Sieroty Wengera

1
sty
24
Michał Flis
Arsene_Wenger

Nie sposób zliczyć dzisiaj ilość znakomitych zawodników wykreowanych przez francuskiego managera londyńskiego Arsenalu – Arsene Wengera. Sędziwemu Alzatczykowi zawdzięczać dziś możemy takich zawodników jak Cesc Fabregas, Gael Clichy czy Alex Song. To właśnie on dał im w pewnym momencie szansę na grę w pierwszym zespole mimo tego, że nie mieli skończone wówczas nawet dwudziestu lat. Jest jednak i druga strona medalu. Choć wielu z tzw. „Dzieciaków Wengera” występuje dzisiaj w czołowych klubach świata, istnieje spore grono piłkarzy, którzy nie wykorzystali szansy otrzymanej od 64-latka. Przedstawiamy listę najsłynniejszych „Sierot Wengera”.

Idąc porządkiem chronologicznym przenieśmy się do późnych lat 90-tych i pierwszych sezonów pracy Wengera na Highbury. Jest rok 1997. Francuski szkoleniowiec jest oczarowany grającym w rezerwach Sportingu Lizbona Luis Boa MortePortugalczyku o korzeniach na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej – Luisie Boa Morte. Szkoleniowiec londyńczyków bez wahania wykłada na stół niemal dwa miliony funtów, by tylko 20-letni napastnik zasilił szeregi jego drużyny. Tym samym Lizbończyk był jednym z pierwszych transferów Wengera, które dokonał jako trener Arsenalu. Pobytu nad Tamizą 27-krotny reprezentant Portugalii nie będzie jednak dobrze wspominał. Choć dostawał wiele szans zarówno w lidze, pucharze jak i w Lidze Mistrzów, swoją grą nie przekonał do siebie kibiców zapatrzonych w Nicolasa Anelkę i Marca Overmarsa. Po dwóch latach bez żalu oddano go do Southampton, które później zamienił na inny stołeczny zespół – Fulham. Dopiero na Craven Cottage pokazał pełnię swojego talentu, który dostrzegany był przez kolejnych selekcjonerów reprezentacji Portugalii. W ostatnim czasie zaliczył jeszcze przygody z ligami grecką, południowoafrykańską czy czwartym poziomem rozgrywkowym w Anglii, natomiast dzisiaj po dłuższym okresie bezrobocia przywdziewa barwy drużyny Four Marks grającej w… dwunastej lidze angielskiej!

Wraz z Boa Morte do Arsenalu trafił austriacki bramkarz typowany na następcę Davida Seamana – Alexander Manninger. Wychowanek SV Salzburg (Dzisiejszy Red Bull) dość nieoczekiwanie już w pierwszym sezonie swojego pobytu w Londynie często zastępował wiekowego już bramkarza reprezentanta Anglii. Seaman jednak ani myślał o zakończeniu przygody z futbolem, natomiast Wenger najwyraźniej bał się postawić na młodego Austriaka. A decyzja ta Alex Mannigerwcale nie musiała zakończyć się niepowodzeniem. Ilekroć Manninger pojawiał się na boisku – nie zawodził. W marcu 1998 roku po wygranym spotkaniu z Manchesterem United na Old Trafford wybrano go nawet piłkarzem miesiąca w Premier League. Sam bramkarz zaczął się niecierpliwić, kiedy to w 2001 roku po czterech latach jego pobytu na Highbury między słupkami wciąż stał Seaman, podjął decyzję o wypożyczeniu do włoskiej Fiorentiny. Kiedy wrócił do Anglii zakomunikowano mu, iż następcą Seamana ma zostać Jens Lehmann z Borussi Dortmund, zdecydował się na dobre pożegnać Wengera. Odszedł do Espanyolu Barcelona, natomiast później los związał go ze słoneczną Italią, gdzie grał m.in. w Torino, Bologni, Sienie, Udinese oraz w wielkim Juventusie, którego stał się zresztą jednym z symboli niepowodzeń Starej Damy w latach 2009-2011. Dzisiaj 33-krotny reprezentant Austrii broni dostępu do bramki przeciętnego Augsburga z niemieckiej Bundesligi. Możemy jedynie zastanawiać się, gdzie byłby dzisiaj, gdyby Wenger w odpowiednim czasie zdecydowałby się zakończyć współpracę z Seamanem.

