Garrincha: Piłkarz z innej planety

3
cze
15
Redakcja
Garrincha

Przez wielu uważany jest za najlepszego dryblera w historii futbolu. Był niski i miał piekielnie silne nogi, dzięki czemu na boisku był nieprawdopodobnie zwrotny. To właśnie on zapoczątkował gest fair play, polegający na wybiciu piłki na aut w momencie, gdy któryś z zawodników drużyny przeciwnej leży na boisku. Bez niego nie byłoby Pucharów Świata dla Brazylii w latach 1958 i 1962. Dodatkowo Canarinhos grając z nim i Pele w składzie nigdy nie przegrali meczu. Z powodu problemów z alkoholem i narkotykami nigdy nie osiągnął jednak takiej pozycji na jaką faktycznie zasługiwał. Przed Wami opowieść o Garrinchy, jednym z najwybitniejszych piłkarzy w historii światowego futbolu.

Manuel Francisco dos Santos urodził się 28 października 1933 roku w Mage w stanie Rio de Janeiro. Pochodził z typowej, biednej, brazylijskiej rodziny. Jego ojciec był alkoholikiem.

Garrincha wcale nie miał predyspozycji do zostania piłkarzem najwyższej klasy. Od urodzenia zmagał się z wadą kręgosłupa, a jedną nogę miał krótszą i wygiętą do wewnątrz. Chorował także na polio. O dziwo te fizyczne ubytki wcale nie przeszkadzały mu w płynnym i sprawnym poruszaniu się po boisku. Niektórzy eksperci twierdzą nawet, że dziwne skrzywienie nogi stało się tak naprawdę atutem Garrinchy i pomagało mu w dryblingach i oszukiwaniu przeciwników. Ciężko powiedzieć czy rzeczywiście tak było, niemniej fakty są takie że Garrincha z piłką przy nodze potrafił zrobić wszystko.

Pierwszym klubem, w którym zaczął grywać jako nastolatek był Esporte Clube Pau Grande, skromny lokalny zespół z okolicy z której pochodził. To właśnie stamtąd, w wieku niespełna 20. lat, Garrincha przeniósł się do Botafogo Rio de Janeiro, jednego z największych zespołów w całej Brazylii.

Od początku pobytu w ekipie popularnych Fogao mocno pracował na swoją renomę. Na jednym z pierwszych treningów w efektowny sposób przepuścił piłkę pomiędzy nogami wyśmienitego lewego defensora Niltona Santosa, reprezentanta kraju. To był prawdziwy akt bezczelności i zuchwalstwa, ale równocześnie dowód na wielką fantazję, odwagę i możliwości. Garrincha czuł się mocny. Już w pierwszych meczach w barwach Botafogo potwierdził swoje niezwykłe umiejętności. W spotkaniu przeciwko Bonsucesso, które było dla niego debiutem w pierwszej drużynie, ustrzelił hat-tricka. Pomimo niskiego wzrostu Garrincha był bardzo silny i mocno trzymał się na nogach. Dla obrońców był niezwykle ciężkim przeciwnikiem. Z piłką przy nodze mógł zrobić dosłownie wszystko. Ostatecznie, w swoim pierwszym sezonie w barwach Botafogo zdobył aż 20 bramek.

W 1955 roku, grający na pozycji skrzydłowego, Garrincha zadebiutował w reprezentacji Brazylii. Ekspertów niepokoiło nieco jego nonszalanckie zachowanie i pewność siebie. Ich zdaniem Garrincha za bardzo upajał się swoim dryblingiem, grał zbyt indywidualnie, a swoje „ja” przedkładał nad dobro drużyny. Pomimo tego młodzian z roku na rok budował swoją pozycję w Selecao, by w efekcie otrzymać powołanie na szwedzki Mundial 1958.

W pierwszych dwóch meczach tej imprezy gracz Botafogo nie pojawił się na boisku. Swoją szansę otrzymał dopiero w trzecim spotkaniu, przeciwko ZSRR. Wraz z niespełna 18-letnim Pele rządził na boisku, a Brazylia pewnie pokonała swoich rywali 2-0. Następnie było jeszcze lepiej. Już w fazie pucharowej Canarinhos pokonali kolejno Walię, Francję oraz Szwecję i tym samym zdobyli swoje pierwsze w historii Mistrzostwo Świata. O Garrinchy mówili wszyscy. Efektowny skrzydłowy został wybrany do najlepszej jedenastki turnieju, w której zabrakło nawet Pele.

Po Mistrzostwach, Garrincha otrzymał liczne propozycje z europejskich klubów. Real, Inter, Juventus czy Milan – wielu gigantów światowej piłki widziało go w swoich szeregach. Luis Carniglia, prowadzący wówczas Real, był gotów zmienić nawet nieco styl gry drużyny, tylko po to aby znalazło się w niej miejsce dla Garrinchy. A mówimy przecież o klubie, który był wtedy absolutnym europejskim dominatorem, zwycięzcą trzech premierowych edycji Pucharu Mistrzów.

Garrincha pozostał jednak wierny Botafogo. W 1960 roku doszło do sytuacji, która na zawsze zapisała się w historii futbolu. W trakcie meczu Botafogo- Fluminense, Brazylijczyk – widząc że obrońca drużyny przeciwnej doznał kontuzji – wybił piłkę na aut, pomimo że znajdował się już w polu karnym Fluminense. Dzięki temu można było udzielić pomocy poszkodowanemu zawodnikowi. W ten sposób powstał tzw. „gest Garrinchy”, dziś znany jako gest fair play.

