Red Bull dodaje skrzydeł

1
sty
11
Michał Flis
Salzburg

Najpierw była wściekłość wiernych kibiców, później zapowiedzi wielkich transferów, następnie zaś bolesne rozczarowanie. Dzisiaj salzburski Red Bull, który UEFA uparcie nakazuje nazywać FC Salzburg, podnosi się z kolan. W szeregach „Byków” wiele się zmieniło od czasu kompromitującej porażki w eliminacjach Ligi Mistrzów z luksemburskim F91 Dudelange. Zespół, który po reformacji wywalczył już cztery mistrzostwa Austrii, śmiało kroczy do tego, by już wkrótce zagościć w europejskiej czołówce.

Red_Bull_SalzburgW trakcie ubiegłorocznego okienka transferowego drużyna z miasta położonego nieopodal granicy z Niemcami, nie dokonała zbyt wielu znaczących transferów. Co prawda węgierski golkiper Péter Gulácsi z Liverpoolu kupiony został z myślą obsadzenia go między słupkami na dłuższy okres czasu, to młodziutcy Zymer Bytyqi i José Reyna mieli w Austrii dopiero zbierać piłkarskie szlify. Do klubu powrócił z kolei Jakob Jantscher, który w wielkim stopniu przyczynił się do ligowego mistrzostwa Red Bulla w 2012 roku. Ponadto pozrywano kontrakty w wieloma wiekowymi zawodnikami od dawna nic nie wnoszącymi do drużyny, a także wypożyczono kilku z nich do klubów, w których mogą liczyć na regularne występy.

Austriacka Bundesliga miała zeszłego lata aż dwóch przedstawicieli w eliminacjach Ligi Mistrzów. Przyznanie jej tego przywileju było sporym zaskoczeniem ze strony UEFA, biorąc pod uwagę niedawne poczynania rodaków Thomasa Morgensterna i Gregora Schlierenzauera na międzynarodowej arenie (choćby wspomniana klęska w Luksemburgu). Mistrz kraju z sezonu 2012-13, Austria Wiedeń, nie bez problemów dostał się do piłkarskiego raju, jakim jest klubowy czempionat kontynentu. Fioletowi byli pierwszym reprezentantem Austrii od czasów Rapidu Wiedeń z 2005 roku. Salzburg z kolei potknął się już na pierwszym rywalu, jakim było tureckie Fenerbahce. Choć w meczu domowym nasi bohaterowie zdołali wywalczyć remis, nad Bosforem rywal udowodnił swoją przewagę wygrywając 3-1. Mimo to pozostała walka o „puchar pocieszenia”, jak nazywana jest czasami Liga Europy. Aby się do niej dostać wystarczyło przejść zaledwie jednego przeciwnika – Żalgiris Wilno. Litwini okazali się być jednak łatwym rywalem, bowiem zespół sponsorowany przez napojowy koncern w dwumeczu zwyciężył aż 7-0. Fani Lecha Poznań mogą więc cieszyć się, że dzięki wyeliminowaniu ich klubu przez Żalgiris, uniknął on starcia z rozpędzoną austriacką maszyną.

