Klubowe strzelby bez ognia w kadrze cz.2- Reszta Świata

0
paź
2
Redakcja
piłka

W poprzedniej części tego artykułu zajęliśmy się napastnikami z Polski, którzy w biało-czerwonych barwach nie błyszczeli skutecznością. Jednak poza Robertem Lewandowskim, tamci napastnicy nie odgrywali aż tak wielkiej roli w europejskiej piłce. Jeśli Justkowiak, Warzycha i Żurawski byli strzelbami bez ognia, to czas wyciągnąć prawdziwe armaty.

Na pierwszy ogień weźmy jednego z moich osobistych ulubieńców z czasów dzieciństwa, czyli Mario Jardela. Opisywać „Super Mario” (to on jako pierwszy nosił ten pseudonim) można bardzo długo. Fenomenalny instynkt strzelecki, wspaniałe warunki fizyczne. Oglądając jego poczynania w Porto, Galatasaray czy Sportingu Lizbona miałem wrażenie, że interesuje go tylko jedno- strzelenie bramki rywalom. Zawsze wybierał taki sposób, by obrona mogła jedynie popatrzeć jak piłka ląduje w siatce. Prawa noga, lewa, głowa… to już naprawdę zdawało się być obojętne. Czterokrotny król strzelców ligi portugalskiej, dwukrotny zdobywca Złotej Piłki dla najlepszego strzelca Europy (1999 r. i 2001 r.).

Człowiek, którego korespondencyjny pojedynek „na gole” z Ruudem van Nistrelrooy, ówczesnym zawodnikiem PSV, dodawał niesamowitej pikanterii rozgrywkom ligowym. W czasach swojej świetności, czyli w latach 1996-2003, strzelił w 198 meczach klubowych 205 bramek! Musicie przyznać, że to robi wrażenie. A jak Wam powiem, że w przeciągu 45 minut meczu pucharowego potrafił strzelić 7 bramek, to musicie przyznać, że brzmi to trochę nierealnie, ale tak było. Niestety, te legendarne 7 bramek w przeciągu jednej połowy spotkania to siedem razy tyle, ile strzelił podczas całej swojej reprezentacyjnej kariery. Jardel otrzymywał mało szans, to fakt, ale taki napastnik jak on w 10 oficjalnych meczach powinien strzelić nieco więcej. Inna sprawa, że mówimy o czasach, gdy w ataku reprezentacji Brazylii grali: Ronaldo (ten prawdziwy), Rivaldo, Bebeto, rodził się geniusz Ronaldinho… rywalizacja wielka, ale Jardel też był wielkim napastnikiem.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym świetnym napastniku, którego kariera to wielkie sportowe sukcesy i życiowe upadki, odsyłam was do genialnego tekstu, który znajdziecie tutaj.

Mario Jardel

Brazylijczycy to naród szczególny dla piłki nożnej. Potencjał, który mają w ataku zawsze jest tak duży, że zawodnicy brylujący w klubach nie mogą być pewni powołania do reprezentacji Canarinhos. Elber, Diego Costa, Leandro Damiao, Luiz Adriano- tacy zawodnicy spokojnie stanowiliby wzmocnienie środka ataku dla większości krajów na świecie, jednak nie w Brazylii. Tam albo dostawali niedostatecznie dużo szans jak na swój talent albo ich po prostu nie wykorzystywali. Jednak nie tylko kraj kawy miewał problemy z bogactwem na danej pozycji.

Patrick Kluivert, Ruud van Nistelrooy, Dennis Bergkamp- jakże wspaniale prezentują się te nazwiska (Holendrzy musieli być szczęśliwi mając takich napastników). Jednak jeden z 42 tysięcy mieszkańców miasta Wijchen, leżącego nieopodal granicy z Niemcami, na pewno nie był zadowolony z takiej siły rażenia Oranje. Roy Rudolphus Anton Makaay, nam znany jako Roy Makaay, człowiek który straszył obronę każdej drużyny, z którymi mierzyły się jego Deportivo czy potem Bayern Monachium. Zdobywca Złotego Buta w 2003 roku był zawodnikiem wybitnym. Jakże różnym stylem gry od Jardela, ale chyba jeszcze bardziej nielubianym przez obrońców rywali. Wystarczył ułamek sekundy styczności piłki z jego stopą czy głową i już mogli przygotowywać się do odgwizdania zdobytej bramki. Strzelec najszybszej bramki w historii Ligi Mistrzów, choć zagrał w reprezentacji 46 razy, strzelił w niej zaledwie 8 bramek. Głównie dlatego, że był zmiennikiem, a jak już dostawał szansę miałem wrażenie, że presja dobrego występu w kadrze pęta Holendrowi nogi. Do dzisiaj niektórzy kibice Oranje zachodzą w głowę jak mając tak wspaniałych napastników, tak cudowne pokolenie zawodników, Pomarańczowi wciąż tyle czekają na złoty medal Mistrzostw Świata czy Europy.

Na filmiku, na którym uwieczniono niespotykany wyczyn Makaaya, widzimy młodego Gonzalo Higuaina, co świadczy o tym, że niechybnie zbliżamy się się do czasów teraźniejszych. Zadajmy sobie pytanie, być może podstawowe:

Czy jest na świecie napastnik, który zawodzi w kadrze bardziej niż nasz Lewy?

Mimo krzyków wszystkich przeciwników Lewandowskiego czy ludzi, którzy gwizdali na niego po meczu z Danią, musimy jasno odpowiedzieć, że taki zawodnik istnieje i do tego gra w jednym z najlepszych klubów świata. Karim Benzema, bo o nim mowa, chyba nie udźwignął presji. Od najwcześniejszych lat porównywano go do Zidane’a. Tak samo jak Zizou pochodzi z Algerii, talent Benzemy eksplodował akurat w sezonie, w którym zabrakło w kadrze jego wielkiego poprzednika. Jego doskonała gra w Lyonie, który przed sezonem 2007/2008 pozbył się swoich atakujących za duże pieniądze sprawiła, że zaczął zwracać uwagę wielkich i to właśnie jeden z największych ostatecznie dopiął swego. 1 lipca 2009 Benzema przeszedł do Realu Madryt.

W dotychczasowych 131 występach w barwach Królewskich strzelił 56 bramek, co daje średnią prawie pół bramki na mecz. W reprezentacji w 60 meczach 15 bramek też nie wygląda najgorzej, choć to nie są statystyki na miarę jego talentu. Jednak nie to jest największym problemem napastnika Trójkolorowych. 2 września 2011 popularny Bigbenz strzelił ostatnią bramkę w meczu o punkty w barwach narodowych. Jak łatwo policzyć, to już ponad 2 lata posuchy. Niektórzy napastnicy przynajmniej strzelają bramki w meczach towarzyskich. Patrzymy na statystyki… ostatnia bramka Benzemy dla Trójkolorowych padła… 15 miesięcy temu w meczu z Estonią.

W Realu nie zawodzi, potencjał ma, dlaczego nie strzela? Nie wiadomo. Jednak to jest już problem Francuzów. Miejmy nadzieję, że nasz najlepszy snajper przełamie się na dobre i zamiast wyliczać mu kolejne minuty bez bramki, będziemy liczyć kolejne mecze ze strzeloną bramką. Obyśmy nigdy więcej nie zadawali sobie pytania „czy gdziekolwiek jest napastnik równie skuteczny w klubie, a nieskuteczny w reprezentacji”. Dzięki nam wiecie, że tacy byli i zdarzają się cały czas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>