Senegal 2002: Niezapomniany turniej i mecz otwarcia

7
maj
15
Redakcja
Senegal Francja

W 2002 roku pojechali na Mundial jako absolutni debiutanci. W swojej grupie byli skazywani na pożarcie, ale już w pierwszym meczu udowodnili, że stać ich na sprawienie sensacji. – Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie wywrócić do góry nogami hierarchię w światowym futbolu – mówił Bruno Metsu, ówczesny selekcjoner reprezentacji Senegalu. I właśnie o jego ekipie będzie ten tekst.

Przed turniejem w Korei i Japonii nigdy wcześniej nie udało im się zakwalifikować na turniej finałowy Mistrzostw Świata. Senegal do 1960 roku był francuską kolonią, a później mimo odzyskania niepodległości jego obywatele i tak chętnie osiedlali się nad Sekwaną. W związku z tym wiele piłkarskich perełek, jak choćby znakomity Patrick Vieira, odpłynęło do reprezentacji „Trójkolorowych”. Na szczęście niektórych zawodników udało się dla senegalskiej drużyny narodowej „uratować” i to właśnie oni, ci grający w Ligue 1, stanowili trzon tej reprezentacji. Z całej 23-osobowej kadry Bruno Metsu tylko dwóch zawodników grało w rodzimej, senegalskiej lidze.

Awans na Mundial był dla tego kraju wielkim wydarzeniem. Selekcjoner i piłkarze zapisali się na kartach historii jeszcze przed turniejem. Dodatkowo los sprawił, że Senegal trafił do grupy A i miał zagrać w meczu otwarcia tej wielkiej imprezy. Mało tego, pierwszym przeciwnikiem została naszpikowana gwiazdami reprezentacji Francji, która przyjechała do Korei i Japonii jako mistrz Świata i Europy. W grupie A znalazły się ponadto zespoły Danii i Urugwaju. Jeśli ktoś w Senegalu marzył o awansie do fazy pucharowej, to właśnie w tych dwóch drużynach upatrywał równorzędnych rywali. Francja miała w tym towarzystwie rozdawać karty i po kolei rozbijać swoich przeciwników.

31 maja 2002 roku oczy całego świata zwrócone były na stadion w Seulu. Właśnie na tym obiekcie miał odbyć się mecz otwarcia Mistrzostw Świata. Pierwsze spotkanie turnieju zawsze ma dodatkowy smaczek, więc media rozpisywały się szeroko na temat obu drużyn. W tym meczu nie brakowało z resztą ciekawych podtekstów. Było więc m.in.: „kolonia przeciwko okupantowi”, „francuski selekcjoner przeciwko swojej ojczyźnie”, czy wreszcie „średniacy Ligue 1 kontra gwiazdy największych europejskich lig”. Rzeczywiście kilka aspektów tej rywalizacji mogło przykuć uwagę. Ale nikt nie miał wątpliwości co jednego – utytułowany zespół „Trójkolorowych” w meczu otwarcia udzieli debiutantowi srogiej lekcji futbolu.

Wreszcie wybiegli na boisko. W ekipie francuskiej prawdziwa plejada gwiazd: Barthez, Lizarazu, Desailly, Thuram, Vieira, Henry, Trezeguet i wielu innych wspaniałych graczy. Senegalczycy wyglądają przy nich niezwykle skromnie. Kamery telewizyjne zatrzymują się dosłownie na chwilę przy El Hadji Dioufie. Jeśli ktoś ma zagrozić bramce Bartheza, to chyba tylko ten zawodnik, znany z niezłych występów dla Lens. Ale po chwili realizator szybko się reflektuje i powraca do drużyny w niebieskich koszulkach…

