El-Hadji Diouf: Filantrop, skandalista i niespełniony talent

19
lis
11
Redakcja
El-Hadji Diouf Senegal

El-Hadji Diouf swego czasu był uznawany za jedenego z najbardziej zdolnych piłkarzy w Afryce i na całym naszym globie. Z całą pewnością senegalski zawodnik to postać niezwykle barwna i kontrowersyjna. Poznajcie historię tego wielkiego, lecz niespełnionego talentu prosto z Czarnego Lądu.

Popularny Dioufy z pochodzenia jest Sererem. Sererowie to grupa etniczna zamieszkująca głównie zachodnie obszary Senegalu, której znaczna większość to wyznawcy islamu, a nieco mniejsza część to chrześcijanie. Nasz bohater zalicza się do tej pierwszej grupy. Zresztą imię El-Hadji przyjął dopiero po odbyciu pielgrzymki do muzułmańskiej świątyni w Mekce.

Senegalczyk wywodzi się z zamożnej rodziny. Jego ojciec, który również był piłkarzem zostawił go, gdy ten miał osiem lat. Diouf był wychowywany przez swoich dziadków, a z ojcem spotkał się dopiero po 22 latach.

Piłkarskie początki i wielka eksplozja

Jego piłkarska kariera potoczyła się bardzo szybko. Talent Senegalczyka eksplodował zupełnie niespodziewanie, a moment kulminacyjny przypadł na Mistrzostwa Świata 2002 w Korei i Japonii. Zacznijmy jednak od początku. El-Hadji Diouf swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał we Francji, a dokładnie w Sochaux. Po roku spędzonym w Montbeliard został wypatrzony przez działaczy Rennes, gdzie spędził kolejne 12 miesięcy. Lata 2000 – 2002 to już występy dla mocnej wówczas ekipy RC Lens. Od tamtego momentu kariera Dioufa nabrała prawdziwego tempa. Na Stade Felix Bollaert zawodnik zagrał w 54 spotkaniach, zdobył 18 bramek i wypromował się do narodowej reprezentacji Senegalu, która w 2002 roku po raz pierwszy w swojej historii zakwalifikowała się na Mistrzostwa Świata.

Debiutanci z Senegalu zostali okrzyknięci rewelacją azjatyckiego mundialu, który dla wielu z nich okazał się prawdziwą furtką do wielkiej kariery. W tym oczywiście dla Dioufa. Senegalczycy na Mistrzostwach Świata doszli aż do ćwierćfinału, gdzie zostali zatrzymani przez reprezentację Turcji, która zdobyła później brązowy medal. Jednak nikt im już nie odbierze sensacyjnych zwycięstw nad Francją i Szwecją oraz remisów z Danią i Urugwajem.

A to bramka dająca zwycięstwo Senegalowi w meczu otwarcia Mistrzostw z Francją, przy której Dioufy popisał się świetnym rajdem i asystą:

Korea i Japonia szeroko otworzyły mu drzwi do prawdziwej kariery, sławy i dużych pieniędzy. Zagrożenie było spore, gdyż zawodnik miał wówczas 21 lat i wszyscy obawiali się, że woda sodowa może uderzyć mu do głowy. Diouf nie mógł jednak zmarnować szansy danej mu od losu. Tuż po Mundialu został wychwycony przez ówczesnego menadżera Liverpoolu Gerarda Houlliera, który sprowadził go do swojej drużyny. The Reds wyłożyli za Senegalczyka 10 milionów funtów. Diouf już w swoim pierwszym meczu na Anfield zaskarbił serca kibiców, bowiem w wygranym 3:0 spotkaniu z Southampton zdobył dwa gole. Prawdziwe wejście smoka!

Jazda po pijanemu, mandaty, zawieszenia, aresztowania… Czyli druga strona medalu

Po fenomenalnym początku na Wyspach zawodnik spuścił nieco z tonu i nie grał już na takim poziomie. Pojawiać się za to zaczęły problemy natury wychowawczej i liczne kontrowersje z Dioufem w roli głównej. W Anglii zaczęło się od splunięcia w stronę kibiców Celticu Glasgow podczas pojedynku w rozgrywkach Pucharu UEFA. Można było się jednak spodziewać, że w końcu dojdzie do tego typu komplikacji z tym piłkarzem. Dioufy już we Francji dawał się we znaki. Jeszcze jako nieletni zawodnik Rennes został skazany za prowadzenie auta bez prawa jazdy. Ponadto niejednokrotnie był uczestnikiem wypadków samochodowych, za co oczywiście spotykał się z surowymi karami.

