Maradony rewanż za Falklandy

2
mar
15
Redakcja
Maradona Anglia

Marzec 1982 roku. Wyspy na południowym Atlantyku należące do Wielkiej Brytanii zostały zaatakowane przez wojska argentyńskie. To był początek krwawej, trwającej trzy miesiące wojny. Ostatecznie Falklandy za zgodą tamtejsze ludności pozostały we władaniu brytyjskim. Ale obie spierające się tam nacje do dzisiaj spoglądają na siebie z niechęcią.

Wojna pozostawiła ślad w psychice obu narodów. Choć od tamtych wydarzeń minęło już ponad 30 lat, to Brytyjczycy i Argentyńczycy ciągle doskonale je pamiętają. Złość zawsze była bardziej widoczna u tych drugich, bo to kraj z Ameryki Południowej stracił w tych bitwach więcej obywateli. Pragnienie odwetu pewnie siedzi jeszcze w niejednej, gorącej latynoskiej głowie. Dlatego właśnie rywalizacja między tymi narodami na każdym polu ma głębsze dno. Oczywiście dotyczy to również sportu, a zwłaszcza piłki nożnej. Bo jeśli coś łączy Argentyńczyków i Brytyjczyków, to chyba właśnie to że jedni i drudzy kochają futbol.

Nawet dzisiaj, gdyby Anglia miała zagrać z Argentyną to pewnie nie zabrakłoby różnego rodzaju podtekstów. A pomyśleć, że te oba kraje spotkały się na boisku już w 1986 roku, czyli zaledwie cztery lata po słynnej wojnie o Falklandy! Bynajmniej nie był to mecz towarzyski – łatwo się domyślić, że obie federacje raczej nie byłby zainteresowanie takim sparingiem. Anglię i Argentynę zetknął ze sobą ślepy los. Obie drużyny spotkały się na najważniejszej na świecie piłkarskiej imprezie. Stanęły naprzeciwko siebie w ćwierćfinale Mistrzostw Świata…

W 1986 roku turniej odbywał się w Meksyku. Argentyna zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie, wyprzedzając Włochy, Bułgarię i Koreę Południową, a następnie w 1/8 odprawiła z kwitkiem Urugwaj (1-0). Anglicy w grupie uplasowali się na drugiej pozycji – za Maroko, a przed Polską i Portugalią. W ćwierćfinale Synowie Albionu gładko pokonali Paragwaj 3-0. Drabinka ułożyła się w ten sposób, że wszyscy już dobrze wiedzieli, że w ćwierćfinale MŚ odbędzie się spotkanie o dużo większym ciężarze gatunkowym.

22 czerwca 1986 roku. Na stadion Azteca przybyło tego dnia 115 tysięcy widzów. Obiekt dosłownie pękał w szwach. Mecz miał dodatkowy podtekst, ale wielu kibiców chciało po prostu popatrzeć na znakomitych piłkarzy. Po jednej stronie: Diego Maradona, Sergio Batista, Jorge Burruchaga, Jorge Valdano czy Oscar Ruggeri. Po drugiej zaś: Gary Lineker, Glenn Hoddle, Peter Beardsley, Terry Butcher czy bramkarz Peter Shilton. Zapowiadał się wielki spektakl, podsycany dodatkowo przez media i kontrowersyjne wypowiedzi niektórych zawodników.

Niedawno biły się ze sobą państwa, ale my jesteśmy tylko drużynami piłkarskimi. Futbol nie ma nic wspólnego z tą wojną, chociaż… oni zabili tam masę argentyńskich chłopców. Wybili ich jak małe ptaszki! Na pewno o tym nie zapomnimy – wypalił przed spotkaniem Maradona. Ta wypowiedź najlepiej pokazuje emocjonalne podejście Argentyńczyków do tego meczu. Dla nich to było coś więcej niż tylko zwykła, sportowa gra.

