Reforma Ligi Mistrzów, goli strzelonych na wyjeździe i… dzika karta?

1
paź
11
Redakcja
britain-soccer-uefa-congress.jpeg-1280x960

Michel Platini nie usiedzi w miejscu. Dzień bez reformy to dla niego dzień stracony. Większość jego pomysłów bywa absurdalna, ale ten – przynajmniej naszym zdaniem – ma ręce, nogi i może się przyjąć.

W przyszłym sezonie piłkarskiej Ligi Mistrzów rozstawieni w grupach będą mistrzowie siedmiu czołowych krajów w rankingu europejskim oraz obrońca tytułu – zakłada projekt rekomendowany przez komisję międzyklubową UEFA. Odchodzi on od obowiązującego obecnie rozstawiania według rankingu klubowego. Projekt ten ma być zatwierdzony przez komitet wykonawczy UEFA, którego posiedzenie zwołano na 4-5 grudnia w siedzibie organizacji w szwajcarskim Nyonie.

Reforma będzie miała znaczące konsekwencje dla klubów z takich krajów jak Anglia czy Hiszpania. W tegorocznym losowaniu grup LM ta ostatnia miała trzy kluby w pierwszym koszyku (Real Madryt, Barcelona, Atletico Madryt), podczas gdy Anglia dwa (Chelsea i Arsenal Londyn), co pozwoliło tym drużyno uniknąć groźnych rywali w pierwszej fazie.

Przykładowo, gdyby ta zasada funkcjonowała już w tym sezonie, w pierwszym koszyku znalazłyby się te drużyny:  Real Madryt (triumfator z poprzedniego sezonu), Atletico Madryt, Manchester City, Bayern Monachium, Juventus Turyn, Benfica Lizbona, PSG i CSKA Moskwa. Zwróćcie uwagę na to, że w jednej grupie tegorocznych rozgrywek grają trzej mistrzowie kraju: City, Bayern i CSKA, a do tego mamy jeszcze drugą drużynę zeszłego sezonu Serie A, AS Romę. Mieszanka wybuchowa. Na ich przykładzie można wywnioskować, że reforma sprzyjałaby każdemu. Oczywiście, ciągle otrzymywalibyśmy grupy śmierci, w końcu w gronie wymienionych drużyn zabrakło chociażby FC Barcelony, Arsenalu, Chelsea czy Borussii Dortmund. Jednak mistrzowie Anglii, The Citizens z pewnością mieliby łatwiejszą drogę do kolejnej rundy, podobnie jak CSKA, która nie byłaby od razu skazana na pożarcie. Rosjanie po dwóch spotkaniach mają na koncie zero punktów.

Zmiana ta zdaje się być korzystną. Wreszcie w Lidze Mistrzów będą uprzywilejowane drużyny, które faktycznie są mistrzami w swoich krajach. Podobnego zdania jest Gianni Infantino, cieszący się w Polsce oryginalnym pseudonimem: – Być może w ostatnich latach trudno było zrozumieć, że zwycięzcy rozgrywek krajowych nie byli wystarczająco wysoko w rankingu. Tak działo się we Francji i Anglii. Kibice mieli problemy ze zrozumieniem, dlaczego mistrz kraju znajduje się w niższym koszyku niż trzecia drużyna danej ligi. W futbolu chodzi o wygrywanie, rywalizację, zasługi sportowe. Myślę, że przyznanie zwycięzcom lig specjalnego traktowania jest naturalną rzeczą – stwierdził sam zainteresowany.

Ale to nie koniec. Szef FIFA Sepp Blatter wezwał władze UEFA do rezygnacji z rozstrzygania kwestii awansu do kolejnej rudny Ligi Mistrzów i Ligi Europy w oparciu o liczbę goli strzelonych na wyjeździe. Jego zdaniem zasada ta faworyzuje drużyny, które rozgrywają rewanże na obiekcie przeciwnika. W przypadku bezbramkowego remisu przeprowadzana zostaje dogrywka, która wydłuża czas drużyny przyjezdnej na zdobycie gola na terenie rywala. Praktykę tę zaczęto stosować w 1965 roku. – Nadszedł czas, by zastanowić się nad tym systemem. Czy zasada goli strzelonych na wyjeździe wciąż ma sens? Jej idea sięga czasów, gdy wyjazdy na mecze były długie i męczące, a warunki gry różniły się w znacznym stopniu – wyjaśnił sternik światowej federacji piłkarskiej.

Zasada goli strzelonych na wyjeździe ma swoje wady i zalety. W ogólnym rozrachunku wygrywają jednak wady. Dwie propozycje, dwie trafne. Czyżby w siedzibach UEFA i FIFA zapanowała normalność?

Jest jeszcze trzecia propozycja, tym razem dyrektora AC Milanu. Umberto Gandini zasugerował, że w rozgrywkach Ligi Mistrzów powinien obowiązywać system przyznawania dzikich kart, na wzór innych dyscyplin. Długo na reakcję jednego z przedstawicieli UEFA nie trzeba było czekać. – Jeżeli nie jesteś w stanie dokonać inwestycji w skład na pewnym poziomie, płacisz za to wysoką cenę i nie grasz w Europie. Co roku przynajmniej jedna wielka ekipa nie kwalifikuje się do rozgrywek Ligi Mistrzów. Powinien zostać wprowadzony system z dziką kartą czy coś podobnego. Dziką kartę otrzymywałaby drużyna z odpowiednim prestiżem do uczestnictwa w tych rozgrywkach stwierdził Gandini. Co o tym sądzicie? Ponownie rozpisujemy sobie wady i zalety. I wychodzi na to, że plusów nie ma. W Lidze Mistrzów powinny grać drużyny, które na to zasłużyły, a nie wygrały bitwę pod stolikiem o dziką kartę.

Sekretarz generalny UEFA, Gianni Infantino szybko odpowiedział na taką propozycję: – To się nigdy nie stanie, ten system nie zostanie zastosowany.

1 komentarz
  1. Leszek dodał komentarz dnia 7 maja 2018

    Wprowadzenie tzw. ,,dzikich kart” w futbolu europejskim oznaczałoby nadejście ,,dzikich obyczajów” rodem z ,,dzikiego zachodu”. Byłaby to klęska piłki nożnej. Na szczęście mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>