Francuski koszmar Ronaldo

0
sty
12
Redakcja
Ronaldo

Im bliżej brazylijskiego Mundialu, tym częściej środki masowego przekazu przypominają nam jego osobę. Ostatnio postanowił zabrać się za swoją nadwagę, a zwalczanie przez niego nadmiernych ilości tłuszczu stało się w Kraju Kawy prawdziwym show. Ronaldo Luiz Nazario de Lima już dawno temu przeistoczył się z piłkarza-celebryty w samego celebrytę. Zawodnik był to jednak wybitny. W 2002 roku poprowadził „Canarinhos” do piątego tytułu Mistrzów Świata. 4 lata wcześniej, na francuskich boiskach, mogło być podobnie, ale coś poszło jednak nie tak. Przeczytajcie o jednej z największych tajemnic piłkarskich Mundiali.

12 lipca 1998 roku, na półtorej godziny przed pierwszym gwizdkiem marokańskiego arbitra Saida Belqolego, dziennikarze otrzymali składy wyjściowe obu finalistów. Trybuna prasowa najpierw zamilkła z niedowierzania by po chwili gorączkowo dostarczać do swoich redakcji sensacyjną wiadomość: Ronaldo nie zagra z Francją!

Żurnaliści szybko dowiedzieli się, że jeszcze w dniu wielkiego finału, brazylijski gwiazdor dostał zapaści przez którą stracił przytomność. Został przetransportowany do szpitala, a jego stan nie pozwalał mu normalnie funkcjonować, o grze w piłkę nie wspominając. Gdy dziennikarze starali się otrząsnąć z szoku, nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Nie minęła godzina, gdy mediom dostarczono zaktualizowany skład Brazylii. Już z Ronaldo…

Francuscy dziennikarze i członkowie sztabu reprezentacyjnego byli święci przekonani, że była to celowa zagrywka rywali mająca za zadanie ich zdekoncentrować. I choć selekcjoner Francuzów Aime Jacquet mówił, że od początku był pewien, że ówczesny napastnik Interu zagra, to pewna doza niepewności musiała się jego podopiecznym udzielić. Tajemnicze zasłabnięcie największej gwiazdy i natychmiastowe postanowienie o włączenie go do składu było co najmniej dziwne. Jakiś czas później, całe zamieszanie usiłował wyjaśnić Roberto Carlos, który ze słynnym napastnikiem dzielił hotelowy pokój.

W dzień finału, w godzinach popołudniowych, Ronaldo udał się do reprezentacyjnego lekarza narzekając na ból w kontuzjowanym przed Mundialem kolanie. Brazylijczyk natychmiast został poddany standardowym zabiegom fizjoterapeutycznym. Po powrocie do swoich pokoi, zawodnicy zbierali siły na czekający ich o 21.00 wielki mecz. Roberto Carlos usnął na swoim łóżku, jednak po pewnym czasie zbudził go dziwny hałas. Okazało się, że Ronaldo wstrząsają dziwne drgawki, identyczne jak w przypadku ataku padaczki. Obrońca Realu nie zwlekał, szybko wezwał pomoc. Po kilkunastu minutach Ronaldo został zabrany przez ambulans. Badania przeprowadzone w szpitalu… nie wykazały żadnych zmian chorobowych. „Na papierze” wszystko było w jak najlepszym porządku.

Gdy Ronaldo przebywał jeszcze pod obserwacją lekarzy, jego koledzy wyjeżdżali na stadion. On dotarł tam prosto z kliniki. Mario Zagalo, ówczesny selekcjoner „Canarinhos”, upewniał się czy jego największa gwiazda jest w stanie walczyć na boisku. Ronaldo był zdeterminowany. Zagallo przywrócił go do składu.

Ronaldo był ewidentnie osłabiony. Na podparyskim Stade de France nie przeprowadził żadnej akcji w swoim stylu, nie zaimponował żadnym dryblingiem. Tak ospale jak R9 zagrała także cała ekipa Brazylii. Po Puchar Świata, po raz pierwszy w swojej historii, sięgnęła Francja.

Po dziś dzień nie zostały do końca wyjaśnione wydarzenia z tamtego lipcowego dnia. Głośna była teoria, że na występ Ronaldo zdecydowanie naciskali przedstawiciele Nike, której największym ambasadorem i nośnikiem marketingowym był właśnie Brazylijczyk. Nieobecność R9 w takim meczu jak finał Mundialu byłaby dla amerykańskiego koncernu sportowego dotkliwym ciosem, zarówno finansowym, jak i prestiżowym. Bardzo więc prawdopodobne, że taki scenariusz mógł mieć miejsce. Poza tym Ronaldo, na którego chuchano i dmuchano, przyjmował spore ilości leków, by nie odczuwać bólu w kolanie. Po wyjściu ze szpitala, w dniu finałowego pojedynku, zażył także środki uspokajające. Wielka presja jaka spoczywała wówczas, na niespełna 22-letnim piłkarzu była na tyle przytłaczająca, że Ronaldo miał prawo jej nie udźwignąć.

Dzień 12 lipca 1998 roku z pewnością zapisał się w historii jako jeden z najbardziej tajemniczych w historii futbolu. Na szczęście dla kibiców na całym świecie, a przede wszystkim dla samego Ronaldo, Brazylijczyk zdołał powrócić na szczyt. 4 lata później, na azjatyckich arenach, ozłocił Brazylię, a sam zdobył tytuł króla strzelców imprezy.

Tomasz Sierżant

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>