Historia o tym, jak polski napastnik pogrążył Real Madryt

4
mar
8
Redakcja
Urban

Polak strzelający Realowi Madryt hattricka i uciszający Santiago Bernabeu. Czy to w ogóle możliwe? Oczywiście, że tak. Wystarczy tylko cofnąć się w czasie o ponad 20 lat. 30 grudnia 1990 roku Jan Urban niemal w pojedynkę ograł zespół „Królewskich”. Jego Osasuna wygrała wtedy 4-0, a polski napastnik zdobył trzy gole i asystę.  

Ta historia zdumiewa aż do dzisiaj. Nieprawdopodobne wydaje się być w niej niemal wszystko. Real przed własną publicznością zebrał tęgie lanie od Osasuny, a bohaterem został Polak, który w tym dniu zanotował jedynego hattricka w całej karierze. Strzelił go właśnie na Santiago Bernabeu! Czy można sobie wybrać lepsze miejsce do rozegrania swojego „meczu życia”?

Wynik 0-4 zapisał się trwale na kartach historii jednej i drugiej drużyny. To było najwyższe zwycięstwo Osasuny. Klub z prowincji Nawarra miał wtedy jedną z najsilniejszych drużyn w swojej historii. Rozgrywki w lidze hiszpańskiej udało się jej zakończyć na czwartym miejscu. Na stadionie w Pampelunie do dzisiaj wspominane są nazwiska piłkarzy z tamtej ekipy.

W grudniu 1990 roku naprzeciw Osasuny stanął wielki Real Madryt. „Królewscy” mieli wtedy w składzie takie gwiazdy jak: Hugo Sanchez, Emilio Butragueno oraz Michel. Na ławce trenerskiej zasiadał legendarny Alfredo Di Stefano. Ale piłkarze Osasuny nie przestraszyli się głośnych nazwisk. Na Santiago Bernabeu wybiegli wyjątkowo pewni siebie i bynajmniej nie zamierzali się bronić.

Doświadczenie, mocna psychika i wiara we własne umiejętności – te elementy zdecydowały o sukcesie Osasuny w tamtym dniu. Przed meczem eksperci zakładali, że goście postawią na własnej połowie „autobus” i może cudem wywiozą jeden punkt z Bernabeu. 90 minut spotkania pokazało jak bardzo wszyscy się pomylili. Zawodnicy z Pampeluny grali niezwykle ofensywnie i odważnie. Potrafili zepchnąć Real do defensywy i narzucić rywalowi swój styl gry. Osasuna niepodzielnie panowała na boisku.

Pierwszy gol dla gości był tylko kwestią czasu. Stały fragment gry. Dośrodkowanie z rzutu rożnego, Urban wyprzedził obrońcę Realu i strzałem głową posłał piłkę do bramki.  Wydawało się, że po takim ciosie gospodarze muszą się wreszcie otrząsnąć. Nic bardziej mylnego. Osasuna nie pozwoliła rywalowi na zbyt wiele i zaczęła przeprowadzać kolejne groźne ataki. Tym razem Urban przyjął piłkę w okolicach połowy boiska, uwolnił się spod opieki defensora i potężnym uderzeniem tuż przy słupku pokonał bramkarza. Gol przepięknej urody! Jeśli ktoś go jeszcze nie widział, to powinien szybko nadrobić zaległości. Do przerwy zespół z Pampeluny prowadził na Santiago Bernabeu  2-0.

W szatni trener Alfrdeo Di Stefano miał zgotować swoim podopiecznym piekło. Po przerwie gwiazdy Realu nadal pozostawały jednak zamroczone, a Osasuna kontynuowała swój koncert. Trzeci gol był efektem wspaniałej zespołowej akcji gości, wykończonej technicznym strzałem Urbana. Napastnik reprezentacji Polski efektownie podciął piłkę i po raz kolejny umieścił ją tuż przy słupku bramki. 3-0! A to jeszcze nie koniec. Dopiero cztery minuty później Inigo Larrainzar wbił ostatniego gwoździa do trumny „Królewskich”. Osasuna potrzebowała 56 minut, by dosłownie znokautować Real. Gdyby piłkarze z Madrytu tylko mogli, to zapewne rzuciliby wcześniej ręcznik na murawę i podziękowali za dalszą grę. Wtedy nie trzeba byłoby słaniać się po boisku jeszcze przez ponad pół godziny. Tym bardziej, że wynik nie uległ już zmianie. Zakończyło się na 0-4 i wielka sensacja stała się faktem!

