„Harry Redknapp. Zawsze pod kontrolą” – recenzja autobiografii

0

Harry Redknapp zebrał się w sobie i napisał jedną z najlepszych autobiografii trenerskich ostatnich lat. Były menadżer min. West Ham United, czy Tottenhamu Londyn zadedykował ją żonie Sandrze – była ona, jak twierdzi, „najlepszym transferem jego życia”. Ta książka to pasjonująca podróż przez karierę Redknappa, gdzie w zabawny i rzetelny sposób udowadnia on, że futbol nie polega jedynie na wygrywaniu. Przyjaźń z Bobbym Moore’m, Milanem Mandariciem, proces sądowy, czy w końcu szereg przygód w roli menadżera wielu angielskich zespołów – wszystko to znajdziecie w „Zawsze pod kontrolą”. Co właściwie myślę o autobiografii Harrego?

Bardzo podoba mi się styl – lekki, nie uciążliwy, z dozą humoru, ale i powagi w zależności od sytuacji. Harry Redknapp rozpoczyna z wysokiego „C” – przedstawia historię procesu sądowego, który przysporzył mu wielu kłopotów ze zdrowiem. Szkoleniowiec żywił obawy co do tego, czy poradzi sobie za więziennymi kratami – wszak i taka możliwość, mimo tego, że był niewinny, czaiła się gdzieś za rogiem. Adwokat przyznał jednak, że nie ma szans na to, by wmówić mu cokolwiek. Anglik został ostatecznie oczyszczony z zarzutów, lecz stresu towarzyszącego jego rodzinie nie zrekompensuje już żadna decyzja. Rozdział pierwszy jest więc dla Harrego Redknappa jakimś katharsis, którego najwyraźniej potrzebował.

Dalej dość schematycznie – od młodości, która w największej mierze wiązała się z West Hamem, po rozpoczęcie pracy w Bournemouth, wprowadzenia go do Division Two i mnogości problemów. z jakimi zmagał się w tamtym czasie. Bez wątpienia, największą porażką w trenerskiej karierze był dla Redknappa Southampton, gdzie jakość piłkarzy (a w zasadzie jej brak), łącznie z podejściem, nie pozwalał na osiąganie zadowalających wyników. Wielka szkoda, że Harry zakończył w takich okolicznościach swoją przygodę ze Spurs – każdy z nas chyba pamięta, że wtedy właśnie Chelsea Londyn zdobyła Ligię Mistrzów, i choć to Tottenham zajął 4 miejsce w lidze premiujące do uczestniczenia w walce o te rozgrywki, został przez wzgląd na zwycięstwo The Blues, pozbawiony szansy za udział w barażach. Potraktowano to (całkiem słusznie) jako okrutne zrządzenie losu, ale w walnym stopniu przyczyniło się do zwolnienia Redknappa z Tottenhamu. Gdyby prezes Levy zainwestował w następnym sezonie w dobrego napastnika i obrońcę – kto wie, jak zakończył by się rozdział o zarządzaniu drużyną z Londynu.

Tak się jednak nie stało, a przynajmniej nie za kadencji Harrego Redknappa. Istotną rolę odegrało w jego trenerskiej karierze Portsmouth, z którym zdobył przecież Puchar Anglii. Portsmouth zarządzał dwa razy, z krótką przerwą na wspomniany Southampton – jak sam uważa, był to poważny błąd. Jak wiadomo, kluby te wręcz nienawidzą się, więc przejście Harrego do odwiecznych rywali musiało wywołać falę kontrowersji. Z tej historii autor wysnuwa jednak bardzo ciekawe spostrzeżenie – kiedy menadżer przejmuje klub, przestaje być kibicem piłkarskim. Liczy się tylko jego drużyna. Jego wyniki. Nie ma absolutnie żadnych skrupułów. Redknapp spotkał się z naprawdę wieloma ohydnymi określeniami na swój temat, a przecież wcale na to nie zasłużył. Argumentuje to w ten sposób: „Uważam, że przejmując Southampton nie zrobiłem niczego złego. Nie chciałem opuszczać Portsmouth. Wykonałem tam kawał dobrej roboty, ale Milan zdecydował, że zatrudni nowego człowieka i przy okazji naruszy mój sztab. Nikogo nie próbowałem zwieść. (…) Byłem zwykłym pracownikiem, który miał wypełnić swoje obowiązki. Ludzie idą tam, gdzie znajdują zatrudnienie. Tym bardziej, gdy proponuje im się dobre warunki niedaleko domu”.

Harry-Redknapp-Book-Signing

Choć nie jest to swoista powieść sensacyjna, i proces sądowy to absolutne maksimum, jeśli chodzi o dreszczyk emocji, bardzo przyjemnie czyta się wszystkie historie związane z Bobbym Moorem, Georgem Bestem, Frankiem Lampardem seniorem, czy wieloma innymi  postaciami, które wywarły olbrzymi wpływ na życie Anglika. To przecież nazwiska dobrze znane przez niemal każdego kibica futbolu! Choć niedoszły trener reprezentacji Synów Albionu (tak, Redknapp był brany pod uwagę w kontekście wyboru nowego selekcjonera) na pierwszy rzut oka wygląda na człowieka opanowanego i skłonnego do kompromisu, nie zawsze tak było. Potrafi rzucić paroma wyzwiskami, zmieszać gracza z błotem, czy po prostu bez zastanowienia wyrazić swoją opinię. Wie równocześnie, że nie o to w tym wszystkim chodzi i że dobrze powiedzieć czasem komuś „dobra robota”. To właśnie sprawia, że zawodnik może poczuć się lepiej i zobaczyć, że jego wysiłek odnosi jakieś efekty. Bardzo podoba mi się przesłanie płynące z „Zawsze pod kontrolą”. Jest nim właśnie pojęcie równowagi – nie za lekko, nie za ostro, ale na pewno tak, by dać z siebie wszystko.

Angielski manager obecnie ma pod swoim okiem klub Queens Park Rangers. Radzi sobie tam nieźle – jak zawsze. Nieźle, ale bez fajerwerków. Być może nie jest geniuszem na miarę Ancelottiego, czy Guardioli, ale na pewno zna się na tym, co robi. Choć nigdy nie wygrał tytułu mistrza Premier League, o Lidze Mistrzów nie wspominając, pozostaje szkoleniowcem lubianym i szanowanym, zarówno przez ekspertów, jak i samych piłkarzy. Harry uważa, że w piłce, podobnie jak w życiu, nie zawsze liczy się zwycięstwo – bardziej charakter, to, co sobą reprezentujesz i dokąd zmierzasz. Tak właśnie wygląda historia Harrego Redknappa, która toczy się już niemal od 60 lat. Znajdziecie ją na półkach każdej dobrej księgarni.

Krystian Pomorski

Tytuł: „Harry Redknapp. Zawsze pod kontrolą”
Wydawnictwo: REBIS
Liczba stron: 455
Cena: ok 39 zł

Książkę kupicie tutaj.

obrazek: mirror.co.uk

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>