Nieloty odfrunęły – Nowa Zelandia króluje w Oceanii

0
cze
19
Michał Flis
NZ

W momencie, w którym piłkarski świat żyje odbywającymi się we Francji mistrzostwami Europy, mało kto zdołał odnotować, że nie tak dawno miał miejsce inny turniej mający na celu wyłonić najlepszą drużynę piłkarską swojego kontynentu. W odległej Papui Nowej Gwinei rozegrana została dziesiąta edycja Pucharu Narodów Oceanii, w której po raz kolejny po złote medale sięgnęli Nowozelandczycy, nawet pomimo faktu, iż to nie oni prezentowali najatrakcyjniejszy futbol spośród wszystkich uczestników czempionatu.

Strefa Oceanii nie od dziś cieszy się mianem najsłabszego piłkarsko regionu świata. Trudno się jednak dziwić takiemu stanowi rzeczy, gdyż znaczna część tamtejszych piłkarzy legitymuje się jedynie statusem pół profesjonalistów, czy nawet amatorów. Od kiedy Australia przed kilkoma laty opuściła OFC na rzecz strefy azjatyckiej, statusu regionalnego hegemona doczekała się reprezentacja Nowej Zelandii, która w 2010 roku zagrała nawet na mistrzostwach świata. Przed czterema laty faworyzowani zawodnicy z tego kraju sprawili jednakże swym kibicom przykrą niespodziankę. W trakcie rozgrywanego na Wyspach Salomona Pucharu Narodów Oceanii, Nowozelandczycy pożegnali się z turniejem w półfinale, gdzie wyeliminowała ich Nowa Kaledonia. Tytuł dość niespodziewanie powędrował w ręce reprezentantów Polinezji Francuskiej, zaś popularni All Whites musieli pogodzić się z faktem, iż nie wezmą udziału w zbliżającym się Pucharze Konfederacji, gdzie mieliby okazję spróbować swych sił na tle najlepszych zespołów pozostałych kontynentów. To m.in. brak możliwości rozegrania tych spotkań sprawił, że Nowozelandczycy zostali rozgromieni przez Meksykanów w międzykontynentalnym barażu, którego stawką był awans na mundial w Brazylii.

Aby nie powtórzyć więc błędów z przeszłości, tamtejsza federacja postanowiła przeprowadzić swego rodzaju piłkarską rewolucję. Z kadrą pożegnało się wielu wiekowych zawodników stanowiących trzon drużyny na MŚ w Republice Południowej Afryki, zaś pieczę nad prawidłowym przebiegiem wymiany pokoleniowej powierzono 35-letniemu Anthony’emu Hudsonowi. 35-letni londyńczyk prowadzący wcześniej m.in. reprezentację Bahrajnu, miał od tamtego momentu odpowiadać nie tylko za rezultaty dorosłej kadry, ale i reprezentacji młodzieżowych. Ponadto jednym z powierzonych mu celów było także nakłonienie do reprezentowania barw Nowej Zelandii zawodników legitymujących się tamtejszym pochodzeniem. Po niespełna dwóch latach kadencji, Brytyjczyk ma już na koncie pewne sukcesy, bowiem nowozelandzkie młodzieżówki z powodzeniem uczestniczyły w mistrzostwach świata swoich kategorii wiekowych, zaś debiut w kadrze seniorów zaliczyli urodzony w Grecji zawodnik tamtejszej Gianniny, Themistoklis Tzimopoulos, a także pochodzący z Auckland, jednak mieszkający od wielu lat w Niemczech bramkarz, Stefan Marinović przywdziewający na co dzień barwy czwartoligowego Unterhaching. Piłkarze z kraju, którego symbolem jest nielot Kiwi z pewnością zameldowaliby się także na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich, jednak zostali wykluczeni z turnieju kwalifikacyjnego, gdyż w w barwach zespołu wystąpił nieuprawniony zawodnik.