Zgodnie z oczekiwaniami kibiców, od pierwszej minuty mecz był bardzo zacięty. Nie brakowało ostrych starć, ale wszystko toczyło się w duchu „fair play”. Obie drużyny długo nie potrafiły znaleźć sposobu na rozpracowanie defensywy rywala. Do przerwy publiczność oglądała bezbramkowy remis. Druga połowa przeszła za to do historii futbolu z co najmniej dwóch powodów…

W 51 minucie Maradona wziął ciężar gry na siebie. Minął trzech zawodników i zagrał piłkę do boku. Po nieudanym wybiciu jednego z obrońców futbolówka zmierzała w stronę angielskiej bramki. W powietrzu walczyli o nią bramkarz Shilton i właśnie Maradona. Szybszy okazał się Argentyńczyk i piłka wpadła do siatki… Tyle tylko, że powtórki wykazały, że Diego ewidentnie strzelił tego gola ręką, co zresztą od razu sygnalizowali angielscy obrońcy. Tunezyjski sędzia Ali Bin Nasser znalazł się w centrum zainteresowania. Pomimo licznych protestów postanowił uznać tę bramkę. Na stadionie zawrzało.

Anglicy byli wyraźnie oszołomieni całą sytuacją i w ich grze widać było duże zdenerwowanie. Jeszcze dobrze się po wszystkim nie otrząsnęli, a Maradona już sunął z kolejną akcją. Tym razem otrzymał piłkę na własnej połowie, a następnie ruszył z nią przez całe boisko. Po kolei mijał wszystkich napotkanych rywali niczym slalomowe tyczki, aż wreszcie na koniec posłał futbolówkę do pustej bramki. Niezapomniany rajd i fenomenalny gol, który był zresztą później nazywany trafieniem stulecia. W przeciągu trzech minut Anglia została całkowicie znokautowana. W 81 minucie Lineker, późniejszy król strzelców tej imprezy, zdobył jeszcze bramkę dla swojej drużyny na otarcie łez. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2-1 dla Argentyny.

Dziennikarze po spotkaniu nie omieszkali nawiązać do wojny o Falklandy. – To był właśnie mój rewanż – odparł Maradona z uśmiechem na ustach. Załamani Anglicy musieli pojechać do domu, a brytyjskie media nie zostawiły suchej nitki na arbitrze ćwierćfinałowego spotkania. Tymczasem na ulicach Buenos Aires trwało istne szaleństwo. Naród argentyński był dumny. Ludzie wychodzili na ulice z biało-niebieskimi flagami i świętowali wielkie zwycięstwo. Prawie każdy obywatel miał na sobie koszulkę reprezentacji narodowej. U większości na plecach widniał numer 10 i nazwisko Maradona. Ręka Boga” – krzyczały następnego dnia tytuły argentyńskich gazet, które zachwycały się także drugim trafieniem  bohatera drużyny narodowej.

A na turnieju w Meksyku „Albicelestes” cały czas walczyli o złoto. W półfinale ich rywalem byli grający wówczas nadspodziewanie dobrze Belgowie. Po raz kolejny jednak Maradona nie miał sobie równych. Po jego dwóch golach Argentyńczycy awansowali do wielkiego finału. Tam czekał już na nich zespół RFN. Stadion Azteca znowu okazał się szczęśliwy dla piłkarzy z Ameryki Południowej. Po dramatycznym spotkaniu „Alibcelestes” wygrali 3-2, a gola na wagę tytułu mistrza świata zdobył Jorge Burruchaga. To było drugie mistrzostwo w historii reprezentacji Argentyny…

I może właśnie dlatego nie smakowało tak bardzo jak to pierwsze? Po Mundialu Roberto Perfumo, zasłużony argentyński piłkarz zaskoczył świat swoją wypowiedzią: – W 1986 roku zwycięstwo z Anglią zostało w naszym kraju postawione na pierwszym miejscu. To było właściwie wszystko, czego naród w tym momencie chciał od piłkarzy. Zdobycie tytułu mistrza świata odeszło na dalszy plan. Pokonanie Brytyjczyków – to był prawdziwy cel na tym turnieju – zakończył z dumą.

Czy można jeszcze dodać coś więcej? Perfumo powiedział właściwie wszystko. Doskonale widać, jak wielkie piętno wojna o Falklandy odcisnęła na psychice ludzi i sportowców. Zwycięstwo nad znienawidzonym rywalem mogło być warte więcej niż samo sięgnięcie po mistrzostwo świata.

2 komentarze
  1. Davide dodał komentarz dnia 18 marca 2013

    Jedna z najfajniejszych rywalizacji w reprezentacyjnym świecie piłki.

    Równie ważnymi klasykami są też mecze Anglii z Niemcami, Niemców z Włochami i Brazylii z Argentyną.

  2. tommasso dodał komentarz dnia 15 marca 2013

    Kolejna świetna podróż w przeszłość na tym portalu.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>