„Piłkarze listy piszą” – historia Alessandro Zarrelliego

0
lut
21
Arek Biliński
Alessandro Zarrelli; en.wikipedia.orgAlessandro Zarrelli; en.wikipedia.org

Alessandro Zarrelli był typem zawodnika, którego umiejętności powinny skazać na anonimowość i tułaczkę po niższych ligach. Patrząc na jego skromne osiągnięcia, i tak wycisnął ze swojego talentu maksimum. Choć nigdy nie wystąpił w znaczącym klubie, dzięki sprytowi i niekonwencjonalnym metodom zapisał się na kartach historii futbolu pod hasłem „Jak zostać piłkarzem nie potrafiąc grać w piłkę”.

Alessandro Zarrelli wybrał dość nietypowy sposób na rozwój swojej sportowej kariery. Większość czasu zamiast na intensywnym treningu spędzał bowiem na poczcie. W 2005 r. masowo wysyłał listy oraz faksy (nadawane ze sklepu znajdującego się kilka kroków od domu jego rodziców w Italii) do klubów z Irlandii Północnej oraz Walii. Przedstawiał się w nich jako wschodząca gwiazda piłki nożnej, uczestnicząca w programie wymiany zawodników (coś w stylu futbolowego Erasmusa) prowadzonym przez włoską federację. Przygotowaniem korespondencji w imieniu FIGC zajmował się pracownik federacji, Matteo Colobase – postać fikcyjna wymyślona przez Zarrelliego specjalnie na potrzeby wielkiego przekrętu. Wszystko wyglądało niezwykle profesjonalnie – korespondencja opatrzona była logiem włoskiej federacji, a podany w niej numer telefonu Colobase… nie istniał. Jaka była treść tych listów motywacyjnych? Niezwykle bogata – odnajdziemy w nich utalentowanego, młodego piłkarza, który występował w młodzieżówkach Sheffield Wednesday, Leeds United, Rangers, MK Dons, Racing Genk and A.C.D. Asti. Solidne CV, choć tak jak w przypadku większości młodych ludzi ubiegających się o pracę, mocno podkoloryzowane. Włoch bowiem w żadnych z tych klubów, oprócz ostatniego, nigdy nie zagrał.

W końcu przyszła odpowiedź. Zainteresowanie piłkarzem wyraził występujący w irlandzkiej Premiership Lisburn Distillery i podpisał z nim kontrakt. Włoch wystąpił w kilku spotkaniach, lecz w połowie sezonu został zwolniony, jak oficjalnie podano, za naruszenie reguł klubowych. Przyczyna była  jednak bardziej prozaiczna – umiejętności piłkarskie, a raczej ich brak. Bolesne zderzenie z brutalną rzeczywistością. Piłkarz nie zraził się i napisał list do Bangor City (walijska Premier League), które nie miało pojęcie o lekkich nadużyciach Włocha w Irlandii. Klub przyjął kontuzjowanego zawodnika (złamany nos), który rozpoczął przedsezonowe przygotowania. Nikt nawet nie wpadł na to, żeby sprawdzić piłkarza dzwoniąc do jego poprzednich pracodawców albo uruchamiając Football Managera. Traktowano go jak lokalną gwiazdę, która miała dodać odrobinę polotu do walijskiej ligowej szarzyzny. Wywiady, zdjęcia z kibicami i perspektywa marszu Bangor City w górę tabeli. W miejscowej gazecie Włoch przyznał, że jako szesnastolatek występował w Glasgow Rangers, jednak tęsknota za słoneczną Italią i domem rodzinnym zmusiła go do powrotu do domu. Wspominał także o swoim pobycie w Sheffield Wednesday w 2003 r. Wydawało się, że niewielki klub spotkało niezwykłe szczęście – oto w ich skromnych progach pojawiła się namaszczony przez FIGC następca Roberto Baggio, a oni mieliby nie skorzystać z tej niepowtarzalnej szansy? Dodatkowo, ogromny talent za bardzo rozsądną cenę – zarobki na poziomie 200 funtów tygodniowo (wypłacane jednak z kasy klubu, choć w jednym z listów piłkarz zapewniał, że jego pensje opłacać będzie włoska federacja). Pobyt w nowym zespole był jednak jeszcze krótszy niż poprzednio. Po 10 dniach szkoleniowiec Walijczyków, Peter Davenport, skontaktował się ze swoim przyjacielem, pracującym w Sheffield Wednesday. Przekręt wyszedł na jaw, gdy okazało się, że Zarrelli nie był zawodnikiem angielskiego klubu – spędził w nim tylko miesiąc na testach. Walijska przygoda dobiegła więc końca, a Włoch pozostawił za sobą niemiłe wspomnienia oraz niezapłacone rachunki hotelowe, za które w ostateczności zapłacił klub. Następny cel? Znów Walia. Tym razem Connah’s Quay Nomads, a scenariusz taki sam – parodniowy pobyt w zespole (do momentu, w którym ktoś nie sprawdził ścieżki kariery zawodnika), ucieczka i niezapłacony hotel. Choć plan Zarrelliego przestał już funkcjonować, Włoch niezłomnie trzymał się przyjętej strategii i swoje usługi zaoferował mistrzowi Walii The New Saints F.C. Niestety kolejna porażka – klub dokładnie sprawdził zawodnika i Zarrelli nie miał kolejnej okazji do niezapłacenia rachunku hotelowego. O zawodniku zrobiło się naprawdę głośno i do akcji wkroczyła ekipa Sky TV z programu „Superfakes”.

W 2006 r. po poszukiwaniach znaleziono Włocha w Londynie, gdzie umówiono się na spotkanie z podstawionym skautem. Piłkarz opowiedział o przebiegu swojej „kariery” (wówczas na wypożyczeniu do MK Dons, co było oczywiście nieprawdą) bez zająknięcia. Gdy jego kłamstwa obnaża w końcu prezenterka programu, ten na pytanie dlaczego to wszystko zrobił odpowiada wprost: „ Zawsze chciałem zostać piłkarzem”.

***

Dzień po spotkaniu Zarrelli zadzownił do ekipy Sky TV i pozostawił wiadomość:

Dziękuję za obszerny materiał, który o mnie przygotowaliście (…) Jestem teraz sławny (…) Aha, jesteście wielkimi skur**synami.

Transfery. Serie A. Staram się udowodnić, że to, co najciekawsze i najpiękniejsze w futbolu zaczyna się dopiero po ostatnim gwizdku sędziego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>