Marcelo Bielsa: Szaleniec czy cudotwórca?

3
maj
3
Redakcja
bielsa

Marcelo Bielsa pracę w Athletic Bilbao zaczął katastrofalnie. Klub po pięciu kolejkach był w strefie spadkowej i wydawało się, że ekscentryczny trener z hukiem wyleci z pracy. Dzisiaj nikt nie poddaje już w wątpliwość jego metod. Baskowie pod batutą Argentyńczyka awansowali do finału Ligi Europejskiej i rozgrywają najlepszy sezon od lat.

Nazywany „El Loco” – co oznacza szaleniec – Marcelo Bielsa wylądował w mieście wyjątkowym, by nie powiedzieć szalonym. W Kraju Basków – regionie posiadającym dużą autonomię (drugi język urzędowy – baskijski; osobny parlament, rząd i prezydent), którego mieszkańcy mają silną świadomość własnej odrębności społeczno-kulturowej (uważają się, m. in. za najstarszy naród w Europie).

Sam klub – Athletic Bilbao – realizuje podstawowe nacjonalistyczne założenia Kraju Basków. Od 1912 roku w jego barwach grają wyłącznie Baskowie z krwi i kości. Na całym świecie nie ma drugiej drużyny, która nakładałby na siebie tak duże ograniczenia. Skauci klubu mogą wyłowić piłkarski talent jedynie z okolicznych boisk. Muszą przebierać spośród chłopców uganiających się za piłką tylko w liczącej niewiele ponad 2 miliony mieszkańców Baskonii.

Mimo to Athletic jest trzecim najbardziej utytułowanym zespołem w Hiszpanii. Po mistrzostwo sięgnął ośmiokrotnie, a po puchar 23 razy. Nigdy nie spadł do drugiej ligi, a w 1977 roku doszedł nawet do finału Pucharu UEFA.

Tę dawną potęgę, w ostatnich latach nieco podupadłą (kibice czekają na jakiekolwiek trofeum już 28 lat), w lipcu ubiegłego roku przejął największy filozof współczesnego futbolu – Marcelo Bielsa. Za jego kadencji Bilbao stało się miejscem jeszcze bardziej wyjątkowym. Miejscem, gdzie rewolucyjne myślenie scaliło się z konserwatywną ideologią, gdzie poszukiwanie zmian i nowych pomysłów połączyło się z dbałością o tradycję, dając w efekcie mieszankę wybuchową.

Athletic dotychczas określano mianem najbardziej angielskiego z hiszpańskich klubów. W poprzednim sezonie drużyna prowadzona przez Joaquina Caparrosa demonstrowała grę toporną, zachowawczą i defensywną, opartą na wysokim i dobrze zbudowanym Fernando Llorente, do którego adresowano długie podania. Pomimo szóstego miejsca w lidze wiele osób w Bilbao nie kryło niezadowolenia.

Wraz z przybyciem Marcelo Bielsy odmieniło się wszystko. Począwszy od piłkarzy (już na początku pozbył się dziewięciu), przez treningi, taktykę, ustawienie (poprzestawiał niektórych futbolistów niczym puzzle, z Javiego Martineza – etatowego środkowego pomocnika – uczynił nieustępliwego obrońcę), aż po styl gry. Słowem, zmienił wszystko po każdy nawet najmniejszy detal. Nauczył swój zespół atakować z rozmachem – gołym okiem widać, że gra Basków odbywa się teraz w wielokrotnie szybszym tempie. Zmienił system pracy z zawodnikami, na bardziej konceptualny i teoretyczny.

Argentyńczyk przemienił również historyczną tożsamość klubu, z silnie zakorzenionego w tradycji angielskiej, w swego rodzaju hybrydę. Wprowadził własną filozofię piłki, z jednej strony wykorzystując stare „wyspiarskie” nawyki (jego ekipa zdobyła dwa razy więcej bramek po uderzeniach głową niż pozostałe drużyny w Primera Division), z drugiej zaś nauczył swoich podopiecznych z rozmysłem rozgrywać piłkę.

Początki nie były jednak udane. Athletic zanotował najgorszy start od 32 lat. W pierwszych pięciu meczach zdobył zaledwie dwa punkty i znalazł się w strefie spadkowej. Gracze nie pojmowali do końca zamysłu „El Loco”. Nie potrafili zasymilować się z założeniami swojego trenera, a ten nie potrafił dotrzeć do ich świadomości. Przełamanie nastąpiło w najwłaściwszym momencie – w derbach Baskonii z Realem Sociedad Athletic wygrał 2-1. Piłkarze uwierzyli, że w szaleństwie Bielsy jest metoda.

Na całej kuli ziemskiej nie ma drugiego szkoleniowca, który przykładałby tak wielką wagę do najdrobniejszych składników futbolowego rzemiosła. Dla Bielsy piłkarskie mikroelementy decydują o efekcie w skali makro. Kiedy więc przybył do Bilbao, obejrzał 38 ligowych meczów zespołu z poprzedniego sezonu, wypisując wszelkie uwagi na kolorowych arkuszach kalkulacyjnych. Ośrodek treningowy opuszczał zazwyczaj w środku nocy.

