Starcie tytanów

0
cze
26
Redakcja
Włochy- Niemcy

W Warszawie w półfinale Euro 2012 zagrają ze sobą dwie największe piłkarskie nacje Europy. Czterokrotni Mistrzowie Świata i jednokrotni Mistrzowie Europy stawią czoła trzykrotnym Mistrzom Świata i trzykrotnym Mistrzom Europy. Włochy kontra Niemcy. Świat wstrzymuje oddech.

Włosi i Niemcy to prawdziwe turniejowe bestie. Nie ma na naszym kontynencie ekip, które lepiej czułyby się w długofalowej rywalizacji na najwyższym poziomie.

To co urzeka w obydwu reprezentacjach to niesamowity charakter do tego sportu. Zarówno jedni, jak i drudzy mogą nie być w najwyższej dyspozycji, mogą nie mieć swojego dnia, ale i tak potrafią przeżyć i utrzymać się w turnieju. Grać przeciwko Włochom czy Niemcom oznacza cierpieć na boisku przez pełne 90 minut. To ekipy znakomicie przygotowane taktycznie, fizycznie oraz mentalnie.

Niemcy po raz czwarty z rzędu zagrają w półfinale wielkiej imprezy. Włosi natomiast nie przegrali turniejowego meczu w fazie knock-out w regulaminowym czasie gry (90 minut) od roku… 1988 roku. Wtedy to w półfinale Euro Azzurri ulegli ZSRR 0-2. Od tego momentu, za każdym razem, kiedy Italia odpadała z pucharowej fazy mistrzostw, przegrywała albo w dogrywce albo po rzutach karnych.

Co ważne, Włosi od lat są prawdziwym niemieckim koszmarem. W meczach o punkty nasi zachodni sąsiedzi jeszcze nigdy z Italią nie wygrali! Musieli za to uznać jej wyższość przy okazji m.in. takich gier jak: półfinał Mundialu 1970, finał Mundialu 1982 oraz półfinał Mundialu 2006.

Włosi to jedyna nacja, która tak bardzo Niemcom nie leży. Mecze tych drużyn to zwykle wykańczające fizycznie i mentalnie bitwy, pełne walki, pasji i poświęcenia. To gry, które pisały najpiękniejsze karty w historii piłki nożnej.

Turniejowe mecze Włochów i Niemców tworzyły nieśmiertelnych bohaterów i niezapomniane obrazy. Mecz z roku 1970 przeszedł do historii jako „Gra stulecia”. W fantastycznym boju na Estadio Azteca w Meksyku aż pięć bramek padło w dogrywce, a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie Azzurri prowadzeni przez Ferruccio Valcareggiego zwyciężyli Niemców Helmuta Schoena 4-3.

Finał Mistrzostw Świata 1982 w Madrycie to mityczna, ekspresyjna radość Marco Tardellego. Jego krzyk oraz pasja, z jaką biegł w kierunku swojej ławki rezerwowych po zdobyciu drugiej bramki dla Italii, stały się jedną z najbardziej sugestywnych ilustracji sportowego zwycięstwa.

Wreszcie bój z przed sześciu lat, który chyba jeszcze wszyscy mamy w pamięci. Wspaniały dortmundzki spektakl, zakończony w ostatnich minutach dogrywki trafieniem zapomnianego już dzisiaj Fabio Grosso, gracza jednego turnieju.

Z całą pewnością najbliższy czwartek stworzy nam kolejnych niezapomnianych bohaterów i dostarczy kolejnych wielkich emocji. Włosi i Niemcy znowu staną naprzeciw siebie na ubitej ziemi.

Wielkie nacje, wielka gra.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>