Zarówno z Portugalczykiem jak i Austriakiem w pewnym momencie zetknął się jeden z pierwszych rodaków Wengera za David Grondinjego kadencji – David Grondin. Osiemnastolatek terminujący dotychczas w Saint-Etienne trafił do Arsenalu z rezerw tegoż właśnie klubu za kwotę pół miliona funtów. Jako, że szanse na wygryzienie ze składu Tony’ego Adamsa miał niewielkie – szybko podjęto decyzję o wypożyczeniu go do Saint-Etienne mimo, iż w trakcie sezonu 1998-99 dość często pojawiał się na boisku w charakterze zmiennika. Później na krótko oddawany był do Cannes, Beveren oraz szkockiego Dunfermline, na rzecz którego definitywnie rozstał się z Arsenalem w 2003 roku. Później rozegrał jeszcze sporo meczów w lidze belgijskiej, by w 2010 roku jako zawodnik FC Brussels zakończyć przygodę z futbolem w wieku 27 lat.  Na pewno przyczyniły się do tego kontuzje, które trapiły zawodnika jeszcze podczas pobytu w Londynie. Licznik występów w koszulce Kanonierów – cztery.

Jednym z pierwszych zawodników z akademii Arsenalu, których Wenger począł wprowadzać do pierwszego składu był Ömer Rıza. Urodzony w Anglii syn Cypryjczyków z północy terminował w młodzieżowych drużynach londyńczyków od Omer Riza1995 roku, by trzy lata później w wieku dziewiętnastu lat dołączyć do pierwszego zespołu. Niedoszły karateka (trenował również i ten sport) nie dostał szansy na debiut, choć regularnie jeździł z drużyną na mecze Ligi Mistrzów. Szybko wypożyczono go do holenderskiego Ado Den Haag, gdzie zaliczył rewelacyjną rundę, jednak w Arsenalu nie było już dla niego miejsca. Latem 1999 roku sprzedano go do rywala zza miedzy – West Hamu United. W barwach „Młotów” też jednak nawet nie zadebiutował spędzając czas głównie na wypożyczeniach. Ostatnim klubem, w którym mógł zaprezentować swe umiejętności szerszej publiczności był turecki Trabzonspor, gdzie występował w latach 2006-2008, natomiast dzisiaj jako grający trener odpowiada za wyniki siódmoligowego Cheshunt FC.

Wenger zawsze słynął z sympatii do piłkarzy pochodzenia niemieckiego. To dzięki niemu na Emirates Stadium podziwiać mogliśmy Jensa Lehmana czy obecnie możemy Lukasa Podolskiego i Pera Mertesackera. Przed laty w rezerwach Schalke 04 wypatrzył on utalentowanego pomocnika – Martina Volza. Bez wahania odkupił go od drużyny z Zagłębia Ruhry włączając go tym samym do pierwszej drużyny. Francuz bardzo często stawiał na 18-letniego rodaka Goethego, jednak ten nie odwdzięczał się mu zadowalającą postawą. W 2003 roku zesłano go na wypożyczenie do Wimbledonu, b po jakimś czasie definitywnie sprzedać do Fulham. Podobnie jak wspomniany na początku Boa Morte, Volz stał się ważną częścią drużyny z zachodniego Londynu. Zasłynął tam m.in. z tego, iż w meczu przeciwko Chelsea strzelił gola numer 15’000 w Premier League. W ostatnim czasie zaliczył nawet epizod w niemieckiej Bundeslidze grając w 2010 roku dla beniaminka ze St. Pauli, natomiast dzisiaj zbliża się do końca kariery w drugoligowym TSV 1860 Monachium.