Sesje wideo poświęcone analizie gry przeciwników zamienił w kilkugodzinne seanse. Przed konfrontacją z Manchesterem United w Lidze Europy dla każdego zawodnika przygotował kilkudziesięciostronicowe dossier o rywalu. Pewnego dnia narysował na swoich butach, której części stopy należy używać, przyjmując bądź uderzając futbolówkę.

Bielsa to fanatyczny teoretyk futbolu. Z uporem maniaka obserwuje dziesiątki tysięcy spotkań, tworząc coś na wzór piłkarskiej taksonomii. Jeśli zauważy, że jakikolwiek piłkarz wykona coś nowego (zagranie, zwód itp.), natychmiast to kataloguje, przypisuje etykietę i zapisuje na laptopie. A następnie uczy tego swoich podopiecznych.

Mimo to podstawowe reguły jego taktyki są piękne w swej prostocie: wysoki oraz intensywny pressing na całej długości i szerokości boiska, jak najszybszy odbiór piłki i – jeżeli nadarzy się okazja – błyskawiczne jej wprowadzenie w obręb pola karnego. Głównym celem stało się nie tylko wygrywanie, ale przede wszystkim zdobywanie bramek, zaś fundamentalną zasadą synchronizacja ruchów. Ataki powinny być automatyczne, ruchy zmechanizowane, podania wykonywane natychmiast. Dlatego kluczowe są treningi.

To na nich zawodnicy wypracowują mechanizmy, które potem wykorzystują w trakcie spotkań. Argentyńczyk każe im się poruszać w sposób skoordynowany. Gdy ci robią coś źle, od razu przerywa sesję i poucza ich, wytykając oraz wyjaśniając błędy na laptopie. Jedno z ćwiczeń polega na tym, że po boisku podzielonym na osiem sektorów przemieszczają się gracze. Zasada jest taka, że dwóch z nich nie może znaleźć się w jedynym sektorze równocześnie. Jeśli któryś wkroczy w obszar partnera, ten musi niezwłocznie go opuścić.

Napastnicy, pomocnicy oraz obrońcy trenują oddzielnie i o różnych porach. Treningi strzeleckie nie kończą się jedynie na wykonaniu sekwencji: podanie – strzał, lecz w momencie, gdy wszyscy wrócą na swoje pierwotne pozycje. Bielsa dba o intensywność sesji, ze stoperem w ręku pokrzykuje i mobilizuje. A kiedy trzeba – poucza.

Największe gwiazdy nie ukrywają fascynacji i podziwu dla ich nowego opiekuna. Fernando Llorente stwierdził nawet: „Marcelo żyje dla futbolu. On zmienia sposób postrzegania tej dyscypliny”. Kibice zachwycają się wynikami i stylem gry. W końcu od dawien dawna nie widzieli swojego ukochanego zespołu walczącego o awans do Ligi Mistrzów (ostatni raz 13 lat temu) i w finale Ligi Europejskiej (ostatni raz w 35 lat temu). Dodatkowo Bilbao zagra jeszcze przecież w finale Copa del Rey.

Dla Bielsy natomiast liczy się tylko przyszłość, kolejne pojedynki i triumfy. Można rzec, że jest on trenerem wiecznie nienasyconym, obsesyjnie pragnącym udoskonalać to, co stworzył, a także marzącym, by nałogowo wygrywać. „Nie ma usprawiedliwienia, gdy ktoś wychodzi na boisko nie myśląc o zwycięstwie. Czuję, że istnieje obowiązek, by każdy mecz rozpoczynać z taką świadomością” – podkreśla. „Wiecie, że umieram po każdej porażce? Następny tydzień to piekło. Nie mogę bawić się ze swoją córką albo iść do restauracji z moimi przyjaciółmi. To tak jakbym nie zasługiwał na te codzienne przyjemności” – dodaje.

Dziś najistotniejszym pytaniem pozostaje, jak długo zabawi w Baskonii. Już teraz zabiegają o niego największe kluby na Starym Kontynencie. Uważany do tej pory za dziwaka i ekscentryka szkoleniowiec zdobył uznanie w całej Europie.

Od lat wcale się nie zmienił. Wiele razy powtarzał, że „człowiek z nowymi pomysłami jest szaleńcem, dopóki nie osiągnie sukcesu”. Czas spędzony przez niego w Bilbao sukcesem jest z całą pewnością.

Kamil Kaźmierczak

3 komentarze
  1. Maciek czy jak mu tam dodał komentarz dnia 7 lipca 2012

    Marcelo Bielsa jest w Pierwszej trójce najlepszych trenerów obok Joshe i Gusa

  2. Bielsa czy jak mu tam dodał komentarz dnia 7 lipca 2012

    Marcelo Bielsa jest w Pierwszej trójce najlepszych trenerów obok Joshe i Gusa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

1 trackback