Równie dobrze podopieczni Niemca Rogera Schimdta sprawują się na rodzimych boiskach. Po tym, jak w ubiegłym sezonie do ostatniej chwili walczyli z wiedeńczykami o tytuł, dzisiaj to inne kluby mogą oglądać ich plecy. Salzburg ma już na koncie 46 punktów, co jest jednym z rekordów ligi po zaledwie jednej rundzie sezonu. Ostatnią porażkę zanotowali pod koniec listopada, kiedy to powstrzymał ich stołeczny Rapid. Od tamtej pory na Red Bulla nie ma mocnych. Zawodnicy z Salzburga zdecydowanie przewyższają umiejętnościami piłkarskimi swoich rywali z innych klubów (może z wyjątkiem Austrii i Rapidu). Gulacsi okazał się być rewelacyjnym transferem, bowiem w ogóle nie widać po nim, że Kemplostatnie kilka lat przesiedział na angielskich ławkach rezerwowych. Linia obrony to mieszanka doświadczenia z młodością. Z jednej strony są prawie 30-letni Andreas Ulmer i Christian Schwegler, a z drugiej młodzi zdolni Martin Hinteregger i Andre Ramalho z Brazylii, będący jedną z największych rewelacji rozgrywek, gdyż jeszcze kilka miesięcy temu przywdziewał on barwy drużyn drugoligowych. Wśród pomocników natomiast wyróżnić można praktycznie każdego zawodnika owej formacji. O Sadio Mane, Kevinie Kamplu, Valonie Berisha, Dusanie Švento już niedługo usłyszeć może szersze grono publiczności, a dodając do tego fakt, że wraz z nimi po boisku biega weteran Christoph Leitgeb, możemy nie martwić się o zbieranie przez nich doświadczenia. I wreszcie atak. Tam dostrzec możemy dwóch bohaterów. Z jednej strony Jonatan Soriano – wychowanek Barcelony, który pobił niemal wszystkie rekordy strzeleckie w młodzieżowych zespołach tego klubu, wliczając w to drugoligową Barcelonę B. Pep Guardiola wielokrotnie próbował włączyć go do pierwszej ekipy Blaugrany, jednak za każdym razem presja przezwyciężała Katalończyka. Podobnie było na wypożyczeniach (Ejido, Albacete i Espanyolu). Wreszcie po tym, jak w niemal półtorej roku strzelił prawie 40 bramek na drugoligowym hiszpańskim poziomie, wiedząc, że w Barcelonie sukcesów już nie odniesie, postanowił zmienić otoczenie. Choć zainteresowanie nim wykazywała niemal połowa drużyn Primera Division, wybrał Austrię na co na pewno wpływ miały finanse. Początki w Salzburgu były jednak trudne i rzadkoSoriano kiedy trafiał do bramek rywali. Kiedy jednak w końcu się zaaklimatyzował, nie było już na niego mocnych. W zarówno zeszłym, jak i trwającym sezonie wrócił do formy z czasów gry w rezerwach Barcelony. Hiszpan równie dobrze spisuje się w Lidze Europy, gdzie jego statystyki są wprost rewelacyjne – pięć meczów, siedem goli, trzy asysty. Niewykluczone, że 28-latek dzięki kolejnym dobrym występom w Red Bullu dostanie jeszcze szansę na zaprezentowanie się w silniejszej lidze. Jego partnerem w ataku jest Alan – przedstawiciel licznej nacji w tym klubie, jaką są Brazylijczycy. Rodak Pelego jest w Salzburgu już cztery lata i rok w rok należy do czołowych napastników klubu i ligi.

Fazę grupową opisywanej wcześniej Ligi Europy, piłkarze Schmidta przeszli jak burza. Wygrali wszystkie grupowe spotkania, co w tej edycji udało się jeszcze tylko londyńskiemu Tottenhamowi. Co prawda sukces ten można tłumaczyć niebywale łatwą grupą, w której przeciwnikami Salzburga byli Duńczycy z Esbjerga, szwedzki Elfsborg i niemrawy Standard Liege. W 1/16 finału przyjdzie im zagrać z silniejszym rywalem, jakim jest Ajax Amsterdam, który nie tak dawno zdołał zatrzymać rozpędzoną Barcelonę. Amsterdamczycy jednak nigdy nie traktowali Ligi Europy na poważnie, co dobitnie pokazało ubiegłoroczne wyeliminowanie ich przez Steauę Bukareszt. Dlaczego więc i Austriakom ma się nie udać?

Choć kiedy koncern Red Bulla wykupywał Austrię Salzburg kilka lat temu, wielu kibiców było temu przeciwnym i nie zamierzali uczęszczać na spotkania nowego „tworu”, dzisiaj mieliby oni spory powód do dumy. Jak dobrze wiemy – pieniądze w futbolu bardzo często gwarantują sukces co sprawdza się i w tym przypadku. Jeśli dodać do tego perfekcyjną organizację, jaka ma miejsce w Salzburgu mamy przepis na klub idealny. Aby młodzi i utalentowani piłkarze tego klubu nie przesiadywali na ławce, nawiązano współpracę z drugoligowym FC Liefering, którego praktycznie cały aktualny skład stanowią piłkarze wypożyczeni z Salzburga. Na dodatek w klubie pracują tak znane europejskiej piłce postaci, jak Gérard Houllier w charakterze międzynarodowego dyrektora sportowego, a także Ralf Ragnick na tym samym stanowisku, jednak o zasięgu lokalnym. Asystentem trenera jest z kolei Olivier Glassner, który w austriackiej Bundeslidze zagrał ponad 500 razy! Tak mieszanka musi w przyszłości obfitować w sukcesy i przewidujemy, że nastąpi to już niedługo.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

1 trackback