W 2000 roku nieśmiertelny szkoleniowiec Arsenalu ponownie szukał posiłków w ojczyźnie. W drugoligowym Nîmes Olympique wypatrzył czarnoskórego obrońcę – Guya Demela. Transfer 19-latka okazał się jednak niewypałem. Guy DemelKonkurencja w postaci Laurena i Lee Dixona nie pozwoliła mu nawet na debiut w jakimkolwiek meczu Arsenalu. Po roku sprzedano go do Borussi Dortmund, skąd via Hamburger SV powrócił do Londynu by grać dla West Ham United. W szeregach „The Hammers” odnalazł swoje miejsce na ziemi, bowiem od kilku lat jest jedną z ważniejszych osób w zespole Sama Allardyce’a. Demel w 2004 roku przyjął obywatelstwo Wybrzeża Kości Słoniowej i wraz z takimi piłkarzami jak m.in. Kolo Toure, Solomon Kalou czy Didier Drogba wziął udział w wielu ważnych turniejach piłkarskich z dwoma mundialami na czele.

Zanim kibice Arsenalu przekonali się o talencie   postawie Nicklasa Bendtnera do ich drużyny próbował przebić się inny Duńczyk. Sebastian Svärd mający szwedzko-ghańskie korzenie trafił nad Tamizę w wieku siedemnastu lat z rodzinnego KB Boldklub. Już w pierwszym sezonie swojego pobytu w młodzieżowej drużynie Arsenalu walnie przyczynił się do zwycięstwa londyńczyków w rozgrywkach FA Youth Sebastian SvardCup, czyli młodzieżowego Pucharu Anglii. Nie trzeba było długo czekać aż zadebiutuje wśród takich zawodników jak m.in. Thierry Henry czy Fredrik Ljungberg. I rzeczywiście – w listopadzie 2001 roku pojawił się na boisku w spotkaniu Pucharu Ligi, kiedy to rywalem Arsenalu było Grimsby Town. Były to jednak miłe złego początki. Częściej niż na boisku zawodnik z Kraju Wikingów meldował się na trybunach, wobec czego po trzech latach futbolowej stagnacji zdecydował się na wypożyczenie do FC Kopenhaga, a następnie do Stoke City, Broendby oraz Vitorii Guimaraes. Wszędzie tam wyróżniał się na tle rywali, jednak za każdym rzem, gdy wracał do Londynu Wenger nie widział dla niego miejsca w składzie. W 2006 roku przeniósł się do Borussi Moenchengladbach, w której spędził kolejne cztery lata. Dzisiaj przywdziewa barwy dwunastej drużyny ligi tajskiej – Songkhla United.

Spore nadzieje wiązane były z greckim defensorem, Efstathiosem Tavlaridisem, który do Arsenalu zawitał w 2001 roku po tym jak w młodym wieku rozegrał całkiem sporo meczów w lidze greckiej jako zawodnik Iraklisu Saloniki. Początkowo miał stanowić alternatywę dla Sola Campella bądź Ashley Cole’a, by z czasem zastąpić któregoś z nich wEfstathios Tavlaridis podstawowym składzie.  To jednak nie następowało, dlatego nieco poirytowany przybysz znad Morza Egejskiego podobnie jak większość z opisanych wyżej zawodników przystał na propozycję wypożyczenia. Najpierw trafił do Portsmouth, zaś rok później w nadziei na otrzymanie powołania do reprezentacji na zbliżające się EURO 2004 (zakończone zresztą wiktorią Greków) wybrał ofertę francuskiego Lille. Na europejski czempionat nie pojechał, jednak życie na północy Francji najwyraźniej spodobało mu się na tyle, że przeszedł do Lille na zasadzie transferu definitywnego. W 2006 roku awansował nawet z tą drużyną do Ligi Mistrzów, natomiast kilka lat później był pewnym punktem defensywy Saint-Etienne. Dzisiaj 34-latek występuje w rodzimym Atromitosie Peristeri z którym to w zeszłym roku grał w eliminacjach Ligi Europy.

