Forza Italia: Granie od święta

2

Kontrowersje, skandale, mafijne układy, ale również niesamowite rekordy, karty historii, wielkie postacie piłki. To wszystko charakteryzuje włoską piłkę, o której w tym miejscu rozprawiamy w każdy czwartek. „Forza Italia” jest to niezbędna pozycja publicystyczna dla fanów calcio, ale nie tylko.

Tytuł w tym tygodniu nie oznacza, że będę chciał przybliżyć Wam, co działo się podczas świątecznej kolejki ligi włoskiej. Postaram się znaleźć odpowiedź na pytanie, które nurtuje kibiców, agentów oraz najbardziej (chyba) samych piłkarzy. Czemu polscy kopacze tak kiepsko radzą sobie w Serie A?

W Wielką Sobotę na Sycylii doszło do ciekawego zdarzenia. Otóż w podstawowym składzie Sampdorii przeciw gospodarzom, Catanii Calcio wybiegło dwóch reprezentantów naszego kraju. Bartosz Salamon i Paweł Wszołek nie należą z pewnością do podstawowych zawodników swojej drużyny, jednak trener Delio Rossi postanowił zaufać młodym Polakom i desygnować ich do gry w pierwszym składzie. Raczej się „przejechał” na tej decyzji, bo kiepsko grająca „Sampa” przegrała 1:2, a piłkarze znad Wisły krótko mówiąc – nie zachwycili. Obaj zostali zmienieni w trakcie spotkania. Salamon rozegrał 66 minut, a 88 minut na murawie spędził Paweł Wszołek. Warto dodać, że dla Bartosza był to dopiero drugi występ w bieżącym sezonie (poprzednio 10 minut zagrał w marcowym starciu z Hellas Werona). Jeśli idzie o Wszołka, to były pomocnik warszawskiej Polonii już wcześniej pukał do pierwszej jedenastki, jednak zawsze po trochę lepszym występie przytrafiał się gorszy. Potem grał w końcówce, w której spisywał się w miarę dobrze, jednak po kolejnej szansie gry w pierwszym składzie koło się zamykało i wracał do grania ogonów.

Kamil Glik - kapitan Torino (fot. skysports.com)

Przypadek Salamona trudno ocenić jednoznacznie. Przecież przed rokiem przechodził do Milanu za 3,5 miliona euro z Brescii Calcio, gdzie grał regularnie, a już za czasów swoich występach na trzecioligowych boiskach w barwach Foggii był próbowany przez Franciszka Smudę w kadrze. W Milanie mu nie wyszło, więc po zaledwie półrocznej przygodzie na San Siro przeniósł się do Genui, gdzie nie jest mu łatwo. Zostawmy już duet ze Stadio Luigi Ferraris i zerknijmy, jak radzą sobie inni Polacy w Serie A.

Rezerwowym bramkarzem w Romie jest Łukasz Skorupski. Górnik Zabrze zarobił na nim milion euro, bo właśnie tyle zapłaciła Roma za niespełna 23-latka. To, że Skorupski obecnie sądzi się z Górnikiem o zaległe pieniądze z tytułu kontraktu, powinno nam przypomnieć, że chłopak jeszcze trzy lata temu biegał po boiskach w Radzionkowie. Nie ganię go za ubieganie się o swoje, jednak za sposób, w jaki to robi. Dziś, choć w Rzymie wszyscy go chwalą i wróżą przyszłość na miarę Jerzego Dudka, do składu „Giallorossich” mu niezwykle daleko. Rafał Wolski do Florencji przechodził akurat wtedy, gdy miał kontuzję. 2,8 miliona euro przed rokiem dostała Legia, a Rafał zaczyna grać coraz więcej. 345 minut, gol i dwie żółte kartki to skromny dorobek, jednak jeśli dodamy, że tak naprawdę w składzie „Fiołków” zaczął pojawiać się dopiero w lutym, rodzi nadzieję. Fiorentina potrzebowała w trwającym sezonie szerokiej kadry, ponieważ oprócz występów w lidze i pucharze Vincenzo Montella i spółka mieli na głowie Ligę Europy, do której akurat Wolski zgłoszony nie został – stąd częstsze występy w Serie A. W Turynie pierwszy plan ma Kamil Glik, o którym jakiś czas temu pisałem. Kapitan, ostoja w defensywie, absolutnie zasługuje na pierwsze skrzypce na boisku, ale również i w szatni. Jedyny z całej ferajny polskich kopaczy, który jest ceniony na Półwyspie Apenińskim.