Niemal od początku mecz nie układał się jednak po myśli Francuzów. Mistrzowie Świata i Europy grali wolno i ospale, a Senegalczycy umiejętnie wybijali ich z rytmu. Ferdinand Coly, Lamine Diatta, Malick Diop i Omar Daf stworzyli prawdziwy mur w defensywie, który dodatkowo znakomicie wspomagali gracze drugiej linii z Aliou Cisse i Salifem Diao na czele. Senegal rzucił przeciwko Francji wszystkie swoje największe atuty, z siłą fizyczną na czele. Dodatkowo afrykański zespół co jakiś czas odgryzał się groźnymi kontrami. W 30. minucie w środku boiska piłkę stracił słaby tego dnia Djorkaeff, a „Lwy Terangi” przeprowadziły błyskawiczną i zabójczą akcję. Diouf z wielką łatwością ograł doświadczonego Leboeuf’a i dośrodkował w pole karne. Tam najsprytniejszy okazał się potężnie zbudowany Bouba Diop, który na raty pokonał Bartheza. Senegal objął prowadzenie 1-0! Na stadionie zapanowała wielka konsternacja.

Do końca spotkania podopieczni Metsu heroicznie się bronili i utrzymali korzystny wynik. Już pierwszy mecz pokazał, że azjatycki Mundial może upłynąć pod znakiem wielkich niespodzianek. Piłkarze Senegalu wpadli w euforię, a ten dzień był dla nich niczym najpiękniejszy sen. – Cztery lata temu oglądałem ostatnie mistrzostwa w telewizji. Kibicowałem wtedy Francji, grali wspaniale… A dzisiaj my pokonaliśmy ich w meczu otwarcia! – mówił wyraźnie podekscytowany Moussa Ndiaye. Po drodze do hotelu kibice wiwatowali na ich cześć, pozdrawiali i prosili o autografy.

„Lew pożarł koguta (symbol reprezentacji Francji – przyp. red.)” – pisały następnego dnia gazety. Senegalczycy przyjechali na ten turniej bez wielkiego rozgłosu, a już po pierwszym meczu znaleźli się w centrum uwagi całego świata. Dziennikarze i kibice przepychali się, by zobaczyć ich trening i choćby przez chwilę porozmawiać z piłkarzami. Na konferencji prasowej przed kolejnym spotkaniem z Danią długo rozpytywany był El Hadji Diouf. – Nadal jesteśmy małym i skromnym zespołem. Po ostatnim meczu z Francją woda sodowa nie uderzyła nam do głów. Do każdego meczu będziemy podchodzić z wielkim zaangażowaniem – zapewniał napastnik. Podpuszczony przez duńskiego dziennikarza wreszcie zirytowany dodał: – Naprawdę chcesz usłyszeć ode mnie deklarację, że na pewno wygramy najbliższy mecz? Ok, proszę bardzo – pokonamy jutro Danię!

Z Duńczykami nie zagrali jednak już tak dobrze jak z Francją. Spotkanie zakończyło się remisem 1-1. Najpierw z rzutu karnego trafił Jon Dahl Tomasson, a dopiero po przerwie wyrównał Salif Diao. Podział punktów był dla Senegalczyków całkiem niezłym wynikiem, ale Bruno Metsu dostrzegł regres w grze swojego zespołu. Przed ostatnim starciem zakazał swoim podopiecznym rozmów z mediami. Selekcjoner nie chciał, by jego piłkarze wdawali się w niepotrzebne dyskusje z dziennikarzami i sami wytwarzali na siebie presję. Tym bardziej, że batalia z Urugwajem miała zdecydować o awansie do fazy pucharowej…

Przed ostatnim meczem Senegalczycy znajdowali się dość dogodnej sytuacji. Do awansu wystarczał im remis z teoretycznie najsłabszym rywalem w tej grupie. Urugwajczycy przegrali wcześniej z Danią i bezbramkowo zremisowali z Francją. „Lwy Terangi” fantastycznie rozpoczęły ostatnie spotkanie. Już po 38 minutach prowadziły 3-0! Dwa gole strzelił wyrastający na bohatera narodowego – Bouba Diop, a jedno trafienie z rzutu karnego dorzucił Khalilou Fadiga. Przy takim wyniku Senegal awansowałby z pierwszego miejsca w grupie. Ale w szatni piłkarze Metsu kompletnie się rozluźnili i po przerwie … stracili trzy gole! Wypuścili z rąk wysokie prowadzenie, a niewiele brakowało, by w ogóle przegrali ten pojedynek. Końcówka meczu była niezwykle nerwowa, ale ostatecznie zakończyło się remisem 3-3. Ten wynik dawał afrykańskiemu zespołowi drugą lokatę i awans do 1/8 finału.

