Jak przeliczyć talent na pieniądze?

0

Na pierwszy rzut oka, szczególnie na podstawie informacji dostępnych w mediach, można dojść do wniosku, że rynek transferowy jest banalnie prosty. Jeżeli klub jest zainteresowany zawodnikiem, negocjuje jego cenę z zespołem dla którego obecnie występuje i jeśli strony osiągną porozumienie – transfer dochodzi do skutku. W rzeczywistości, zmiana przynależności klubowej ma niewiele wspólnego z klasyczną transakcją „kupna-sprzedaży”. Choć czasem wydaje się, iż zawodnik ma najmniej do powiedzenia w przypadku swojego transferu, bez jego zgody (dobrowolnej lub wymuszonej nie zawsze gentlemańskimi metodami) cała operacja nie zakończy się sukcesem. Z transferu każdy chce wyciągnąć dla siebie jak najwięcej – kluby sprzedać/kupić jak najkorzystniej, a piłkarz wynegocjować z nowym pracodawcą lukratywny kontrakt. Dlatego też, jeżeli w kontrakcie nie ma klauzuli odstępnego, porozumienie w sprawie ceny piłkarza to tylko pierwszy i zarazem najtrudniejszy krok. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Skupmy się najpierw na kontrakcie zawodniczym. Zazwyczaj nie jest to skomplikowany dokument – piłkarz zobowiązuje się w nim do reprezentowania barw klubowych za określone wynagrodzenie, a szczegółowe elementy takie jak premia czy obowiązki reklamowe regulowane są już w załącznikach. Kontrakt jest najważniejszym elementem profesjonalnej piłki nożnej, a transfer jest niczym innym jak jego zerwaniem. W rzeczywistości więc, kwota transferowa jest formą odszkodowania za wcześniejsze rozwiązanie kontraktu przez klub odstępujący zawodnika. Na wysokość odszkodowania wpływa wiele elementów, które opiszę niżej, jednakże kluczowym wydaje się sportowa wartość zawodnika czyli jego talent i umiejętności. Niestety, w naszym równaniu zastępujemy jedną niewiadomą (wysokość odszkodowania) kolejną, czyli wartością talentu. Język sztuki wielokrotnie wykorzystywany jest do opisywania genialnych boiskowych zagrań. Określenie Il Maestro może odnosić się zarówno do włoskich mistrzów Renesansu jak i Andrei Pirlo. Czy możemy z niej czerpać więcej? W futbolu jak i w sztuce kluczowy jest talent, więc tam najpierw spróbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie jak przeliczyć go na pieniądze.

Modern Football Art

Cenę piłkarza można obliczyć na podstawie wartości świadczonej przez niego pracy. Oznacza to, że kwota transferu jest uzależniona od umiejętności piłkarza, tak samo jak wartość dzieła wynika z talentu artysty. W dziedzinie sztuki na ocenę twórcy i jego dzieła wpływa m.in. liczba wystaw oraz uzyskanych nagród, upływ czasu od pierwszej wystawy, elastyczność artysty i związana z nią możliwość wykorzystywania rożnych metod twórczych czy cena sprzedaży poprzednich dzieł. I co to ma wspólnego z futbolem? Liczba wystaw i zdobytych nagród to nic innego jak czas gry na międzynarodowym poziomie, który bezpośrednio wiąże się z doświadczeniem zawodnika. Pod tę kategorię podlega również lista wyróżnień sportowych. Szczególnie te najbardziej prestiżowe, jak Złota Piłka FIFA mogą spowodować gwałtowny wzrost wartości sportowca. Elastyczność artysty odpowiada umiejętnościom piłkarza do występowania na różnych pozycjach na boisku. Cenę jaką jakie jedno z dzieł osiągnęło na ostatniej aukcji z łatwością można porównać z wysokością poprzedniej kwoty transferowej piłkarza. Będzie ona pewnego rodzaju bazą do negocjacji. Niestety, na tym etapie przydatność sztuki przy określaniu ceny piłkarza wyczerpuje się.

Tabela rekordowych cen transferowych jasno wskazuje, że najdrożsi są napastnicy oraz ofensywni pomocnicy. Oprócz tego, na cenę piłkarza wpływa również narodowość. Oczywiście, ostatni element nie ma żadnego związku z nacjonalizmem czy dyskryminacją na tle rasowym. Powyższe kryterium związane jest z pewną kulturą piłkarską obowiązującą w danym kraju, która wpływa na ukształtowanie zawodnika. Przykładowo, piłkarze z Półwyspu Apenińskiego wychowywani są z nastawieniem na grę taktyczną, szczególnie w obronie, Hiszpanie kultywują grę techniczną z częstą wymianą podań. Zawodnicy z Wysp Brytyjskich wychowywani są w kulcie szybkiej oraz siłowej gry. Czasem nie można pozbyć się wrażenia, że kupno sportowców z niektórych zakątków świata jest po prostu modne. „Brazylijski piłkarz” w masowej świadomości funkcjonuje na takiej samej zasadzie jak określenie „jak włoski styl” czy „niemiecka jakość”. Jest synonimem radości gry w futbol oraz umiejętności technicznych.

