Napoli ery Maradony

7
cze
19
Redakcja
Maradona

Mało było w historii wielkich zespołów tak bardzo uzależnionych od fenomenu jednego zawodnika. Napoli końca lat 80-tych XX wieku to była ekipa bardzo dobrych, wybieganych walczaków, oparta na geniuszu Diego Armando Maradony. To właśnie znakomity Argentyńczyk, wraz ze wspomagającymi go brazylijskim snajperem Carecą i Włochem Andreą Carnevale, decydował o niemal całym ofensywnym potencjale Azzurrich. Azzurrich, którzy w latach 1986-1990 wywalczyli dwa tytuły mistrzowskie we Włoszech, Puchar i Superpuchar Italii oraz Puchar UEFA.

Był lipiec 1984 roku, kiedy Corrado Ferlaino, ówczesny prezydent SSC Napoli, postanowił zrealizować jeden z największych transferów wszechczasów. Ambitny Kalabryjczyk przekazał Barcelonie nieco ponad 10 milionów dolarów i tym samym kupił od niej Diego Armando Maradonę, najlepszego wówczas gracza naszej planety. Ponoć sporą część pieniędzy na transfer wyłożyła camorra, ale w Neapolu nikt specjalnie nie zawracał tym sobie głowy.

Transfer Maradony nakręcił piłkarską koniunkturę. Od tej pory osiemdziesięciotysięczny Stadio San Paolo zaczął pękać w szwach, a dochodami z ligowych abonamentów Napoli zaczęło bić największe ekipy Italii. I działo się to nawet pomimo tego, że pierwszy sezon Maradony w Napoli wcale nie był tak udany. Na koniec Serie A 1984-85 Azzurri zajęli dopiero ósmą pozycję, co jak na ambicje tego klubu było wynikiem bardzo słabym. Sam Maradona grał nieźle, ale wciąż jeszcze uczył się twardej, zagęszczonej włoskiej obrony. O nieubłaganych regułach rządzących Serie A na naszych łamach pisaliśmy już z resztą wielokrotnie.

– Musiałem się trochę przestawić. Pamiętając moje pojedynki z Gentile, wiedziałem, że we Włoszech będzie mi trudniej niż w Hiszpanii. Gra tutaj jest bardziej kunktatorska i zachowawcza – Maradona nawiązywał do swojej epickiej niemal batalii z włoskim destruktorem w trakcie Mundialu 1982. O rywalizacji Argentyńczyka z Gentile także pisaliśmy już wcześniej.

Latem 1985 roku pierwszym szkoleniowcem Napoli został bezkompromisowy Ottavio Bianchi. To od tego momentu wszystko w Neapolu  zaczęło iść w dobrą stronę.

Po dwóch latach Azzurri świętowali pierwsze w swojej historii Scudetto, na dokładkę dorzucili jeszcze triumf w Coppa Italia, po pokonaniu w finałowym dwumeczu Atalanty. Wkład Maradony w te sukcesy był niepodważalny. – Neapolitańczycy zabierali piłkę przeciwnikowi, patrzyli gdzie jest Diego i natychmiast podawali do niego – tak w nieco uproszczonej wersji schemat gry Napoli 1986-87 opisał znakomity dziennikarz Giampiero Galeazzi, facet, który przez wiele lat prowadził m.in. ten program.

Rzeczywiście, Maradona był w ekipie Ottavio Bianchiego kluczowy, ale nie zdziałałby wiele, gdyby nie świetna postawa pozostałych graczy. Azzurri byli w tamtym okresie zespołem znakomicie przygotowanym taktycznie i fizycznie. W defensywie byli jak wściekłe wilki, a do przodu grali bardzo zdecydowanie. Drużyna Bianchiego pod tym względem bardzo przypominała dotychczasowe Napoli Waltera Mazzarriego, z tą różnicą, że – mimo wszystko – Azzurri 2009-13 nie posiadali w swojej kadrze kogoś takiego jak Maradona.

