Na Camp Nou niemożliwe stało się faktem – niezapomniany bój o Ligę Mistrzów

8
gru
15
Redakcja
Manchester United

 Liga Mistrzów. Najbardziej prestiżowe europejskie rozgrywki. Marzenie wszystkich piłkarzy, klubów i trenerów. Ogromne pieniądze, wielkie emocje, fantastyczne spektakle. Niewiele jest jednak meczów, które pamięta się latami. Niewiele jest spotkań, do których się wraca. A takim bez wątpienia był pojedynek z 26 maja 1999 roku.

Finał Champions League, rozegrany na Camp Nou, będę wspominał zawsze. Poziom i dramaturgia rozgrywki przyćmiły najśmielsze oczekiwania.  

Tego dnia naprzeciwko siebie stanęli godni rywale. Z jednej strony mistrz Niemiec, naszpikowany gwiazdami, od ławki trenerskiej po linie ataku. Bawarczycy mieli w składzie takich graczy jak Kahn, Babbel, Matthaeus, Jeremies, Basler, Scholl, Effenberg czy Jancker. A z drugiej strony mistrz Anglii, zdobywca krajowego pucharu, który miał równie wybitnych zawodników. Wśród nich m.in: Schmeichel, Neville, Beckham, Giggs, Yorke, Cole, Solskjaer czy Sheringham. Krótko mówiąc  najlepsi piłkarze na świecie. Smaczku dodawał jeszcze pojedynek dwóch wspaniałych trenerów – Sir Alexa Fergusona i Otmara Hitzfelda.

Spotkanie rozpoczęło się od szalonych ataków „Gwiazd Południa”. Szybkie, kombinacyjne akcje i od pierwszej minuty niemałe problemy Petera Schmeichela. Szósta minuta. Rzut wolny. Do piłki podchodzi Mario Basler i pięknym strzałem trafia do siatki. Fatalnie ustawiony duński bramkarz mógł tylko śledzić lot futbolówki. Po stracie gola „Czerwone Diabły” próbowały zaatakować. Tak, próbowały to dobre słowo. Nie dość, że z ich dążeń do wyrównania, niewiele wynikało, to jeszcze nadziewali się na kontry. W ten sposób Bayern był o włos od strzelenia kolejnych goli. Najpierw po cudownej akcji Baslera, Scholl strzelił w słupek, a chwilę później Jancker przewrotką trafił w samą poprzeczkę. Szczęście było naprawdę blisko… Nikt nie spodziewał się, że to początek końca Niemców. Gdyby wygrali dwiema czy trzema bramkami nikt nie miałby prawa narzekać na niesprawiedliwość. Nadeszła jednak katastrofa.

Nie od dziś wiemy, że w piłce nożnej niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Poza tym Anglicy potrafią grać do końca jak nikt. Nie inaczej było tym razem. Gwóźdź do trumny wbił sam Hitzfeld, zdejmując z placu gry Lothara Matthaeusa, filar drużyny, najważniejszą postać w zespole. Dlaczego? Do dziś niewiadomo, gorzka tajemnica trenera. Na boisku pojawił się Thorsten Fink.

Sir Alex Ferguson w przeciwieństwie do swojego vis a vis wykazał się trenerskim nosem. W 67 minucie na boisku pojawił się Sheringham, a kwadrans później Solskjaer – późniejsi bohaterowie wielkiego finału.

Mimo ciągłych ataków Manchesteru i fantastycznego tempa meczu w 90 minucie wynik ciągle brzmiał 0-1. Sędzia Pierluigi Colina doliczył chyba najsłynniejsze 3 minuty w historii futbolu. Niemieccy kibice już trącali się wielkimi kuflami ze spienionym piwem, już śpiewali zwycięskie melodie, już padali sobie w objęcia i dopisywali kolejne trofeum do wspaniałej tradycji klubu. Zabawę popsuli jednak Sheringham, Beckham, Giggs i Solskjaer. A tak naprawdę wszyscy piłkarze „Czerwonych Diabłów”.

W doliczonym czasie gry Manchester wywalczył rzut rożny. Do piłki podszedł najlepszy wtedy dośrodkowujący świata – David Beckham. Idealna centra, kocioł w polu karnym Bayernu, futbolówka trafia na 17 metr, a tam jest Ryan Giggs. Walijczyk strzela bez namysłu w kierunku bramki, lot piłki zmienia Sheringham i takim sposobem w 90 minucie i 35 sekundzie pada wyrównujący gol dla podopiecznych Fergusona! Czas na dogrywkę – myślą miliony kibiców na stadionie i przed telewizorami. Nic z tego.

