Po hiszpańsku: czwarty wielki gracz w Primiera Division?

0

Kolejny sezon w Primiera Division za nami. Jak go podsumować? Emocje związane z walką o tytuł mistrzowski towarzyszyły nam przecież aż do ostatnich sekund! Ostatecznie najlepszym zespołem w Hiszpanii zostało Atletico Madryt – na swój sposób niespodzianka minionych miesięcy. Czy w następnym sezonie, taką właśnie niespodzianką, będzie zawsze mocna ekipa Valencii? Właścicielem klubu został singapurski biznesmen Peter Lim. Po Mistrzostwach Świata w Brazylii czeka nas najpewniej sporo niespodzianek.

Zacznijmy może od spotkania Barcelona-Atletico, zremisowanym 1:1. Był to naprawdę ciekawy mecz, gdzie zarówno jedni, jak i drudzy mogli w każdej chwili przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jednak to Atletico miało więcej szczęścia. Szczęścia? A właściwie to dlaczego mówimy tutaj o szczęściu? Podopieczni Diego Simeone po prostu na ten tytuł zasłużyli. Bez wątpienia, Argentyńczyk jest jednym z głównych architektów sukcesu Rojiblancos w tym roku, a nawet i wcześniej, bo przecież to właśnie chłopaki z Vincente Calderon pokonali pod wodzą Simeone wielki Real w finale Pucharu Króla, w zeszłym sezonie. Był to jednoznaczny sygnał, że piłkarze z zachodniego Madrytu mogą sporo namieszać i przeciwstawić się każdemu. Gdzie są teraz? Świętują mistrzostwo La Liga i szykują się do finału Ligi Mistrzów.

Choć Carlo Ancelotti wykonał w zespole Królewskich fantastyczną pracę, trenerem roku jest właśnie w mojej opinii Diego Simeone. Absolutny fenomen. Doszczętnie zniszczył mit o dominacji Barcelony i Realu, i wyraźnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Widok cieszącego się szkoleniowca na Camp Nou na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. Simeone kupił sobie serca fanów nie tylko Atletico, bo pokazał, że można „mimo wszystko”: bez gigantycznych pieniędzy, bez najlepszego na świecie zaplecza treningowego, bez głośnych nazwisk. Kiedy w zwycięstwo Atletico nie wierzyli nawet najwięksi optymiści, Diego po prostu robił swoje. Nie zdziwi mnie sytuacja, w której odbierze wyróżnienie dla najlepszego trenera w Hiszpanii, a może i w Europie.

Największym przegranym sezonu 13/14 jest Barcelona. To sezon tak tragiczny dla Dumy Katalonii, że nawet nie wiadomo od czego zacząć. Prawda jest taka, że w krótkim odstępie czasu spadło na nią wiele osobistych nieszczęść – jednym z nich jest śmierć Tito Vilanovy. Do tego kontuzje kluczowych graczy, dymisja Sandro Rossela, a także niejasności w sprawie transferu Neymara. Poza tym, słaba dyspozycja Leo Messiego, który ciągnął ten wózek, gdy nikt nie miał już siły pchać. Teraz nawet on nie zdołał uratować tonącego okrętu, a kapitan Tata Martino wyraźnie mu tego nie ułatwiał. Wydaje się, że to właśnie argentyński szkoleniowiec jest największym rozczarowaniem Barcy w minionym sezonie. Pora na zmiany, choć jak mówi prezes Bartomeu: „Będzie to ewolucja, nie rewolucja”. Co to da, przekonamy się już po Mistrzostwach Świata w Brazylii.