To właśnie w tamtym doskonałym sezonie w pełni objawił się także talent Ciro Ferrary, późniejszego defensora Juventusu, będącego typowym produktem włoskiej szkoły gry w obronie, nieuznającej kompromisów i półśrodków. Ferrara świetnie współpracował w bloku obronnym Napoli z innymi twardzielami, nie przebierającymi w środkach, takimi jak Alessandro Renica czy Moreno Ferrario. Znakomitą pracę wykonali także gracze drugiej linii. Doświadczony Salvatore Bagni rozbijał ataki rywali i znakomicie regulował tempo gry, młody Fernando De Napoli harował na całej szerokości boiska, a Francesco Romano był pomocnikiem bardzo uniwersalnym. Zdobycie dubletu a.d. 1987 było odzwierciedleniem niesamowitej pracy, jaką w cały tamten sezon włożyli gracze Bianchiego.

Po tym wszystkim prezydent Ferlaino poszedł za ciosem. Latem 1987 roku do drużyny dokoptował znakomitego brazylijskiego snajpera Carecę. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę. Maradona z nikim nie rozumiał się w Neapolu tak dobrze, jak właśnie z Brazylijczykiem. To oni w sezonie 1987-88, wraz z Włochem Bruno Giordano, utworzyli świetny ofensywny tercet zwany MAGICA (Maradona – Giordano- Careca).

O ile jednak sezon 1987-88 zakończył się raczej rozczarowaniem, ponieważ Azzurri już w I rundzie Pucharu Europy odpadli z Realem, a w wyścigu o kolejne Scudetto musieli uznać wyższość odradzającego się Milanu Arrigo Sacchiego, o tyle kolejne rozgrywki przyniosły Neapolowi wielki, historyczny triumf. Kolejny z resztą.

Zanim to jednak nastąpiło Ferlaino znowu w inteligentny i przemyślany sposób wzmocnił swoją drużynę. Najważniejszym nabytkiem okazał się wyśmienity brazylijski defensywny pomocnik Alemao. Od tej pory to on był facetem odpowiedzialnym, wraz z Luką Fusim, za odpowiednie rozłożenie balansu pomiędzy obroną a atakiem. Tamtego lata drużynę opuścił co prawda Bruno Giordano, ale jego rolę w ofensywnej formacji Azzurrich bardzo dobrze wypełnił Andrea Carnevale.

Giuliani w bramce, Ferrara, Corradini, Renica oraz Francini w obronie, Alemao, De Napoli i Fusi w pomocy, Maradona pomiędzy liniami oraz Carnevale i Careca w ataku – właśnie tak wyglądał typowy pierwszy skład Napoli w sezonie 1988-89. Jedynym właściwie zawodnikiem będącym mocną alternatywą dla tej „jedenastki” był pomocnik Massimo Crippa. Ottavio Bianchi praktycznie nie rotował składem. W tym także objawia się jego podobieństwo do Waltera Mazzarriego, który pracując ostatnie cztery lata w Neapolu wykorzystywał relatywnie dużo mniejszą grupę ludzi niż inne wielkie firmy calcio.

Grecki PAOK Saloniki, NRD-owskie Lokomotive Lipsk oraz francuskie Bordeaux – po pokonaniu trzech niełatwych przeszkód, wiosną 1989 roku Napoli stawiło się w najlepszej ósemce rozgrywek o Puchar UEFA. Tam czekał już rywal z najwyższej półki. Azzurri, w bratobójczym boju, mieli stawić czoło Juventusowi, wielkiemu, odwiecznemu i znienawidzonemu w Neapolu rywalowi.

Ten dwumecz okazał się doprawdy morderczy. Juventus wygrał u siebie 2-0 i wydawało się, że sen podopiecznych Bianchiego musi dobiec końca. 15 marca, na znajdującym się na granicy ekstazy, Stadio San Paolo, Napoli wróciło jednak do gry. Maradona z karnego i Carnevale doprowadzili do dogrywki, a w niej – wraz z syreną końcową – Neapol do raju wprowadził stoper Renica. Azzurri wygrali 3-0 i w wielkim stylu awansowali do półfinału! Kibice Napoli do dzisiaj pytani o największe zwycięstwo w historii wspominają właśnie tamten piekielny bój z Juventusem na San Paolo.

