Strzeż się Europo, nadchodzi Chorwacja!

1
cze
26
Redakcja
mario-mandzukic

Chociaż z Euro 2012 pożegnali się już po fazie grupowej, to pozostawili po sobie znakomite wrażenie. W każdym meczu walczyli do ostatniej kropli krwi, rzucali się do gardeł nawet tuzom europejskiej piłki. Chorwaci wysłali światu sygnał: nadchodzimy!

Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Irlandia. Widząc skład grupy C przed rozpoczęciem Euro 2012 eksperci nie mieli wątpliwości. Hiszpania na pierwszym miejscu, Irlandia na ostatnim, a Chorwaci spróbują zaskoczyć Włochów. Po tym, co podopieczni Slavena Bilicia pokazali w trzech meczach fazy grupowej wypada stwierdzić, że spróbowali i to jeszcze jak!

Cztery lata temu reprezentacja Chorwacji została jednogłośnie okrzyknięta czarnym koniem turnieju. Drużyna, która kilka miesięcy wcześniej pokazała język Anglii na Wembley przebrnęła przez fazę grupową jak burza pokonując Austrię i Polskę oraz sensacyjnie utarła nosa Niemcom. Na minutę przed końcem dogrywki w ćwierćfinale chorwacki „czarny koń” był w półfinale, jednak wtedy Turcy zafundowali kibicom niespotykane emocje wyrównując na sekundy przed ostatnim gwizdkiem i po serii rzutów karnych odesłali chłopców Bilicia do domu.

Oczekiwania chorwackich kibiców przed trwającym właśnie turniejem były mniejsze. Hiszpania była murowanym faworytem grupy, jednak zajęcie drugiego miejsca było w zasięgu możliwości kadry. W zwycięskim meczu z Irlandią błysnął Mario Mandżukić, który dwukrotnie pokonał Shaya Givena.

Mecz przeciwko Włochom mógł wywołać niedosyt u piłkarzy Bilicia. Co prawda przegrywali po pięknym golu Andrei Pirlo, ale bałkański upór przyniósł bramkę wyrównującą strzeloną przez – a jakże – Mandżukicia. Po tym, co Chorwaci pokazali w ostatnich minutach meczu, Włosi powinni dziękować niebiosom za remis.

Oglądając ostatni mecz przeciwko Hiszpanii, która przecież – przynajmniej teoretycznie – jest obecnie najlepszą reprezentacją na świecie, co chwilę podnosiłem się z fotela. Dawno nie widziałem bowiem drużyny, której tak zależało na zwycięstwie z ekipą Vicente del Bosque.

Symbolem nastawienia bałkańskiej drużyny była zmiana dokonana przez Bilicia w drugiej połowie, kiedy Eduardo zastąpił Vukojevicia. Napastnik zastąpił defensywnego pomocnika w meczu przeciwko Hiszpanii. Samobójstwo? Nie – po prostu chęć zwycięstwa za wszelką cenę. Pechowo stracony gol w ostatniej minucie wyeliminował Chorwatów z turnieju, jednak chłopcy Bilicia pokazali naprawdę ładny futbol i zdecydowanie zbyt szybko pożegnali się z turniejem.

Czego zatem zabrakło? Doświadczenia? Boiskowego cwaniactwa? Trochę więcej zimnej krwi z przodu? Na pewno opłaciło się zostawienie na ławce podstawowego do niedawna napastnika – Eduardo – kosztem Mandżukicia. Kontuzjowanego tuż przed turniejem Ivicę Olicia udanie zastąpił twardy i niestrudzony Nikica Jelavić.

Lekkim zaskoczeniem mogło być zostawienie na ławce Niko Kranjcara. Co prawda pomocnik grający w Tottenhamie spuścił nieco z tonu, ale zaryzykuję stwierdzenie, że mimo młodego wieku jest już tak ograny, że w dogodnych sytuacjach podbramkowych zachowywałby się lepiej niż Ivan Perisić, który trochę zbyt często tracił głowę.

Nie zawiódł Darijo Srna. Kapitan drużyny spisywał się poprawnie grając ofensywnie, a kiedy trzeba było, cofał się do linii obrony. W środku pola Luka Modrić i Ivan Rakitić, mimo że nie błysnęli geniuszem, pokazali, że są już wystarczająco dojrzali do kreowania akcji.

Defensywa również zagrała przyzwoicie. Mimo, że czasami popełniała błędy, w ogólnym rozrachunku nie były to pomyłki nazbyt kosztowne. Miło zaskoczył Gordon Schildenfeld, który wraz z przesuniętym na środek obrony Vedranem Corluką zaliczył udany turniej. Bardzo pewnym punktem był wreszcie bramkarz – doświadczony Stipe Pletikosa, który kilka razy ratował drużynę przed stratą bramki.

Mimo, że Chorwaci pokazali na Euro zęby, to już po fazie grupowej musieli spakować walizki. Do kraju wrócili tym razem z pustymi rękami, ale swoją grą wysłali gigantom europejskiej piłki sygnał: uwaga, nadchodzimy!

Michał Kołosiński

1 komentarz
  1. ŁR dodał komentarz dnia 27 czerwiec 2012

    Dodajmy do tego, że chorwaccy kibice zaprezentowali się prawdopodobnie najlepiej spośród wszystkich na Euro.
    Śpiewy, race, nieustający doping – stara dobra kibicowska szkoła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>