Jednak nie tylko cechy danego zawodnika wpływają na jego cenę. Bardzo ważną rolę odgrywają same kluby. To tak naprawdę ich chęć doprowadzenia transakcji do skutku może spowodować znaczny wzrost lub spadek kwoty transferowej. Wiąże się to z przyjętą strategią. Niektóre zespoły są bardziej agresywne na rynku transferowym – szczególnie te, które mają bogatych właścicieli (transfer służy im jako najszybsza droga do sukcesu). Inne z bardzo dobrze rozbudowaną bazą odpowiedzialną za szkolenie młodych talentów, nastawione są gównie na sprzedaż zawodników. Czym kieruje się klub kupując zawodnika? Po pierwsze wiąże z nim pewne korzyści sportowe jak i ekonomiczne. Wzmocnienie bądź uzupełnienie składu jest najbardziej naturalną konsekwencją transferu, jednak przejęcie zawodnika, szczególnie tego, który posiada status gwiazdy wiąże się ze zwiększeniem wpływów finansowych. Wzrost przychodów wynikających ze sprzedaży biletów, gadżetów klubowych czy możliwość podpisania korzystniejszej umowy sponsorskiej mogą uzasadniać nawet najbardziej absurdalne ceny piłkarzy. Z drugiej strony, klub sprzedający sportowca nie chce na transferze stracić. Bierze więc pod uwagę wydatki jakie poniósł na jego zakup, wynagrodzenie, szkolenie czy opiekę, a także koszty związane z zakupem następcy. Mało przydatny piłkarz z horrendalnym, długoletnim kontraktem zostanie sprzedany za stosunkowo niewielkie pieniądze, gdyż same oszczędności wynikające z wykreślenia sportowca z listy płac będą wystarczające. Nie można również zapominać o szeroko rozumianych stratach związanych z odejściem zawodnika – sprzedaż kluczowego piłkarza na rzecz drużyny z którą prowadzi się realna walkę o mistrzostwo kraju nie oznacza tylko osłabienie własnego składu.

Czy każdy piłkarz jest tak dobry jak jego ostatni mecz?

Nie każdy klub postępuje na rynku transferowym racjonalnie (dzięki temu każde okienko budzi tyle emocji). Najgorszym momentem do kupna zawodnika jest oczywiście okres po wielkim międzynarodowym turnieju. Sir Alex Ferguson po odejściu z Manchesteru United powiedział: „zawsze z ostrożnością podchodziłem do zakupu piłkarza, który bardzo dobrze zaprezentował się na mistrzostwach. Popełniłem błąd w 1996 roku, kiedy po EURO kupiłem Karela Poborsky’ego i Jordiego Cruyffa. Obaj zaprezentowali się świetnie na angielskich boiskach, jednakże nie mieli wpływu na grę United w takim stopniu jak na występy własnych reprezentacji. Oczywiście, nie byli złymi zawodnikami, tylko niektórzy piłkarze potrafią dodatkowo zmotywować się ma Mistrzostwa Świata czy Europy co powoduje, że nie są w stanie reprezentować tak wysokiego poziomu w trakcie ligowych rozgrywek”. Co więcej, jeżeli klub kupuje zawodnika tylko na podstawie jego dobrego występu w międzynarodowym turnieju, ocenia jego umiejętności w oparciu o niewielką liczbę rozegranych spotkań. Przykładowo, Arsenal w lipcu 1992 r. podpisał kontrakt z duńskim pomocnikiem Johnem Jensenem. Miesiąc wcześniej, zawodnik strzelił z dystansu piękną bramkę przeciwko Niemcom w finale Euro 1992. Ówczesny szkoleniowiec londyńczyków George Graham, po zakupie piłkarza, w wywiadzie udzielonym brytyjskim mediom stwierdził, że Duńczyk jest bramkostrzelnym pomocnikiem. Nie była to prawda, a bramka strzelona Niemcom była jednorazowym wyczynem. Przez cztery lata pomocnik zdobył dla Arsenalu jednego gola, co spowodowało że stał się „ulubieńcem” kibiców The Gunners. Zawsze gdy był przy piłce, nawet we własnym polu karnym, całe Highbury radośnie krzyczało „Strzelaj!”. Gdy w 1994 r. udało mu się w końcu wpisać się na listę strzelców, kibice londyńczyków drukowali koszulki z napisem „Widziałem jak John Jensen zdobył bramkę”. Błąd jaki popełnił Graham polegał na tym, że ocenił umiejętności Duńczyka na podstawie jednego gola w finale Mistrzostw Europy. Psychologowie nazywają to „heurystyką dostępności” – czyli metodą wnioskowania polegającą na przypisywaniu większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które łatwo przywołać w pamięci i są nacechowane dużymi emocjami. W naszym przykładzie oznacza to założenie, że Jensen na pewno będzie strzelał piękne bramki z dystansu (na dodatek w meczach o wielką stawkę). Bramka Duńczyka wywołała na menadżerze Arsenalu takie wrażenie, że ten uwierzył, że Jensen będzie grał zawsze tak jak w finale z Niemcami. Podpisywanie kontraktu z takim zawodnikiem jest przyznaniem się do tego, że każdy piłkarz jest tak dobry jak jego ostatni mecz.

