Historia o tym, jak polski piłkarz pogrążył Barcelonę

3
mar
28
Redakcja
Roman Kosecki

Ostatnio opowiadaliśmy historię o tym, jak polski napastnik strzelił hattricka w meczu z Realem Madryt. Jan Urban niemal w pojedynkę uciszył wtedy Santiago Bernabeu. Dzisiaj na odmianę będzie o Polaku, który wypunktował… Barcelonę. Nasi rodacy naprawdę potrafili kiedyś rozgrywać wspaniałe spotkania przeciwko największym europejskim klubom. Oto dowód numer dwa.

30 października 1993 roku. Na Estadio Vicente Calderon przyjeżdża wielka Barcelona. Stadion Atletico Madryt pęka w szwach. Kibice gospodarzy liczą, że ich zawodnicy podejmą równorzędną walkę z mistrzem Hiszpanii. Ale łatwo na pewno nie będzie, bo „Duma Katalonii” ma w swoich szeregach takich zawodników jak chociażby: Zubizarreta, Koeman, Ferrer, Guardiola, Laudrup, Bakero czy Romario. Ta plejada gwiazd pod dowództwem trenera Johan Cruyffa raczej nie zawodzi i z dużą regularnością gromadzi punkty w Primera Division.

Nie inaczej miało być tego dnia. Barcelona przyjechała do Madrytu jak po swoje. Choć jako pierwszy strzał na bramkę w tym meczu oddał Roman Kosecki, to później goście niemal całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku. Długo wymieniali między sobą podania i prowadzili grę. Z czasem zaczęli stwarzać pod bramką rywala coraz większe zagrożenie. Diego, bramkarz Atletico, dwoił się i troił, by jego drużyna nie straciła gola. Wygrał nawet pojedynek jeden na jednego z Romario, ale przy tak grającej defensywie musiał w końcu skapitulować…

Wyśmienite prostopadłe podanie Guardioli i pewne wykończenie Romario. Akcja, po której padł gol na 1-0 dla gości, zasługiwała na sporą porcję braw. Obrona gospodarzy została całkowicie rozklepana, a bramkarz tym razem nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję. Barcelona zaczynała swój koncert.

Niedługo potem było już 2-0 dla mistrzów Hiszpanii. Po raz kolejny błysnął Romario. Brazylijski napastnik umiejętnie przyjął piłkę na klatkę piersiową, a później podbił ją sobie kolanem i w pojedynkę wymanewrował obronę Atletico. Niesamowite przyspieszenie, precyzyjny strzał po długim rogu i bezradny Diego po raz drugi musi wyciągnąć futbolówkę z siatki.

Los Colchoneros” próbowali odpowiedzieć strzałami z dystansu, ale Zubizarreta zdawał się być tego dnia nie do pokonania. Z jego interwencji biła pewność siebie, która udzielała się całemu zespołowi. W pierwszej połowie Barcelona funkcjonowała niczym perfekcyjnie dopracowana maszyna. Od bramkarza aż po atak.

W kolejnej akcji piłka powędrowała z linii defensywy, przez Guardiolę i Bakero, aż pod samą bramkę Atletico. I tylko poprzeczka uratowała gospodarzy przed trzecim golem Romario… Ale chwilę później Brazylijczyk był już bezbłędny i pewnym strzałem tuż przy słupku skompletował hat-tricka. 0-3! Losy spotkania zdawały się być już przesądzone. Wprawdzie w końcówce pierwszej połowy próbowali jeszcze szarpać Kosecki i Caminero, ale chyba żaden z kibiców gospodarzy nie wierzył, że uda im się cokolwiek zdziałać…

Co wydarzyło się w przerwie w szatni Atletico? Piłkarze spodziewali się awantury ze strony ekscentrycznego prezesa Jesusa Gila. Ten jednak zachował spokój, choć podobno odwiedził zawodników. – Przyszedł do szatni. Myśleliśmy, że będzie chciał nas powiesić, ale… całkowicie nas zaskoczył. Nie krzyczał, lecz życzył dobrej gry. To nas podbudowało – wspominał tamte chwile po latach Kosecki.

Na efekty tych rozmów nie trzeba było długo czekać. Już dwie minuty po przerwie polski zawodnik strzelił pierwszego gola. Wykorzystał prezent od piłkarzy Barcelony, którzy myślami byli chyba jeszcze w szatni. Niedokładne podanie wyprowadziło Koseckiego na sytuację sam na sam z Zubizarretą. Polak technicznym strzałem posłał piłkę tuż obok bramkarza gości. Przy wyniku 1-3 trybuny na Estadio Vincente Calderon znowu się ożywiły. Druga połowa nie mogła zacząć się dla Atletico lepiej.

