Od niewolników do miliarderów

0
lut
21
Michał Flis
Angola

Pod koniec ubiegłego roku polskie media zaszokowały nas doniesieniami o nietypowym kierunku przeprowadzki polskiego napastnika, Jacka Magdzińskiego. Były napastnik m.in. juniorów Lecha Poznań i Floty Świnoujście swoją karierę kontynuuje bowiem w odległej Angoli. W wielu głowach zrodziło się pytanie – skąd w Afryce znalazły się pieniądze na to, by tamtejsze kluby piłkarskie poszukiwały piłkarzy w Europie? Tymczasem okazuje się, że przynajmniej we wspomnianej Angoli miejscowe drużyny mogą pozwolić sobie na znacznie więcej.

To dość rozległe afrykańskie państwo położone w południowo-zachodniej części kontynentu może pochwalić się niezwykle burzliwą historią. Kiedy w XVI wieku do wybrzeży Angoli przywędrowali portugalscy żeglarze, region ten na następne kilkaset lat stał się największym na świecie rynkiem dla handlarzy niewolnikami. Szacuje się, że ponad 60% czarnoskórej ludności zamorskiej Brazylii legitymuje się właśnie angolskimi korzeniami od tamtejszych niewolników wywiezionych przed laty do Ameryki Południowej w celu pracy na tamtejszych plantacjach. Po Rewolucji Goździków w 1974 roku, Portugalia ogłosiła dekolonizację swoich dotychczasowych kolonii na terenie Afryki i Azji. Tym samym Angolczycy mogli ogłosić długo oczekiwaną niepodległość. Ich radość nie trwała jednak długo, bowiem już kilka miesięcy później w kraju tym wybuchła wojna domowa. Ten krwawy konflikt zakończył się dopiero w 2002 roku, zbierając przez ten czas krwawe żniwo w postaci około pół miliona ofiar wywodzących się głównie z ludności cywilnej.

Wyniszczony wojną kraj ponad dekadę po głoszeniu rozejmu jawi się, jako istny raj dla biznesmenów pragnących inwestycji na Czarnym Lądzie. Pokaźne złoża ropy naftowej i gazu wymiernie przyczyniły się do rychłego wzrostu gospodarczego Angoli. Mnóstwo światowych firm zdecydowało się ostatnimi laty na otwieranie swych filii w tym niepozornym zakątku świata. Szczególny prym wiodą w tym Chińczycy, których według spisu powszechnego z 2011 roku przebywa tam ponad 300 tysięcy. Angola okazała się także ostatnią deską ratunku dla wielu Portugalczyków. Ich pogrążona w kryzysie ojczyzna boryka się z olbrzymim bezrobociem, dlatego wielu młodych ludzi postanowiło porzucić swoje dotychczasowe życie w Lizbonie, Porto czy Bradze i udać się na podbój Afryki, gdzie czeka na nich zdecydowanie więcej perspektyw. Jest to swego rodzaju paradoks, bowiem jeszcze niedawno to Angolczycy robili wszystko co w ich mocy, by za wszelką cenę dostać się do Portugalii. Masowo pojawiające się w największych miastach biurowce i wspomniany boom gospodarczy mogą jednak zbić z tropu. Angola to wciąż w wielu miejscach bardzo ubogi kraj, którego biedniejsi mieszkańcy żyją w nędzy i chorobie. Rokrocznie śmiertelne żniwo zbierają tam malaria i AIDS, zaś wiele osób staje się kalekami na skutek bliskiego spotkania z pozostałymi po wojnie minami przeciwpiechotnymi. Sprawy nie ułatwia również fakt, iż największe miasto kraju, stołeczna Luanda w ostatnich rankingach klasyfikowana była, jako najdroższe miasto świata zyskując nie bez powodu przydomek „Dubaju Afryki”.