Jednak niczego go to nie nauczyło. Miał naturę buntownika. W 2005 roku opuścił Liverpool i przeniósł się do Boltonu Wanderers. Był to tak naprawdę początek jego wielkiej tułaczki po klubach z niemal całych Wysp Brytyjskich. Po Boltonie nadszedł czas na inne: Sunderland, Blackburn Rovers, Glasgow Rangers, Doncaster Rovers i Leeds United, w którym gra do dziś. Kolejne kluby, kolejne kontrowersje. Zaczynało się od splunięć, a kończyło na napadach i pobiciach. Nadszedł w końcu moment, w którym Senegalski piłkarz brytyjskiej policji był już bardzo dobrze znany. Do najgłośniejszych wybryków Dioufa zaliczyć można jazdę samochodem pod wpływem alkoholu, czy liczne napady z pobiciami w tle. Ofiarą napadów Senegalczyka padały nawet kobiety.

El-Hadji Diouf pokazał wszystkim jak piłkarz, nawet ten najbardziej utalentowany, może rozmienić swoją karierę na drobne. Dziś jest zawodnikiem drugoligowego Leeds United, a miał grać w tych największych i najbardziej znanych klubach. Miał być po prostu najlepszy. Nawet słynny Pele umieścił go na liście 100 najlepszych żyjących piłkarzy na świecie. Wszystko jednak zmarnował…

Fundacja, polski tata i przyjaźń z… Akonem

El- Hadji Diouf jest typem człowieka, który lubi zwracać na siebie uwagę i być w centrum wydarzeń. Trzeba przyznać, że w ślepą uliczkę zaprowadziła go wielka kariera i ciężkie pieniądze, jakie zaczął zarabiać w bardzo młodym wieku. Zbyt młodym. I to chyba go przerosło.

Jednak jest coś, co pozwala zamazać nieco kontrowersyjny obraz Senegalskiego gwiazdora. The Dioufy Foundation to fundacja charytatywna, którą założył. Jej celem jest pomoc ubogim i poszkodowanym dzieciom w Senegalu oraz Wielkiej Brytanii, a więc można powiedzieć w dwóch ojczyznach piłkarza.

 W całej tej historii doszukałem się również polskiego wątku. Otóż w latach 2006 – 08 selekcjonerem reprezentacji narodowej Senegalu był cieszący się dużym uznaniem na Czarnym Lądzie Henryk Kasperczak. Jak się okazało między senegalskimi piłkarzami (w tym oczywiście i Dioufem), a polskim szkoleniowcem wytworzyła się szczególnego rodzaju więź. Zacznijmy jednak od początku.

W momencie, gdy Kasperczak obejmował funkcję selekcjonera, senegalska federacja znajdowała się w poważnym kryzysie. Były to głównie problemy natury finansowej, a przyjazdy reprezentantów na zgrupowania wiązały się z dużymi utrudnieniami. W związku z tym Dioufy w 2007 roku postanowił zrezygnować z występów w kadrze. Jednak szybko wycofał się z tej decyzji i po krótkiej przerwie wrócił do gry w reprezentacji. Była to też po części zasługa Henryka Kasperczaka, który wielokrotnie na łamach mediów w bardzo ciepłych słowach wypowiadał się o piłkarzu i podkreślał, że Diouf jest w kadrze ogniwem wręcz niezbędnym.

Polski trener w ogóle starał się dbać o relacje z zawodnikami i o atmosferę wewnątrz drużyny. Sam Diouf, który był wówczas kapitanem niejednokrotnie mówił, że Kasperczak jest dla nich jak prawdziwy ojciec, z którym zawsze można porozmawiać. Kiedy po słabych występach Senegalu w Pucharze Narodów Afryki w 2008 roku Kasperczak podał się do dymisji jeszcze w trakcie turnieju, Diouf ponownie postanowił wziąć w obronę polskiego szkoleniowca. Senegalczyk w wielu wywiadach podkreślał, że fatalny występ drużyny nie jest winą selekcjonera, lecz tylko i wyłącznie zawodników. Dioufy dodał wtedy jeszcze, że ostatni mecz turnieju przeciwko RPA zostanie zadedykowany właśnie polskiemu trenerowi. Piękna sprawa, jak wielkim szacunkiem i sympatią darzyli go piłkarze w Senegalu.

Inną ciekawostką z niezwykle barwnego życia Dioufa jest jego znajomość i bliska przyjaźń ze słynnym raperem Akonem. Z pewnością duże znaczenie miał tutaj fakt, że znany piosenkarz również pochodzi z Senegalu. Diouf i Akon często byli widywani na różnego rodzaju imprezach okolicznościowych. Kiedyś nawet wystąpili razem w jednym z programów rozrywkowych w senegalskiej telewizji, a dodatkowo towarzyszył im wtedy inny znany piłkarz Didier Drogba.