Na słowa uznania zasługują także Sevilla i Athletic Bilabo. Pierwszy zespół, z fenomenalnym Rakiticiem na czele, dotarł do finału Ligi Europejskiej, a nawet wygrał go po serii rzutów karnych. W tym sezonie piłkarze Unai Emeriego uplasowali się na 5 miejscu w lidze, co jest naprawdę sporym sukcesem. Sevilla, choć grała w kratkę, zebrała wiele punktów i zdołała na swoim stadionie pokonać min. Real Madryt. To świetne rokuje na przyszłość, ale nie wydaje mi się, by zawodnicy z Andaluzji mogli namieszać w przyszłym sezonie tak, jak Atletico Madryt. Jeśli chodzi o Bilbao – co za świetnie uporządkowany zespół! Podopieczni trenera Valverde nie wzbudzili tyle emocji, co tegoroczni triumfatorzy Primiera Division, ale pokazali się z równie dobrej strony. Grają bardzo mądrą piłkę, świetnie przechodzą z obrony do ataku. Jeśli dostaną więcej pieniędzy na wzmocnienia, kto wie, jak pisać będę o nich za rok o tej porze.

Peter Lim

A jeśli mowa o pieniądzach – Valencia ogłosiła niedawno, że klub przejął singapurski biznesmen Peter Lim. Sprawa ciągnęła się od początku roku. W głosowaniu to właśnie ten człowiek został obdarzony największym zaufaniem ze strony działaczy. Lim jest właścicielem firmy Meriton Holding Limited, która nabędzie 70% udziałów klubu. Nowy właściciel będzie musiał uporządkować wiele spraw min. rosnące zadłużenie (~300 mln. euro) w Bankji, czy też w Fundacji; zdaniem mediów, Peter spłaci dług względem banku w ciągu najbliższych 3 lat, natomiast na konto Fundacji przeleje od razu 100 mln. euro. Każdy z nas zastanawia się jednak co z pieniędzmi  na letnie wzmocnienia? Lim szykuję niezbyt zawrotną, jak na dzisiejsze standardy, sumę 60 mln. euro. Niby nie dużo, ale wystarczająco, by kupić 3-4 wysokiej klasy zawodników i na dobre zadomowić się w pierwszej czwórce Primiera Division.

W mojej opinii, to właśnie Valencia będzie niespodzianką w przyszłym sezonie. Czy na miarę Atletico, nie wiem – poprawa jej sytuacji finansowej wyjdzie jednak na dobre całej lidze, bo przecież obrzydliwie bogata Premier League nie śpi. Z drugiej strony, ostatnie miesiące dobitnie pokazały nam, że pieniądze nie biegają po boisku. Receptę na sukces wystawi Państwu Diego Simeone.

Przed fanami futbolu granego „po hiszpańsku” jeszcze jedno wielkie wydarzenie. Kiedy większość kibiców przygotowuje się już powoli do Mistrzostw Świata, już 24 maja w finale Ligi Mistrzów, Real Madryt podejmie rywali zza miedzy, by sięgnąć po 10 Puchar Europy (mój reportaż z Madrytu tutaj: http://www.czasfutbolu.pl/cf-madrycie-kibice-mysla-finale-ligi-mistrzow/) Większa presja spoczywa na barkach Królewskich, bo przecież Atletico już osiągnęło sukces. Jak trafnie ujął to Piotr Laboga „Oni pojadą tam (do Lizbony – dop.red) jako ludzie spełnieni!”. Królewscy finał wygrać po prostu muszą, bo ostatni raz tryumfowali w tych rozgrywkach okrągłe 12 lat temu – zbyt długo czekania, jak dla najbardziej utytułowanegp klubu XX wieku. Czas zacząć pisać nową historię.

Przyszły sezon w Hiszpanii to wielka niewiadoma. Czy Barcelona podniesie się z kryzysu? Czy Atletico pójdzie za ciosem i pokaże, że ostatnie miesiące nie były dziełem przypadku? Jak zaprezentuje się Sevilla, czy Valencia? Wszystkie te pytania pozostają otwarte, ale ja już nie mogę się doczekać. Wcześniej obejrzymy fantastyczne Mistrzostwa Świata, gdzie być może La Fuja Roja będzie musiała oddać komuś miano najlepszej ekipy na świecie. Każdy cykl przecież kiedyś się kończy, prawda Dumo Katalonii?

Krystian Pomorski

 

obrazek: straitstimes.com

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>