Półfinał przyniósł Neapolowi kolejne epickie starcie. Ekipa Bianchiego zmierzyła się ze znakomitym Bayernem, dowodzonym przez… Juppa Heynckesa, w którego szeregach grały takie asy, jak chociażby: Augenthaler, Reuter, Thon, Pfuegler, Wohlfarth czy Wegmann.

Już pierwszy mecz, rozegrany w Italii, wskazał jednak faworyta. Grające świetną, poukładaną i bardzo cyniczną piłkę Napoli wygrało 2-0. To był prawdziwy popis destrukcji i catenaccio. Włosi po raz kolejny postawili w obronie mur nie do skruszenia, a dodatkowo podręcznikowo wyprowadzali kontrataki. Mistrzem ostatniego podania był oczywiście Maradona, który asystował zarówno przy trafieniu Careci, jak i Carnevale.

Przed rewanżem Niemcy nie tracili nadziei. – Maradona ma nadwagę i jest słaby jak nigdy. Napoli z nim w składzie wystąpi osłabione brakiem jednego wartościowego zawodnika – prowokował Włochów twardy jak skała defensor Bayernu Klaus Augenthaler.

Jego polemiki na nic się jednak zdały. Rewelacyjna współpraca Maradony z Carecą dała Napoli upragniony remis (2-2) i pierwszy w historii awans do wielkiego finału europejskich pucharów.

Tam na Azzurrich czekał już VFB Stuttgart, dowodzony przez Holendra Arie Haana, kolejny przedstawiciel Republiki Federalnej Niemiec. Tamten dwumecz de facto zakończył się w 60. minucie rewanżowej gry na ówczesnym Neckarstadionie. Careca zdobył wówczas bramkę na 3-1, co wobec zwycięstwa Napoli u siebie 2-1, oznaczało w praktyce puchar dla Neapolu. Rozluźnieni Włosi dali sobie jeszcze strzelić później Niemcom dwie bramki, ale nie zmieniło to faktu, że Maradona i spółka zabrali ze sobą do domu to, po co do Stuttgartu przyjechali.

Dzień po tamtym sukcesie 58. urodziny prezydenta Ferlaino były świętowane wyjątkowo hucznie. Triumf w Pucharze UEFA 1988-89 to największy jak dotąd sukces w historii Neapolu, jak i całych południowych Włoch.

Warto dodać, że to właśnie wtedy, w maju 1989 roku, rozpoczął się najlepszy okres w historii klubowej piłki na Półwyspie Apenińskim. Tydzień po Napoli po Puchar Europy sięgnął Milan, a rok później włoskie ekipy zgarnęły wszystkie trzy europejskie trofea. O tamtym niesamowitym sezonie pisaliśmy z resztą na naszych łamach już wcześniej.

Napoli na Pucharze UEFA 1988-89 nie zakończyło bynajmniej swoich podbojów. W sezonie 1989-90, już z  nowym szkoleniowcem Alberto Bigonem, Azzurri sięgnęli po swoje drugie Mistrzostwo Italii.

Meczem-symbolem tamtego Scudetto był bój z wielkim Milanem Sacchiego z 1 października 1989 roku. Grający jak natchnieni Azzurri rozbili ówczesnych klubowych Mistrzów Europy aż 3-0. Dwie bramki zdobył Carnevale, a gwoździa do trumny Rossonerich wbił sam Maradona.

Warto dodać, że drobny wkład w tamten mistrzowski tytuł miał także wchodzący dopiero do wielkiej piłki Gianfranco Zola. Niski, fenomenalny technicznie Sardyńczyk, późniejsza gwiazda m.in. Parmy i Chelsea, rozegrał w Serie A 1989-90 osiemnaście spotkań i zdobył dwie bramki.

U progu nowego sezonu, niejako na deser po Scudetto 1989-90, Napoli dorzuciło jeszcze do swojej kolekcji Superpuchar kraju. Azzurri w imponującym stylu rozbili ówczesnego triumfatora Pucharu Włoch i Pucharu UEFA Juventus aż 5-1. To był futbol na absolutnie najwyższym poziomie.