Teraz pora na piłkarza prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnego w owym zestawieniu przez polskiego fana. Czeski Michal Papadopulosnapastnik greckiego pochodzenia- Michal Papadopulos do Anglii przyjechał w 2003 roku w ramach wypożyczenia z Banika Ostrawa. Początki były obiecujące – Papadopulos pokazał się z dobrej strony w kilku przedsezonowych sparingach i wydawało się wówczas, że dostanie kilka szans na grę w meczach ligowych. Nic bardziej mylnego – licznik występów Czecha w barwach Kanonierów zatrzymał się na jednym spotkaniu. Niemniej medal za wywalczone w 2004 roku mistrzostwo odebrał. W późniejszym okresie kariery zaliczył jeszcze m.in. Bayer Leverkusen, Heerenveen, a nawet rosyjską Żemczużynę Soczi. Od 2012 roku z powodzeniem gra w Zagłębiu Lubin, gdzie do momentu przybycia Arkadiusza Piecha był praktycznie jedynym nominalnym napastnikiem.

Prawdopodobnie najwięcej spośród zgromadzonych tutaj zawodników odniósł Quincy Owusu-Abeyie. Wychowanek Ajaxu Amsterdam jako junior zachwycił legendarnego skrzydłowego Arsenalu i reprezentacji Irlandii, Liama Brady’ego, że ten bez wahania zaproponował Wengerowi jego wykup z Amsterdamu. Po zaledwie roku terminowania w miejscowej akademii, Francuz uznał, że młodzieżowy reprezentant Holandii jest już gotów na stopniowe włączanie do pierwszego Quincyskładu. 19-latek cierpliwie znosił przesiadywanie na ławce, bowiem wiedział, że Dennis Bergkamp zbliża się już ku końcowi kariery, a Thierry Henry może wkrótce zmienić klubowe barwy. Kiedy jednak w 2006 roku do zespołu dołączyli Emmanuel Adebayor i młodziutki Theo Wellcott, Quincy mógł poczuć się oszukany, tym bardziej, że Wenger zakomunikował mu iż częściej stawiał będzie na wspomnianą dwójkę. Pomyślał biedny że dochodzenie odszkodowania od Wengera będzie trudnym zadaniem i latem tego samego roku przeniósł się do rosyjskiego Spartaka Moskwa, gdzie głównie z powodu rasistowskich obelg tamtejszych kibiców większość czasu spędził na wypożyczeniach. Po raz ostatni szerzej usłyszeć mogliśmy o nim w sezonie 2010-11, kiedy to przebywał na wypożyczeniu w hiszpańskiej Maladze. W międzyczasie otrzymał też ghański paszport uprawniający go do gry dla tego afrykańskiego kraju. Ostatnie dwa lata spędził w rozsypującym się Panathinaikosie Ateny, a od zeszłego roku figuruje w statystykach jako bezrobotny.

