Piotr Parzyszek dla CF: – Voskamp i Van der Biezen wyjechali do Polski aby zgarnąć pieniądze

0
wrz
28
Redakcja
PARZYSZEK

Kilkadziesiąt godzin temu dostał powołanie do kadry U-21, gdzie wraz z Arkadiuszem Milikiem i Kacprem Przybyłko będzie walczył o miejsce w pierwszej jedenastce na Szwecję i Turcję. Jedna z największych polskich perełek za granicą, z niecierpliwością liczymy, aż odpali na jeszcze wyższym poziomie rozgrywkowym, choć pamiętajmy – w tym roku rozgrywa dopiero drugi sezon jako profesjonalny piłkarz. Miły, inteligentny chłopak, któremu sodówka nie zamąciła w głowie. Piotr Parzyszek w wywiadzie specjalnie dla CzasuFutbolu!

Niedawno dowiedzieliśmy się, że zostałeś powołany przez Marcina Dornę do kadry U-21 na mecze ze Szwecją i Turcją. Ostatni raz skorzystano z twoich usług w marcu tego roku. Czujesz lekki zawód, że przez tak długi okres czasu musiałeś czekać na ponowne powołanie do Reprezentacji?

W żadnym wypadku, ponieważ dostałem wcześniej dwa powołania do kadry U20, lecz za pierwszym razem byłem kontuzjowany a ostatnim razem klub nie chciał mnie puścić, bo reprezentacja rozgrywała mecze towarzyskie a mój zespół grał w tym samym czasie mecz ligowy. Na pewno o mnie nie zapomnieli, ciesze się pierwszym powołaniem do U21.

Liczysz na miejsce w podstawowej jedenastce, czy już samo powołanie traktujesz jako sukces i zadowolisz się nawet rolą rezerwowego?

Na nic szczególnego w ogóle nie liczę, ciesze się pierwszym powołaniem i pojadę tam, aby zaprezentować pełnię swoich możliwości i zobaczymy jak to sie wszystko ułoży.

Uważasz się na tę chwilę ze lepszego od powołanego Milika? On nie gra w klubie regularnie (wcześniejsze występy w Leverkusen), ty na co dzień masz styczność z meczami o stawkę.

Nie, nie uważam sie lepszy od żadnego piłkarza. Wszyscy zawodnicy, którzy dostali powołanie na najbliższe spotkania zasłużyli sobie na to swoją grą na co dzień. 

Pierwszy sezon jako senior możesz zaliczyć do udanych – 13 goli i 6 asyst w De Graafschap robią wrażenie. Domyślam się, że w tym sezonie cele są znacznie ambitniejsze.

Tak, jak najbardziej. Bardzo liczę na to, że w tym sezonie zdołam zdobyć co najmniej 20 bramek, co pozwoli mi powalczyć o koronę króla strzelców.

Pewnie liczysz na transfer do znacznie silniejszego klubu.

Mam nadzieję, że jeśli zachowam formę z ostatnich dni i nadal będę strzelał tyle bramek, zgłosi się po mnie jakiś silniejszy klub. Na chwilę obecną nie prowadzę rozmów z żadnym zespołem, skupiam się na występach w De Graafschap, dobra gra pomoże mi się wypromować.

Sądziłem, że po pierwszym sezonie do klubu wpłynęło kilka ciekawych ofert dla ciebie, m. in. z Eredivisie.

Odzew z innych klubów był, lecz okno transferowe jest zamknięte, nie rozmawiam z nikim na temat zmiany barw.

Większość czytelników nie wie, jak znalazłeś się z Holandii.

Wyjechałem z Polski jeszcze przed ukończeniem 6. roku życia, razem z mamą. Uważała ona, że za granicą życie jest lepsze i będę miał więcej perspektyw na przyszłość. Gdy wyjeżdżałem, w Polsce było mnóstwo problemów. Poza tym, to właśnie za granicą mama poznała swojego nowego – przyszłego męża. On zresztą namówił mnie, abym kształtował się piłkarsko.

Podszedłeś do treningów z optymizmem, czy niekoniecznie interesowała cię piłka?

Już w Polsce interesowałem się piłką nożną, lecz nie byłem zapisany do żadnej szkółki piłkarskiej, nie grałem zawodowo. Dopiero Holandia otworzyła mi szerszy pogląd na tę dyscyplinę.

Polskiej publiczności znany jesteś dzięki filmikom z Youtube’a i pięknym bramkom. Jaką rolę odgrywasz w zespole?

