Mario Jardel: Klubowy król, reprezentacyjny pionek

2
maj
11
Redakcja
Mario Jardel

Brazylia to od zawsze piłkarski róg obfitości. W Kraju Kawy liczba talentów przypadających na metr kwadratowy jest chyba największa na świecie. Dochodzi do tego, że obdarzeni nieprzeciętnymi umiejętnościami piłkarze są kompletnie pomijani przez szkoleniowców reprezentacji. Historia zna wiele takich przypadków, a jednym z nich był piekielnie skuteczny napastnik Mario Jardel.

„Super Mario” – dzisiaj czytając te dwa słowa chyba każdy kibic ma przed oczami Mario Balotellego. Mało kto już pamięta, że ten pseudonim jeszcze niedawno należał do wybitnego brazylijskiego snajpera Mario Jardela. Zanim trafił do Europy miał on już na swoim koncie zwycięstwo w Copa Libertadores z Gremio Porto Alegre. Dopiero jednak po transferze do FC Porto zrobiło się o nim naprawdę głośno na całym piłkarskim świecie.

Stał się niekwestionowaną legendą portugalskiego klubu. Przez cztery lata pod rząd (1997, 1998, 1999, 2000) zdobywał koronę króla strzelców tamtejszej ligi. Jego statystyki z występów w barwach „Smoków” są wręcz nieprawdopodobne. W 125 spotkaniach trafił do siatki rywali aż 130 razy! Sezon 1998-99 zakończył z 36 golami na koncie, co dało mu nagrodę Złotego Buta dla najlepszego strzelca lig europejskich. To osiągniecie powtórzył zresztą potem jeszcze raz w drużynie Sportingu z Lizbony.

Do historii Porto przeszedł mecz Pucharu Portugalii z 1998 roku przeciwko Juventude Evora. Po pierwszej połowie „Smoki” prowadziły 2-1, a w drugiej na boisko wszedł Jardel i strzelił rywalom aż siedem bramek! Po tym spotkaniu padły jego słynne słowa: „Teraz już nikt nie wyrzuci mnie z historii Porto!”. Miał rację, takich wyczynów po prostu się nie zapomina…

Oprócz sukcesów indywidualnych Jardel wywalczył z Porto m.in. trzy mistrzostwa i dwa puchary Portugalii. Wreszcie przyszedł czas na zmiany. Brazylijczyk dość nieoczekiwanie skorzystał z oferty Galatasaray Stambuł, ówczesnego zdobywcy Pucharu UEFA. Turcy skusili brazylijskiego snajpera wielkimi zarobkami. „Super Mario” szybko zaczął się spłacać i zdobywał bramkę za bramką. Najbardziej pamiętne są jego dwa trafienia z meczu o Superpuchar Europy z Realem Madryt. Dzięki nim turecki zespół sensacyjnie pokonał hiszpański klub 2-1.

Instynkt strzelecki, świetna gra głową, precyzyjne uderzenie z obu nóg i bardzo dobre przygotowanie fizyczne – to były największe zalety Jardela. Pomimo świetnej dyspozycji, Brazylijczyk nie był do końca zadowolony z pobytu w Stambule. Zaledwie po roku, jako wicekról strzelców tureckiej ligi, postanowił wrócić do Portugalii. Na Półwyspie Iberyjskim cieszył się znakomitą renomą, dlatego problemów ze znalezieniem sobie nowego pracodawcy nie miał żadnych. Jego wybór okazał się jednak bardzo zaskakujący… Padło bowiem na lizboński Sporting, wielkiego rywala Porto.