Jeśli poprosilibyśmy wnikliwego fana futbolu o wskazanie największej rewelacji ubiegłych kwalifikacji do Mistrzostw Świata w strefie europejskiej ten bez wahania wskazać powinien Islandię. Jeżeli z kolei zapytalibyśmy go o największa niespodziankę ostatniego sezonu w lidze belgijskiej odpowiedź może być jedna – Zulte Waregem. W obydwu drużynach na pozycji defensywnego pomocnika dostrzec możemy pewnego jasnowłosego zawodnika. Ólafur Skúlason bo o nim Ólafur Skulasonmowa trafił pod skrzydła Wengera w 2001 roku z islandzkiego Fylkiru Rejkjawik. Francuz najwyraźniej pozazdrościł rywalom z Chelsea, w barwach której od kilku miesięcy czarował rodak naszego bohatera – Eidur Gudjohnsen. Skúlason okazał się jednak innym rozmiarem kapelusza. W trakcie czteroletniego pobytu na Highbury (z roczną przerwą na wypożyczenie do wspomnianego Fylkiru) zaledwie kilkakrotnie meldował się na boisku zazwyczaj w spotkaniach o mniejszą stawkę. Od ławki rezerwowych wielkiego klubu wolał regularne występy w trzecioligowym Brentford, którego zawodnikiem został w 2005 roku. Później zahaczył także o Szwecję i Danię, by dwa lata temu zostać wykupionym przez mające siedzibę we Flandrii Zulte Waregem. Druzyna Essevee była prawdziwą rewelacją sezonu 2012-13 ligi belgijskiej, w którym to do ostatniej chwili walczyła z Anderlechtem o mistrzostwo (!), mimo iż w poprzednich sezonach jej priorytetem bywało ligowe utrzymanie. Zarówno w sukcesach aktualnego wicemistrza Belgii jak i islandzkiej kadry narodowej swój udział ma pierwszy Islandczyk w historii Arsenalu.

Opisany powyżej skandynawski zawodnik w pewnym momencie swojej przygody z Arsenalem zetknął się z niejakim Amerykaninem nazywającym się Frank Simek. Jak samo nazwisko wskazuje – jego korzenie sięgają Kraju Piastów, jednak w profesjonalnej karierze zdecydował się on reprezentować Stany Zjednoczone. Do Londynu przyjechał już jako dwunastolatek, po tym jak został wypatrzony przez angielskich skautów na jednym z turniejów międzyszkolnych. W stołecznej akademii spędził długich siedem lat za co w 2003 roku został nagrodzony przeprowadzką o szczebel wyżej. Niestety podobnie jak w większości przypadków opisywanych dzisiaj zawodników, na drodze stanął mu jeden czynnik – konkurencja. Afrykańskie trio w postaci Laurena, Kolo Toure i Emmanuela Eboue sprawiło, że jedynym meczem w jakim mógł zagrać dla Arsenalu było pucharowe starcie z Wolverhampton. Po wypożyczeniach do Queens Park Rangers i Bournemouth przeniósł się do Sheffield Wednesday, gdzie przez pięć lat gry dla tego klubu stał się ulubieńcem kibiców, a nawet załapał się do reprezentacji USA na Puchar CONCACAF zakończony triumfem Yankessów. Ekipę z Sheffield, której charakterystycznym symbolem jest sowa opuścił trzy lata temu na rzecz Carlisle United. Latem minionego roku rozstał się z trzecioligowcem stając się tym samym wolnym agentem. Kilka miesięcy temu azjatyckie media poinformowały, iż podjął on treningi z drużyną DPMM FC mającą swoją siedzibę w odległym Brunei, jednak występującą w lidze Singapuru. Kontraktu jednak nie podpisał, dlatego dzisiaj w wieku 29 lat nadal szuka nowego pracodawcy.

