Robert Enke: Droga donikąd

6
lis
15
Redakcja
Robert Enke

Niedawno minęły trzy lata od tragicznej śmierci Roberta Enke, bramkarza Hannoveru 96 i reprezentacji Niemiec. Gdyby żył, miałby dzisiaj 35 lat i wciąż mógłby grać na wysokim poziomie. Niestety historia przybrała zupełnie inny przebieg…

Robert Enke swoją karierę rozpoczynał w SV Jena Pharm, ale był to tylko krótki epizod. Szybko zmienił klub i rozpoczął treningi w zespole  Carl Zeiss Jena grającym w 2. Bundeslidze. W pierwszym zespole zadebiutował już w wieku 18 lat. Było to spotkanie, w którym jego zespół mierzył się z Hannoverem i w tamtym spotkaniu padł remis 1:1. Przed rozpoczęciem następnego sezonu Enke, jako obiecujący młodzian, zmienił otoczenie i trafił do  Borussii Mönchengladbach. W drużynie „Źrebaków” na początku pełnił rolę rezerwowego, a bramkarzem numer jeden został dopiero wtedy, gdy karierę zakończył Uwe Kamps.

Miłe złego początki

Kolejnym przystankiem w jego karierze była Benfica Lizbona. Portugalski klub przeżywał wówczas słabszy okres, ale sam Enke prezentował się na tyle dobrze, że zwrócił na siebie uwagę Barcelony.  W 2002 roku do Katalonii sprowadził go Joan Gaspart. Od tego momentu zaczęły się pierwsze kłopoty niemieckiego zawodnika. W zespole „Blaugrany” był bramkarzem numer trzy i rzadko wychodził na boisko. A jeśli już udało mu się wystąpić w meczu, to kończyło się kompletną katastrofą. Enke dwukrotnie stawał między słupkami FC Barcelony i za każdym razem spadała na niego fala krytyki zarówno ze strony kibiców, jak i nawet kolegów z zespołu.

Na Camp Nou podjęto decyzje, że niemiecki bramkarz zostanie wypożyczony do słabszego klubu, by odbudować formę. Rundę jesienną spędził więc w Fenerbahce Stambuł, ale nie przyniosło to pozytywnych efektów. Tureccy kibice od początku wyrażali swoje niezadowolenie wobec tego transferu. Enke wystąpił tylko w jednym spotkaniu i spisał się w nim bardzo słabo. Fenerbahce przegrało 0-3, a po meczu w stronę bramkarza rzucano butelki i zapalniczki. Cierpliwość fanów wyczerpała się bardzo szybko.

Na rundę wiosenną Enke wrócił do Barcelony, ale po raz kolejny został wypożyczony – tym razem do Teneryfy. W drugoligowym zespole wreszcie odzyskał dawną formę, znowu imponował refleksem i sprawnością. Po sezonie pojawiły się dla niego interesujące oferty. Najbardziej kusząca była ta z Hannoveru 96 i niemiecki bramkarz zdecydował się na powrót do ojczyzny. Gdy w swojej sportowej karierze Enke wyszedł wreszcie na prostą, to zupełnie nagle spadło na jego barki ogromne nieszczęście – na rzadką chorobę serca zmarła jego dwuletnia córka Lara.

Sytuacja stała się dramatyczna. Enke rozpoczął kurację antydepresyjną, a piłka nożna była jednym z jej elementów. To ona pomagała mu oderwać się od problemów życia codziennego. Powoli zbierał się w sobie i podnosił po przykrych doświadczeniach. Podwójna mobilizacja przyniosła znakomity efekt. W Hannoverze niemiecki bramkarz grał jak nigdy dotąd. Z czasem stał jednym z filarów klubu i został powołany do kadry narodowej. W sezonie 2008/2009 wybrano go najlepszym bramkarzem Bundesligi. Po sukcesach sportowych poprawiła się także atmosfera w domu. Enke i jego żona postanowili adoptować córkę – wydawało się, że po tragedii rodzinnej otrząsnęli się już na dobre. Życie stawało się coraz piękniejsze.

