Samotność Ronaldo w reprezentacji

0

Musiałby stać się cud, by Cristiano Ronaldo i spółka przebrnęli fazę grupową Mistrzostw Świata. Wczorajszy pojedynek z USA zakończony rezultatem 2:2 jest chyba tylko przedłużeniem portugalskiej agonii. Drużyna Paolo Bento kompletnie nie może odnaleźć się na brazylijskich boiskach, a jej kontuzjowany kapitan sam stracił już nadzieję na jakikolwiek sukces. Wyniki osiągane przez Portugalczyków, uwzględniając ich słabą formę i mnogość kontuzji, nie są żadnym zaskoczeniem.

To miał być Mundial Ronaldo, który niemal w pojedynkę wprowadził Portugalię na Mistrzostwa Świata. Prawda jest jednak taka, że Szwecja była po prostu gorszym zespołem i nie potrafiła przeciwstawić się będącej na fali wznoszącej drużynie Bento. Wszyscy, począwszy od bramkarza, przez obronę i pomoc, na CR7 kończąc zagrali dwa spektakularne spotkania, dzięki którym przebojem wdarli się tylnymi drzwiami na Mundial. Niestety, okazał się on dla nich kompletną porażką. Pogrom w meczu z Niemcami (4:0) i szczęśliwy remis z USA dają już tylko cień nadziei na wyjście z grupy G. Cristiano skomentował występ swój i kolegów w bardzo szczery i osobisty sposób.

„Wiedzieliśmy, że nie byliśmy faworytem Mundialu. Nigdy nie byliśmy faworytami. Twierdzenie, że Portugalia mogła zostać mistrzem świata, było fikcją. Są zespoły, które mają lepszych piłkarzy od naszych, i które bardziej zasługują na podniesienie Pucharu Świata”.

Zupełnie tak jak w 2010 roku, te słowa mogą wywołać burzę. Z drugiej strony Portugalczyk dodaje: „Nie chcę usprawiedliwiać się problemami fizycznymi. Jestem duszą i ciałem z tą reprezentacją”. Mowa oczywiście o tym, że od niemal 4 miesięcy Cristiano gra z kontuzją kolana. Jak okazało się tuż przed Mistrzostwami, uraz jest podwójny: zapalenie ścięgna rzepki oraz ból lewego kolana poważnie dawały się we znaki gwiazdorowi Realu Madryt i uniemożliwiły zaprezentowanie swojej najlepszej wersji w finale Ligi Mistrzów, ale przede wszystkim na tak ważnym dla niego Mundialu w Brazylii.

Totalną głupotą jest zwalanie całej winy na Ronaldo. To już nie te czasy (a kiedykolwiek takie były?), że jeden piłkarz może wygrać Puchar Świata i tworzyć różnicę w każdym meczu. Choć niektórych szczerość kapitana uraża, to spójrzmy prawdzie w oczy: prawda została wypowiedziana. Portugalia jest o wiele słabszym zespołem, niż ludzie mają o niej wyobrażenie. Kto tak na dobrą sprawę może być tam uważany za klasowego zawodnika? Hugo Almeida? Varela? Costa?  Wolne żarty. Jedyni, którzy mogą popisać się dobrym podaniem, czy dryblingiem to Moutinho i Nani, choć obaj grają znacznie poniżej ich możliwości. Zawieszony Pepe, kontuzjowany Coentrao, czy osamotniony w destrukcji Raul Meireles to jedynie elementy, z których składa się portugalska hołota.

Wielkim problemem Portugalii jest to, że nie tworzy zespołu. Od czasu odejścia takich zawodników jak Luis Figo, straciła charakterystyczny dla siebie ciąg na bramkę, a większość spotkań wygrywa, czy remisuje jedynie dzięki indywidualnym przebłyskom zawodników pokroju Ronaldo. Śledzę tę reprezentację od lat i widzę, że prócz zwyczajnego piłkarskiego pecha, podopieczni Bento nie tworzą sprawnego kolektywu, by nie powiedzieć, że są po prostu słabymi piłkarzami. Nie będzie zbrodnią by tak uważać, mając w pamięci spotkanie z Niemcami, które nie powinno zakończyć się tak wysoką porażką.

Cristiano Ronaldo sam od lat ciągnie ten wózek i nie ma z kim grać, gdy na horyzoncie jawi się silniejszy rywal. Już wielokrotnie mieliśmy tego przykłady. Koledzy nie wykorzystują jego podań (patrz mecz z Niemcami podczas Euro 2012), grają bez pomysłu i starają się często na siłę szukać swojego kapitana, by ten po raz kolejny uratował im tyłek. Tak grać nie można. Portugalczycy nie mają dobrego okresu, nie mają dobrej generacji piłkarzy, a Ronaldo, jak to wielokrotnie w życiu bywa, jest wybitną, wznoszącą się na zupełnie inny poziom, indywidualnością, która nie jest jednak w stanie samodzielnie wygrać Mistrzostwa Świata.

Trudno tutaj nie porównać sytuacji Portugalczyka do występów jego największego rywala, Leo Messiego. Leo nadal nie imponuje formą, którą zgubił gdzieś w listopadzie ubiegłego roku. W meczu z Iranem przez pełne 90 minut nie potrafił okiwać nawet jednego irańskiego obrońcy, o celnym strzale nie wspominając. Różnica polega na tym, że niemal na każdej pozycji otaczają go wybitni piłkarze, w życiowej formie. Sergio Aguero, Angel di Maria, czy Gonzalo Higuain to najwyższa światowa półka, więc nawet kiedy Argentyna niemiłosiernie męczy się z niżej notowanym rywalem, jeden przebłysk któregoś z nich, jest w stanie odmienić losy spotkania. Messi kolejny raz został bohaterem, zdobywając w samej końcówce zwycięską bramkę, a przez cały mecz nie robiąc de facto nic konstruktywnego. Wczorajszy mecz w wykonaniu Ronaldo był dokładnie taki sam. Dzięki jego asyście w 95 minucie meczu, reprezentacja Bento ma jeszcze matematyczne szanse na wyjście z grupy. O grze Ronaldo mówi się jednak w zupełnie innym tonie, bo Portugalia tego meczu nie wygrała, a jej sytuacja nadal jest bardzo skomplikowana. Ot cała filozofia.

Znając ambicję Portugalczyka, będzie chciał on pożegnać się z Brazylią w należyty sposób. Pogłoski o rzekomej możliwości pogłębienia urazu i zakończeniu kariery to stek bzdur, którymi nie warto zawracać sobie głowy. Widać jednak, że kontuzja go ogranicza. Choć Portugalia ma jeszcze szanse na wyjście z grupy, trudno wierzyć, że jest w stanie pokonać minimum 3 golami tak świetnie dysponowaną Ghanę, która zremisowała przecież 2:2 z reprezentacją Niemiec. Wygląda więc na to, że Ronaldo będzie musiał pogodzić się z losem i zaakceptować fakt, że to nie jest ten moment, kiedy jest w stanie odnieść sukces z drużyną narodową. Szkoda, że kapitan tego okrętu, nie ma marynarzy wystarczająco obytych w dalekich rejsach.

Krystian Pomorski

Piszę dla czasufutbolu, wielu stron związanych z Realem Madryt i samą piłką hiszpańską, której jestem fanem. Zdarza mi się recenzować książki sportowe. Zachęcam do śledzenia moich tekstów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>