Kibice Realu byli zdezorientowani całą sytuacją. Na początku wspierali jeszcze swoich ulubieńców, ale przy wyniku 0-2 zaczęli już tylko głośno buczeć. Po końcowym gwizdku oszołomionych piłkarzy gospodarzy pożegnały gromkie gwizdy. Osasuna opuszczała natomiast boisko przy aplauzie publiczności. Fani Realu docenili klasę przeciwnika i stać ich było na sporą porcję braw dla gości. W szatni zespołu z Pampeluny szampan lał się strumieniami. Wielkie święto nie miało końca i trwało przez całą drogę powrotną do Nawarry. Kompletnie zagubiony tego dnia był za to trener Alfredo Di Stefano, który przez pomyłkę chciał wsiąść do autobusu Osasuny. Zawodnicy żartowali, że chciał poznać prawdziwy przepis na sukces.

To był jeden z najpiękniejszych dni w historii klubu z Pampeluny. Na piłkarzy czekało wtedy całe miasto. Wszystkie lokale były otwarte, a ludzie nocą powychodzili na ulice. Te wydarzenie zapadły mieszkańcom w głęboką pamięć. Co więcej, w kolejnych latach hucznie obchodzono nawet rocznicę tego meczu! Miejscowy spiker informował w radiu, że numer kierunkowy do Madrytu zmienił się z 91 na 04. Radości i śmiechu długo jeszcze nie było końca.

Na specjalny prezent mógł też liczyć bohater tamtego spotkania – Jan Urban. Kibice przygotowali dla niego książkę zawierającą wycinki z gazet dotyczące tego fantastycznego meczu. Trzeba przyznać, że Polak miał szczęście do Realu. Sezon wcześniej, jeszcze w barwach Górnika Zabrze grał przeciwko „Królewskim” w Pucharze Zdobywców Pucharów. W tym spotkaniu zaprezentował się na tyle dobrze, że wypatrzyli go wysłannicy Osasuny, którzy zaproponowali transfer do Hiszpanii.

Po hattricku na Santiago Bernabeu o Urbanie zrobiło się naprawdę głośno. Polskim napastnikiem na poważnie miała zainteresować się podobno Barcelona. Szeroko na ten temat rozpisywała się wówczas hiszpańska prasa. Urban w pewnym momencie miał nawet otwierać listę życzeń trenera Johana Cruyffa. To była dla polskiego piłkarza wielka nobilitacja, bo Holender od zawsze był jego największym idolem.

Urban w tamtym okresie należał do grona najlepszych obcokrajowców w Primera Division. Pod tym względem było mu o tyle łatwiej, że każda drużyna mogła mieć wtedy w pierwszym składzie tylko trzech graczy spoza Hiszpanii. Nie umniejsza to jednak w żadnym stopniu  faktu, że były piłkarz Górnika swoimi występami wyrobił Polakom naprawdę dobrą opinię na Półwyspie Iberyjskim.

Jak wiadomo, ostatecznie do transferu do Barcelony nie doszło. Wszystko zakończyło się jedynie na medialnych spekulacjach. Oprócz „Blaugrany” w kontekście zainteresowania polskim napastnikiem wymieniane też były niemieckie zespoły: Werder Brema, Kaiserslautern i VFB Stuttgart. Ale Urban po pewnym czasie rozwiał wszelkie wątpliwości i podpisał nowy 4-letni kontrakt z Osasuną.

W czym tkwił przepis na sukces Urbana na Santiago Bernabeu? Obecny trener Legii Warszawa przyznał kiedyś na łamach mediów, że w jego przypadku kluczową rolę odegrało wtedy doświadczenie. – Gdyby to był mój pierwszy mecz na tym stadionie, ta historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Z każdym kolejnym spotkaniem łatwiej jest już oswoić się z publicznością i panującą tam atmosferą. Grając na luzie, można po prostu osiągnąć lepszy wynik – uśmiecha się bohater pewnej grudniowej nocy 1990 roku.

4 komentarze
  1. grijjo dodał komentarz dnia 15 marca 2013

    chciałbym prosić o artykuł o Romanie Koseckim i słynnym meczu Altetico Madryt-FC Barcelona,o przypomnienie że Polacy potrafili strzelać najlepszym,z góry dzięki

  2. Swiery dodał komentarz dnia 8 marca 2013

    Gdzie jeszcze u mnie w szafie lezy magazyn Nasza Legia w którym jest cały artykuł na ten temat

  3. grijjo dodał komentarz dnia 8 marca 2013

    świetnie,godne przypomnienia

  4. Interista dodał komentarz dnia 8 marca 2013

    Świetna, zapomniana historia.

    A swoją drogą Urban to jeden z przedstawicieli niespełnionego pokolenia polskich piłkarzy urodzonych na początku lat 60-tych XX wieku. Zaliczali się też do niego m.in.: Dziekanowski, Tarasiewicz czy Furtok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>