Pamiętny wtorek

8 listopada 2009 roku Robert Enke zagrał w spotkaniu Hannoveru z HSV Hamburg. Mecz zakończył się remisem 2:2. Dwa dni później bramkarz popełnił samobójstwo. To był szok dla wszystkich. Wydawało się, że reprezentant Niemiec najgorsze chwile ma już za sobą. Przed odebraniem sobie życia spotkał się ze swoim psychologiem. Twierdził wtedy, że czuje się dobrze i nie musi udawać się na kolejną kurację. Niestety później w miejscowości Neustadt am Rübenberge rzucił się pod pociąg jadący z prędkością 160 km/h. Nazajutrz znaleziono list pożegnalny, w którym Enke przyznał, że cierpiał na depresję i nie radził sobie z presją. Przeprosił swoją rodzinę i bliskich.

Pogrzeb odbył się w niedzielę 15 listopada na stadionie Hannoveru 96 – AWD Arena. Na trybunach zebrało się około 40 tysięcy osób. Nie byli to tylko kibice miejscowego klubu, ale także zwykli ludzie, którzy po prostu chcieli pożegnać bramkarza reprezentacji Niemiec.

Śmierć Roberta Enke wywołała ogromne poruszenie w futbolowym świecie. Wiele znanych osobistości zabrało już głos na temat tej tragedii. Historię bramkarza opisał jego wieloletni przyjaciel, Ronald Reng w książce pod tytułem „Za krótkie życie: Tragedia Roberta Enke”. Ta pozycja szybko stała się w Niemczech bestsellerem.

Enke miał 32 lata. Zostawił żonę Teresę, adoptowaną córkę Lenę oraz miejsce między słupkami Hannoveru i reprezentacji Niemiec.

Wielka tragedia. Tylko takie słowa cisną się na usta. Robert Enke był dobrym, choć długo niedocenianym bramkarzem. Stał się ulubieńcem kibiców i kapitanem Hannoveru 96. Dla wielu osób był też wielkim przyjacielem zarówno na boisku, jak i poza nim.

Przegrał jednak z presją i własnymi demonami…

Damian Wolski

6 komentarze
  1. JohnO dodał komentarz dnia 31 maja 2020

    Hi. I have checked your czasfutbolu.pl and i see you’ve got some duplicate content so probably it is the reason that you don’t rank high in google. But you can fix this issue fast. There is a tool that creates content like human, just search in google: miftolo’s tools

  2. Ktoś dodał komentarz dnia 28 listopada 2012

    pamiętam że kiedyś w hanowerze byłem na paru meczach i szybko zrozumiałem czemu Enke był tam bohaterem. co chwile nóż na gardle, obrona dziurawa (Żuraw tam grał:/) a ten ratował i ratował bez końca.w kadrze pewnie też by się przebił po tym jak kahn odszedł. pamiętam też tytuł z o2.pl czyli chyba sportfan- „niemiecki bramkarz rzucił się pod pociąg! znałeś go?!?!” ech, tragedia, ta kobieta straciła najpierw córkę potem męża.

  3. Paweł dodał komentarz dnia 16 listopada 2012

    P.S Jeszcze media niedawno donosiły, że z Martinem Feninem jest nieciekawie..

  4. Paweł dodał komentarz dnia 16 listopada 2012

    Smutna historia. Nie brakuje jednak takich. Nawet w „świecie piłkarskim”. Wcześniej odebrał sobie życie Adam Ledwoń i Sławomir Rutka. W tym roku Iwo Zubrzycki.

  5. KUBA dodał komentarz dnia 15 listopada 2012

    Jak można było o tym nie wiedzieć, kiedy cały świat o tym mówił?

  6. fan dodał komentarz dnia 15 listopada 2012

    Szkoda nie wiedziałem o tym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>