Roman Szirokow: Z baru na Euro 2012

3
cze
23
Redakcja
Roman Shirokov

Dziesięć lat temu upijał się samotnie w moskiewskich barach. W klubach godzinami grał w karty, lekko podchmielony podrywał dziewczyny. Dzisiaj jest jednym z najlepszych rosyjskich piłkarzy, a na EURO 2012 pokonał Petra Čecha. Roman Szirokow drogę z dna na sam szczyt zna jak mało kto.

Wydawało się, że bezpowrotnie minęły czasy, gdy na europejską scenę regularnie wkraczali piłkarze, którzy bramy wielkiego futbolu zaczynali forsować około trzydziestki. Wielkie kluby swoje macki mają już przecież wszędzie – wysyłają skautów nawet do najbardziej egzotycznych krajów, skąd wyławiają coraz to nowe piłkarskie diamenty. A jednak.

Na EURO 2012 zabłysnął trzydziestolatek stawiający w poważnej piłce dopiero pierwsze kroki. Człowiek, który jeszcze kilka lat temu upijał się na grillach ze znajomymi, a następnie wymyślał historie o złamanej nodze. Człowiek, który kilkanaście dni temu sprytnym strzałem pokonał Petra Čecha. Roman Szirokow.

***

Piłka to dla niego dobra zabawa. Nic więcej. Lubi futbol, ale nie bardziej niż przesiadywanie w nocnych klubach i zagadywanie przy barze do dziewczyn. Rosyjscy dziennikarze, których spotkaliśmy przy okazji meczu Polski ze „Sborną”, powiedzieli, że Szirokow to przykład tego, jak nie powinien postępować profesjonalny piłkarz.

„Jak tylko Roman wyczuje, że trener trochę mu popuszcza, to od razu idzie w tango. A w Petersburgu, gdzie na co dzień gra, miejsc do zabawy jest cała masa” – opowiadał nam jeden z dziennikarzy.

„Jest pewny siebie i trochę bezczelny. Kiedy chciałem umówić się z nim na wywiad, zaprosił mnie do knajpy. Wchodzę, a na stole czeka już butelka whisky i dwie szklanki” – dodaje inny.

W Rosji o tym, że Szirokow lubi się zabawić wiedzą wszyscy. A jednak nikt nic z tym nie robi. Dlaczego? Bo to piłkarz, który jednym zagraniem potrafi rozstrzygnąć losy meczu. Musi tylko wiedzieć, że ma bezwarunkowe wsparcie zespołu i trenera. To wszystko.

Zaczynał karierę w CSKA Moskwa. Przez trzy lata grał w rezerwach, spisywał się tak sobie. W końcu ktoś wpadł na pomysł, by wypożyczyć go do innego klubu, gdzie mógłby nabrać trochę doświadczenia. Po dwudziestoletniego wówczas Szirokowa zgłosiło się Torpedo-Ził.

W barwach nowego klubu zagrał jeden mecz. Zaraz po nim udał się na grilla ze znajomymi. A w Rosji na grillach nie pije się piwa. Zabawa była przednia i na drugi dzień nic nie pamiętał. Futbol trochę mu się znudził. Na jakiś czas postanowił… zniknąć.

Do klubu wrócił jak gdyby nigdy nic po dwóch miesiącach. Wszyscy wściekli. Trener, prezes, koledzy z drużyny. Szirokow wszedł do szatni o kulach i z nogą w gipsie. Opowiedział historyjkę o tym, że złamał ją kiedy schodził po schodach. Nikt mu nie uwierzył. Tego samego dnia został odesłany z powrotem do CSKA.

Kiedy nazajutrz pojawił się na treningu rezerw, trenerzy rozłożyli ręce. Nikt już nie robił sobie nadziei na to, że „Romaszka” osiągnie jeszcze coś w piłce. On jednak był przekorny, przychodził na treningi. Po jednym z nich ktoś wpadł na pomysł, żeby pomógł w kopaniu okopów na pobliskim poligonie. Innym razem malował mury wokół boiska na niebiesko-czerwono (kolory CSKA).

Któregoś razu, kiedy skończył „trening” z pędzlem, poszedł w miasto. Przy kieliszku postanowił, że nigdy więcej nie zagra w CSKA. Przeniósł się do półamatorskiej Istry. Robił za miejscową gwiazdę, a nocami pił i grał w karty. W wieku 22 lat Roman Szirokow był żywą przestrogą dla utalentowanych młodych piłkarzy. „Róbcie to, co ja, a zmarnujecie sobie życie”.

***

Nagle karta się odwróciła. Poznał swoją przyszłą żonę – Katię. Postanowił się zmienić. Przynajmniej trochę. Jeszcze raz spróbował sił w profesjonalnej piłce, tym razem w trzecioligowym zespole Widnoje. Nie pił, grał świetnie. Na tyle, że po ledwie 20 meczach wykupił go pierwszoligowy Saturn, a następnie czołowy rosyjski klub – Rubin Kazań.