Pomimo mocarstwowych planów prezydenta Ferlaino, w ciągu następnych kilku miesięcy nastąpił szybki i dosyć niespodziewany spadek Napoli w hierarchii calcio. W sezonie 1990-91 Azzurri nie zdołali nawet zakwalifikować się do europejskich pucharów, a w Pucharze Europy odpadli w 1/8 finału, wyrzuceni po rzutach karnych przez moskiewskiego Spartaka. Przełomowym momentem w tamtym upadku Neapolitańczyków był marzec 1991 roku, kiedy to w organizmie Diego Maradony wykryto kokainę. Fenomenalny Argentyńczyk otrzymał 15 miesięcy dyskwalifikacji i do składu Azzurrich nie wrócił już nigdy…

Jakby jednak na Maradonę nie patrzeć to wielkie sukcesy Napoli z lat 1987-90 to przede wszystkim jego zasługa. W Europie Argentyńczyk grał prawie przez dziesięć lat, ale tyle ile osiągnął w Neapolu nie wygrał nigdzie indziej. Z resztą to piękne, acz zniszczone, miasto pamięta mu to do dzisiaj. Jeżeli napiszemy, że na jakiś stadionach Maradona czuje się jak w raju, to obok argentyńskiej La Bombonery jest to właśnie neapolitańskie Stadio San Paolo…

7 komentarze
  1. Capo dodał komentarz dnia 22 czerwca 2013

    Maradona to talent czystej wody.Dzisiaj są lepsze warunki do uprawiania tego sportu,więc nie ma co porównywać,ale jak na tamte czasy Diego rządził i dzielił na całym globie.Aby zrozumieć fenomen boskiego Diego,trzeba obejrzeć kilka dokumentów na jego temat.Moim skromnym zdaniem DiegoArmandoMaradona był skazany na futbol,a futbol był skazany na niego.Dzięki za wszystko królu!

  2. Fan dodał komentarz dnia 20 czerwca 2013

    O czym piszecie?Zdobył mistrzostwo Świata z Argentyną rozgrywając fenomenalny turniej w 1986,cztery lata później dołożył srebro.A w Napoli grał znakomicie,rywalizowali wtedy z wielkim Milanem.Patrzcie jakich kolegów miał Di Stefano czy Pele,dziś uznawanych za legendarnych,absolutny top a Boski Argentyńczyk?Ilu partnerów z Neapolu wymienia się jako tych największych?53 % głosów które otrzymał na oficjalnej stronie Fifa z okazji wyboru gracza wszech czasów mówi wszystko.Na powitaniu w Barcelonie witało Go 80 tysięcy ludzi,rekord pobił dopiero CR7.W Argentynie ma swój Kościół…..

  3. Fan dodał komentarz dnia 19 czerwca 2013

    Najlepszy piłkarz w historii.

    • Davide dodał komentarz dnia 20 czerwca 2013

      Z drugiej strony, patrząc na suche statystyki bramek i asyst, Messi czy Cristiano Ronaldo prezentują się dużo lepiej…

      A to też przecież piłkarze kompletni, świetnie dryblujący i podający.

      • Slim dodał komentarz dnia 20 czerwca 2013

        Jak dla Mnie też fenomen Maradony jest za bardzo rozdmuchany. Nie wiem jak Wy, ale ja znalazłbym przynajmniej 15 graczy którzy przez ostatnie 20 lat byli lepsi od niego. Puchar UEFA i 2 razy Scudetto w 4 lata to też nie jakiś kosmiczny wynik. Statystyki na boisku też wyglądają blado jak na „najlepszego gracza na świecie”. Szkoda, że teraz nie mamy do czynienia z takim futbolem. Teraz po boiskach w najlepszych drużynach biegają celebryci, a nie gracze którzy oddaliby życie za swoją drużynę.

        • sarlin dodał komentarz dnia 20 czerwca 2013

          Popieram cię Slim w 100% maradona był rozdmuchany przez jedna bramke co przebiegł całe boisko nie był wcale taki super jak go sie dziś nadal preferuje

          • Aristide Guarneri dodał komentarz dnia 20 czerwca 2013

            Maradona był piłkarzem wybitnym. I wcale nie chodzi o „jedną bramkę co przebiegł całe boisko”. On brał na siebie ciężar gry, dryblował, asystował, strzelał. Z resztą super pokazuje to też powyższy tekst. Z niezłego, ale nie rewelacyjnego Napoli zrobił najlepszy klub we Włoszech

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>