Anthony Hudson ma sprawić, że Nowa Zelandia na dobre zamelduje się na piłkarskiej mapie świata

Anthony Hudson ma sprawić, że Nowa Zelandia na dobre zamelduje się na piłkarskiej mapie świata

Hudson do pełni szczęścia potrzebował już tylko odniesienia sukcesu za sterami dorosłej drużyny. Taką okazję bez wątpienia stanowił dlań tegoroczny Puchar Narodów Oceanii, w trakcie którego główni faworyci mieli nie powtórzyć już błędów popełnionych przed czterema laty. Na kilka tygodni przed wylotem do Papui Nowej Gwinei nastroje w szeregach All Whites były jednak dalekie od ideału. Liczne urazy sprawiły, że w kadrze na turniej nie uwzględniono najważniejszych dotychczas zawodników zespołu. Najbardziej bolesna wydawała się być absencja kapitana drużyny, Winstona Reida. 27-latek nie doszedł jeszcze w pełni do siebie po kontuzji, a dodatkowo miał za sobą długi i męczący sezon w barwach West Ham United, dlatego Hudson nie zamierzał fundować mu długiej i męczącej podróży na drugi koniec świata. Kontuzje wyeliminowały ponadto czołowego napastnika Shane Smeltza z ligi australijskiej, a także inne kluczowe postacie jak m.in. Storm Roux, Glen Moss, Alex Rufer czy występujący w holenderskim Zwolle Ryan Thomas. Do Nowej Gwinei nie wybrał się także Tommy Smith z angielskiego Ipswich Town, który jasno zadeklarował, iż nie wystąpi w narodowych barwach dopóki stanowisko selekcjonera piastuje Hudson. W ten sposób jedynymi w miarę rozpoznawalnymi w świecie zawodnikami, którzy doczekali się powołania pozostali nazywany niegdyś „Kiwi Messi” Marco Rojas ze szwajcarskiego Thun; Bill Tuiloma, który pojawiał się w składzie Olympique Marsylia za kadencji Marcelo Bielsy; były zawodnik m.in. Panathinaikosu Kosta Barbarouses, a także regularnie strzelający bramki w angielskiej Championship Chris Wood, który od nieobecnego Reida przejął opaskę kapitańską. Luki w zespole zostały uzupełnione zawodnikami z półamatorskiej ligi nowozelandzkiej, jak również z niższych szczebli ligowych Australii.

Mimo takiego przetrzebienia składu, wyglądał on imponująco na tle pozostałych rywali, wśród których mogliśmy doliczyć się zaledwie kilku profesjonalistów reprezentujących Nową Kaledonię, Samoa i Fidżi. To właśnie pojedynek z ostatnim z wymienionych krajów zainaugurował tegoroczną przygodę Nowozelandczyków z regionalnymi mistrzostwami. W osobach Fidżyjczyków prowadzonych przez byłego australijskiego selekcjonera, Franka Farinę, przez chwilę upatrywano nawet czarnego konia rozgrywek. Tamtejsza reprezentacja młodzieżowa uczestniczyła w ubiegłorocznych mistrzostwach świata do lat dwudziestu, gdzie m.in. pokonała Honduras, a także weźmie udział w zbliżających się Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Ponadto kapitan reprezentacji, Roy Krishna, od kilku sezonów robi furorę w silnej lidze australijskiej, gdzie regularnie zdobywa bramki dla Wellington Phoenix.