Czy kupowanie gwiazd ma sens?

Klubem szczególnie nastawionym na podpisywanie kontraktów z gwiazdami futbolu jest oczywiście Real Madryt. Królewscy nawet nie próbują racjonalnie postępować na rynku transferowy. Ich celem nie jest osiągnięcie jak największego sukcesu za jak najmniejsze pieniądze. Kupno gwiazd nie tylko przynosi korzyści sportowe. Jest również prezentem dla fanów, sponsorów a również po części mediów – szczególnie tych lokalnych. Po sprzedaży Cristiano Ronaldo, Sir Alex Ferguson stwierdził, iż zakup Portugalczyka za 80 mln. funtów było manifestem Fiorentino Pereza w stylu: „Jesteśmy Realem Madryt i jesteśmy najwięksi na świecie”. Podobnie można oceniać zakup Garetha Bale’a. Zapewne niewiele osób w Madrycie wierzyło, że Walijczyk jest dwa razy lepszy niż sprzedany do Arsenalu Mesut Oezil (na co wskazywała różnica w kwotach transferowych), jednakże rekord transferowy nadaje nowemu nabytkowi Królewskich splendoru. Real, tak jak większość zespołów nie działa jak przedsiębiorstwo i zapewne nie otrzyma zwrotu pieniędzy wydanych na Walijczyka. Kupno wielkiego piłkarza sprawia, że każdy w klubie czuje się lepiej. Kibice zaczynają wierzyć, że ich zespół zmierza w dobrym kierunku. Już samo oczekiwanie wielkich zwycięstw daje im ogromną radość.

Na koniec warto na jeszcze raz wrócić do Londynu. Tym razem za sterami The Gunners jest już Arsene Wenger, przeciwieństwo George’a Grahama. Francuz, z wykształcenia ekonomista, przykłada bardzo dużą wagę do statystyk. Wenger zauważa, że kluby w czasie okna transferowego przeceniają przeszłe osiągnięcia zawodników. Powoduje to że płacą nieproporcjonalne kwoty transferowe oraz wysokie pensje piłkarzom, którzy szczyt formy mają już za sobą. Z analizy danych FIFA z 2012 r. wynika, że przeciętnie największe zarobki piłkarz osiąga w wieku 32 lat! Autorzy Soccernomics użyli doskonałej metafory przedstawiającej piłkarza jako topniejącą kostkę lodu. Rolą klubu jest ocena jak szybko się rozpuszcza i sprzedać go zanim zmieni się w bardzo kosztowną kałużę. Wenger zazwyczaj sprzedaje obrońców dopiero gdy osiągną trzydziestkę przy czym pomocników oraz napastników wystawia na rynek dużo wcześniej. Przykłady? Thierry Henry  (29 lat) – 24 mln euro, Patrick Vieira (29 lat) – 20 mln euro, Marc Overmars (27 lat) – 39 mln. Żaden z nich nie prezentował się później tak dobrze jak w Arsenalu. Arsene Wenger gdyby prowadził Liverpool sprzedałby Stevena Gerarda zanim osiągnąłby trzydziesty rok życia – w najlepszym momencie kariery, za najwyższą możliwą cenę. Czy zrobiłby dobrze? Z perspektywy kibica nie, ale z perspektywy managera-ekonomisty byłby to ruch znakomity.

***

Problem realnej wyceny zawodnika jest szczególnie dotkliwy w związku z widoczną na rynku transferowym inflacją. Wpompowane w futbol petrodolary oraz kierowana nimi chęć błyskawicznego sukcesu powoduje, że coraz częściej ceny zawodników nie mają poparcia w ich umiejętnościach czy przychodach jakie mogą generować. Zdecydowanie, wysokie kwoty transferowe powodują, że klubom dysponującym mniejszymi budżetami jest jeszcze ciężej prowadzić rywalizację z potentatami. Z drugiej jednak strony, zmusza je to do szkolenia młodych zawodników, których później odsprzedają z zyskiem. Obecny rynek transferowy ma ogromną zaletę – pieniądze wydane na transfery zostają w futbolu. Transfer bowiem to nic innego jak finansowanie jednego klubu pieniędzmi innego.

Źródło: “Soccernomics”; Simon Kupler, Stefan Szymański; Nation Books New York, 2014 r.

Transfery. Serie A. Staram się udowodnić, że to, co najciekawsze i najpiękniejsze w futbolu zaczyna się dopiero po ostatnim gwizdku sędziego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>