Klopp wraca na scenę. Dlaczego właśnie Liverpool?

2
paź
11
Eryk Delinger
fot. Sky Sportsfot. Sky Sports

Zaledwie cztery miesiące potrwał urlop przemęczonego trudnym sezonem 2014/15 i emocjonalnym rozstaniem z Borussią Jürgena Kloppa. Niecałe dwa miesiące od startu ligowych rozgrywek wystarczyły, by Niemiec zapomniał o zawodowym wypaleniu i zatęsknił za trenerką. Nie mniej niż szybkość jego powrotu do pracy zaskakuje jednak kierunek jaki obrał.

Pogłoski o mariażu Kloppa z Liverpoolem obiegły piłkarski świat już latem, ale wówczas trudno było je potraktować poważnie. Nawet gdyby Jürgen zmienił zdanie co do odpoczynku od futbolu, w kolejce po jego usługi miał stać Real Madryt. Przymiarki jednego z największych nazwisk na trenerskim rynku do szóstego zespołu Premier League brzmiały wówczas jak żart. Kpin nie szczędzono zresztą także kilka tygodni temu, gdy temat odżył. A jednak – szefowie klubu z Merseyside dopięli swego.

Dla Liverpoolu to znakomity ruch nawet nie biorąc pod uwagę kontekstu sytuacji. The Reds nie mogli sobie wymarzyć lepszego, bardziej uznanego kandydata na to stanowisko. Samo zatrudnienie Niemca obudzi entuzjazm kibiców, pomoże wzmocnić nadwątloną reputację klubu, a w przyszłości pozwoli przyciągnąć do Melwood lepszych zawodników. Gdy do tego dodać, że Klopp zastępuje na ławce trenerskiej zagubionego, zdającego się pogrążać we własnym świecie i budzącego już głośną frustrację fanów Brendana Rodgersa, zakontraktowanie byłego bossa BVB zaczyna się rysować jako niewyobrażalny wręcz skok jakościowy.

Z perspektywy Kloppo sprawa nie jest tak oczywista – przy odrobinie cierpliwości mógł mieć niemal każdą posadę na świecie, a zdecydował się na klub, w którym o czasach przynależności do europejskiej czołówki przypomina już tylko nazwa. Zamiast natychmiastowej walki o trofea wybrał więc kolejną misję na lata. Ruch to na tyle odważny, że pozwala znów spojrzeć przychylniejszym okiem na trenera, którego odejście z Borussii, jakkolwiek wzruszające i podniosłe, było jednak – przynajmniej w moim odczuciu – nieco tchórzliwe. Prawdziwie wielki szkoleniowiec w obliczu ewidentnego wypalenia swej zwycięskiej niegdyś drużyny powinien zacisnąć zęby i podjąć się generalnego remontu, nie zaś porzucać okręt i zostawiać to zadanie następcy. Może jednak w świecie, w którym menedżerowie piastujący swoje stanowisko dłużej niż 10 lat są reliktem przeszłości takie podejście jest zbyt idealistyczne.

Z jednego placu budowy 48-latek przeniósł się prosto na kolejny – wymagający jeszcze więcej pracy. Fakt, że przejmuje drużynę w trakcie sezonu tylko utrudnia sprawę. Nie chodzi nawet o to, że przynajmniej do stycznia będzie musiał składać własny zespół z elementów wyselekcjonowanych przez/dla poprzednika. Bardziej problematyczne jest to, że nie tylko nie ma okazji przepracować okresu przygotowawczego, ale też nie będzie miał do dyspozycji przerwy zimowej, do której zdążył przywyknąć w Bundeslidze. Tam, gdzie niemieckie kluby mają czas na przegrupowanie (tak owocny w minionym sezonie dla Borussii Kloppa), Premier League tylko podkręca tempo i dodatkowo obnaża wszelkie słabości w przygotowaniu zespołów.