Hudson i jego podopieczni nie przestraszyli się jednak teoretycznej siły rywala. Trafienia Tziomopoulosa, Fallona i Wooda szybko załatwiły sprawę, zaś Fidżyjczycy zdołali jedynie odpowiedzieć bramką z rzutu karnego egzekwowanego przez Krishnę. W kolejnych starciach pięciokrotni mistrzowie kontynentu bez większych trudności uporali się z Vanuatu i Wyspami Salomona, dzięki czemu mogli w spokoju przygotowywać się do półfinałowej batalii z Nową Kaledonią. Zawodnicy w białych trykotach mieli więc doskonałą okazję ku temu, by zrewanżować się rywalowi za klęskę sprzed czterech lat. Jednak od pierwszych minut spotkania to reprezentanci melanezyjskiej wyspy byli stroną przeważającą. 183. drużyna rankingu FIFA notorycznie szturmowała pole karne Nowozelandczyków, jednak za każdym razem na posterunku znajdował się dobrze dysponowany między słupkami Stefan Marinović. Tego samego nie można powiedzieć z kolei o jego vis-a-vis, którego błąd przesądził o końcowym rezultacie potyczki. W 49. minucie Chris Wood z dwudziestego metra egzekwował rzut wolny. Bramkarz Jelen Ixoée popełnił jednak fatalny w skutkach błąd wypuszczając piłkę z rąk, przez co ta wtoczyła się do bramki. Pomimo desperackich ataków Nowokaledończyków, wynik nie zmienił się do końcowego gwizdka tahitańskiego arbitra Kadera Zitouniego i to rodacy sir Edmunda Hillary’ego mogli przygotowywać się do decydującego o złocie starcia z sensacyjnym finalistą w postaci reprezentacji gospodarzy.

Stefan Marinović zasłużenie odebrał nagrodę dla najlepszego golkipera turnieju

Stefan Marinović zasłużenie odebrał nagrodę dla najlepszego golkipera turnieju

Postawa Papuasów była bowiem równie wielką niespodzianką, jak odpadnięcie Nowej Zelandii na poprzednim turnieju. Papua Nowa Gwinea w poprzednich latach nie wykazywała praktycznie żadnych ambicji związanych z piłką nożną. Reprezentacja tego kraju w latach 2007-2011 nie rozegrała ani jednego oficjalnego spotkania, dlatego przez pewien czas nie uwzględniano jej w rankingu FIFA. Swego rodzaju przełom nastąpił przed rokiem, kiedy to „Kapuls” zajęli trzecie miejsce na rozgrywanych w stolicy kraju, Port Moresby, Igrzyskach Pacyfiku. Kilka miesięcy później na stanowisku selekcjonera zatrudniono doświadczonego fachowca z zagranicy, jakim jest 69-letni Flemming Seritslev. Pochodzący z Danii trener w latach 90-tych przez długi czas był asystentem w sztabie szkoleniowym reprezentacji Danii, a także przez wiele lat prowadził drużynę młodzieżową tego kraju. Jego misją w zupełnie nowym środowisku było odpowiednie przygotowanie papuaskich piłkarzy do odbywającego się na ich terenie turnieju, z czego wywiązał się więcej niż przyzwoicie.

Podopieczni Seritsleva już od pierwszego spotkania prezentowali niezwykle ofensywną i radosną piłkę. Za sprawą remisów z Tahiti i Nową Kaledonią, a także rozgromieniu Samoa (8:0), gospodarze zakwalifikowali się do półfinału, gdzie rozprawili się z faworyzowanymi Wyspami Salomona. Tym samym po raz pierwszy w swej historii zameldowali się do finału rozgrywek o Puchar Oceanii. W trakcie meczów fazy grupowej obserwatorzy zwrócili szczególną uwagę na doskonały duet defensorów w postaci braci Felixa i Alwina Komolong, spośród których pierwszy z nich swego czasu przebywał nawet na testach w Werderze Brema. Bramki regularnie strzelał Raymond Gunemba, zaś Tommy Semmy czarował kibiców swymi licznymi dryblingami i próbami strzałów z przewrotki. To głównie za sprawą efektownej postawy tego 21-letniego napastnika reprezentacja Papui Nowej Gwinei doczekała się w ostatnich miesiącach przydomku „Brazylii Pacyfiku”. Co ciekawe, w turniejowej kadrze nie znalazło się miejsce dla jedynego Papuasa grającego na co dzień w Europie. David Browne z rezerw holenderskiego Zwolle nie otrzymał powołania, gdyż wcześniej nie brał udziału w meczach przygotowawczych w czym przeszkodziły mu występy w klubie, a także koszty związane z podróżami do tej części globu. Serislev postanowił więc zrezygnować z niezgranego z zespołem piłkarza, który w przypadku powołania byłby jedyną osobą w kadrze zarabiającą na życie grą w piłkę.