Tak oto prezentuje się stolica Angoli - Luanda

Tak oto prezentuje się stolica Angoli – Luanda

Nagły wzrost ekonomiczny wyraźnie odczuwa także tamtejszy futbol. Angola nigdy nie była piłkarską potęgą nawet na tle swoich kontynentalnych rywali, jednak należy zaznaczyć, iż to z tego kraju wywodzą się m.in. były reprezentant Portugalii, Miguel czy młoda gwiazdka Sportingu Lizbona, William Carvalho, o którego usługi od kilku miesięcy bez skutku stara się Manchester United. Reprezentacja narodowa od kilku lat dość regularnie uczestniczy w rozgrywkach Pucharu Narodów Afryki, jednak od czasu swojego debiutu w tych rozgrywkach w 1996 roku ani razu nie udało jej się awansować do fazy medalowej. Największym sukcesem Palancas Negras, czyli Czarnych Antylop (przydomek ten pochodzi od antylopy szablorogiej będącej symbolem Angoli) jest bez wątpienia sensacyjny udział na Mistrzostwach Świata w Niemczech przed dziewięcioma laty. Afrykanie pojechali na ten turniej po wcześniejszym wyeliminowaniu faworyzowanych Nigeryjczyków i na samym czempionacie nie pokazali się wcale z najgorszej strony, choć wielu ekspertów upatrywało w nich tzw. chłopców do bicia.

Na Mistrzostwach Świata w Niemczech Angolczykom przyszło zmierzyć się z m.in. reprezentantami Portugalii

Na Mistrzostwach Świata w Niemczech Angolczykom przyszło zmierzyć się z m.in. reprezentantami Portugalii

Po raz pierwszy finansowy wkład tamtejszych miliarderów w piłkę nożną mogliśmy zaobserwować przed pięcioma laty. Wówczas to Angola zorganizowała u siebie 27. edycję Pucharu Narodów Afryki. Na czterech nowoczesnych jak na afrykańskie warunki obiektach przyszło nam podziwiać popisy m.in. Didiera Drogby i Fredericka Kanoute. Arena finału, Estádio 11 de Novembro może pomieścić aż 55 tysięcy kibiców i jest tym samym jednym z największych i najatrakcyjniejszych obiektów w całej Afryce. Angolczycy dali się także pokazać, jako świetni organizatorzy choć nie obyło się bez tragedii. Tuz przed startem turnieju na terenie zbuntowanej prowincji Kabinda ostrzelany został autobus wiozący na turniej reprezentację Togo. W wyniku ataku śmierć poniósł rzecznik prasowy Stanislas Ocloo, asystent trenera Abalo Amelete, a także kierowca autokaru. Togijczycy wycofali się z udziału w turnieju. Na szczęście jednak pozostała część afrykańskiego czempionatu ubiegła bez żadnych tego typu ekscesów.

W 2010 roku Angolczycy dali się poznać jako sprawni organizatorzy piłkarskich mistrzostw Afryki

W 2010 roku Angolczycy dali się poznać jako sprawni organizatorzy piłkarskich mistrzostw Afryki

Niedługo później pewien tamtejszy miliarder postanowił zaszokować świat na rynku transferowym. 49-letni Bento Kangamba to jedna z najbogatszych osób w Angoli, wzbudzająca niemałe kontrowersje nie tylko w ojczyźnie. Kontrowersyjny miliarder, który majątku dorobił się w czasie wojny posądzany jest o m.in. handel bronią i pranie brudnych pieniędzy. Zresztą w czasach młodości odsiedział dwa lata w areszcie. Kangamba jest jednak zaufanym przyjacielem prezydenta Jose Eduardo Dos Santosa, którego bratanica jest nawet małżonką tajemniczego bogacza. Fakt ten znacznie ułatwia sprawę zważywszy na to, iż człowiek ten ma wytyczonych kilka procesów we Francji, Brazylii i przede wszystkim w Portugalii. Jest także wielkim entuzjastą hazardu. Jedna z anegdot głosi, iż podczas swojego pobytu w Stanach Zjednoczonych w ciągu jednej nocy przepuścił ponad 100 tysięcy dolarów.

Co by nie powiedzieć o tym kontrowersyjnym biznesmenie, należy przyznać mu, iż za pomocą swojego kapitału zrobił bardzo wiele dla rozwoju sportu w Angoli. W 1994 roku założył w Luandzie klub piłkarski Kabuscorp do Palanca, którego założeniem było rychłe stanie się potentatem na tle innych drużyn afrykańskich. Awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wywalczył jednak dopiero w 2008 roku.

