Josef Bican: Wojenna maszynka do strzelania goli

1
maj
5
Redakcja
Bican

Po raz kolejny pochylamy się nad piłkarską zagadkę wszech czasów. Kto był najskuteczniejszym piłkarzem w historii futbolu? Jakiś czas temu, przedstawiliśmy Wam historię wybitnego snajpera Artura Friedenreicha. Dziś bierzemy pod lupę czeskiego geniusza Josefa Bicana.

Bican urodził się dokładnie sto lat temu – w 1913 roku. Pochodził z austriacko – czeskiej rodziny. Jego ojciec był piłkarzem Herthy Wiedeń, ale wszystko zmieniło się po I wojnie światowej. Podczas bitwy został zraniony, a następnie odmówiono mu operacji nerek. Wskutek tej decyzji ojciec Josefa Bicana zmarł już w wieku 30 lat. Matka pracowała w restauracji, ale nie mogła liczyć na zbyt dużą pensję. Delikatnie mówiąc – w domu się nie przelewało, a Josef pierwsze piłkarskie kroki musiał stawiać… bez butów. Eksperci twierdzili później, że dzięki temu młody „Pepi” tak wspaniale rozwinął swoje umiejętności techniczne.

Josef poszedł w ślady ojca i zapisał się do szkółki Herthy Wiedeń. W tej drużynie spędził pierwsze lata swojej juniorskiej kariery. Już jako nastolatek wyróżniał się niezwykłym instynktem strzeleckim. Nic dziwnego, że dość często zmieniał barwy klubowe. W zespołach Schustek i Farbenlutz  strzelił ponad 70 goli! A mówimy już oczywiście o rozgrywkach seniorskich. Niedługo potem jego osobą zainteresował się austriacki potentat – Rapid Wiedeń. Bican zapracował sobie na bardzo przyzwoitą jak na ówczesne czasy piłkarską pensję w wysokości 150 szylingów. Mało tego, kiedy pogroził palcem, że po raz kolejny zmieni klub, jego stawka wzrosła trzykrotnie. Jak widać, mechanizmy rządzące dzisiejszym futbolem były aktualne także blisko 100 lat temu…

„Pepi” był motorem napędowym Rapidu i w znacznym stopniu przyczynił się do sukcesów tej drużyny. Na swoim koncie miał więcej strzelonych goli niż rozegranych meczów. Bramki zdobywał po uderzeniach zarówno lewą, jak i prawą nogą. Dysponował też doskonałym przyspieszeniem i śmiało mógł walczyć z najlepszymi sprinterami tamtych czasów. Podobno jego wynik na „setkę” wynosił wtedy 10,8 sekundy.

W wieku 20 lat pojechał na pierwszy wielki turniej piłkarski. To były Mistrzostwa Świata w 1934 roku. Bican zagrał w czterech meczach i strzelił jednego gola. Reprezentacja Austrii odniosła wtedy spory sukces, bo dotarła aż do półfinału. O jej młodym napastniku w Europie robiło się coraz głośniej…

Rok po udanym Mundialu Josef wywołał wielkie kontrowersje swoją decyzją. Postanowił odejść z Rapidu do drużyny wielkiego rywala – Admiry. Nie ukrywał, że potrzebuje nowych wyzwań. W poprzednim klubie osiągnął już niemal wszystko. W nowym zespole nie było już jednak tak łatwo o sukcesy. Zdobycie jednego Pucharu Austrii z Admirą wygląda niezwykle blado w porównaniu do osiągnięć zaksięgowanych przez niego w okresie gry w Rapidzie…

Dlatego też w Admirze Bican zbyt długo nie zabawił. W 1937 roku przeniósł się do ligi czechosłowackiej. Na początku reprezentował tam barwy Slavii Praga. Niemal od razu dał się poznać jako typowy lis pola karnego. Zdobywał gole seriami z niebywałą wręcz regularnością. W ciągu kilku lat potrafił ustrzelić blisko 400 goli w oficjalnych meczach! Dzięki niemu Slavia rok w rok z łatwością kolekcjonowała tytuły mistrzowskie. Josef szybko związał się z czeską ziemią i uzyskał nawet obywatelstwo tego kraju. Z uwagi na niedopatrzenia organizacyjne okazało się jednak, że nie będzie mógł wystąpić na Mistrzostwach Świata w 1938 roku. Pozostały mu jedynie spotkania towarzyskie, w których oczywiście był piekielnie skuteczny.

