Orient w Andaluzji

0
lip
23
Michał Flis
granada

Chińscy inwestorzy coraz śmielej zaznaczają swą obecność w piłkarskim świecie. W tamtejszej lidze od pewnego czasu występuje wielu zawodników o uznanej w świecie marce, natomiast niektóre z europejskich zespołów klubowych niemal w całości trafiły ostatnimi czasy w ręce Azjatów. Poza holenderskim Ado den Haag i angielską Aston Villą, chińskiego właściciela doczekała się także występująca w Primera Division Granada, która wraz z napływem kapitału z Dalekiego Wschodu ma stać się niebawem wiodącą ekipą na Półwyspie Iberyjskim.

Ekipa z Andaluzji, choć w hiszpańskiej ekstraklasie występuje nieprzerwanie już od pięciu sezonów, nie może pochwalić znaczącymi osiągnięciami na tym poziomie rozgrywek. Dotychczasowo zawodnicy Granady rokrocznie staczali desperacką walkę o utrzymanie, nigdy nie notując lepszej pozycji w tabeli, aniżeli piętnasta. Klub znany był głównie ze ścisłej współpracy z włoskim Udinese i angielskim Watfordem, z którymi to drużynami regularnie wymieniał się zawodnikami na zasadzie wypożyczenia. Owa współzależność nie powinna dziwić, bowiem do niedawna właścicielem Granady pozostawała włoska rodzina Pozzo, która taką samą funkcję pełni właśnie w Udine oraz w Londynie.

Jeden z członków przedsiębiorczej familii, Giampaolo, kontrolę nad zespołem z południa Hiszpanii przejął w 2009 roku, gdy ten występował jeszcze na czwartym poziomie ligowym ledwo wiążąc koniec z końcem. 75-letni biznesmen w błyskawicznym czasie wyprowadził klub na prostą, by już po dwóch latach cieszyć się z promocji w szeregi jednej z najlepszych lig świata. Wszystko to odbyło się z pomocą niewielkiego nakładu finansowego na transfery, bowiem od wielu lat trzon zespołu stanowią piłkarze wypożyczeni ze wspomnianych Udinese lub Watfordu. W ten sposób w Granadzie ogrywali się więc tacy zawodnicy jak m.in. Orestis Karnezis, Albert Nyom czy Odion Ighalo, którzy z powodzeniem biegają dziś po boiskach Serie A i Premier League.

Awans Watfordu w szeregi Premier League sprawił jednak, że rodzina Pozzo zmuszona była utrzymywać i finansować aż trzy zespoły w czołowych ligach Starego Kontynentu. Przerzut zawodników pomiędzy zespołami trwał co prawda w najlepsze, jednak w połowie minionych rozgrywek koszta tego rodzaju koegzystencji zaczęły powoli przygniatać Giampaolo i spółkę, przez co dobrze rokujący wcześniej interes stał się zalążkiem kłopotów finansowych w jakie nieuchronnie wpadała rodzina z Italii.

Z tego też powodu włoscy krewniacy musieli zrezygnować z dalszego finansowania przynajmniej jednego z członków tercetu. Zważywszy na więzy rodzinne  i moralne nie mogło być to Udinese, natomiast Watford dzięki grze w lidze angielskiej przynosił niemal same profity. Jasne stało się więc, iż ekipą nie mogącą liczyć na dalsze kierownictwo Włochów stała się Granada, która wraz z początkiem roku została wystawiona na sprzedaż i choć początkowo misja znalezienia kupca na przeciętny zespół ligi hiszpańskiej wydawała się arcytrudna, chętny na zakup pakietu większościowego akcji znalazł się już po upływie kilku tygodni.

Wiosną hiszpańskie media obiegła wiadomość, iż porozumienie z Giampaolo Pozzo nawiązał tajemniczy przybysz z Orientu, Jiang Lizhang. Dyrektor generalny spółki Shanghai Double-Edged Sports jest ponoć specjalistą w branży marketingu sportowego i właśnie związanie swoich interesów z Granadą miało być kolejnym etapem w jego sukcesywnej jak dotąd karierze. W czerwcu wszelkie niejasności zostały rozwiane przez samych zainteresowanych, bowiem Pozzo za kwotę około 37 milionów euro oficjalnie przekazał 98 % udziałów w klubie Lizhangowi.

