Stefan Białas opowiada o piłce nożnej w Tunezji

1
kwi
12
Redakcja
Stefan Białas

– Jeszcze za czasów poprzedniego prezydenta tego kraju – Ben Alego – zapaliło się zielone światło dla piłki nożnej. Kluby mogły liczyć na takie udogodnienia jak dotacje na boiska czy szkolenie młodzieży. Sporo zrobiono w tym kierunku, by futbol mógł się tam rozwijać – mówi dla  Czasu Futbolu Stefan Białas, były trener tunezyjskich zespołów.

Maciej Rodacki: Spędził Pan w Tunezji ponad 4 lata. Jak Pan ocenia poziom piłki nożnej w tym kraju?

Stefan Białas: Reprezentacja Tunezji dość dawno zrobiła duży postęp. Właściwie to było w okresie kiedy trenerem tej drużyny był Heniek Kasperczak. Wtedy rozpoczęła się tam faza wchodzenia w profesjonalizm. W 1998 roku Tunezja zakwalifikowała się do finałów Mistrzostw Świata we Francji. Pamiętam, że to było wielkie wydarzenie w tym kraju. Dwa lata wcześniej udało się też wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie. Od tych sukcesów rozpoczął się tam rozwój piłki nożnej. Tunezyjczycy zaczęli budować stadiony, szkolić swoich młodych utalentowanych zawodników. Pozwolono też piłkarzom wyjeżdżać do Europy – do Włoch, Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Jeśli najlepsi zawodnicy dostawali jakieś oferty, to po prostu kluby ich puszczały. To się opłacało, bo pobyt w europejskich klubach pozwolił Tunezyjczykom nabrać doświadczenia. Przekładało się to potem na lepszą grę całej reprezentacji. W 2004 roku Tunezja była gospodarzem Pucharu Narodów Afryki i wygrała ten turniej. Ta drużyna poczyniła naprawdę ogromny postęp. Jeszcze za czasów poprzedniego prezydenta tego kraju – Ben Alego – zapaliło się zielone światło dla piłki nożnej. Kluby mogły liczyć na takie udogodnienia jak dotacje na boiska czy szkolenie młodzieży. Sporo zrobiono w tym kierunku, by futbol mógł się tam rozwijać. W tym momencie ta drużyna należy do czołówki krajów afrykańskich.

Wyróżniłby Pan jakiś zawodników z obecnej reprezentacji Tunezji?

Jest kilku zawodników występujących w tej chwili w Europie. Przyznaje, że lepiej znam jednak tę generację piłkarzy, która grała w czasie kiedy ja tam pracowałem. Oni w większości zakończyli już swoje kariery. Niektórzy pracują teraz jako trenerzy jak choćby Sami Trabelsi – obecny selekcjoner reprezentacji Tunezji. Ja pamiętam go jeszcze z czasów występów w Sfaxien. Kilku byłych zawodników prowadzi też teraz inne reprezentacje.

Obecnie za jeden z największych talentów tunezyjskich uchodzi Youssef Msakni…

Oczywiście! Pamiętam tego chłopaka jeszcze z gry na ulicy, gdy miał siedem lat. Jego ojciec był kapitanem prowadzonej przeze mnie drużyny i on również prezentował się bardzo dobrze. Miał czterech synów i właśnie Youssef był chyba najstarszym z nich. Już wtedy widać było, że ma talent do piłki. Ale słyszałem że jego dwa lata młodszy brat jest jeszcze lepszy! Czytałem, że teraz z powodzeniem występuje w reprezentacji młodzieżowej. Natomiast jeśli chodzi o Youssefa, to wiem że ma propozycję z Lille i prawdopodobnie w letnim okienku transferowym przeniesie się do Francji. Nie dziwi mnie to, bo dysponuje bardzo wysokimi umiejętnościami i udowodnił to choćby podczas ostatniego Pucharu Narodów Afryki. W każdej akcji widać u niego taką determinację do zdobycia gola. Gdy wchodzi w drybling, to po to, by oddać strzał na bramkę. Naprawdę to jest bardzo dobry zawodnik z odpowiednim charakterem.

Piłka nożna jest w Tunezji dyscypliną sportową numer jeden?

Oj, absolutnie tak. Kibice przeżywają tam mecze w taki południowy sposób. To jest jednak druga strona wysp Lazurowego Wybrzeża i to widać też po zachowaniu ludzi. Tunezyjczycy mają bardzo gorący temperament. A piłka nożna cieszy się tam dużym zainteresowaniem, bo reprezentacja osiąga dobre wyniki i rywalizuje z najlepszymi państwami afrykańskimi. Zespoły z krajów arabskich, w tym Tunezja, gonią te najbardziej dominujące niegdyś drużyny na Czarnym Lądzie – Kamerun, Nigerię, Mali czy Senegal.

Jak Pan wspomina pobyt w Tunezji? To był dobry czas w trenerskiej karierze?