W latach II wojny światowej osiągnął szczyt formy. Wybitni sportowcy świetnie spełniali w tym okresie role propagandowe, dlatego Hitler za wszelką cenę chciał go mieć po swojej stronie. Przywódca III Rzeszy miał nakłaniać Bicana do podpisania niemieckiej listy narodowościowej. W domu Josefa mówiło się wprawdzie w języku niemieckim, ale ten i tak postanowił odmówić.

Po wojnie ubiegały się o niego włoskie kluby. Juventus Turyn miał podobno zaoferować nawet 6 milionów koron za transfer. Bican wahał się długo, ale odrzucił tę ofertę. Obawiał się, że na Półwyspie Apenińskim do głosu dojdą komuniści i jego piłkarska przyszłość stanie pod znakiem zapytania. Nie spodziewał się jednak, że taka sama sytuacja może mieć miejsce w Czechosłowacji… Partia komunistyczna bardzo szybko chciała go widzieć w swoich szeregach. Josef i tym razem sprytnie się wymigał. Skupił się tylko i wyłącznie na grze w piłkę nożną. A że potrafił to robić znakomicie, to po wojnie kibice także mogli zachwycać się jego wspaniałymi golami.

„Pepi” był w swoim klubie gwiazdą numer jeden. Nie wszystkim jednak taka sytuacja odpowiadała. Tym bardziej, że Bican miał pochodzenie austriackie. Choć Slavia zdominowała rozgrywki ligowe, to w jej drużynie często dochodziło do sprzeczek i awantur. Koledzy z zespołu mieli pretensje, że Josef gra zbyt egoistycznie… Ten z kolei sugerował, że zazdroszczą mu goli i sukcesów. Co by nie mówić, statystyki broniły napastnika.

Dalsze losy jego kariery ukształtowała… ucieczka przed komunistami. Ci cały czas nie dawali mu spokoju i chcieli wcielić go do partii. Bican najpierw odszedł do FK Vitkovice, a później do Hradeca Kralove. W obu tych klubach nie zatracił nic ze swojej skuteczności. Choć pod przymusem musiał opuszczać różne miasta, to na boisku cały czas przypominał maszynkę do zdobywania goli… Karierę sportową zakończył w wieku 42 lat jako najstarszy zawodnik całej ligi. Po zawieszeniu butów na kołku rozpoczął nowe życie jako trener. Pierwszym jego klubem w tej roli była oczywiście Slavia Praga. Później poprowadził jeszcze kilka innych czechosłowackich zespołów aż wreszcie przeprowadził się do Belgii.

Kiedy w 1968 roku Brazylijczyk Pele zmierzał po zdobycie swojej 1000 bramki w karierze, dziennikarze sportowi rozpoczęli poszukiwania najskuteczniejszego piłkarza w historii futbolu. Tak naprawdę nie da się sprawdzić tej informacji, bo w dawnych czasach dużo meczów miało charakter nieoficjalny. Niemniej jednak, wtedy właśnie padło nazwisko Bicana. Pojawiły się nawet plotki że czeski napastnik zdobył we wszystkich spotkaniach w sumie ponad 5000 bramek!

A co na to sam zainteresowany? – Kto by mi uwierzył, gdybym powiedział, że strzeliłem pięć razy więcej goli niż Pele? – zaśmiał się tylko Bican. Według statystyków piłkarskich „Pepi” zdobył 643 bramki w ligowych meczach. W 1997 roku Międzynarodowa Organizacja Historyków Piłki Nożnej uznała go wraz z Pele i Uwe Seelerem najlepszym strzelcem XX wieku.

Josef „Pepi” Bican spędził kilka ostatnich miesięcy swojego życia w szpitalu z chorobą serca. Miał nadzieję, że umrze w swoim domu w dzień Bożego Narodzenia… Ale niestety nie doczekał tego święta i zmarł dwa tygodnie wcześniej. Odszedł w wieku 88 lat jako najwybitniejszy piłkarz w historii czeskiego futbolu.

Dawid Kwika

Autor prowadzi również bloga: miedzy-slupkami.blogspot.com

1 komentarz
  1. Fan dodał komentarz dnia 7 maja 2013

    Znakomity artykuł,fajnie się czyta o wybitnych postaciach z historii,niekiedy zapomnianych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>