Postawa reprezentacji Papui Nowej Gwinei była największą sensacją tegorocznej edycji OFC Nations Cup

Postawa reprezentacji Papui Nowej Gwinei była największą sensacją tegorocznej edycji OFC Nations Cup

Pomimo miłej dla oka gry podopiecznych Duńczyka, grający toporną piłkę Nowozelandczycy byli zdecydowanym faworytem finałowej batalii. Wielkie musiało być jednak zaskoczenie Hudsona i spółki, gdy amatorzy niesieni dopingiem miejscowych kibiców od pierwszych minut szturmowali bramkę przeciwnika. Tylko dobrej postawie Marinovicia Nowa Zelandia może zawdzięczać fakt, iż nie przegrała w regulaminowym czasie gry kilkubramkowym rezultatem. Na nic zdawały się dryblingi Semmy’ego, strzały Gunemby i kombinacyjne akcje innych zawodników. Bezbramkowy wynik utrzymał się najpierw przez regulaminowe dziewięćdziesiąt minut gry, a także dogrywkę. Sam fakt, że Papuasi zdołali wytrzymać niemal dwie godziny gry w starciach z zawodnikami klubów europejskich zasługiwał jednak na zasłużony szacunek. Brak doświadczenia niespodziewanych finalistów uwydatnił się dopiero w serii rzutów karnych, gdzie Koriak Upaiga i Raymond Gunemba nie zdołali przechytrzyć doskonale dysponowanego Marinovicia. Nowa Zelandia po długich męczarniach sięgnęła więc po piąty w swej historii tytuł najlepszego zespołu Oceanii, stając się najbardziej utytułowaną kadrą w historii tego kontynentu. Za sprawą triumfu dołączyła też do grona uczestników przyszłorocznego Pucharu Konfederacji, który będzie dla niej przetarciem przed walką o awans na mistrzostwa świata. Ta może okazać się dla nich niełatwa, bowiem aby zameldować się na rozgrywanym w Rosji mundialu, przedstawiciel Oceanii będzie zmuszony walczyć w barażu z piątą ekipą strefy południowoamerykańskiej, którą najprawdopodobniej będzie Brazylia, Kolumbia bądź Paragwaj. W pojedynku z kimkolwiek z owego grona, Nowozelandczycy już na starcie zdają się być na straconej pozycji, a należy zaznaczyć, iż aby w ogóle zagrać w barażu będą musieli zmierzyć się jeszcze z kilkoma innymi przedstawicielami Oceanii.

 Tegoroczna edycja Pucharu Narodów nie zakończyła się więc niespodzianką godną tej sprzed czterech lat. Nowozelandczycy zgodnie z przewidywaniami wzbogacili listę swych trofeów, jednak postawa Papuasów daje nadzieję, że futbol rozwinie się także w pozostałych państwach najmniejszego kontynentu świata. Już jesienią na terenie Nowej Gwinei odbędzie się kolejny ważny turniej piłkarski, jakim będą Mistrzostwa Świata kobiet do lat dwudziestu. W niedawnym meczu towarzyskim jej reprezentanci pewnie uporali się z kolei z Malezją. Pokazuje to więc, iż mieszkańcy tego kraju złapali prawdziwego bakcyla na punkcie piłki kopanej. Bardzo możliwe więc, że za cztery lata to nie Nowa Zelandia postrzegana będzie jako regionalna potęga, ale właśnie srebrni medaliści tegorocznego czempionatu. All Whites mogą natomiast cieszyć się z faktu odniesienia sukcesu, jednak wciąż zmuszeni będą żyć ze świadomością pozostawania w cieniu nowozelandzkich rugbystów, którzy w tej dyscyplinie sportu stanowią absolutny numer jeden.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>