Jardel miał prawdziwy monopol na zdobywanie trofeów na portugalskiej ziemi. Sporting od razu po jego przybyciu sięgnął po mistrzostwo kraju, a Brazylijczyk po raz drugi w karierze otrzymał nagrodę Złotego Buta. Król strzelców zdobywał gole seriami i to w prawie każdym meczu! Na Estadio Jose Alvalade „Super Mario” poznał się także z Cristiano Ronaldo, który wówczas dopiero rozpoczynał swoją przygodę z poważną piłką. Skrzydłowy Realu Madryt przyznaje dzisiaj z resztą, że w tamtym okresie był pod wielkim wrażeniem umiejętności Jardela. Brazylijski napastnik nie miał sobie równych i do pełni szczęścia brakowało mu właściwie tylko sukcesów z reprezentacją…

Właśnie z tym miał największy problem. Kolejni selekcjonerzy nie byli przekonani do jego osoby. Przez kilka lat zagrał tylko w kilku meczach towarzyskich, a tak naprawdę znacznie wyżej stały akcje innych snajperów. Romario, Bebeto, Ronaldo, Amoroso – to oni stanowili o sile brazylijskiego ataku w tamtym czasie. Jardela konsekwentnie pomijano przy powołaniach, a trenerzy tłumaczyli to często słabą psychiką gwiazdora portugalskiej ligi. Dwa „Złote Buty” i kilka tytułów króla strzelców to było zbyt mało, by przebić się do składu „Canarinhos”.

Czara goryczy przelała się w 2002 roku. Po  fenomenalnym sezonie w barwach Sportingu, Jardel nie otrzymał powołania na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii. W jego życiu nastąpił wielki kryzys. Mario załamał się psychicznie i popadł w depresję. Uzależnił się od alkoholu i narkotyków. Z powodu kokainy rozwiódł się ze swoją żoną i przestał spotykać się z dziećmi. Niemal z dnia na dzień upadł na samo dno.

Nocne zabawy w klubach oczywiście wpłynęły na jego sportową formę. Do tego wszystkiego doszły także kontuzje i drobne urazy… Z niezwykle groźnego napastnika, będącego prawdziwym killerem, nie pozostało praktycznie nic. Jardel rozmieniał się na drobne. Ze Sportingu odszedł latem 2003 roku. Nigdzie indziej nie potrafił się już odnaleźć. Angielski Bolton, włoska Ancona, argentyński Newell’s Old Boys i wiele innych – Jardel zmieniał pracodawcę przynajmniej raz w roku, wszędzie zawodząc na całej linii. Epizody w Premier League i Serie A pokazały jak daleko Brazylijczyk znajduje się od światowej czołówki. W dziesięciu meczach rozegranych w tych ligach (7 w Anglii i 3 we Włoszech) nie strzelił ani jednej bramki. Grał w coraz mniej znaczących rozgrywkach. Po doświadczeniach m.in. na Cyprze i w Australii, napastnik wylądował w regionalnych ligach brazylijskich, gdzie zmieniał kluby jak rękawiczki. Latem 2010 roku jeszcze raz spróbował swoich sił w Europie, ale nawet Bułgaria okazała się dla niego zbyt wymagająca. To był koniec jego kariery.

Jakiś czas temu, w jednym z wywiadów Jardel otwarcie przyznał, że zażywał kokainę. Brazylijczyk stwierdził, że choć był uzależniony, to nigdy nie brał narkotyków przed meczem. Miał ich używać tylko i wyłącznie na imprezach w nocnych klubach. Obecnie cały czas walczy z nałogiem i powoli wychodzi na prostą. Ożenił się po raz drugi i poddał się terapii.

Choć w klubach, szczególnie tych portugalskich, Mario Jardel był prawdziwym królem, to jednak nigdy nie zaistniał w reprezentacji swojego kraju. Nie potrafił przekonać do siebie żadnego selekcjonera „Canarinhos”. Dla zawodnika o słabej psychice to był niezwykle bolesny cios. A patrząc z perspektywy czasu, może nawet gwóźdź do jego piłkarskiej trumny?

Dawid Kwika

Autor prowadzi również bloga: miedzy-slupkami.blogspot.com

2 komentarze
  1. tommasso dodał komentarz dnia 12 maja 2013

    W czasach „portugalskich” to był absolutny killer…

  2. Kacper dodał komentarz dnia 11 maja 2013

    Znakomity artykuł, za to was lubię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>