Przeprowadzka do Tatarstanu okazała się kompletną pomyłką. W barwach zespołu prowadzonego przez Kurbana Berdijewa Roman zagrał ledwie cztery razy. Potem popadł w konflikt z szanowanym szkoleniowcem, znanym ze swojej żarliwej religijności (na każdym meczu Berdijew ściska w ręku różaniec). Ze starcia tych dwóch silnych osobowości tylko jedna mogła wyjść cało. I nie był to Szirokow.

Po jednym z treningów dziennikarz zapytał go, dlaczego nie potrafi grać w Rubinie równie dobrze, jak choćby w Saturnie. „Romaszka” stracił głowę. „Dlaczego? Ano dlatego, że mamy beznadziejnego trenera! Ten człowiek nie umie z nami rozmawiać. Cała jego religijność to bzdura. Chcesz wiedzieć, jakiego on wyznaje boga? On wierzy w Benjamina Franklina ze studolarowych baknotów! Myśli, że jak kupi dziesięciu zawodników za wagon pieniędzy, to wygra mistrzostwo”.

Na drugi dzień Roman mógł szukać sobie innego klubu.

Wielkie rosyjskie kluby nie chciały go widzieć. Uchodził za porywczego i nieumiejącego współpracować z zespołem. Słusznie. Miał 26 lat i znowu wielkie kłopoty.

Szczęście jednak wciąż mu sprzyjało. Przypomniano sobie o nim w Moskwie, ale tym razem w drużynie Chimki. Skromny klub, który dopiero co wywalczył awans do Premier Ligi, okazał się doskonałym miejscem, by ponownie odbudować formę. Występujący na pozycji obrońcy Szirokow zdobył dla nowego zespołu siedem bramek i był jego najlepszym strzelcem. Wtedy nadeszła oferta z Zenita Sankt Petersburg.

Prowadzący Zenit trener Dick Advocaat potrzebował środkowych obrońców, bo ze składu wypadł Nicolas Lombaerts, a do Liverpoolu odszedł akurat Martin Škrtel. Szirokow nie zawiódł. 28-letni zawodnik szybko stał się ulubieńcem holenderskiego szkoleniowca, który stwierdził nawet, że „któregoś dnia Roman będzie najlepszym obrońcą w kraju”. Kiedy usłyszał to Szirokow, natychmiast wypalił, że nie chce być obrońcą, ale pomocnikiem. Uwielbiał strzelać bramki.

W barwach Zenita zdobył dwa mistrzostwa Rosji, Puchar UEFA i Superpuchar Europy. Zadebiutował w reprezentacji kraju, a kiedy jej stery przejął Advocaat, stał się jednym z jej kluczowych zawodników. Spełnił też zapowiedź o tym, że przeniesie się do drugiej linii. Dzisiaj jest jednym z najlepszych środkowych pomocników Premier Ligi.

***

Jeśli myślicie, że ostatnie dziesięć lat go zmieniło, to… nic bardziej mylnego. Wyważone wypowiedzi? Skrucha za dawne winy? Zapomnijcie. Roman nadal jest nieobliczalny i ma ognisty temperament. Kiedy w jednym z meczów Ligi Mistrzów kibice Zenita wrzucili na boisko race i istniało zagrożenie, że sędzia ukarze zespół z Sankt Petersburga walkowerem, w strefie wywiadów Szirokow wybuchnął. Kibiców nazwał „bandą gamoni”, a gdy ci zaczęli obrzucać go obelgami na Twitterze… odpowiedział tym samym.

Przed EURO 2012 dziennikarze pytali go o to, jak ocenia szanse reprezentacji Hiszpanii. „Hiszpania? Dużo hałasu o nic. Wymieniają setki podań, ale nie umieją strzelać goli” – rzucił Roman.

I po pierwszej serii spotkań fazy grupowej wydawało się, że ma rację. On strzelił pięknego gola Czechom, a Hiszpanie z trudem zremisowali z Włochami. Potem dla „Romaszki” było jednak tylko gorzej. Po remisie z Polską i sensacyjnej porażce z Grecją, Rosja odpadła z turnieju.

Szirokow jednak nie zawiódł. Obok Ałana Dżagojewa, to właśnie on był najlepszym zawodnikiem „Sbornej”. Dobrze spisywał się w środku pola, w każdym meczu oddawał serce dla drużyny – zdobył szacunek rosyjskich kibiców. Na każdym kroku wspiera go też żona, bez której pewnie dalej przegrywałby pieniądze w podrzędnych barach.

Kto nie ma szczęścia w kartach, ma szczęście w miłości?

3 komentarze
  1. CSKA dodał komentarz dnia 28 czerwiec 2012

    no i można ? Można :D

  2. nixon dodał komentarz dnia 28 czerwiec 2012

    świetny artykuł!

  3. Fan dodał komentarz dnia 24 czerwiec 2012

    Bardzo fajny artykuł miło sie go czyta i także licze na więcej takich ciekawostek. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>