Łukasz Skorupski ciągle liczy na swoją szansę w Romie (fot. East News)

Fatalnie w Chievo radzi sobie Tomasz Kupisz. Właściwie, to zastanawiam się, co się z nim dzieje. Piłkarz wychowany w Anglii, gdzie terminował w Wigan Athletic nie może poradzić sobie w jednej ze słabszych ekip w lidze włoskiej. Dobrze, że chociaż na ławce rezerwowej przesiaduje, to wiadomo, że nie zaginął… Po odejściu z Udinese Calcio Wojciecha Pawłowskiego (nie ma nawet o czym pisać) na Stadio Friuli ostał się tylko Piotr Zieliński. Końcówkę sezonu 2012/2013 miał niesamowitą: przebojem wdarł się do pierwszego składu „Bianconerich” nie oddając placu gry w ostatnich meczach notując bramki i asysty. Dziś jego dorobek jest znacznie słabszy. W ciągu całego sezonu zaliczył wprawdzie 9 występów jednak, gdy zliczymy wszystkie minuty, to uzbiera się nam ledwo 79…

Polski piłkarz we Włoszech jakoś nie daje sobie rady. Owszem przypadek Artura Boruca po prostu trzeba tutaj przypomnieć, jednak on zawitał do Italii już, jako zawodnik doświadczony, z międzynarodowym doświadczeniem. We Włoszech grał również Marek Koźmiński, a to warte podkreślenia – grał, a nie był. Był to Kamil Kosowski, zresztą, podobnie jak Kupisz w Chievo i podobnie na skrzydle. Miałem coś napisać o Matusiaku czy Rasiaku, jednak ich internet do dzisiaj nie oszczędza, więc sobie odpuszczę.

Wydaje się, że Polacy mają problem z taktyką. Na polskich boiskach hulaj dusza, a Włochy słyną przecież z taktyki, jak żaden inny piłkarski naród. Boruc się sprawdził – wiecie już, dlaczego. Taktycznie odstajemy od Europy, co pokazują wyniki polskich drużyn w pucharach. Owszem, posiadamy kilku (a może nawet kilkunastu?) bardzo dobrych grajków zagranicą, jednak w każdej innej lidze niż włoska pozwala się na większy luz taktyczny. Włosi nie stawiają również na piłkarzy nieznanych. Na samym początku trzeba poznać kraj, tamtejszy futbol, a dopiero potem zacząć myśleć o grze w lidze. Nie chodzi tutaj o gwiazdy (choć piłkarze z takim statusem już coraz rzadziej wybierają Italię), które sprowadzane są po to, by grać tu i teraz. Może zatem Polakom brak cierpliwości? Wiele gadają, że trener się zmienił, albo, że nie grał bo na jego pozycji występował pupilek prezesa, itd. Jednak przypadki naszych reprezentantów w innych krajach mogą posłużyć za przykład, że się da. Nie wspominam to o takich, którzy wyjeżdżali z Polski tylko po to, aby zarobić.

Na koniec mam nadzieję, że kibice będą długo pamiętać Kamila Glika, bo to że będą – nie ulega wątpliwości. O reszcie raczej szybko zapomną.

Pasjonuje się piłką nożną w każdym wymiarze: od lokalnej po topowe ligi na świecie. Na CzasFutbolu.pl prowadzi cykl publicystyczny "Forza Italia". Prywatnie pożera hot-dogi ze stacji benzynowej i słucha muzyki z przekazem.
2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>