Kto dziś pamięta Gigiego Meroni?

0
sty
25
Arek Biliński
Luigi Meroni, żróło: wikipedia.itLuigi Meroni, żróło: wikipedia.it

Poza Półwyspem Apenińskim Luigi Meroni nie jest postacią powszechnie znaną. Rozegrał zaledwie sześć pełnych sezonów w profesjonalnej piłce nożnej i tylko sześć razy miał zaszczyt nosić koszulkę Squadra Azzurra. Trapiony kontuzjami i problemami z narkotykami nie wykorzystał pełnego potencjału swojego talentu – w 103 występach dla Torino pomocnik zdobył 22 bramki. Urodzony w konserwatywnym Como stał się symbolem wolności w kraju zdominowanym przez konformistów. Oto historia Gigiego Meroni, pierwszego celebryty wśród piłkarzy, którego życie zakończył tragiczny wypadek samochodowy w październiku 1967 r.

Motyl wśród Byków

Sposób gry Gigi Meroniego był wręcz poetycki. Operując przeważnie na prawym skrzydle, poruszał się po boisku z elegancją, zdobywając bramki niezwykłej urody. Ze względu na lekkość, z jaką mijał przeciwników nosił przydomek „la farfalla granata” czyli bordowy motyl. Drybling – tak samo jak zawsze opuszczone do kostek getry – był jego znakiem rozpoznawczym. Bawił się nim, często celowo ośmieszając zawodników drużyny przeciwnej. Do Torino trafił w 1964 r. z Genoi. Ówczesnym trenerem Byków był słynący z żelaznej dyscypliny Nereo Rocco – mentalne przeciwieństwo Meroniego. Klub borykał się z wieloma problemami. Największym była katastrofa lotnicza na wzgórzu Superega z 1949 r., w której zginęli zawodnicy „Wielkiego Torino” – pięciokrotnego Mistrza Włoch z lat 1942 – 1949. Gdy Meroni przeprowadzał się do Turynu, od wypadku minęło już 15 lat, jednak klub nie zdążył jeszcze otrząsnąć się po tragedii. Młody, niezwykle utalentowany piłkarz miał być symbolem nowej ery. Dzięki technice połączonej z niezwykłą walecznością bardzo szybko stał się ulubieńcem kibiców. Zainteresowanie zawodnikiem zaczęły wyrażać większe kluby. Latem 1967 r. Juventus złożył Torino za Meroniego ofertę nie do odrzucenia. Gdy tylko informacja o transferze trafiła do mediów, kibice Granaty wyszli na ulice. Grożono nawet strajkiem w fabryce FIATA, w której pracowało wielu fanów Torino. Po fali protestów przed domami właściciela Juve Gianniego Agnelli i prezydenta „Granaty” Orfero Pianelli, umowę sprzedaży zawodnika anulowano.

Showman w klasztorze

Dziś styl życia pomocnika Torino nie wzbudziłby żadnego zainteresowania, lecz dla stojącej u progu rewolucji kulturalnej Italii był fenomenem. Meroni ubierał się kontrowersyjnie, uwielbiał drogie samochody, czym drażnił wiele osób o konserwatywnych poglądach (a tych we Włoszech była większość). Charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne zsunięte na czubek nosa, czy ostentacyjne kapelusze były nieodzownym elementem jego stylu. Zaczął nawet projektować odzież, która z czasem stała się ogromnie popularna. Jego życie prywatne (szczególnie związek z Włoszką polskiego pochodzenia Cristianą Uderstadt) było telenowelą, która elektryzowała całą Italię. Włosi mieli na jego punkcie obsesję do tego stopnia, że długość jego grzywki czy „rewolucyjna” jak u Fidela Castro i Che Guevary połączona z zarostem fryzura była tematem publicznej debaty (przed powołaniem do reprezentacji B Włoch został nawet poproszony przez trenera o skrócenie włosów). Nie pasował do calcio lat 60tych zdominowanego przez żelazną dyscyplinę, gdzie piłkarze bardziej przypominali mnichów niż celebrytów. Nawet od największych gwiazd wymagano skromnego trybu życia, z dala od pierwszych stron plotkarskich gazet. Piłkarze, dla lepszej koncentracji przed ważnymi meczami – albo w formie kary za dotkliwe porażki – byli wręcz koszarowani. Całą drużynę zamykano w ośrodku treningowym, a żaden zawodnik nie mógł go opuścić bez nadzoru. Spotkania z dziewczynami czy żonami oczywiście nie wchodziły w grę (dlatego też Meroni wmawiał swojemu wymagającemu trenerowi, że Cristiana jest jego siostrą). Gigi nienawidził tego systemu, uwielbiał swobodę. Sam kiedyś powiedział: Bardziej od wszystkiego kocham swoją wolność… malarstwo jest moją prawdziwą pracą”. Był trochę świrem. Przytłoczony negatywnymi komentarzami, jakie pokazywały się w lokalnej prasie w Como (miejscowości, z której pochodził) sam kiedyś postanowił podrzucić dziennikarzom inny temat na artykuły. Podjechał ostentacyjnie na rynek swojego miasta tylko po to by przejść się po nim wraz z kurczakiem trzymanym na smyczy. Po paru „rundach honorowych” ponownie wsiadł do samochodu, by tym razem wybrać się nad jezioro, gdzie próbował (bezskutecznie) ubrać kurczaka w strój kąpielowy.