El-Hadji Diouf bez wątpienia jest jednym z największych niespełnionych talentów w historii futbolu. W piłkę nożną gra nadal, jednak nie jest to już ten sam poziom. Podczas Mundialu w Korei i Japonii wszyscy zachwycaliśmy się jego świetną grą i wysokimi umiejętnościami. Kiedy przechodził do Liverpoolu miał cały świat u swoich stóp. Jednak sława, kariera i wielkie pieniądze sprawiły, że nie wytrzymał i uległ pokusie. Senegalski gwiazdor jest postacią niezwykle barwną, która – mimo wszystko – na długo pozostanie w pamięci wielu kibiców. Niestety zostaną zapamiętane nie tylko jego świetne występy, genialne dryblingi i piękne gole, ale też liczne wybryki, napady, pobicia czy jazda autem po pijanemu.

Prawdą jest jednak, że futbol dzięki m.in. takim barwnym postaciom, często kontrowersyjnym, jest najpopularniejszym sportem na świecie. Tylko futbol otaczają tak liczne, ciekawe, a niekiedy dramatyczne historie. Diouf stanowi doskonały przykład piłkarza, który przez jednych został pokochany, a przez innych znienawidzony. Jego burzliwa kariera to historia, która z pewnością zostanie zapamiętana na długo. Ale przecież to nie jest koniec. Ciekawe, czy usłyszymy jeszcze o kontrowersyjnym graczu rodem z Senegalu?

Mateusz Solecki

19 komentarze
  1. Romano dodał komentarz dnia 4 marca 2013

    Nie przez przypadek Pele umieścił Dioufa na liście 100 najlepszych piłkarzy na świecie. Moim zdaniem słusznie, rok 2002 z pewnością był najlepszy w jego wykonaniu. Wspaniała technika, szybkość i waleczność to największe atuty Senegalczyka. Zgadzam się z wypowiedzią Bario Maloteliiego, z tym wyjątkiem, że ja o tym piłkarzu nigdy nie zapomniałem.

  2. kaczor dodał komentarz dnia 11 stycznia 2013

    a ja wczoraj gralem z nim w kasynie w leeds spoko chlop nie zadziera nosa i smieszny w huj

  3. Bario Malotelii dodał komentarz dnia 6 stycznia 2013

    No jako wysunięty napastnik to się rewelacyjnie nie prezentował (chyba, że w reprezentacji senegalu). Zdecydowanie lepiej grał skrzydłowego, lub cofniętego napastnika. Szczerze to ja pamiętam Dioufa z Mundialu 2002, jego debiut na Anfield, no i w Boltonie grał całkiem przyzwoicie, potem całkiem o nim zapomniałem.

  4. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    To dobry chłopak był.. i dużo pił. :) Później słaby, czyli ogólnie kariera średnia, niezła.
    Tak jest, ale czasami ludzie się czepiają. Że spam itp. Ale przecież wciąż dysktujemy sobie o futbolu. Więc na temat. Słusznie mnie poprawiłeś. :)

  5. DK dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Wróć. Nie „dobry”, tylko „średni” :)

  6. DK dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Bo wszystko zostało napisane w artykule :) Diouf dobry napadzior, co tu mozna jeszcze? Komentarze są od tego zeby sobie pogadac o dupie marynie i o czym sie chce przeciez…

  7. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    P.S Odjechaliśmy tematycznie. :)

  8. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Miałem to napisać właśnie w P.S. O tym, że jest to być może jego maska. Ferguson myślę, że jest na trenerskiej ławce i w życiu prywatnym taki sam..

  9. DK dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    To należy do jego strategii :) Moze to i smieszne, ale tak jest. Media najwieksze pomyje wylewaja na niego. Na krytyke pilkarzy nie zostaje juz wiele miejsca i przez to jego podopieczni mają wiekszy luz psychiczny, a to sie przeklada na gre. Takie tam sztuczki pana M.

  10. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Większym ignorantem od Fergusona jest Mourinho. :)

  11. DK dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Kolego Ronnie, najpierw piszesz, ze Wisle moglaby prowadzic Twoja tesciowa, a potem wymieniasz zalety np. PG. To pewna niekonsekwencja, bo albo trener jest potrzebny albo nie… Oczywiscie, ze jest potrzebny – ustawienie, taktyka, motywacja itd.
    Kasperczak byl swietnym trenerem, z Mali zrobil IV miejsce w PNA. To tak, jakby Albania doszła do półfinalu ME. Swoja droga szkoda Wisly wtedy, bo jakby przeszla Lazio, to potem po Besiktasie przejechaliby walcem, a w pólfinale moglo byc ciekawie, choc Porto bylo nie do pokonania jednak.
    Mialem kiedys przyjemnosc rozmawiac z trenerem Kasperczakiem, zapytalem go o Dioufa i faktycznie powiedzial, ze dobrze sie z nim pracuje i jest druzynie potrzebny.
    O Fergusonie sie nie wypowiadam bo nie lubie tego ignoranta, wiec nie bede obiektywny. O Guardioli zdania nie mam. Niech udowodni to w innym klubie. Mourinho to majstersztyk, geniusz jakich mało. Byli jeszcze Michels, Herrera i Clough. Najwieksi w historii…
    Pozdrawiam

