Piotr Parzyszek, którego nazywają polskim Huntelaarem

0
sie
24
Redakcja
parzyszek

Startujemy z nowym cyklem. Przedstawiać będziemy utalentowanych, młodych Polaków, którzy w przyszłości mogą – tak sobie życzymy – podzielić los Błaszczykowskiego czy Szczęsnego. Za kilka lat będą gwiazdami w kadrze, a Mourinho czy Guardiola będą o nich walczyć na rynku transferowym? Na razie prezentują się lepiej, niż przeciętnie, co będzie dalej? Przyszłość leży w ich rękach. Przed wami pierwszy kandydat – Piotr Parzyszek. 

W Polsce pograć nie zdążył, wyjechał do Holandii w wieku 6 lat, wraz z mamą, która odnalazła tam swoją miłość. Jej nowy mąż sprawił, że Parzyszek poczuł pasje do futbolu. W tym samym wieku rozpoczął przygodę z piłką, a czynił to w Eldenii Arnhem. Po pięciu latach gry w tym klubie, dwa zespoły były nim zainteresowane: NEC Nijmegen oraz SBV Vittese. Wybrał ten drugi, lecz tam nie poznano się na jego talencie. Po roku zgłosiło się do niego ESA Rijkerswoerd, a już od 14 roku życia jest piłkarzem  De Graafschap. Występuje w nim do dziś. To własnie tam, w większym stopniu został ukształtowany piłkarsko. Typ napastnika? Klasyczna „dziewiątka”, typowy łowca bramek.

Tak dobry, że nawet Jezus w porównaniu z nim byłby łobuzem. W jego dotychczasowym zespole  nazywają go „polskim Huntelaarem.” Głównie dlatego, że on też występował w De Graafschap, był obunożny i dobrze grał głową. Największym zaszczytem był fakt, że sam Huntelaar wspomniał o Polaku na swoim Twitterze. Jak wiele razy wspominał, ma problemy z poruszaniem się po mieście. Przeszkadzają mu… ludzie, którzy co chwilę proszą go o autograf.

Jako 16-latek grał w zespole juniorskim z 19-letnimi chłopakami. W tym wieku 3 lata różnicy oznaczają przepaść, Piotr jednak nie odpuszczał na treningach, co z każdym meczem zaczynało przynosić coraz to większe plony. Duży nacisk kładł na treningi strzeleckie, czyli jak zachowywać się „sam na sam” z bramkarzem, gdzie uderzyć. W Holandii jest to główny punkt szkolenia napastnika. Od razu na myśl przychodzi polska myśl szkoleniowa.

Autorowi poniższego filmiku jedno trzeba oddać – tytuł niebanalny.

Karierę profesjonalnego piłkarza rozpoczął w tamtym sezonie. Rozegrał 28 spotkań, w których strzelił 13 bramek i zanotował 6 asyst. W swojej grze chciałby poprawić technikę, piłka często ucieka mu spod nogi. On sam wielokrotnie wspomniał, że nie potrafi grać poza polem karnym. Skupia się na zdobywaniu bramek, a nie rozgrywaniu akcji. Pod tym względem można go porównać do Mario Gomeza, choć na razie to za wysoka półka dla Parzyszka. Na tę chwilę występuje w drugiej lidze holenderskiej. Mamy w pamięci Bensona, Voskampa czy Van der Biezena, którzy na tym samym poziomie trafiali regularnie, a w T-ME niczym nie zachwycili. Przybyli, zobaczyli i wyjechali, pakując do torby swój „zestaw małego piłkarza”, w którym znajdował się poradnik: „Jak zdobywać bramki, czyli futbol dla opornych.” Miejmy nadzieję, że z „polskim Huntelaarem” będzie inaczej.

W drużynie narodowej, na razie tej młodzieżowej, już tak bramkostrzelny nie jest. Można przyznać, iż cierpi na „syndrom Lewandowskiego.” Wszyscy znają ten dowcip: „Jak powstrzymać Lewego? Założyć mu koszulkę reprezentacji Polski.” Oklepane jak kotlety ranka niedzielnego, lecz sprawdza się również w przypadku Parzyszka. Sam zainteresowany twierdzi, że nie umiałby się odnaleźć w tym systemie gry, który prowadzi nasza kadra. Polak preferuje grę dwoma napastnikami, gdzie obaj mogliby ze sobą współpracować i zdobywać wiele bramek. Może to pozwoliłoby odnaleźć się Lewandowskiemu w kadrze?

Kontrakt z De Graafschap ma ważny do 2016 roku, ale klub może opuścić znacznie wcześniej. Pierwsze przesłanki do zmiany otoczenia pojawiły się już w tym okienku transferowym. Sam Parzyszek przyznał, że pytały o niego wszystkie kluby z zeszłorocznego podium T-ME, czyli Śląsk, Lech i Legia. Zrezygnowały, gdy odstraszyła ich opcja zapłacenia co najmniej 500 tyś. Euro. Nie tylko Polacy byli nim zainteresowani. Głównymi kandydatami z zagranicy na pozyskanie Parzyszka było Groningen, Alkmaar i Empoli. Ostatecznie gracz De Graafschap postanowił kontynuować karierę w swoim dotychczasowym klubie. Jeśli nadal będzie się rozwijał w takim tempie, w pierwszej kadrze zagości szybko. Kto wie, może będzie grał wspólnie z Lewym? Albo inaczej – może będzie strzelał razem z nim? Kusząca perspektywa.

Na koniec, żeby nie było tak słodko, jak podczas pierwszej randki, dowód na to, że korzenie są w każdym z nas. A w Parzyszku zachowały się dogłębnie. Innymi słowy, skradł Rasiakowi wielu widzów na YouTube.

 

Piotr Parzyszek przyznał, że wiele razy oglądał swoje pudło, śmiejąc się za każdym razem. Jak widać, człowiek z dystansem. A ten fakt na pewno pomoże mu w odniesieniu sukcesu, nie tylko w drugiej lidze holenderskiej. Jego wymarzonym klubem jest Borussia Dortmund oraz Liverpool, choć wolałby trafić do drugiej drużyny zeszłorocznej edycji LM. Czego można mu życzyć? Proste. Spełnienia jego, jak i naszych marzeń o kolejnym Polaku w kolejnym wielkim klubie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>