Trzeba mieć na prawdę nie przeciętne umiejętności piłkarskie, by po zaledwie roku spędzonym w rezerwach przeciętnego zespołu włoskiej Serie A zostać dostrzeżonym przez tak renomowaną markę, jaka bez wątpienia jest Arsenal. Arturo Lupoli w rezerwach AC Parmy występował w ataku wraz z Giuseppe Rossim i nie przesadzając spisywali się tam perfekcyjnie. Na Półwyspie Apenińskim w duecie tym upatrywano przyszłości reprezentacji Italii. Wystarczy zresztą wspomnieć, że Lupoli w rozgrywkach do lat siedemnastu strzelił 45 goli w zaledwie dwudziestu dwóch meczach! W 2004 roku obaj zawodnicy zamienili słoneczne Włochy na deszczową Anglię. Rossi wylądował w Arturo LupoliManchesterze United zaś Lupoli właśnie w Arsenalu. Pochodzący z Brescii napastnik miał zbierać w Londynie szlify, by w odpowiednim czasie stać się następcą samego Thierry Henry’ego. Aby zwiększyć szanse na regularną grę w 2006 roku udał się na wypożyczenie do drugoligowego Derby County, które z ogromną pomocą Włocha wywalczyło awans do Premier League. Sam zawodnik narzekał jednak na życie na wyspach i w wywiadach wielokrotnie powtarzał, iż z chęcią powróciłby do Serie A. Choć zainteresowanie jego osobą wykazywali mediolańscy giganci – Milan z Interem, jego marzenie spełniła dopiero toskańska Fiorentina. Pobyt Lupoliego we Violi był jednak kompletnym niewypałem. Rumuński snajper, Adrian Mutu grał na tyle dobrze, że 20-latek praktycznie nie podnosił się z ławki. Już po roku jak na ironię dostał szansę od Anglików, tym razem z Norwich City, a później od Sheffield United. Z Florencją na dobre pożegnał się cztery lata temu podpisując kontrakt z drugoligowym Ascoli Calcio. Od tamtej pory czy to w barwach Ascoli, Grosseto czy Varese gdzie gra dzisiaj, jest jedną z najjaśniejszych gwiazd drugiego poziomu ligowego w Italii, jednak czy o tym marzył w momencie transferu do Londynu? Czy gdyby pozostał na dłużej pod skrzydłami Wengera byłby dziś w tym samym miejscu w jakim jest jego partner z młodzieżowych drużyn Parmy?

Pora na zawodnika, który gdyby nie fatalny splot okoliczności prawdopodobnie stawiany byłby dzisiaj w jednym szeregu z Fabregasem czy Oezilem. Daniel Karbassiyon – Amerykanin irańskiego pochodzenia podobnie jak Frank Simek wypatrzony został za oceanem, kiedy to grał dla amatorskiego zespołu Roanoke Star. Reprezentant USA do lat osiemnastu zaliczył istne wejście smoka do pierwszej drużyny Arsenalu. W 2004 roku Arsenal remisował z Manchesterem City w spotkaniu Pucharu Ligi i wszystko wskazywało na to, że aby wyłonić zwycięzcę potrzebna będzie Danny Karbassiyoondogrywka. Na kilka minut przed końcem zmęczonego Lupoliego zmienił właśnie anonimowy dla większości 20-latek. Po kilku sekundach pobytu na boisku pokonał bramkarza The Citizens zapewniając londyńczykom awans do kolejnej fazy. Czy można wymarzyć sobie lepszy debiut? Aby zwiększyć szansę na regularną grę Danny’ego wypożyczano go o szczebel niżej. Najpierw do Ipswich Town, a następnie do Burnley. Niestety w obydwu zespołach pokazał, że jest piłkarzem zarówno nie przeciętnie utalentowanym jak i kontuzjogennym. Po serii urazów jakie nawiedziły go w Burnley wrócił do Arsenalu, jednak nie prezentował się już tak obiecująco jak kilka lat wcześniej. W 2006 roku rozwiązał kontrakt z Arsenalem. Po kilku miesiącach próbował wrócić do futbolu, kiedy to terminował na testach w holenderskim AZ Alkmaar, jednak wyniszczony kontuzjami organizm nie był już w stanie kontynuować kariery piłkarskiej. Zakończył ją w wieku zaledwie 22 lat, jednakże w Londynie nie zapomniano o jego osobie. Od kilku lat pracuje dla Kanonierów w charakterze skauta tego klubu w Ameryce Północnej. To właśnie on odkrył takich zawodników jak Joel Campbell (aktualnie wypożyczony do greckiego Olympiakosu) czy Gediom Zelalem, który coraz częściej pojawia się w pierwszym zespole drużyny Wengera.