Na dłuższą metę praca w Premier League również stawia przed nowym bossem The Reds nieznane mu dotąd wyzwania. W czasie swej świetności jego BVB walczyła w lidze wyłącznie z Bayernem – Liverpool zaś mierzy się z czterema klubami o większej sile finansowej i marketingowej. Trudniej też budować drużynę skupując obiecujących piłkarzy z mniejszych klubów ligi. Choćby przykłady Johna Stonesa i Saido Berahino z ostatniego lata pokazują, że średniaki Premier League wcale nie mają ochoty zostawać częścią transferowego łańcucha pokarmowego, który tak sprawnie funkcjonuje w Bundeslidze. Kluczowa może się okazać znajomość niemieckiego rynku – w nadchodzących sezonach za sprawą Kloppa nieraz przekonamy się zapewne, jak szybko piłkarz ze średniego niemieckiego klubu jest w stanie zaadaptować się do wyspiarskiej piłki.

Ogromna konkurencyjność Premier League może jednak być właśnie tym, co przyciągnęło Jürgena do Liverpoolu. Kibice zawsze wymagają od swojego klubu więcej, ale jeśli właściciele pozostaną realistami, Niemiec będzie mógł względnie spokojnie pracować nad kolejnym piłkarskim projektem. Z piątym budżetem ligi trudno oczekiwać regularnej walki o mistrzostwo. Jeżeli The Reds utrzymają się w okolicach piątej lokaty, gotowi by w razie czego wykorzystać słabość jednego z bogatszych rywali i zaatakować top four, a przy tym będzie ich raz na kilka kolejek stać na pokaz efektownego futbolu, trener powinien dostać kilka sezonów na budowę czegoś większego. Jeden widowiskowy zryw, podobny do Luisa Suáreza drużyny Brendana Rodgersa z sezonu 2013/14 – jeśli tylko opatrzony szczęśliwszym zakończeniem – zagwarantowałby Kloppowi status bohatera The Kop na lata. Dla szkoleniowca, którego złamał pierwszy poważny kryzys jego autorskiego zespołu takie warunki pracy są być może o wiele bardziej kuszącą perspektywą niż ciągła presja w klubie, w którym każdy finisz poniżej pierwszej lokaty to porażka.

Najbliższe lata być może zdefiniują Jürgena Kloppa jako menedżera. Potwierdzi swoje zdolności i uczyni Liverpool tak silnym i efektownym jak liczą na to fani, czy jednak eksperymentalny przeszczep gegenpressen na angielski grunt zakończy się fiaskiem? Zostanie na Anfield na lata, czy wykorzysta pierwszą szansę objęcia sterów w którymś z gigantów? Wreszcie, jak długo wytrzymają kibice, jeśli zatrudnienie nowego bossa nie przyniesie natychmiastowych efektów? Czy nie odwrócą się od swojego zbawcy jeszcze szybciej niż wyparli z pamięci wiosnę 2014 roku Rodgersa? Z boku tę historię powinno się oglądać całkiem przyjemnie – Klopp hołduje właściwym piłkarskim wzorcom, a przy tym jest po prostu pozytywnym facetem i jednym z niewielu prawdziwych dżentelmenów europejskiej trenerki. Bez względu na wszystko powinien być dobrym dodatkiem do krajobrazu Premier League.

Gorący zwolennik piłki w angielskim wydaniu. W przerwach od Premier League chętnie śledzi także francuską Ligue 1. Obok futbolu na liście jego uzależnień figurują heavy metal i kawa.
2 komentarze
  1. Żółw super dodał komentarz dnia 16 października 2015

    Uważam, że pan Delinger już od dłuższego czasu wykonuje świetną pracę dla tej strony. Jego felietony są moimi ulubionymi i to właśnie dla nich odwiedzam tę witrynę. Fantastyczna sprawa, panie Eryku!

  2. Kowboj Czacza dodał komentarz dnia 16 października 2015

    Pan Delinger jak zwykle trafia w punkt. Genialny Artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>