W Holandii mówią, że jestem typową „dziewiątką”, gra prawą i lewą noga nie stanowi dla mnie problemu. Dobrze gram głową i łatwo znajduje się w sytuacjach bramkowych, przez co często mam okazję zdobywać gole.

Te bramki robią furorę w internecie. Zastanawia mnie jednak skąd wzięła się ksywka „polski Huntelaar”?

(Śmiech) Może to przez podobny styl gry i specyfikę, lecz on zrobił wielką karierę. Ja natomiast jestem jeszcze młody i wiem, że trzeba codziennie ciężko pracować żeby zrealizować marzenia.

Wspomniałem o golach urody nieziemskiej, jak ten sprzed kilkunastu dni z Venlo. A pamiętasz może tę sytuację? 

(Śmiech) Pewnie, że pamiętam! Największe pudło w życiu…

Po tej niewykorzystanej okazji miałeś życie w szatni? 

Nie było aż tak tragicznie (śmiech.) 3 dni później graliśmy mecz ligowy i zrehabilitowałem się, strzelając bramkę.

Posiadacie w szatni osobę, która  „tworzy atmosferę”? Jaki największy kawał wycieliście kolegom z drużyny?

Mamy naprawdę fajną drużynę, każdy się dobrze bawi poza boiskiem, ale o niczym nie powiem,  wszystko powinno zostać w szatni!

Musiało być ostro (śmiech.) Masz jakąś ksywkę wśród znajomych? Nazwisko „Parzyszek” do najprostszych nie należy, nawet niektórym Polakom sprawia ono problem.

Nigdy żadnej ksywki nie miałem, ani w Polsce ani w Holandii. Mówią do mnie po imieniu – Piotr, ewentualne „Polak.”

Stałeś się jedną z najważniejszych, o ile nie najcenniejszą postacią z De Graafschap. Czujesz z tego powodu presję? Kibice z pewnością po twoich coraz to lepszych występach zaczynają wymagać więcej od twojej osoby.

Nie czuję jej, nie mam ku temu podstaw. Na początku,w zeszłym sezonie pojawiła się myśl, że ludzie mogą ode mnie wiele oczekiwać. Przedstawiano mnie jako zdolnego, dopiero co wchodziłem do drużyny. Nie było jednak tak źle. A teraz dorosłem. Mecz jest meczem, nie można czuć presji! Spotkania traktuje tak, jak w najmłodszych latach. Gram „bez blokady.” Piłką trzeba się cieszyć.

Ile razy wspomina się o twojej osobie, za każdym razem jesteś porównywany do Voskampa czy Van der Biezena. Wiadomym jest, że w Polsce żaden z nich nie zabłysnął, a przecież w drugiej lidze holenderskiej byli czołowymi strzelcami. Dopuszczasz do siebie myśl, że z tobą może być podobnie?

Nie. Wiesz dlaczego? Oni strzelali w Holandii wiele bramek tylko po to, aby ktoś poważniejszy się nimi zainteresował. Nie przejmowali się problemami klubu, w którym na daną chwilę występowali. Wiadomo, nikogo marzeniem nie jest grać w drugiej lidze holenderskiej, ale oni nawet nie identyfikowali się z zespołem, chcieli jak najszybciej stamtąd uciec. I padło na Polskę… zgarnęli kasę i pojechali zwiedzać dalej.

Wzięli ze sobą swój zestaw „małego piłkarza”, który zawierał korki i poradnik – „jak strzelić bramkę, czyli piłka nożna dla opornych” …

(Śmiech)

Eerste divisie czy T-Mobile Ekstraklasa -która liga, twoim zdaniem, prezentuje wyższy poziom?

Trudno mi się określić, nie grałem nigdy w Ekstraklasie, od czasu do czasu oglądam jakieś spotkanie, w miarę regularnie śledzę wyniki, to wszystko. Na to składa się wiele czynników. Bądź co bądź, Eerste divisie nie jest taka słaba jak wszyscy w Polsce myślą.

Zastanawia mnie, jak jak wiele czasu mają piłkarze po treningach – co robisz w wolnych chwilach? Gdy idziesz do kina, ludzie cię rozpoznają?

W Doetinchem tak! Z resztą miejsc rzadko. Czasu mamy bardzo dużo, zazwyczaj chodzę do kina albo gram w FIFE. I zdecydowanie wolę jej najnowszą wersję niż GTA 5.

Na koniec pytanie, na które czeka męska część czytelników – holenderskie czy polskie dziewczyny, które są ładniejsze?

(Śmiech) Polskie!

 

Rozmawiał: Łukasz Klinkosz

Komentarze wyłączone