Kolejny stały fragment gry. Kolejny rzut rożny. Wrzutka wprost na głowę Sheringhama, a ten strzela w kierunku bramki Kahna… Tam już czeka lis pola karnego – „morderca o twarzy dziecka” Ole Gunnar Solskjaer i pakuję piłkę pod poprzeczkę ! GOOL ! 2-1! Szok na Camp Nou! Tego nikt nie mógł się spodziewać! 92 minuta, 17 sekunda – Manchester United dokonuje cudu. Bawarczycy we łzach, kamerzysta pokazuje niezapomnianą i niezwykle zdezorientowaną minę załamanego Matthaeusa, a potem rozpaczającego Kuffoura i Janckera.

Koniec meczu. Szaleństwo w obozie angielskim, czarna rozpacz w niemieckim. Nie ma co się dziwić. „Futbol jest taką dyscypliną sportu, w której na boisku przez 90 minut gra 22 zawodników, a i tak zawsze wygrywają Niemcy” – mówił niegdyś  świetny, angielski napastnik  Gary Lineker. Otóż, futbol jest tak piękną dyscypliną sportu, że mecz nie zawsze trwa 90 minut i na szczęście nie zawsze wygrywają Niemcy.

Jestem dumny, że byłem świadkiem najpiękniejszego finału Ligi Mistrzów XX wieku.

Dawid Kwika

Autor prowadzi również bloga: miedzy-slupkami.blogspot.com

8 komentarze
  1. zwłoki_wróbla dodał komentarz dnia 17 grudnia 2012

    Sezon 1998/99 w wykonaniu MU był fenomenalny. Czerwone diabły grały niesamowicie elegancki, przyjemny dla oka futbol. Atak pozycyjny w wykonaniu tamtej drużyny to była czysta poezja, piłka chodziła jak po sznurku. Z tą różnicą jednak, że nie było to klepanie dla sztuki jak robi to dzisiejsza Barcelona. Nie pamiętam wielu tak elegancko a przy tym skutecznie grających drużyn.
    Ciekawostkę stanowi również fakt, że w tamtym sezonie ligi mistrzów jedynym meczem w którym MU nie strzeliło bramki był mecz z… ŁKS Łódź w rundzie eliminacyjnej.

    • Rozsądny dodał komentarz dnia 9 sierpnia 2013

      Szkoda tylko że w finale zdecydowanie przeważali Bawarczycy.Chyba 2 słupki i poprzeczka.United powinno też dziękować Schmeichelowi za dobrą postawę przez co nie stracili więcej bramek.Żal wtedy Bayernu który zasłużył na końcowy triumf.Jedyne czego zabrakło to szczęścia.

  2. czerwony diabeł dodał komentarz dnia 16 grudnia 2012

    To była drużyna. Tak sie rodzą legendy. Beckham, Giggs, Solskjaer, Sherringham i ten genialny boss Sir Alex Ferguson

  3. MadaLenka dodał komentarz dnia 15 grudnia 2012

    Jeśli mam być szczera, nie jestem fanką piłki nożnej i każdy tekst na temat meczu, piłkarzy i innych związanych z tą dziedziną sportu rzeczy jest dla mnie katorgą. Ten artykuł jest jednak inny. On naprawdę wciąga. Ja – dziewczyna, która nienawidzi piłki nożnej, przeczytałam cały i to z ze szczerym zaciekawieniem. Sama jestem tym faktem zdziwiona, ale jedyne, co mogę powiedzieć to chapeau bas:D

  4. MadaLenka dodał komentarz dnia 15 grudnia 2012

    Piękny artykuł! Widać że autor wie o czym pisze. Jego słowa trafnie opisują to jakże niesamowite spotkanie i całkowicie oddają klimat całego meczu. Brawo! Pogratulować talentu;) Pozdrawiam autora:D

  5. prezes Kucharski dodał komentarz dnia 15 grudnia 2012

    czekam na ciąg dalszy cyklu

  6. F@N31 dodał komentarz dnia 15 grudnia 2012

    Świetny artykuł. W pełni oddaje dramaturgie i klimat tamtego meczu. Co do finału z 1999 to był miodzio, pod względem dramaturgii jedno z najlepszych spotkań w dziejach. Wielu ludzi z mojego pokolenia po tym meczu pokochało United.

  7. BJR dodał komentarz dnia 15 grudnia 2012

    Bardzo dobry artykuł.
    Więcej takich!
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>