Futbol na ekranie, czyli subiektywna lista najciekawszych filmów z piłką w tle

0
paź
16
Redakcja
escape-to-victory

Piłka nożna już od dawna jest interesującym kąskiem dla filmowców. Boisko to bardzo dobre tło dla wartkiej akcji i bohaterów, z którymi mogą utożsamiać się widzowie. Z obszernej listy filmów, w których czarno-biała piłka jest jednym z aktorów, postanowiłem wybrać pięć, które w pierwszej kolejności chciałbym Wam polecić na chłodne jesienne wieczory.

5. Czarodziejskie buty Jimmy’ego/There’s Only One Jimmy Grimble (2000)

Film, który zajmuje wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu to historia młodego Jimmy’ego Grimble’a, fana Manchesteru City. Z perspektywy czasu z uśmiechem ogląda się film, w którym the Citizens są biednym, ale walecznym klubem, wciąż pozostającym w cieniu bogatych i przesadnie pewnych siebie graczy United. Pewnego dnia w ręce, a właściwie na nogi Jimmy’ego trafiają stare korki, należące przed laty do świetnego gracza City – w nich chłopiec gra jak z nut. Pod opieką trenera po przejściach (w tej roli rewelacyjny Robert Carlyle) zakompleksiony chudzielec zaczyna wierzyć we własne umiejętności, dzięki czemu uwagę zwracają na niego skauci Man Utd.. Tylko czy fan City zgodzi się na treningi z „bogaczami” z United? Zawiodą się ci, którzy oczekują realistycznych scen z życia angielskich piłkarzy – tutaj zobaczą historię „Kopciuszka”, uczącego się rywalizacji na zabłoconych klepiskach.”Czarodziejskie buty Jimmy’ego” uczą, jak wiele w piłce nożnej znaczy wiara w siebie. Może niektóre sceny, takie jak sędzia, który zalicza gola strzelonego przez siebie, lub otyły bramkarz, rozmawiający przez telefon w trakcie meczu są przerysowane, ale do dziś oglądam ten film z przyjemnością.

4. Ucieczka do zwycięstwa/Victory (1981)

Dzieło przełomowe, powstałe na podstawie prawdziwych wydarzeń, o których mogliście przeczytać na naszej stronie. W „Ucieczce do zwycięstwa”, grupa jeńców wojennych ma zagrać mecz przeciwko nazistom na paryskim stadionie. Drużyna więźniów planuje wykorzystać spotkanie jako okazję do ucieczki. W filmie obok Michaela Caine’a i Sylvestra Stallone’a wystąpiła absolutna czołówka futbolistów – sir Bobby Moore, Paul van Himst, Ossie Ardilles, John Wark i oczywiście Pele. W pewnym momencie do obozu przybywa nowi więźniowie, a wśród nich Paweł Wołczek, grany przez Kazimierza Deynę! Film ogląda się z przyjemnością ze względu na wielkie piłkarskie nazwiska. Gdyby graczy zagrali „zwykli” aktorzy, zapewne obraz nie zrobiłby tak wielkiej kariery. Dlaczego? Ano dlatego, że jest zbyt amerykański – cokolwiek się nie dzieje, zawsze na końcu bohaterem zostanie Jankes! To co, że w polu biega Pele, Deyna, czy Moore – największym herosem okazuje się bramkarz, grany przez Stallone’a, który pasuje do tej drużyny jak pięść do nosa. Niemniej jednak – absolutny klasyk i pozycja obowiązkowa!

3. Green Street Hooligans (2005)

Problem chuligaństwa na angielskich stadionach poruszony był już w filmie „Football Factory”. Rok później, czyli w 2005 roku na ekrany kin wszedł obraz „Green Street Hooligans” znany w Polsce jako po prostu „Hooligans”. Wydalony z uczelni młody Amerykanin Matt (w tej roli Elijah Wood) przyjeżdża do Londynu, gdzie staje się członkiem bandy fanatycznych kibiców West Hamu, do której wprowadza go nauczyciel historii i wf-u, Pete Dunham (Charlie Hunnam), już na wstępie „nawracając” jankesa z „soccera” na „football”.