Jednym z najlepiej radzących sobie dzisiaj niewypałów Wengera jest Armand Traoré. Młodzieżowy reprezentant Francji, który w dorosłej karierze wybrał kraj rodziców – Senegal, dostawał od trenera mnóstwo szans w niemal wszystkich możliwych rozgrywkach. Początki były całkiem obiecujące i wydawać się mogło, że w przyszłości z powodzeniem zastąpi on Iworyjczyka Kolo Toure. Po powrocie z udanego wypożyczenia w Portsmouth był najbliżej Armand Traorewskoczenia do pierwszego składu, jednak eksplozje formy przeżywał wówczas młodziutki Kieran Gibbs i w ostateczności to on zastąpił Afrykanina. Po roku przesiadywania na ławce rezerwowych jego potencjał dostrzeżono nie byle gdzie, bo w samym Juventusie Turyn. Włodarze Starej Damy liczyli na to, że Traore powtórzy przypadek Martina Caceresa sprzed roku, który również na wypożyczeniu z innego wielkiego klubu odżył w Turynie. Tak się jednak nie stało. Traore trafił na prawdopodobnie najgorszy okres w ostatniej historii Juve, w którym to ten zasłużony klub w pewnym momencie musiał uznać wyższość nawet Lecha Poznań. Na młodziutkiego obrońcę nie rzadko sypały się gromy i pewne było, że jego wypożyczenie nie ulegnie przedłużeniu. Po powrocie do Anglii pożegnał się z Arsenalem, jednak nie ruszył się poza Londyn. Stał się częścią ambitnego planu beniaminka z Queens Park Rangers, który w niedługim czasie był w stanie zakontraktować także takich piłkarzy jak Julio Cesar, Djibril Cisse czy Park Ji-Sung. W QPR gra do dziś i jest tam pewnym punktem defensywy. Niewykluczone, że już wkrótce ponownie zamelduje się na pierwszoligowych boiskach, bowiem jego drużyna jest na dobrej drodze by awans uzyskać.

Ogromnym zaskoczeniem dla kibiców Arsenalu były przenosiny w 2007 roku ich idola, Szweda Fredrika Ljungberga do Sebastian Larssonlokalnego rywala – West Hamu. W tym samym okienku transferowym mniejszych echem obiło się opuszczenie szeregów Kanonierów przez jego rodaka, Sebastiana Larssona, który terminował w Londynie od kilku lat. W 2006 roku po raz pierwszy udał się na wypożyczenie do Birmingham City, któremu pomógł powrócić do Premier League. Szefostwo Niebieskich było najwyraźniej na tyle oczarowane Skandynawem, że bez wahania zapłaciło Wengerowi milion funtów. Dla samego trenera nie było to wielka strata, bowiem za każdym razem gdy dawał młodemu pomocnikowi szansę – ten z reguły zawodził. Kiedy w 2011 roku jego klub spadł o klasę niżej zamienił Birmingham na Sunderland gdzie gra do dziś. Wrażenie mogą robić jego 62 występy w kadrze narodowej silnej reprezentacji Trzech Koron, z która uczestniczył w obydwu minionych Mistrzostwach Europy.

Kiedy Larsson żegnał się z północnym Londynem, do tamtejszej akademii trafił inny przybysz z chłodnego regionu północnej Europy – Norweg Håvard Nordtveit. Trenerzy w jego dotychczasowym klubie byli przekonani, że młody pomocnik będzie w przyszłości jednym z najlepszych piłkarzy na swojej pozycji. Zachęcony takimi rekomendacjami Havard NordtveitWenger nie wahał się zapłacił za młodzieżowego kadrowicza Norwegii aż pół miliona funtów. Najpierw oddano go na wypożyczenie do zaprzyjaźnionej z Arsenalem Salamanki występującej w hiszpańskiej Segunda Division, zaś rok później spędził pół roku w rodzimej lidze i tamtejszym Lillestrom. W końcu w 2009 roku oddano go do 1.FC Nurnberg, by tam ograł się w silnej niemieckiej Bundeslidze. W Bawarii spisywał się bez zarzutów dzięki czemu trafił do notesów silniejszych zespołów zachodnich sąsiadów Polski. Trzy lata temu zasilił Borussię Moenchengladbach, której pomógł m.in. wywalczyć miejsce premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzów. Trzykrotny reprezentant Norwegii w oficjalnym meczu Arsenalu nawet nie zadebiutował.