  12. Milanista dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Prawdziwą weryfikacją czy ci trenerzy są rzeczywiście tacy wspaniali byłoby podjęcie pracy w jakimś słabym klubie. Myślę jednak że na to się nigdy nie odważą.

  13. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Zgadzam się. Ze swojej strony dorzucam jeszcze, mimo wszystko, Wengera. W przyszłości liczę na Kloppa.

    Pozdrawiam

  14. ronnie dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Dla mnie Kasperczak to najbardziej przereklamowany trener w Polsce. Jego największym sukcesem było poprowadzenie w Pucharze UEFA Wisły, która miała wtedy DOSKONAŁY skład i taki zespół do sukcesu poprowadziłaby nawet moja teściowa.

    Dla mnie wyznacznikiem tego, jakim trenerem był Kasper, było to, jak fatalnie radziła sobie Biała Gwiazda w kolejnych sezonach, kiedy sprzedawano kolejnych zawodników, którzy wcześniej stanowili o jej sile.

    • Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

      Słynne powiedzenie Smudy ponadczasowe widzę. :)Do rzeczy. Po pierwsze: odwiecznym pytaniem pozostanie, ile tak naprawdę zasługi trenera, kiedy drużynie idzie..? Czy Guardiola to dobry trener, czy zły? Taki przykład tylko. (Zobaczymy w ogóle, czy będzie można to jakość zweryfikować, czy obejmie którąś z europejskich drużyn..). Po drugie, pamiętam o jego nieudanym, ponownym, podejściu do Wisły. Myślę, że może zwyczajnie jego czas,jako trenera, minął po prostu..

      • ronnie dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

        Kasperczaka zostawmy. Natomiast chciałem poruszyć jeszcze temat Pepa.

        Guardiola jest w mojej opinii trenerem na poziomie Fergusona i Mourinho. Dlaczego? Powód jest prosty – stworzył najlepszą drużynę w najnowszej historii. Nikt nie potrafił tak jak Barca Pepa wymieniać podań, nikt nie potrafił zdominować w takim stopniu przeciwników (nawet jeśli byli oni również wspaniali – vide pamiętne zwycięstwo w GD z Realem).

        Poza tym Pep dopracował do perfekcji taktykę, która jest dziś pewnym piłkarskim absolutem, czymś do czego dążą teraz niemal wszyscy. Nie mam cienia wątpliwości, że odniesie sukces w każdej drużynie, jaką poprowadzi (czy w Premier League, czy Primera Division, czy w jakiejkolwiek innej lidze).

        Zatem Pep wielkim trenerem jest. Podobnie wielcy są moim zdaniem SAF i Mou. Pierwszy ma niesamowity instynkt – prowadzi MU przez 25 czy 26 lat i ciągle jest na topie. To jest coś wspaniałego. Natomiast Mourinho jest gotów zrobić wszystko dla zwycięstwa, no i znakomicie odnajduje się w różnych ligach. Jego zdolność do adaptacji w różnych warunkach jest niewiarygodna.

        Dla mnie ci trzej trenerzy to dzisiaj klubowy (podkreślam KLUBOWY) top 3. Nie wiem, jak dla ciebie?

  15. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    P.S O Boltonie ery Allardyce’a moglibyście, swoją drogą, napisać. :) Byłbym rad. Dla mnie to klub, który prezentował na boisku zbliżony styl do „Szalonego gangu” z Wimbledonu.

  16. Paweł dodał komentarz dnia 12 listopada 2012

    Pieniacz, opluwacz i rasista. :)Ale wesoło z nim było czasami. Obecnie już jego występów nie oglądam – „SportKlub” nie pokazuje (chyba..) Championship.
    Kasperczak miał raczej posłuch i szacunek u piłkarzy. Wiśle przydałby się obecnie taki trener. Z charyzmą i nowoczesnym warsztatem, zapanowując nad tym całym bałaganem.

  17. alan_hansen dodał komentarz dnia 11 listopada 2012

    najgorszy gnojek jakiego kiedykolwiek widzialem na pilkarskim boisku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>