„Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę” – Charakterystyczne nazwisko wystarczy, aby zaistnieć w Ekstraklasie

1
lis
2
Redakcja
arruabarrena

Przedstawiany jako zawodnik, który znakomicie gra głową, w związku z czym perfekcyjnie przystosuje się do niezwykle wymagającej, niczym gra w warcaby Ekstraklasy. „Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy Arruabarrenę” – te zdanie idealnie zdefiniowało polski instynkt transferowy, jak i Mirosława Trzeciaka. Czy tego chce, czy nie, cytat ten pozostanie jego wizytówką do końca życia.

Trafił do Legii Warszawa w wieku 25 lat. Wysoki napastnik, dobrze grający głową. Tak go przedstawiano. Wczesniej wystepował w Tenerife, dla którego w ostatnim sezonie przed zmianą barw zdobył 6 bramek w 31 spotkaniach. Znajomość z Iniakim Astizem zdecydowanie pomogła mu w dotarciu do Polski. Nie przebił się w Athletic Bilabo, Osasunie ani w Xerez, zatem postanowił spróbować swoich sił za granicą, a konkretniej nabrać polskich działaczy. Padło na Trzeciaka…

Ówczesny prezes Znicza, Sylwiusz Mucha-Orliński wspomina telefon od Trzeciaka. – Był konkretny, dobrze, że nie mydlił nam oczu. Powiedział, że są bliscy pozyskania świetnego napastnika z Hiszpanii, a wówczas zrezygnują z Lewandowskiego. Odezwał się później: „Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy nowego piłkarza, Arruabarrenę” – opowiada.

„Możesz sprzedawać Lewandowskiego, mamy nowego piłkarza, Arruabarrenę” 

Dla przypomnienia, w tym samym czasie o Robercie Lewandowskim wypowiadały się największe osobistości polskiego futbolu:

  • „To znakomity zawodnik. Ma szansę na międzynarodową karierę” – Roman Kosecki
  • „Robert Lewandowski ma instynkt snajperski, świetnie radzi sobie w powietrzu i ma mocną psychikę. Gdy zagrał w wyjazdowym spotkaniu młodzieżówek z Anglią, wytrzymał presję, mimo że na trybunach było 35 tysięcy ludzi” – Andrzej Zamilski, uwczesny selekcjoner kadry młodzieżowej
  • „Robert gra w stylu Ruuda van Nistelrooy’a. Zobaczycie, ten gość będzie wielki” – Bartek Wiśniewski, grał z Robertem w Zniczu Pruszków.

Poza tym zamiast wybrać perspektywicznego Polaka, Mirek Trzeciak postanowił zainwestować w 25-latka, który nie przebił się w drugiej lidze hiszpańskiej…

– Ten transfer jest jednym z najważniejszych momentów w mojej karierze. Dostałem szansę występów w wyższej klasie. Sporo słyszałem o Legii, to najsłynniejszy polski klub. Na moją decyzję wpłynął fakt, że drużyna zagra w europejskich pucharach. Kiedy otrzymałem ofertę, od razu zadzwoniłem do Inakiego Astiza. Usłyszałem wiele ciepłych słów na temat miasta i klubu. Znamy się z Inakim od kilku lat, graliśmy razem w rezerwach Osasuny. Dlatego ufam jego opinii. – argumentował swoją decyzję na temat zmiany klubu Mikel Arruabarrena, postrach bramkarzy sfer niższych.

urban arru

Zapowiedzi były imponujące, każdy spodziewał się szoku kulturowego. „Wejdzie „Arru”, będzie miazga” – mógłby pomyśleć nie tylko typowy Seba  kibic Legii, ale i każdy zapalony fan piłki nożnej mieszkający w obrębie naszego kraju. Niestety, rzeczywistość odbiegała od ideału – Hiszpan prezentował się fatalnie, wysłany został nawet do młodej Ekstraklasy. Jednak, co już nie dziwiło absolutnie nikogo, nawet tam nie potrafił sobie poradzić. W końcu zaczął kulturalnie kibicować swojej drużynie z wysokości trybun.

– Jestem pewien, że jeszcze pokażę dobre rzeczy na polskich boiskach. Wiem, że Legia mi zaufała. Zawiodłem. Ale potrafię dużo, dużo więcej. Bramki też umiem strzelać. Jeszcze zobaczycie – żartował podczas wywiadów „Arru”, kiedy konsekwetnie każdy miał jego dosyć.

– Widać że Arruabarrena sam na sobie wywiera presję. W kilku meczach nie strzelał bramek będąc w dogodnych sytuacjach. Rozmawiałem z nim i mam nadzieję, że powoli zacznie dawać sobie radę z tą odpowiedzialnością, bo zbyt dużo chce wziąć na siebie a to wywołuje odwrotny efekt od zamierzonego – a tak komentował sytuację napastnika Jan Urban, trener Legionistów.

Po półrocznym pobycie w Polsce Hiszpan powędrował na wypożyczenie do drugoligowego hiszpańskiego Eibar, gdzie zdobył dwie bramki. Znaczy, jeden gol to samobój, ale zawsze coś ukąsił. Jako, iż „Wojskowi” nie zamierzali przedłużać z nim kontraktu, a przy Łazienkowskiej był widziany równie serdecznie, co jehowy u progów chrześcijan, Arruabarrena przeniósł się do Leganes, dla którego zdobył aż 22 bramki. Osiągnął formę życiową, szkoda jednak że tylko w Segunda Divison B…

Po roku wrócił do Eibar, gdzie wystepuje do dziś. Wciąż jako trzeciologowiec, ale tam przynajmniej jest wśród swoich. Strzela raz na jakiś czas, cieszy się z gry w piłkę. Traktuje ją jako pasję, a nie sposób na zarabienie pieniędzy. Szlachetnie, powiecie. Jednak jeśli w Polsce zarobił kilkaset tysięcy Euro i rozsądnie zainwestował te pieniądze, o przyszłość specjalnie martwić się nie musi.

Robert Lewandowski w tamtym okresie zdobył 32 bramki w 58 spotkaniach dla Lecha Poznań. Później przeniósł się do Borussii Dortmund, gdzie potrafi wpakować 4 bramki Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów. A Arruabarrena? 6 razy wystąpił w barwach Legii. Porównać obu napastników to tak, jakby zaprosić swoją dziewczynę na paintball i celować jej w twarz.

Arruabarrena miał zaledwie jedną wadę, która nie pozwoliła mu wybić się w Polsce – brakowało mu zalet…

1 komentarz
  1. Wiesiek Kamiński dodał komentarz dnia 3 listopad 2013

    i jeden ze spec znawców Jego talentu dalej pracuje w Legii…kaleczy następne pokolenie…J.U.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>