Kilka minut później wiatru w żagle gospodarzy dodał Pedro, który potężnym strzałem z rzutu wolnego przełamał ręce Zubizarrety i zdobył kolejną bramkę. Mistrzowie Hiszpanii zaczęli się gubić, a „Los Colchoneros” z każdą minutą grali coraz lepiej. Kontaktowy gol dodał im skrzydeł. Kibice dopingowali coraz głośniej i nakręcali gorącą atmosferę na stadionie. Wszyscy widzieli, że na drugą połowę wyszła zupełnie inna Barcelona. I zupełnie inne Atletico.

Kolejna akcja. Romario traci piłkę jak dziecko. Obrońcy Atletico z łatwością zabierają ją brazylijskiemu snajperowi i błyskawicznie przenoszą grę pod pole karne Barcelony. Po dośrodkowaniu Koseckiego, Manolo strzela jednak minimalnie nad poprzeczką. Ale po przerwie gospodarze pokazują swoją siłę zarówno w ofensywie, jak i w defensywie.

Niedługo potem Katalończycy po raz kolejny popełnili błąd w obronie. Tym razem Ferrer niedokładnie zgrał piłkę do środka boiska, a tam przed polem karnym przejął ją Kosecki, który oddał błyskawiczny strzał z lewej nogi po długim rogu. Futbolówka ugrzęzła w siatce. Wynik brzmiał 3-3, Atletico odrobiło straty z pierwszej połowy! Strzelec gola fetował swoje trafienie przy sektorze najbardziej zagorzałych fanów i przybił „piątkę” z jednym z kibiców. Piłkarze Barcelony byli kompletnie zagubieni i patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Tylko Ronald Koeman z wściekłością uderzył ręką w murawę i krzyczał na swoich kolegów. Wszystko zaczynało się od nowa.

Atmosfera na boisku robiła się coraz bardziej nerwowa. W jednej akcji Romario kopnął rywala bez piłki, ale to zachowanie uszło uwadze sędziego. Arbiter dostrzegł za to niesportowe zachowanie Pirriego i ukarał zawodnika gospodarzy czerwoną kartką. Końcówkę spotkania Atletico musiało rozgrywać w osłabieniu.

W 88 minucie Barcelona egzekwowała rzut rożny. Piłkę w polu karnym otrzymał Romario, ale nagle padł na murawę jak ścięty. Tym razem sędzia nie sprzyjał jednak Brazylijczykowi i kazał grać dalej. Gospodarze przeprowadzili błyskawiczny kontratak. Kosecki pomknął z piłką aż pod pole karne rywala, a później oddał ją do Caminero, który płaskim strzałem po ziemi pokonał Zubizarretę. Estadio Vicente Calderon oszalało! Atletico prowadziło z Barceloną 4-3, mimo iż do przerwy przegrywało 0-3! Niesamowity scenariusz, w którym główną rolę odegrał Roman Kosecki. Polak zanotował dwa gole i asystę, a po meczu został obwołany bohaterem spotkania.

Późnym wieczorem poszliśmy do centrum miasta pod Fontannę Neptuna. Tam czekali na nas kibice. Zjedliśmy kolację i wypiliśmy szampana, ale o wielkim świętowaniu nie mogło być mowy, bo trzy dni później graliśmy kolejny mecz – wspominał „Kosa”, który zbierał w tamtym okresie bardzo dobre recenzje w hiszpańskiej prasie. W następnym sezonie polski zawodnik nie przekonał jednak do siebie trenera Radomira Antića i stracił miejsce w wyjściowym składzie. Z czasem musiał zdecydować się na transfer do francuskiego Nantes.

Choć Kosecki spędził w Atletico tylko dwa sezony, to do dzisiaj jest dobrze kojarzony przez tamtejszych kibiców. Swego czasu wiązano z nim naprawdę duże nadzieje. Nieprzypadkowo na swojej koszulce nosił numer „10”, a w meczu Barceloną pokazał prawdziwą klasę. Dzięki bramkom w tym pamiętnym spotkaniu, w Madrycie szybko o nim nie zapomną…

3 komentarze
  1. grijjo dodał komentarz dnia 28 marca 2013

    dzięki za ten artykuł

  2. MR dodał komentarz dnia 28 marca 2013

    Wkradła się literówka :) Już poprawione.

  3. gregor dodał komentarz dnia 28 marca 2013

    główą rolę? chyba główną, artykuł fajny

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>