Po hiszpańsku: Jak wielka Barca stworzyła dzisiejszy Real Madryt

0

Real Madryt jest na tę chwilę prawdopodobnie najlepszym zespołem świata. Wygranie upragnionej La Decimy, Pucharu Króla i letnie wzmocnienia sprawiają, że prestiż Królewskich wzrasta jeszcze bardziej. Nie ukrywajmy, że stworzenie tej drużyny wymagało ogromnych nakładów finansowych, na jakie mogą pozwolić sobie nieliczni. Na przestrzeni lat Blancos zmieniali trenerów, jak rękawiczki, ale ich cechą charakterystyczną stały się zabójcze kontrataki. Miejsce miało to szczególnie w epoce Mourinho. Czy nie jest jednak tak, że styl gry Realu Madryt wziął się bardziej ze względu na charakterystykę Barcelony, a nie osobowość trenera?

Za tą teorią przemawiają bardzo poważne argumenty. Po pierwsze, dominacja Dumy Katalonii, która de facto zakończyła się wraz z odejściem Pepa Guardioli, miała swoje korzenie w osobowości trenera i tyczy się to zarówno podejścia graczy, jak i samej gry, opartej na osławionym posiadaniu piłki. Choć „tiki-taka” nie umarła i nadal budzi zachwyt wielu kibiców, od jakiś dwóch lat widzimy, że niestety rzadko sprawdza się w zderzeniu z piłkarskim uniwersalizmem, prezentowanym min. przez Real Madryt, czy nieco bardziej usposobione defensywnie Atletico.

Uniwersalizm ten polega na umiejętności stwarzania zagrożenia z każdego elementu gry. Właśnie to sprawiło, że po 12 latach Królewscy znów sięgnęli po tytuł najlepszego zespołu Europy. Ancelotti dysponuje kadrą fantastycznych piłkarzy, mających ogromne umiejętności i fantazję. Kluczowe postacie, takie jak Modrić, Alonso, czy Di Maria napędzały machinę z Madrytu i sprawiały, że wysoko grająca linia „BBC” miała w środku pola odpowiednie zabezpieczenie i mogła robić swoje. Włoski trener w ustawieniu 1-4-3-3 znalazł perfekcyjną równowagę i w tym sezonie zamierza to kontynuować.

Wróćmy jednak do początku naszych rozważań. Barcelona, tudzież Guardiola i jego sukcesor Tito Vilanova, opierała swój pomysł na ataku pozycyjnym z szybkim wyjściem na pozycje. Wobec takiego stylu, gra w otwarte karty była z góry skazana na niepowodzenie. Większość zespołów, którym udało się pokonać w tamtym okresie Dumę Katalonii, stosowała metodę wyczekiwania na błąd rywala i wysokiego pressingu. Taka forma obrony, była to świetnym rozwiązaniem taktycznym, ponieważ Barca angażuje w swoją grę także bocznych obrońców, pełniących rolę skrzydłowych. W momencie popełnienia błędu przez któregoś z zawodników, w linii obrony pozostawało niewielu graczy, co przy skrzydłowych pokroju CrIstiano Ronaldo, automatycznie stwarzało zagrożenie kontratakiem, wyprowadzonym ze środka pola (gdzie przejęto piłkę).

I właśnie to jest powodem, dla którego mówimy o Realu jako zespole, który „kontratakuje najlepiej na świecie”. To nie tyle zasługa Mourinho, bo wystarczy spojrzeć na jego obecną Chelsea Londyn, czyli jeden z najbardziej grających defensywnie zespołów w Europie, choć oczywiście nie odbieram Portugalczykowi zasług, a wręcz przeciwnie: podziwiam go, bo znalazł optymalne rozwiązanie, wykorzystujące maksymalnie charakterystykę graczy, którymi dysponował. I w tym właśnie objawia się jego wielkość.

Nie mniej jednak, Barcelona zmusiła Real do stosowania taktyki takiej, a nie innej i od odejścia Pepa Guardioli wielokrotnie przegrywała przez to, co kiedyś było jej największym atutem. Jej problemem stało się to, że nie ma żadnego asa w rękawie, w przeciwieństwie do Bayernu, z którym przegrała w dwumeczu 0:7, czy też Realu, który napsuł jej ogromnie dużo krwi, z odebraniem Pucharu Króla w minionym sezonie na czele. Ironia losu, że Guardiola, który wprowadził swoją „tiki-takę” do Bayernu Monachium, który to zaledwie rok wcześniej pod wodzą Juppa Heynckes’a pokonał Katalończyków w taki sposób, sam sromotnie przegrał z Realem 5:0 w dwumeczu, co pokazało, jak wiele racji jest w tym, że wynalazek mistrza, obrócił się w końcu przeciwko niemu.

Ancelotti przyszedł po to, by  udoskonalić stworzony przez Barcelonę Real Madryt. Jego pomysł to także kontrolowanie meczu poprzez posiadanie piłki, ale równocześnie bardzo luźne rozwiązania taktyczne, które potrafi przekazać w przystępny sposób. Florentino Perez marzył o Włochu od wielu lat, bo wiedział, że to właśnie on jest brakującym elementem układanki. Teraz, gdy Barca pozyskała równie elastycznie nastawionego szkoleniowca i przeprowadziła wiele wzmocnień,  bezpośrednie pojedynki tych zespołów powinny wznieść się na jeszcze bardziej kosmiczny poziom. Miejmy tylko nadzieję, że będzie to dotyczyć zarówno piłkarzy, jak i arbitra. Z tym przecież … bywało różnie.

Krystian Pomorski

obrazek: sportige.com

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>