka zostanie odebrana czysto – jeśli jedynym wyjściem było podcięcie, podcinał. Jeśli Portugalczyk był bliski „urwania się” Nobby’emu – ten uciekał się do faulu. Poobijany Eusebio nie istniał, zrezygnowany pod koniec meczu nawet nie próbował przejść kryjącego go Anglika. Co prawda udało mu się strzelić gola, ale z karnego, gdy w pobliżu nie stał ten nieustępliwy brzydal. Jak przyznali późniejsi mistrzowie świata, w drużynie dostojnych rycerzy z gracją podających sobie piłkę potrzebny był jeden Nobby Stiles – aby rywale nie robili tego samego.

nobby-377152

Andoni Goikoetxea

Czas na kolejny koszmar Maradony. Hiszpan o trudnym nazwisku, w skrócie nazywany po prostu Goiko, zyskał sobie przydomek „Gigant z Alonsotegi”. Zdecydowanie częściej używano drugiego pseudonimu, wiele mówiącego o stylu gry Andoniego – „Rzeźnika z Bilbao”. W latach 80-tych nie było chyba kozaka, którego nie przerażałaby konfrontacja z potężnym Hiszpanem. Niemal dokładnie przed trzydziestoma laty, 24 września 1983 roku w meczu Athletic Bilbao z Barceloną, Goiko wściekle zaatakował od tyłu Maradonę i ściął go równo z trawą, dewastując wręcz jego kostkę. O psychopatycznych skłonnościach Hiszpana świadczy fakt, iż but, który w tej sytuacji stał się narzędziem zbrodni, został przez niego zamknięty w szklanej gablotce w swoim domu. To nie był koniec polowania na graczy Barcy – w tym samym sezonie oba kluby spotkały się w finale Pucharu Króla. Tym razem ofiarą „Rzeźnika z Bilbao” stał się Bernd Schuster, który z po tamtym urazie kolana, nigdy nie wrócił do pełnej formy. Tłumaczenie Goiko, że „cel uświęca środki” wydaje się być mocno przesadzone.

Edmundo

Stereotypowy brazylijski napastnik? Szybki, z bajeczną techniką, z zimną krwią wykończający sytuacje stworzone przez partnerów. Zupełnym przeciwieństwem był Edmundo, blisko czterdziestokrotny reprezentant Brazylii. Z chłodną głową facet miał mało wspólnego. Walcząc o piłkę Edmundo często uciekał się do fauli. Agresywny styl Brazylijczyka doprowadził nawet do tego, że bali się go inni „Canarinhos”. W trakcie Mistrzostw Świata we Francji, gdzie Brazylia dotarła do finału na światło dzienne wyszła informacja, według której Edmundo zagroził, iż jeśli trener nie wystawi go w pierwszym składzie, ten będzie w stanie wywalczyć sobie miejsce w składzie w niekonwencjonalny sposób. Inni napastnicy w kadrze bali się o to, że „Zwierzak”, jak nazywano Edmundo zwyczajnie połamie na treningu nogi swojemu konkurentowi do miejsca w składzie. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ale strach był. Rok po turnieju, czyli w 1999 roku Brazylijczyk podpadł obrońcom praw zwierząt, gdy wyszło na jaw, że na urodzinach synka upił…szympansa, który należał do cyrku, zaproszonego na imprezę. Według relacji świadków, małpka o imieniu Pedrinho zakosztowała gościnności piłkarza, racząc się piwem i whisky. Jak się bawić, to się bawić!

edmundo

Marco Materazzi

Kolejny Włoch w zestawieniu. O wytatuowanym obrońcy Interu słyszał każdy kibic, który oglądał mundial w 2006 roku. Fani Serie A poznali Marco dużo wcześniej. Brutalnych wślizgów, kopniaków w kostki, a nawet na wysokości klatki piersiowej doświadczyli najlepsi ówcześnie zawodnicy ligi włoskiej na czele z Andrijem Szewczenką i Kaką. Na przełomowe w karierze Mistrzostwa Świata w Niemczech Materazzi jechał jako rezerwowy, ale w meczu grupowym przeciwko Czechom kontuzji doznał Alessandro Nesta. Wtedy się zaczęło… Po dziewięciu minutach spędzonych na boisku Materazzi otworzył wynik meczu. W następnym spotkaniu, z Australią, już pięć minut po przerwie został wyrzucony z boiska za brutalny faul. Po odcierpieniu kary wrócił na półfinał. W finale z Francją to oczywiście on sprokurował rzut karny zamieniony na gola przez Zinedine’a Zidane’a. Niedługo później Włosi wyrównali po golu…Marco Materazziego. Szczególną popularność przyniósł mu słynny incydent z „Zizou”, który sprowokowany chamskimi zaczepkami Włocha, uderzył go „z byka”, za co zapłacił czerwoną kartką. Jakby obrońcy Interu było za mało w tym meczu, to on wykorzystał jeden z pięciu rzutów karnych, które dały podopiecznym Marcello Lippiego Puchar Świata. Po mistrzostwach niemłody już Marco (rocznik 1973) zaczął drugą młodość. W kolejnym sezonie stoper zdołał ustrzelić aż 10 goli w lidze. Kartek za faule uzbierał zdecydowanie więcej. Stylu gry (czytaj: zabij, ale nie dopuść rywala pod bramkę) nie zmienił aż do końca kariery.

Już niedługo kolejna czwórka wariatów – francuski mistrz kung-fu, paragwajski superstrzelec stojący między słupkami, włoski pitbull oraz walijski gangster. Do zobaczenia!

2 komentarze
    • CzasFutbolu dodał komentarz dnia 25 października 2013

      jak widzę po Twoich komentarzach, bardzo tęsknisz za poprzednią redakcją. Więc chcąc nie chcą poinformuję Cię, że tamte czasy nie wrócą. Choć zapraszałem do współpracy poprzednich redaktorów, to jednak z różnych względów ich nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>