Kangamba zgotował nam prawdziwą sensację, kiedy to na początku 2012 roku udało mu się zakontraktować światowej klasy zawodnika. Choć Brazylijczyk Rivaldo liczył już sobie podówczas 39-lat mając za sobą grę w Uzbekistanie, wciąż był gwarancją strzelenia kilku goli, a co najważniejsze – zainteresowania miejscowej ludności futbolem, bowiem dla takiej gwiazdy wiele osób poczęło pojawiać się na stadionie. Mistrz świata z 2002 roku, a zarazem były gwiazdor Barcelony uhonorowany w 1999 roku złotą piłką dla najlepszego piłkarza świata rzeczywiście okazał się poważnym wzmocnieniem, gdyż w przeciągu całego sezonu skompletował jedenaście trafień. Po kilku miesiącach Rivaldo czmychnął co prawda z powrotem do Brazylii, jednak udało mu się zrealizować najważniejszy cel, czyli zwiększyć prestiż angolskiej Giraboli, jak brzmi oficjalna nazwa tamtejszych rozgrywek.

Transfer Rivaldo zwiększył prestiż ligi angolskiej

Transfer Rivaldo zwiększył prestiż ligi angolskiej

Za sprawą brazylijskiej gwiazdy dla wielu piłkarzy Angola nie rysowała się już w myślach, jako typowy afrykański kraj. Dzięki temu już na początku 2013 roku wyemigrowało tam wielu znanych z ligi portugalskiej piłkarzy. Mniejsze zespoły tamtejszej Ligi Sagres mają nieporównywalnie mniejsze budżety od Benfiki, Sportingu czy Portu, dlatego zmuszone były oddać wówczas swoje gwiazdy do nowego, finansowego raju na południu. Dla samych piłkarzy wyjazd do Angoli był korzystny nie tylko pod względem finansowym, ale też nie obowiązywała ich tam bariera językowa, z którą musieliby zmierzyć się w przypadku transferu do Chin czy Kataru.

Odejście Rivaldo Kangamba i jego Kabuscorp postanowili zrekompensować swoim kibicom sprowadzeniem reprezentującego Kamerun Alberta Meyong Ze. 34-latek nie był już może tym samym piłkarzem co w momencie, w którym zdobywał koronę króla strzelców ligi portugalskiej, jednak warto zaznaczyć, iż w momencie przenosin do Afryki liderował w tabeli strzeleckiej tamtejszej ligi wyprzedzając m.in. Oscara Cardozo, Jacksona Martineza czy Ricky’ego Van Wolfswinkela. Niedługo później do innego angolskiego ligowca, CRD Libolo dołączył 37-letni João Tomás, który w 2001 roku walnie przyczynił się do niespodziewanego wywalczenia mistrzostwa przez Boavistę Porto. Mimo wieku napastnik ten wciąż był postrachem ligowych bramkarzy. Ponadto w trakcie owego okienka transferowego nowymi twarzami w Giraboli zostało wielu innych mniej znanych zawodników z Portugalii, a także reprezentanci Demokratycznej Republiki Konga, Zola Matumona i Tresor Mputu. W osobie tego drugiego upatrywano nawet przed laty nowego Samuela Eto’o.

Polityka transferowa Kangamby zdała egzamin i jego Kabuscorp wywalczył niebawem mistrzostwo, zaś w minionym roku po raz pierwszy w historii wywalczył kwalifikację do Afrykańskiej Ligi Mistrzów. Dla ekscentrycznego miliardera to jednak za mało. Już w ubiegłym roku pojawiały się doniesienia prasowe, jakoby jego klub proponował kontrakt słynnemu Ronaldinho. Były reprezentacyjny kolega Rivaldo wybrał jednak grę w Meksyku, jednak patrząc z dzisiejszej perspektywy przenosiny do tamtejszego Queretaro nie były dlań zbyt udane. Dlatego też przed kilkoma dniami odżył temat jego nagłego transferu do Angoli.

Niewykluczone, że już niedługo za sprawą podobnych ruchów transferowych, liga angolska stanie się najatrakcyjniejszymi rozgrywkami ligowymi na całym kontynencie. Być może też reprezentacja narodowa dołączy do czołówki piłkarskich ekip Afryki. Jej wzorem jest póki co kadra koszykarzy, która nie ma sobie równych na tle innych kadr narodowych państw afrykańskich, a w 2010 roku dostała się nawet do fazy finałowej koszykarskich mistrzostw świata w Turcji. Na razie jednak głównym celem tamtejszej elity jest stworzenie silnej ligi, która jednym tchem wymieniana ma być obok innych finansowych potentatów z Chin i Bliskiego Wschodu. Swój udział może mieć też nasz rodak, wspomniany na początku Jacek Magdziński, który odpowiada za strzelanie bramek dla tegorocznego beniaminka Giraboli – Academiki do Lobito.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>