Cesc Fabregas jest prawdopodobnie najlepszym piłkarzem spośród wszystkich zawodników, którzy w pewnym momencie otrzymali szanse od Wengera. Drogę podobną do tej jaką przeszedł aktualny zawodnik Barcelony miał przejść jego dobry znajomy Fran Mérida. Podobieństw było sporo. 23-latek także jest wychowankiem katalońskiej La Masii i podobnie jak Fabregas został „wykradziony” Barcelonie w młodziutkim wieku. Interesami obydwu zawodników Fran Meridazajmował się ten sam agent, a Merida nawet przejął po Fabregasie pokój, który ten zajmował dotychczas u pewnej londyńskiej gospodyni. Francuski szkoleniowiec nadspodziewanie często stawiał na młodego pomocnika, mając zapewne nadzieje, że w razie nieuchronnego transferu Cesca do Barcelony, ten wskoczy na jego miejsce. Możliwe, że i tak by się stało, gdyby Merida nie przeniósł się w 2010 roku do Atletico Madryt. Drużyna ze stolicy Hiszpanii była ówczesnym zdobywcą pierwszej edycji Ligi Europy, a w jej szeregach występowali m.in. Diego Forlan i Sergio Aguero. Chęć występowania u boku południowoamerykańskiego duetu okazała się jednak zgubna dla młodego Meridy, który nie odnalazł się w ojczyźnie. Nie pomogły wypożyczenia do Sportingu Braga i drugoligowego Herculesa Alicante. W zeszłym roku wychowanek Barcelony został nowym zawodnikiem brazylijskiego Atletico Paranaense, gdzie próbuje nie dać o sobie jeszcze zapomnieć.

Holendrzy od zawsze słynęli z rewelacyjnego systemu szkolenia, z którego nie rzadko korzystał Arsenal jak zresztą miało to miejsce w przypadku Robina Van Persiego. Nie inaczej miała się sytuacja z zawodnikiem z tego kraju legitymującymNacer Barazite się także marokańskim paszportem – Nacerem Barazite. Urodzony w Nijmegen zawodnik przywędrował do Londynu z tamtejszego NEC i już po roku spędzonym w rezerwach załapał się do kadry pierwszego zespołu. Dość szybko strzelił także swojego pierwszego gola, a po fatalnej kontuzji Eduardo Da Silvy jego szanse na ewentualny debiut w lidze wzrastały. Kiedy to nie nadchodziło udawał się na wypożyczenia do Derby County i Vitesse Arnhem, a kiedy po powrocie sytuacja ta nie zanosiła się na zmiany, postanowił zmienić otoczenie klubowe. Wybrał padł na Austrię i tamtejszą stołeczną drużynę Austrię Wiedeń. To właśnie w kraju Mozarta doczekał się statusu gwiazdy. Kibice Fioletowych wprost uwielbiali młodego Holendra i z wielkim żalem przyjęli wiadomość o jego przeprowadzce po roku gry w ich klubie do AS Monaco. Drugoligowy wtedy zespół z księstwa chciał za wszelką cenę powrócić do Ligue 1, dlatego zwerbował w swe szeregi wyróżniających się zawodników okolicznych lig. Wkład Barazite w zeszłoroczny awans Monaco był jednak nie wielki, a biorąc po uwagę rosnącą konkurencję sprowadzaną za ogromne pieniądze – wrócił z podkulonym ogonem do Wiednia. Dzisiaj nadal jest ważną personą w ekipie mistrza Austrii, z którym udało mu się awansować nawet do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

1 komentarz
  1. Tom dodał komentarz dnia 26 czerwca 2018

    Moritz Volz ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>