Rodowód cenniejszy od talentu?

0
mar
25
Eryk Delinger
england

Prezes Football Association Greg Dyke już wie, jak uzdrowić angielską piłkę. Nic prostszego – wystarczy zmusić czołowe kluby, by zrezygnowały z gwiazd i wypchały swoje kadry przeciętnymi Anglikami.

Przedstawiona przez Dyke’a propozycja reformy Premier League zakłada powiększenie minimalnej liczby wychowanków w 25-osobowych kadrach klubów z ośmiu do dwunastu, przy jednoczesnym zaostrzeniu zasad przyznawania statusu „home-grown”. Status wychowanka mieliby otrzymywać piłkarze zarejestrowani w angielskim klubie od 15. (nie, jak teraz, od 18.) roku życia. Miano home-grown straciliby więc wówczas m.in. Cesc Fábregas, Gaël Clichy czy Morgan Schneiderlin, dzięki którym ich zespoły jakoś radzą sobie z obecnym limitem. Paranoja – w praktyce nie ma żadnych szans na to, by cztery mierzące w Ligę Mistrzów firmy wyhodowały bądź wyszukały w mniejszych klubach 10-12 chowanych na Wyspach piłkarzy reprezentujących odpowiedni poziom.

Prezes FA swój pomysł podpiera przykładem Harry’ego Kane’a – uważa, że rezerwy ekip Premier League skrywają tuziny piłkarzy gotowych eksplodować tak jak napastnik Spurs gdyby tylko dać im szansę. Wychodzi na to, że angielską reprezentację przed podbojem świata powstrzymuje wyłącznie złośliwy upór ligowych potęg, które z premedytacją ignorują rosnące na drzewach brytyjskie talenty. Gdyby chociaż poprzednia reforma dała jakiekolwiek podstawy do sformułowania takiej teorii… Ta wywołała przecież dokładnie odwrotny efekt – przeciętny angielski gracz podrożał, biedniejsze kluby zaczęły jeszcze odważniej sięgać po importy, a kilku potencjalnych reprezentantów złamało sobie kariery transferami do desperacko poszukującego rezerwowych lokalnej produkcji Manchesteru City.

Dyke wskazuje na Hiszpanię czy Niemcy, gdzie największe kluby opierają swoje drużyny na lokalnych graczach, którzy stanowią potem trzon silnych reprezentacji. Wzory właściwe – szkoda, że wnioski błędne. Sukcesy jednych i – zwłaszcza – drugich są przecież konsekwencją lat planowania i odpowiedniego szkolenia, a nie skutkiem narzuconego z dnia na dzień idiotycznego przymusu. Pomysły takie jak ten mogą tylko zaszkodzić rozwojowi młodych piłkarzy. Dlaczego młody chłopak miałby nad sobą pracować i ścigać zagranicznych rywali, kiedy federacja uczy go, że gra mu się należy za sam fakt bycia Anglikiem?

Najlepsze, że nawet gdyby bezsensowny przepis mimochodem doprowadził do wyprodukowania jednego czy dwóch fantastycznych piłkarzy, reprezentacja pewnie i tak nie potrafiłaby z tego skorzystać. Przecież nawet dziś mimo oczywistych braków Anglicy dysponują gronem uzdolnionych technicznie piłkarzy, którzy w swoich klubach odnajdują się w dobrym, ofensywnym futbolu. Zamiast wywracać ligową piłkę do góry nogami, FA mogłaby na początek poszukać selekcjonera, który będzie potrafił zamiast najlepszych nazwisk wybrać najlepszych graczy i złoży z nich drużynę. Skoro już federacja zabiera się za naprawianie angielskiej piłki od końca, niech chociaż spróbuje czegoś, co ma prawo zadziałać.

Gorący zwolennik piłki w angielskim wydaniu. W przerwach od Premier League chętnie śledzi także francuską Ligue 1. Obok futbolu na liście jego uzależnień figurują heavy metal i kawa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>