Klubowe strzelby bez ognia w kadrze cz.1- Polska

0
paź
1
Redakcja
Robert Lewandowski

Waldemar Fornalik wysłał już powołania na prestiżowe spotkania w Charkowie i w Londynie. Do niektórych nazwisk zdążyliśmy przywyknąć, niektóre są totalnymi niespodziankami. Kibice i media już zaczynają komentować powołania, ekscytować się meczem i modlić się o dobrą formę strzelecką Roberta Lewandowskiego. Zaciął nam się Robert na długi czas, strzelił z Czarnogórą ale to była jego pierwsza bramka od EURO 2012 wyłączając spotkanie z amatorami z San Marino. Narzekaliśmy na brak skuteczności naszego podstawowego napastnika, ale czy tylko my mamy do tego powody? Czy to tylko problem dzisiejszej Polskiej piłki? Postaram się odpowiedzieć na te pytania. W tej części zajmiemy się rodzimym podwórkiem.

O tym jak świetnym napastnikiem jest „Lewy” nie trzeba nikomu mówić. Drugi w klasyfikacji strzelców niemieckiej Bundesligi w ostatnim sezonie, 10 bramek w Lidze Mistrzów, w tym 4 z wielkim Realem w półfinale tych rozgrywek. Dawno nie mieliśmy tak dobrego zawodnika na szpicy. To już poniekąd polska specjalność, gdy zawodnikowi znad Wisły powodzi się w klubie i strzela wiele bramek, to w reprezentacji jakoś specjalnie nie zachwyca. Legendy już krążą o Andrzeju Juskowiaku i jego 13 bramkach w kadrze. Swego czasu Juskowiak był uznawany za jednego z lepszych napastników Bundesligi, grał w mocnej drużynie z Wolfsburga i był w niej kluczową postacią. Pamięta kolejne mecze kadry Wójcika a potem Engela, gdy wyliczano mu kolejne spotkania bez bramki. Były gracz m.in: Lecha Poznań, Sportingu Lizbona czy Olympiakosu Pireus nie strzelił bramki z wymagającym rywalem przez prawie 6 lat gry w reprezentacji. Od 11 października 1995, czyli od przegranego meczu ze Słowacją, strzelał jedynie takim potentatom europejskiej piłki jak Luksemburg czy Mołdawia.

Jeśli myślicie że historia Juskowiaka nie jest porównywalna do tej, którą teraz pisze nam Lewandowski, to już sylwetka następnego naszego napastnika musi budzić podziw. Całe życie związany był tylko z dwoma klubami: Ruchem Chorzów i Panathinaikosem Ateny. Gdy wymawiamy w Polsce nazwę tego drugiego zespołu kojarzy nam się ona tylko z jedną personą. Nic w tym dziwnego, przecież Krzysztof „Gucio” Warzycha to drugi najlepszy strzelec w historii greckiej ekstraklasy i najlepszy strzelec koniczynek. W zespole Wszechateńskich rozegrał 503 spotkania, strzelając 288 bramek. Był główną postacią zespołu, który eliminował Legię Warszawa w drodze do półfinału Ligi Mistrzów. Czy ta sylwetka nie przypomina wam trochę tego co teraz prezentuje Lewandowski? Niestety przypomina i to aż za bardzo. Gucio przez 13 lat gry w reprezentacji strzelił zaledwie 9 bramek w 50 meczach.

Tak, zdaję sobie sprawę, że zarówno Warzycha jak i Juskowiak mieli nieco inną charakterystykę jak Robert. Lewandowski swego czasu grał za plecami napastnika, nasi czołowi napastnicy lat 90. byli typowymi napastnikami czekającymi na podania od kolegów z drużyny. Jeśli uważacie, że nie powinienem ich ze sobą porównywać, to mam w zanadrzu jeszcze jedno nazwisko. Człowiek, który grał błyskotliwie, również umiał operować za plecami napastnika i choć w rozegrał 72 mecze w reprezentacji to strzelił w nich… 17 bramek.

Od Żurawskiego wymagaliśmy jednak również podań. Pamiętamy wszyscy awans do mundialu w Niemczech i naszą grę dwoma napastnikami. To do Żurawia należała obsługa ostatnim podaniem Frankowskiego czy Smolarka. Po co w ogóle wciągać go do takiego zestawienia? Otóż Żurawski był przykładem na to jak wielki apetyt kibiców, może obrócić się przeciwko zawodnikowi. W eliminacjach do niemieckiego turnieju strzelił 7 bramek, w latach 2004-2005 strzelił 10 bramek w biało-czerwonych barwach. Był zawodnikiem ogranym już na europejskich boiskach: drugi w klasyfikacji strzelców ówczesnego Pucharu UEFA w sezonie 2002/03, dwukrotny król strzelców ekstraklasy, który zdobył 20 bramek w debiutanckim sezonie w Celticu.  Wydawało by się że był to zawodnik kompletny, skuteczny, inteligentny, lider kadry. Jednak i jemu zdarzyło się zaciąć. Po zwycięskiej bramce przeciwko Walii pod koniec eliminacji do MŚ 2006, na jego  kolejną bramkę czekaliśmy prawie 2 lata. Tak naprawdę do końca jego kariery reprezentacyjnej w 2008 roku strzelił jeszcze tylko dwie bramki i to z przeciętnymi drużynami (Armenia i Albania).

Lewandowski nie jest pierwszą, „zaciętą” strzelbą w biało-czerwonych barwach. Wszyscy mamy nadzieję, że na Ukrainie i w Anglii udowodni kolejnymi bramkami, że się odblokował i znów będzie stanowić o sile reprezentacji.

Nie tylko polska reprezentacja miała problemy ze strzelbami bez ognia. W następnej części pokażemy m.in. zdobywcę złotego buta, człowieka grającego w jednym z najsilniejszych drużyn świata oraz człowieka, któremu dawano zbyt mało szans, choć był skazany na strzelanie bramek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>