Przede wszystkim – pracowałem, a to jest dla trenera bardzo ważne. Myślę, że to był dobry okres choćby z uwagi na szkolenie młodzieży. Tam młodzi zawodnicy niesamowicie chłonęli naukę i byli mocno zdyscyplinowani. Chcieli nie tylko osiągnąć wysokie umiejętności techniczne, ale też poznać zagadnienia taktyczne. Mogę powiedzieć, że cieszyłem się uznaniem. Może nawet pracowałbym tam dłużej, ale to był jednak inny klimat i… cztery lata to chyba wystarczający czas. Tym bardziej, że przebywałem poza granicami naszego kraju już ponad 21 lat.

No właśnie, podróżował Pan trochę po świecie. Polecałby Pan Tunezję jako kraj godny uwagi?

Tak, to na pewno piękny kraj. Polecałbym nie tylko samo miasto Tunis, które jest stolicą państwa, ale także inne wspaniałe miejsca. Myślę tutaj np. o takiej południowej wyspie Djerba, gdzie panuje kalifornijski klimat. Tam jest naprawdę przepięknie i z tego co wiem Polacy też jeżdżą tam na wycieczki. Oprócz Djerby warto oczywiście zwrócić uwagę na Saharę. Przejazd po pustyni to może być niezapomniane przeżycie. Ja mieszkałem kilkaset kilometrów od Sahary, ale pamiętam, że jak wiatr szedł z południa, to u siebie na balkonie miałem pełno piachu i pyłu. Warto to wszystko zobaczyć na własne oczy. Jest też kilka miast godnych polecenia np. Sfax czy Sousse, gdzie grają zresztą zupełnie przyzwoite drużyny piłkarskie. Jeśli ktoś bardzo lubi ciepły klimat, to Tunezja jest dla niego odpowiednim miejscem. Dużo słońca, szerokie piaszczyste plaże i… przez cały rok ani grama śniegu. Przez cztery lata kiedy tam byłem śnieg spadł tylko jeden raz. Parę godzin później oczywiście stopniał pod wpływem wysokiej temperatury, ale i tak w Tunisie uznano to za wielkie wydarzenie.

A co powie Pan o Tunezyjczykach? To przyjazny naród?

Tak, to naprawdę życzliwi ludzie. W tym okresie kiedy tam byłem, Polacy byli bardzo ciepło przyjmowani. Tunezyjczycy nas lubili. Zresztą pracowały tam całe rzesze polskich trenerów. I to nie tylko od piłki nożnej, ale także od innych dyscyplin sportowych – siatkówki, koszykówki, podnoszenia ciężarów i pewnie jeszcze paru innych. Jeśli chodzi o szkoleniowców piłkarskich to oczywiście trzeba wymienić Henryka Kasperczaka, Antoniego Piechniczka czy Henryka Apostela. W czasie świąt w konsulacie organizowano spotkania dla polskich trenerów. Bardzo przyjemnie to wtedy wszystko wyglądało. Tunezyjczycy dobrze czuli się z nami, a my z nimi.

Myśli Pan, że polska i tunezyjska reprezentacja prezentują teraz zbliżony poziom sportowy?

Obie te kultury piłkarskie są jednak troszeczkę różne. W Tunezji większą rolę odgrywa ciągle temperament, a w mniejszym stopniu zwraca się uwagę na taktykę. Chociaż pracowało tam już kilku europejskich trenerów. Powiedziałbym, że poziom sportowy naszej reprezentacji i tunezyjskiej jest podobny. Na pewno ciekawy byłby bezpośredni pojedynek tych drużyn. Ostatni taki mecz odbył się już bardzo dawno temu, nawet nie wiem kiedy dokładnie… Ale pamiętam, że gdy pracowałem w Tunezji, to wszyscy wspominali tam jeszcze spotkanie z Polską z Mundialu w 1978 roku. Nasza drużyna wygrała 1-0, a jeden z moich tunezyjskich kolegów występował wtedy na obronie i zawalił tego gola. Po kilkunastu latach było z tego trochę żartów.

Tunezyjczycy grają bardziej techniczną piłkę od Polaków?

Tak, ponieważ tam panuje bardzo wysoko temperatura i oni nie mogą sobie pozwolić na bezsensowne bieganie za piłką po całym boisku. Piłka musi trzymać się nogi. Nie ma tam takiej gry na „przebitkę” jak u nas w Polsce. Tunezyjczycy są bardzo dobrze wyszkoleni i dużo pracują nad techniką. Często wykorzystują ją też do takiego indywidualnego pokazania swoich umiejętności.

Rozmawiał Maciej Rodacki

1 komentarz
  1. hihitnik dodał komentarz dnia 12 maja 2012

    A Tonew znany jest z tego, że dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, tak ? Czekamy na kolejne fajne komenty Mistrzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>