Metsu był jednak wściekły, że jego zespół z taką łatwością utracił prowadzenie 3-0. Na tym poziomie taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Druga połowa meczu z Urugwajem naprawdę mogła niepokoić. Tym bardziej, że rywalem w 1/8 miała być Szwecja, zwycięzca „grupy śmierci” z Anglią, Argentyną i Nigerią. W reprezentacji „Trzech Koron” zdecydowanie najgroźniejszym zawodnikiem był wówczas Henrik Larsson, który z niezwykłą regularnością trafiał do siatki…

Nie inaczej było w starciu z Senegalem. Już w 11. minucie słynny snajper zdobył pierwszego gola. Wydawało się, że Szwecja pewnie zmierza po awans do najlepszej ósemki turnieju. Dość nieoczekiwanie jednak, po jednej z nielicznych akcji ofensywnych, piłkarze Metsu doprowadzili do wyrównania. Gola na 1-1 zdobył Henri Camara i do szatni oba zespoły schodziły z wynikiem remisowym. W drugiej połowie „Lwy Terangi” wyraźnie się przebudziły. Senegalczycy znowu przypominali zespół, który na początku turnieju ograł Francję. Ich akcje były składne i bardzo szybkie, a gra defensywna twarda i zdecydowana. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy w dogrywce. W 107. minucie złotą bramkę zdobył Henri Camara, absolutny bohater tego dnia. Jego dwa trafienia dały drużynie historyczny awans do ćwierćfinału MŚ. To był znaczący krok dla całego afrykańskiego futbolu. Senegal był drugim, po Kamerunie (1990), krajem z tego kontynentu, który zakwalifikował się do najlepszej ósemki Mundialu.

Apetyt rósł w miarę jedzenia. W ćwierćfinale „Lwy Terangi” trafiły na inną rewelację turnieju – Turcję. Inna sprawa, że do tego momentu osiągnięcia zespołu Senola Gunesa przy wyczynach Senegalczyków wyglądały niezwykle blado. Reprezentacja Turcji w grupie okazała się lepsza od Kostaryki i Chin , a w 1/8 pokonała Japonię 1-0. Na liście pokonanych nie było tak wielkich zespołów jak choćby Francja czy Szwecja.  Dlatego też przed tym meczem wielu ekspertów nie bało się stawiać na afrykańską drużynę. W mediach podkreślano jej świetną organizację gry i dojrzałość zawodników. – Ludzie myślą, że zespoły z Afryki nie potrafią utrzymać dyscypliny taktycznej. To nieprawda i my jesteśmy tego najlepszym dowodem. Realizujemy założenia naszego trenera i każdy z nas podporządkowuje się drużynie – przyznał Salif Diao.

Mecz z Turcją był niezwykle wyrównany. Oba zespoły czuły nieprawdopodobną szansę na awans do półfinału i chyba właśnie ten fakt nieco je paraliżował. Nikt nie chciał popełnić błędu na wagę porażki. Po 90 minutach wynik brzmiał 0-0. Dla Senegalu oznaczało to drugą już na tym turnieju dogrywkę… Turcy byli bardziej ruchliwi, mieli więcej sił i sprawiali lepsze wrażenie. W 97 minucie Umit Davala dośrodkował piłkę w pole karne, a Ilhan Mansiz precyzyjnym strzałem przy słupku przesądził losy tej rywalizacji. Tym razem zasada złotego gola okazała się zabójcza dla Senegalczyków…

Jestem dumny z moich zawodników i chylę przed nimi czoła. To zaszczyt być selekcjonerem takiego zespołu. Nasz wynik daje nadzieję na lepszą przyszłość i rozwój afrykańskiego futbolu – powiedział na gorąco po meczu Bruno Metsu. „Mistrz motywacji” – mówili o francuskim selekcjonerze jego podopieczni, którzy byli pod wrażeniem jego profesjonalnych analiz video serwowanych przed meczami. – Skupcie się na słabych punktach Francuzów, nie myślcie wcale o ich sile – miał powiedzieć trener na odprawie przed meczem otwarcia.