Przedwczesna śmierć

Superga nie była jedyną tragedią jaką dotknęła Torino w XX w. Jesienią 1967 r. Meroni wraz z kolegą z drużyny wyszedł na miasto by uczcić zwycięstwo nad Sampdorią w czwartej kolejce Serie A. Do świętowania powodów było więcej. Małżeństwo Cristiany właśnie zostało anulowane, co oznaczało, że nie ma już żadnych przeszkód do ślubu z piłkarzem – we Włoszech rozwód będzie legalny dopiero od 1970 r. W centrum mężczyźni czekali na jak zwykle spóźnione dziewczyny. Dla zabicia czasu postanowili skoczyć do baru znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Nie zwracając uwagi na światła i brak pasów, przechodzą przez dwupasmową drogę. Mniej więcej na środku Meroni nagle odskakuje do tyłu by uniknąć pędzącego z naprzeciwka samochód.

***

Za kierownicą Fiata 124 Cupe siedzi Attilio Romero. Dziewiętnastoletni student i fanatyk Torino, który właśnie zdał egzamin na prawo jazdy. Jego ulubionym zawodnikiem jest Gigi Meroni, którego plakat wisi w jego pokoju tuż obok wielkiej flagi Torino. Mieszają nawet na tej samej ulicy, Corso Re Umberto. Podobnie jak jego idol nosił długie włosy. Jak twierdzą niektórzy, często mylony z Meronim był nawet wyszydzany przez spotykanych na ulicy kibiców Juventusu, zmuszających go do ścięcia włosów. Może jest to prawda, może tylko wymyślona przez samego Romero historyjka, aby choć przez chwilę poczuć się jak ulubieniec. Attilio wraca właśnie z meczu, w którym jego ukochany klub pokonał Sampdorię 4:2. Dodaje gazu, wyprzedza. Gdy zauważył dwóch mężczyzn przechodzących przez ulicę jest już za późno by hamować.

Kumpel Meroniego był tylko lekko ranny. Sam zawodnik został z ogromną siłą uderzony w lewą nogę. Wyrzucony w powietrze, spadł na drugą stronę ulicy. Leżącego na ziemi piłkarza uderzył najeżający samochód marki Aprilia. Nim się zatrzymał, ciągnął zawodnika przez ponad 50 metrów. Meroni, pomimo ogromnych obrażeń wewnętrznych, żył. Wezwana natychmiastowo karetka nie przyjeżdżała. Piłkarz wraz z przyjacielem zostali więc zawiezieni do szpitala przez jednego ze świadków zdarzenia. Lekarze dawali zawodnikowi duże szanse na przeżycie, ale powrót do piłki nożnej był wykluczony. Niestety Meroni zmarł tej samej nocy. Pod szpitalem zaczęły się zbierać tłumy. Romero wieczór spędził na komendzie policji. Drugi kierowca był również przesłuchiwany. Choć żaden z samochodów uczestniczących w wypadku nie jechał z przepisową prędkością, sprawa szybko zostaje jednak zamknięta, ponieważ obaj mężczyźni przechodzili przez ulicę w niedozwolonym miejscu przy słabej widoczności.

***

W niedzielę, tydzień po tragicznej śmierci Meroniego, miały miejsce derby Turynu. Przed meczem, przelatujący nad stadionem awionetka zrzuciła na boisko kwiaty, które zostały ustawione na prawym skrzydle – tam gdzie Gigi najczęściej grał. Samo spotkanie było niezwykle wymowne. Przez większą część meczu trybuny milczały, pomimo tego, że padły aż cztery bramki. Już po trzech minutach Torino objęło prowadzenie. Nestor Combin, przyjaciel Meroniego, zdobył fantastyczną bramkę z rzutu wolnego. Podbiegł do sektora kibiców Granaty, którzy skandowali imię zmarłej gwiazdy zespołu. Po 60 minutach Torino prowadziło już 3:0. Ostatnią bramkę pieczętującą zwycięstwo strzelił zawodnik z numerem 7 – numerem z jakim występował Gigi Meroni. 4:0 to najwyższe zwycięstwo derbowe Toro w historii. Attilio Romero był również na stadionie. Po meczu rzucał kwiaty na murawę.

W 2000 r. Torino ogłasza nowego prezydenta klubu. Zostaje nim wieloletni kibic zespołu i rzecznik Fiata. Nazywa się Attilio Romero. Tak, ten sam Attilio Romero.

Źródło: John Foot, „Calcio: A Aistory of Italian Football, Harper Perennial, 2007 r.

Transfery. Serie A. Staram się udowodnić, że to, co najciekawsze i najpiękniejsze w futbolu zaczyna się dopiero po ostatnim gwizdku sędziego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>