Kibice wraz z innymi osobami blisko związanymi z drużyną, mając w pamięci niegdysiejsze obietnice szejków z nieodległej Malagi, pozostawali sceptyczni wobec osoby ambitnego Chińczyka. Ten postanowił więc podjąć próbę zaskarbienia sobie sympatii trybun Estadio Nuevo Los Cármenes za sprawą publikacji w mediach listu, jaki wystosował do burmistrza miasta Granada. Przedstawiał się w nim jako syn ubogiego rybaka, który tylko dzięki woli walki i determinacji dotarł na sam szczyt. W pracy w nowym środowisku pragnął więc charakteryzować się tymi samymi cechami, które sprawić mają, iż Granada stanie się niebawem wiodącą marką nie tylko w regionie, ale i całej Hiszpanii. Jako jeden ze swych priorytetów wskazał współpracę z instytucjami publicznymi, a także poprawę wizerunku klubu w Europie i Chinach.

Wątpliwe wydaje się jednak, by do Andaluzji zawitały niebawem gwiazdy światowej piłki. Lizhang preferuje bowiem budowanie zespołu od podstaw, dlatego pierwszą decyzją podjętą na nowym stanowisku było zaangażowanie w charakterze szkoleniowca Paco Jeméza, który od czterech lat wykonywał znakomitą robotę w prowincjonalnym Rayo Vallecano. 46-latek w klubie o ograniczonym budżecie zmuszony był do stawiania na wydawałoby się słabych zawodników, jednak regularnie udawało im się notować przyzwoite wyniki. Co ciekawe, jednym z powodów jego odejścia z Rayo był nie tylko spadek tego zespołu do drugiej ligi ale też nieporozumienia z głównymi sponsorami klubu, narzucającymi mu zawodników, których Jeméz nie widział w prowadzonym przez siebie zespole. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż owi niesławni sponsorzy pochodzili z dalekich Chin.

Paco Jeméz, w którego osobie upatrywano kandydata na stanowisko selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, od nowego sezonu będzie odpowiadał za wyniki Granady

Paco Jeméz, w którego osobie upatrywano kandydata na stanowisko selekcjonera reprezentacji Hiszpanii, od nowego sezonu będzie odpowiadał za wyniki Granady

Były reprezentant Hiszpanii ma jednak nadzieję, iż współpraca z Azjatami w nowym środowisku będzie wyglądała o niebo lepiej niż miało to miejsce na przedmieściach Madrytu, zaś pieniądze płynące z Szanghaju sprawią, że nigdy nie będzie musiał borykać się z problemami finansowymi, które były jego bolączką w trackie przygody z Rayo Vallecano. Trwające okno transferowe w wykonaniu popularnych Nazaríes nie wskazuje jednak na to, by w Granadzie zapanowało nagle piłkarskie szaleństwo. Z ciekawszych transakcji, klub dokonał jedynie wypożyczenia 21-letniego Jona Torala z Arsenalu, który w minionym sezonie był jednym z wyróżniających się piłkarzy angielskiej Championship w barwach Birmingham. Linię pomocy zasilił także mistrz świata do lat dwudziestu z 2011 roku, Gabriel Silva, który zawitał do Andaluzji po kilkuletnim pobycie w Udinese. Pokazuje to więc, iż nawet pomimo zmiany właściciela oba zespoły nadal zamierzają kontynuować dotychczasową, sprawdzoną politykę.

 Pojawienie się w Granadzie bogatego Chińczyka daje nadzieję tamtejszym kibicom na to, że dopingowany przez nich klub zerwie niebawem z niechlubną łatką ligowego słabeusza. Patrząc na zapał i entuzjazm, jakim cechuje się od kilku tygodni Lizhang można po chichu snuć przypuszczenia, iż nadchodzący sezon będzie jednym z najlepszych w historii występów Granady w elicie. Jedni w osobach Andaluzyjczyków upatrują nawet czarnego konia rozgrywek, podczas gdy inni wróżą im bezpieczną lokatę w środku stawki. Pewne jest natomiast to, że dzięki pieniądzom napływającym ze wschodu, a także umiejętnościom trenerskim Paco Jeméza, sympatycy Granady nie będą już do ostatnich chwil drżeć o miejsce swoich ulubieńców w Primera Division, jak miało to miejsce w poprzednich sezonach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>