Choć po mistrzostwach Metsu mógł przebierać w ofertach europejskich zespołów, to jednak postanowił związać się krajami o największych pensjach na świecie. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Arabia Saudyjska – w tych państwach pracował przez kolejnych kilka lat. Francuski szkoleniowiec zafascynowany tamtym regionem, poślubił muzułmańską kobietę, przeszedł na islam i przyjął imię – Abdul Karim. Dzisiaj niestety nie prowadzi już żadnego zespołu, bo toczy walkę z rakiem żołądka…

Jeśli chodzi o senegalskich piłkarzy, to po Mundialu największym zainteresowaniem cieszyli się Diouf i Diao. Ostatecznie obaj przenieśli się do Liverpoolu. Papa Bouba Diop, jedno z największych odkryć turnieju, wybrał natomiast Lens. Co by jednak nie mówić, Senegalczycy nie zrobili później oszałamiających karier. Najlepszym przykładem jest właśnie El Hadji Diouf, który trafił do Premier League jako nowa gwiazda, a z czasem stał się bardzo przeciętnym piłkarzem słabszych brytyjskich zespołów.

Ale tamtych dni z pamiętnego Mundialu 2002 nikt już im nie zabierze. Miał rację Bruno Metsu mówiąc, że hierarchia w światowym futbolu została wywrócona do góry nogami. Na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii przekonaliśmy się o tym najdobitniej…

7 komentarze
  1. Matthias dodał komentarz dnia 22 października 2013

    Tydzień temu (dokładnie 15 października) zmarł selekcjoner Senegalu z tamtego turnieju, Bruno Metsu.

  2. ds dodał komentarz dnia 18 maja 2013

    jak to było że w meczu otwarcia nie grali gospodarz ?

    • Kacper dodał komentarz dnia 18 maja 2013

      wynik losowania, pierwszy mecz grają druzyny z grupy a.

      • Mark dodał komentarz dnia 19 maja 2013

        Nie. Do 2002 roku włącznie w meczu otwarcia Mistzostw świata grał obrońca tytułu, który zwolniony był z eliminacji.

  3. DK dodał komentarz dnia 16 maja 2013

    Francuzi wtedy to byli mistrzowie świata i Europy, ale ciekawostka jest też taka, że mieli w swoich szeregach trzech świeżo upieczonych Królów Strzelców trzech silnych europejskich lig, a na turnieju… nie zdobyli nawet bramki!

    Pozdrawiam
    DK
    slowfoot.pl

  4. MR dodał komentarz dnia 16 maja 2013

    To fakt, że podczas tego turnieju Koreańczykom mocno pomogli sędziowie. Ale w ostatnim zdaniu nie chodziło nawet tylko o wyniki tej reprezentacji. Mundial 2002 przyniósł kilka mniej lub bardziej niespodziewanych rozstrzygnięć jak choćby brązowy medal dla Turcji (o tej historii również mogliście przeczytać na naszym portalu – http://www.czasfutbolu.pl/irokez-sztuczki-i-barwy-wojenne-czyli-mundial-po-turecku/)

    Dobrą postawą zaskoczyły też reprezentacje Stanów Zjednoczonych i właśnie Senegalu, które znalazły się w najlepszej ósemce turnieju. Teoretycznie słabsze drużyny wielokrotnie pokazały charakter na tej imprezie.

    Już w fazie grupowej z turnieju odpadli za to Francuzi (ówcześni mistrzowie świata i Europy), Argentyńczycy czy Portugalczycy.

    Dzięki za opinię. Pozdrawiam

  5. przemysław dodał komentarz dnia 16 maja 2013

    Artykuł ja zawsze świetny i ciekawy. Ostatnie zdanie to chyba aluzja do 4. miejsca Korei, która nie zaszłaby tak wysoko gdyby nie wybitna pomoc panów z gwizdkiem, którzy masowo nie uznawali prawidłowo zdobytych goli rywali i masowo nie gwizdali brutalnych fauli koreańskich piłkarzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>