Młody Matt poznaje na własnej skórze, jak wyglądają relacje kiboli West Hamu i innych angielskich klubów. W filmie bez ogródek pokazano świat ustawek, „rozgrzewek” ultrasów w lokalnych pubach oraz legend, jakimi obrastali przywódcy grup. Bez wątpienia film nakręcony przez…20-letnią wówczas kobietę, Lexi Alexander to kino typowo męskie, pełne przekleństw i krwi. Moim zdaniem, pani Alexander odwaliła kawał dobrej roboty, a piosenkę kibiców West Hamu „I’am forever blowing bubbles” potrafi zanucić znaczna część kinomanów.

4. Gol! (2005) i Gol 2: Żyjąc marzeniem (2007)

Czy jest wśród nas fan piłki, który nie słyszał o Santiago Munezie? Historię młodego Meksykanina obdarzonego nieziemskim wręcz dryblingiem osadzona w realiach współczesnych rozgrywek Premier League oglądało się osiem lat temu z wypiekami na twarzy. To, co wyróżnia „Gola” to udział prawdziwych piłkarzy – m.in. Alana Shearera i Shaya Givena w pierwszej części oraz gwiazd Realu Madryt w kontynuacji przygód młodego piłkarza. Pomysł na serię nie jest może szczególnie wyszukany, ale idealny do przeniesienia na wielki ekran – ot, ubogi chłopak trafia do Newcastle, gdzie ciężko trenuje, aby pokonywać kolejne szczeble w klubowej hierarchii. Druga część trylogii opowiada o perypetiach Muneza po transferze do wielkiego Realu Madryt. Uśmiech na mojej twarzy wywołała zabawa scenarzystów, którzy zgrabnie połączyli fikcję i fakty pokazując w filmie, że przenosiny Michaela Owena z Madrytu do Newcastle były częścią rozliczenia za transfer Santiago. Film kończy się finałem Ligi Mistrzów – Santi robi kolejny krok w karierze. Celowo pomijam trzecią część cyklu, w której Munez pojawia się w roli drugoplanowej. Świetny pomysł na zakończenie trylogii występem głównego bohatera na mundialu został zrealizowany fatalnie. Nie jestem wyjątkiem nisko oceniając „trójkę”, zatem do świetnego cyklu „Gol!” zaliczam tylko dwie części. A co!

1. Piłkarski poker (1988)

Last but not least – produkcja znad Wisły i jeden z najlepszych filmów o tematyce sportowej. „Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego mimo upływu lat wciąż jest – niestety – aktualny. Afera korupcyjna w polskiej piłce niby już za nami, ale niewykluczone, że za kilka lat znów dowiemy się, że mecze, którymi się ekscytowaliśmy, były pięknie „zagrana” bynajmniej nie w sensie sportowym. Sędzia Jan Laguna (rewelacyjny Janusz Gajos), bohater meczu z ZSRR (równie udane, jak w „Golu 2” wplecenie fabuły filmu do autentycznych wydarzeń), kiedy potężnym strzałem złamał poprzeczkę bramki ruskich, postanawia utrzeć nosa „spółdzielniom” – grupom prezesów klubów polskiej ligi, którzy już na starcie ligi wiedzą, jak będzie wyglądać tabela końcowa. Do historii przeszła już kwestia Henryka Bisty, grającego skorumpowanego sędziego: „Ja jestem uczciwy. Zapłacili za 3:0 – będzie 3:0!”

Mimo, że film skupia się na „rozgrywkach pozaboiskowych”, na ekranie możemy oglądać Dariusza Dziekanowskiego, wcielającego się w wielką gwiazdę polskich boisk – Dyktę. Napastnik Powiśla Warszawa rywalizuje o miano najlepszego z graczem Czarnych Zabrze – Grundolem (Mariusz Benoit). „Piłkarski poker” jest często przytaczany, na nieszczęście polskiej piłki, jako „wiecznie żywy”. Inna sprawa, że tak dobitnie pokazanej korupcji w polskiej piłce nie było i już raczej nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>