W tamtym czasie zaczęły pojawiać pojawiły się pierwsze poważniejsze problemy w życiu prywatnym piłkarza. Garrincha coraz mocniej nadużywał alkoholu, od którego i tak nigdy nie stronił oraz wdawał się w liczne romanse. W kolejnych miesiącach sporo przytył i daleki był od swojej najwyższej dyspozycji. Został nawet odsunięty od brazylijskiej kadry.

Powrócił do niej akurat na odbywający się w Chile Mundial 1962. To właśnie ten turniej sprawił, że Garrinchę zaczęto nazywać najlepszym piłkarzem świata. Z powodu kontuzji jakiej w trakcie imprezy doznał Pele, skrzydłowy Botafogo stał się absolutnym numerem jeden brazylijskiej reprezentacji. Garrincha dewastował linie obronne przeciwników, wypracowywał sytuacje i sam zdobywał ważne bramki. W ćwierćfinale z Anglią strzelił dwa gole, podobnie jak w półfinałowym meczu z Chile. Fenomenalny drybler został ostatecznie królem strzelców i najlepszym piłkarzem turnieju. Brazylia, jako druga drużyna w historii, zdobyła Puchar Świata dwa razy z rzędu, a mag futbolu był na ustach wszystkich.

Po chilijskich mistrzostwach, Garrincha poprowadził jeszcze Botafogo do zwycięstwa w kolejnym Campeonato Carioca. W sumie przez 12 lat gry dla Fogao zdobył to trofeum trzykrotnie i stał się dla tego klubu taką legendą, jak Pele dla Santosu.

Trzydzieste urodziny przyniosły Garrinchy obniżkę formy. Piłkarz nigdy nie był już tak dobry jak wcześniej. Lata picia i bezkompromisowego stylu życia dały znać o sobie. Garrincha stracił miejsce w kadrze, stopniowo odsuwali się od niego zarówno bliscy, jak i kibice.

Do reprezentacji Brazylii powrócił dopiero w 1965 roku. Kilka miesięcy później pojechał na swoje trzecie z rzędu Mistrzostwa Świata, tym razem odbywające się w Anglii. Tam Garrincha nie zachwycał już jednak tak, jak dawniej. Dla Brazylii był to jeden z najgorszych turniejów w całej historii. Pomimo dobrego początku i wygranej 2-0 z Bułgarią, Canarinhos ostatecznie zawiedli. W kolejnych spotkaniach Węgrzy i Portugalczycy okazali się na nich za mocni. Do słabszej postawy Brazylijczyków bez wątpienia przyczyniła się kontuzja Pelego, który przez cały turniej był brutalnie faulowany przez obrońców przeciwnych drużyn, ale także właśnie obniżka formy samego Garrinchy.

Gracz Botafogo po raz pierwszy powrócił do kraju na tarczy. Spadek formy spowodował ostatecznie jego odejście z ekipy Fogao. Wybór piłkarza padł na Corinthians, ale po rozegraniu w tym klubie raptem czterech spotkań, w 1967 roku Garrincha powrócił do Rio de Janeiro.

Portuguesa, Atletico Junior, Flamengo, Atletico Clube Olaria – to kolejne przystanki na zawodowej drodze Garrinchy. W każdym z tych klubów skrzydłowy rozegrał jednak tylko po kilka spotkań i w 1973 roku ostatecznie zawiesił buty na kołku.

Garrincha był lekkoduchem zarówno na boisku jak i poza nim. Był bezkompromisowy i czerpał z życia garściami. Był uzależniony od alkoholu i tabaki. Uczestniczył w kilku wypadkach samochodowych. Używki zabrały mu kawał zdrowia i sprawiły, że stał się wrakiem zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej stopniowo staczał się na dno, borykając się z problemami finansowymi i zdrowotnymi. Zapomniany przez świat, w wieku 49 lat, zmarł w ubogich, brudnych favelach Rio de Janeiro. Dopiero wtedy przypomniał sobie o nim świat. Na jego pogrzebie pojawiły się tysiące fanów, a piłkarz doczekał się pomnika przy słynnym stadionie Maracana. Na jego nagrobku do dziś widnieje napis: „Tutaj odpoczywa w pokoju ten, który był Pociechą dla Ludzi – Mane Garrincha”.

Dawid Kwika

Autor prowadzi również bloga: miedzy-slupkami.blogspot.com

3 komentarze
  1. Kai dodał komentarz dnia 16 kwietnia 2018

    Helllo to all, since I am truly eagyer oof reading this web site’s post to be
    updatedd daily. It consists of pleasant stuff.

  2. Jacek dodał komentarz dnia 23 listopada 2013

    Tak, bardzo dobre wspomnienie. Garrincha mógłby zostać samodzielnym królem strzelców w 1962 w Chile (z 4 bramkami na koncie podzielił ten tytuł wraz z 6 zawodnikami, w tym Vavą- innym Brazylijczykiem)- ale w ćwierćfinale z Anglią jego strzał z rzutu karnego został obroniony. Nazywany z racji podobieństwa do drobnego ptaszka strzyżyka „garincha”- był niezwykle barwną postacią. Polecam znakomitą biografię autorstwa Ruy Castro, „Garrincha- samotna gwiazda” (wyd. polskie 2008) gdzie dowiemy się że oprócz walorów piłkarskich posiadał ogromne (25 cm) walory hmmmm… męskie ;), na które rzucały się nawet pielęgniarki w szpitalach i młode Szwedki (MŚ 1958)- tam zresztą urodził się z jednej z podobnych przygód jego syn. Zachęcam do lektury ;))
    Pozdrawiam.

  3. Fan dodał komentarz dnia 18 czerwca 2013

    Swietny artykul.Gdyby wybral Real mysle ze dlugo by tam nie pogral ze wzgledu na Di Stefano(jak Vava).Pilkarz fenomenalny ktory wygral Brazylii Mundial w 1962…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>